Adam Szustak OP: czy ratowanie kobiet to rzeczywiście Twoja misja?

Adam Szustak OP: czy ratowanie kobiet to rzeczywiście Twoja misja?
Fot. Yoann Boyer / Unsplash
2 miesiące temu
Adam Szustak OP

Pomyśl o tym w kontekście swojego związku. Może masz pomysł, by do końca życia dojechać w tej relacji na delikatnym dystansie. Może coś się popsuło między wami, może jest gdzieś trudno, może rzeczywiście coś się poharatało i masz pomysł, by przez wycofanie trochę to sobie ułatwić.


„Z mężczyznami dzieje się dzisiaj znacznie gorzej, niż z kobietami. Zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak i trzeba szukać dla nich specjalnej ścieżki, by stali się prawdziwie sobą” - uważa Adam Szustak OP. Zainspirowani jego słowami postanowiliśmy przygotować coś specjalnie dla mężczyzn. Jak mężczyzna może wykorzystać doświadczenie własnych grzechów i słabości w budowaniu swojej tożsamości? Dlaczego najczęstszą odpowiedzią Boga na wołanie mężczyzny jest cisza? Jak to możliwe, że kobieta, którą „ratuje” mężczyzna, staje się ratunkiem dla niego? Odpowiedzi na te i inne pytania poszukamy wspólnie z Adamem Szustakiem OP, autorem książki "Projekt Eliasz. Czym jest męska tożsamość?".


Pierwszą fundamentalną cechą każdego mężczyzny, nawet tego, który nie jest w związku, jest ratowanie kobiety w tym świecie. I uwaga! Niestety większość z nas tego nie robi. Traktujemy je albo jak król Achab swoją żonę, czyli są nam potrzebne w czysto cielesny, seksualny sposób, albo są nam potrzebne do ogarniania naszej rzeczywistości. Oczywiście nie mówię o gorszych przypadkach, bo to już są patologie i nimi nie będziemy się zajmować. Musimy więc jako mężczyźni stanąć w końcu w tej roli, w której naszym głównym zadaniem jest przekształcanie nieszczęścia wdowy w szczęśliwy świat. I to jest powołanie każdego z nas.

Ratowanie kobiet to również moje powołanie. Ja robię to oczywiście w inny sposób. Nie jako mąż, ale także muszę znajdować kobiety i ratować je. Dlaczego tylu księży to beznadziejni faceci? Przepraszam, że tak piszę, ale czasem, jak patrzę na niektórych z nich, to po prostu płakać mi się chce, jakimi są mężczyznami. Dzieje się to z jednego prostego powodu: oni nie ratują żadnej kobiety. Nie próbuję oczywiście powiedzieć tu, że należy znieść celibat. Nie. Uważam, że celibat w Kościele katolickim to bardzo dobra rzecz i jestem absolutnym przeciwnikiem zniesienia go. Tylko jeżeli ksiądz również nie nauczy się tej roli ratowania wdów (jasne, że nie w znaczeniu dosłownym), to będzie z niego żaden ksiądz i żaden facet.

Spróbuj zadać sobie na serio pytanie o to, czy przyjąłeś w życiu taką rolę. Czy ratowanie kobiet to rzeczywiście Twoja misja życiowa? Czy jak myślisz o sobie, to definiujesz siebie jako człowieka od takiej roboty? Być może jesteś w związku, może masz żonę, więc jeśli nie podejmiesz tego zadania, ona po prostu umrze bez Ciebie, bo jej została tylko garść mąki i trochę oliwy na dnie, co wystarczy tylko na jeden posiłek. I nie chodzi o przynoszenie pieniędzy do domu, by mąki było więcej i by w ten sposób móc spełniać się jako facet. To niezwykle ważne, by mieć w sobie silne przekonanie, że właśnie taka jest Twoja misja.

