Nie możemy tolerować agresywnych zachowań na Mszy świętej

Nie możemy tolerować agresywnych zachowań na Mszy świętej
fot. © Mazur/cbcew.org.uk

Nie można tolerować zgorszenia, jakie dokonuje się poprzez księży udzielających Komunii na rękę! Trzeba powstrzymać te gorszące praktyki! Naszym obowiązkiem jest stanąć w obronie Boga! Słysząc takie hasła, zadałem sobie pytanie, jakiego Boga głosimy ludziom w naszych kościołach? Jak należałoby nazwać emocje katolików, którzy twierdzą, że są zgorszeni? Czy to co nazywają zgorszeniem jest nim rzeczywiście?

Podsumowując pół roku pandemii, która zmusiła nas do zmiany wielu dotychczasowych przyzwyczajeń, wdałem się ze współbraćmi w dyskusję nad trudnościami, z jakimi borykali się podczas Mszy świętej. Zredukowanie wiernych uczestniczących w Liturgii do 5 osób, pilnowanie, by każdy zakrywał usta i nos, by korzystał z płynu dezynfekcyjnego tak jak do tej pory korzystał z kropielnicy… Z całą pewnością nie była to komfortowa sytuacja. Wpływy z tacy zmniejszyły się zdecydowanie. Do spowiedzi przystępowało niewielu.

Jednak nie to zaskoczyło najbardziej i przytłoczyło większość moich rozmówców, lecz postawa niektórych osób, które uchodziły do tej pory za przykładnie pobożne. Otóż katolicy regularnie uczestniczący w Eucharystii, jeżdżący na pielgrzymki i nieopuszczający żadnej religijnej uroczystości, stali się najbardziej nieodpowiedzialni, wręcz agresywni. Oczywiście nie wszyscy z nich i nie większość. Dzięki Bogu.

Do tej pory pokorni i zaangażowani w różne parafialne akcje teraz głośno protestowali przeciwko przyjmowaniu Pana Jezusa na rękę, przeszkadzając innym w pobożnym uczestnictwie we Mszy św. A potem w zakrystii wymyślali księdzu, że kazał im ustawić się w drugiej kolejce, a nie w pierwszej; że nie chciał im podać Pana Jezusa do ust, gdy stali przed nim i robili złowrogie miny. Rozdzwoniły się telefony do Kurii. Ze słuchawki wypełzały niewybredne słowa i groźby, że ten i tamten ksiądz będzie się smażył w piekle, bo uważa, że od Pana Jezusa można się zarazić. Wręcz dziwi łatwość z jaką „pobożni” wysyłają do piekła nie tylko księdza ale i ludzi wyciągających dłoń, by nakarmić się Bogiem. Ktoś mógłby sądzić, że zapełnienie piekła stało się ich specjalną misją. To nieliczna grupa, dzięki Bogu. Ale ile krwi zepsuje! Ciśnienie podniesie! Zakląłby człek, jak na wojnie!

Znajoma opowiadała mi, że gdy wróciła od ołtarza, przyjmując Komunię na rękę, i siadła w ławce obok swojej koleżanki, usłyszała od niej: „Ale po tobie Luśka, to bym się tego nie spodziewała!” Gdy wyszły z kościoła, nie wróciły już razem do bloku, w którym mieszkały. Każda poszła osobno.

Jak radzić sobie z takimi sytuacjami? Jak nie dać się sprowokować? Próba rozmowy z nabuzowaną osobą, raczej nie przynosi rezultatu. Jeden z księży psychologów radzi, aby potraktować tych ludzi, jako osoby chore i tak się do nich odnosić, jakby cierpieli na coś nieuleczalnego. Są także tacy, którzy są gotowi zachęcać ich do terapii. Oczywiście dobrowolnej, nie przymusowej. Niejeden ksiądz przekonał się, że konieczna jest w parafiach katechizacja dorosłych, a wykładowcy teologii w seminarium zadali sobie pytanie o formację kleryków: Co zrobić, aby w przyszłości nie popadali w heretycki spirytualizm, nie absolutyzowali gestów religijnych, nie stawali się buchalterami Pana Boga lecz kochającymi pasterzami?

Już widzę agresywne miny „obrońców Boga” czytających o wspomnianym wyżej pomyśle terapii. Nie ma nic nienormalnego w tym, że człowiek jest przyzwyczajony do pewnych form religijności i że trudno jest mu się z nimi rozstać. Każdą z takich formę trzeba uszanować, nawet jeśli trafi do skansenu, a może tym bardziej – bo to przecież nasza historia. Problemem nie są przekonania i zwyczaje, lecz agresja. Religia, która wzbudza niechęć do ludzi, kimkolwiek by oni nie byli, i wzywa do obrony Boga atakując człowieka, nie służy Bogu lecz szatanowi. Bo jeśli ktoś myśli, że ratuje Boga przed człowiekiem – czyli uważa się za zbawiciela Boga – to należałoby się zapytać w jakiego Boga wierzy. Czy jest to jeszcze Bóg chrześcijan, czy tylko wytwór jego wyobraźni?

Bracia i siostry, którzy głośno, zbyt głośno sprzeciwiają się podawaniu Pana Jezusa na rękę, zarzucają księdzu gorszące zachowanie, bo pozwala upaść Świętej Hostii na zbrukane grzechem ręce chrześcijanina. Czy mówią o tym samym zgorszeniu, o jakim wspomina Jezus w Ewangelii? Bo jeśli tak, to byłoby lepiej takiemu księdzu „kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza" (Mt 18,6).

Znamy sytuacje z nowożytnej historii, gdy pobożni ludzie gorszyli się obecnością czarnoskórych na Mszy dla białych, wściekali się, gdy oszczędzono „czarownicę”, która powinna być spalona. Zgorszeniem było krojenie chleba nożem i koszenie żyta kosą zamiast sierpem. Nie o takim zgorszeniu mówi Jezus. Również On, chcąc zrelatywizować zwyczaje ustanowione przez ludzi, był dla wielu zgorszeniem. Gorszył tym, że rozmawiał z Samarytanką, że nie wyciągnął żadnych konsekwencji wobec nierządnicy, że uzdrawiał w szabat, że mówił o zburzeni świątyni. Budził agresję w ludziach, którzy od urodzenia, z dziada pradziada, przestrzegali zwyczajów religijnych i uważali je za dogmat. Gdy ktoś próbował im uświadomić, że nie to jest ważne oraz głosił wzajemny szacunek i miłość, narastała w nich złość. I jeśli stawali się gorszymi ludźmi to nie z powodu zachowania Jezusa, lecz z powodu swojej zatwardziałości.

To, że kogoś bulwersują niektóre postawy lub słowa, nie oznacza, że są one gorszące, że ludzie stają się przez to gorsi. Nawet jeśli kogoś zaskakują, mogą się przyczynić do zburzenia sztywnych konwenansów, mogą wyleczyć z uprzedzeń, uwolnić od przesądów, które