Jest jednak jedno „ale”! Można bowiem zrobić z tej misji coś bardzo niesympatycznego, czyli stanąć w takiej pozycji życiowej, gdzie wszystkie kobiety traktujesz jako biedne, uciemiężone, a siebie oraz innych facetów jako herosów i zbawców świata. Można mieć w sobie myślenie: „Bez nas w ogóle ten świat jest marny, strzeżcie się”. Nie o to chodzi w tym, co zrobił Eliasz. Od czego zaczyna on misję ratowania wdowy? Od tego, że ją prosi. Oczywiście skutkiem tej prośby będzie cud i Pan Bóg codziennie będzie napełniał baryłkę potrzebną ilością oliwy oraz dawał wystarczającą ilość mąki. Ale Eliasz zaczyna ratowanie kobiety z Sarepty nie od tego, że przychodzi i mówi: „Słuchaj, pomogę ci, ogarnę to, uratuję cię i wszystko ci dam”, tylko startuje z pozycji kogoś, kto sam nie ma i prosi. On nie udaje, jego prośba nie jest jakimś fortelem, przykrywką, pod którą próbuje się prześlizgnąć jako heros. Nie. On naprawdę przychodzi do niej jako potrzebujący. I robi to po męsku, czyli przychodzi i mówi: „Daj mi wody”, a gdy widzi, że wdowa idzie po wodę, to dodaje: „Wiesz co, to jeszcze kromkę mi przynieś”. Kobieta żali się, że ma tylko małą garść i nie starczy, by się wszyscy pożywili, a on na to: „To zrób najpierw dla mnie”. To takie męskie, prawda? Tylko co tu jest najważniejsze? Eliasz nie boi się prosić. Nie możemy więc stanąć względem kobiet w takiej pozycji wyższości, tylko rzeczywiście uznać, że potrzebujemy ich pomocy. Pamiętasz scenę z Ewangelii św. Jana, w której Pan Jezus spotyka się przy studni z Samarytanką? On tam robi dokładnie to samo, co Eliasz. Jezus mówi do tej kobiety: „Daj Mi pić” (J 4, 7). Ich spotkanie kończy się tym, że Jezus mówi Samarytance o wodzie gaszącej wszelkie pragnienie, której źródłem oczywiście jest On sam. Wcześniej Jezus zaczyna jednak jako ktoś, kto prosi, kto nie ma. I to nie jest udawane, Jemu naprawdę strasznie chce się pić. Jest Kimś, kto prosi, a dopiero potem przekształca to w rzeczywistość, w której On daje. Potrzebujemy więc stanąć jako mężczyźni w tej samej pozycji. Nie jako „Ja, zbawca kobiet” czy „Ja, ratunek dla wszystkich wdów świata”, ale najpierw jako potrzebujący pomocy od kobiety.

W tym fragmencie z Pierwszej Księgi Królewskiej jest jeszcze jeden bardzo ciekawy szczegół. Zauważyłeś, że wdowa ma wodę w studni, a Eliasz nie ma jej w potoku? Jak to możliwe, że Eliaszowi wysechł potok, a ona w studni ma wodę, bo przecież  idzie po nią? W całym kraju panuje susza, a wdowa ma studnię z wodą. Czyli można wywnioskować, że ona jest dla niego ratunkiem? Tak, rozwiązaniem tej sytuacji jest przywrócenie balansu. Nie chciałbym, byś po przeczytaniu tego, co tu piszę, miał przekonanie, że jako facet jesteś siłą naczelną w świecie, bo Twoim zadaniem jest ratowanie kobiet. Nie. Niestety większość świata męskiego tak myśli, że faceci są kobietom niezbędni, że tylko oni powinni przewodzić i ewentualnie kobietom pomagać. Jak się jednak okazuje, również niezbędnie my ich potrzebujemy.

Co to znaczy w konkretach? Spróbuj przyłożyć tę potrzebę równowagi do swojego małżeństwa. Wiem, wiem, że może masz w głowie teraz myśli typu: „Ojcze, nie znasz mojej żony, z nią się nie da. W ogóle to fajny masz pomysł, ale u mnie nie wypali. Balans? W życiu!”. Odłóż je na bok na chwilę. Pamiętasz, na czym polegał rozpad mężczyzny i kobiety w raju? Właśnie na tym, że oni się totalnie rozjechali i powiedzieli sobie: „To się nie uda”. Na czym bowiem polegał grzech pierworodny, oczywiście poza  tym, że pierwsi rodzice zgrzeszyli względem Pana Boga? Na tym, że gdy Ewa gadała z wężem, Adam nic nie zrobił, nic nie powiedział, zupełnie się nie zaangażował. Czyli u początków grzechu było też to, że Adam był totalnie niezaangażowany i nie zareagował na dramat, który dział się w rozmowie Ewy i węża. Adam nie wszedł z nią w żadną relację, a potem zostało już tylko wzajemne obwinianie. Kiedy Pan Bóg ich potem spotyka w krzakach, nie rozmawiają normalnie, tylko przerzucają winę jedno na drugie.

Pierwszym światem, bez którego nie odbudujesz Twojej męskości, jest przyjęcie, że jako mężczyźni fundamentalnie potrzebujemy kobiet. One mają źródło w studni tam, gdzie my już nic nie posiadamy. I to właśnie do nich musimy pójść i poprosić: „Napój mnie i nakarm mnie”. Nawet jeśli to zrobisz w typowy męski sposób, mówiący: „Najpierw ja”. Za chwilę bowiem okaże się, że ona jeszcze bardziej potrzebuje Ciebie. To jest niezwykła symbioza, nie ma tu siły przewodniej. Co więcej, nie ma tu siły, która bardziej potrzebuje tej drugiej. On przychodzi z ogromnym pragnieniem i jednocześnie okazuje się, że ona ma również wielkie pragnienie, bo umiera. Pomyśl więc o tym w kontekście swojego związku. Może masz pomysł, by do końca życia dojechać w tej relacji na delikatnym dystansie. Może coś się popsuło między wami, może jest gdzieś trudno, może rzeczywiście coś się poharatało i masz pomysł, by przez wycofanie trochę to sobie ułatwić. Nie! Nie jesteś facetem, jeśli tak robisz!

Tekst pochodzi z książki Adama Szustaka OP "Projekt Eliasz. czym jest męska tożsamość?">>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Adam Szustak OP
34,90 zł

Poznaj historię Eliasza, który „powstał jak ogień”; walcząc w nocy, przezwyciężył swoje słabości i odkrył własną tożsamość.

Ojciec Adam nikogo nie głaszcze w tej książce. Pokazuje dosadnie i wprost co dzieje się z marnymi facetami...

Skomentuj artykuł

Adam Szustak OP: czy ratowanie kobiet to rzeczywiście Twoja misja?
Komentarze (4)
OO
~Olo Olo
27 marca 2020, 16:39
A co, jeśli żona jest druga i niesakramentalna?
NA
~Neo Anonim
13 marca 2020, 11:32
Pomimo ukończonych 31 lat w sferze uczuciowej dalej jestem niestety bardzo ułomny. Nigdy nie dojrzałem do posiadania kobiety, nie było żadnych randek, pocałunków, przytulania, chodzenia za rękę, o stosunku seksualnym nie wspominając. Co więcej, w przestrzeni publicznej zwracają na mnie uwagę dziewczęta 16+ bo dziwacznie wyglądam, ale nie wiem co mam z tym fantem robić, boje się odezwać i myślę żeby sobie darować z tym wszystkim raz na zawsze bo ja do żadnego związku już się nie nadaje. Mój czas minął.
KP
~Karolina Prokop
15 marca 2020, 20:13
Neo Anonim Twój czas nie minął - dopiero się rozpoczyna! Ja w tym roku skończę 30 lat i podobnie jak Ty nie byłam w poważnym związku, ale się nie poddaję i wierzę że Pan Bóg ma dla mnie życiowy plan w którym kiedyś poznam odpowiedniego mężczyznę z którym stworzę związek. Wiadomo, że każdy ma chwile zwątpienia, ale nie możesz się poddawać i walcz o swoje. Wiara i modlitwa pomagają!
NA
~Neo Anonim
30 marca 2020, 08:09
Niepoważny a żaden to jednak różnica. Chyba nie za bardzo wiesz o czym ja mówię, nie chodzi mi nawet o związek ale pierwsze uniesienia. Twój przykład w dzisiejszych czasach jest dość powszechny.

Skomentuj artykuł

Adam Szustak OP: czy ratowanie kobiet to rzeczywiście Twoja misja?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.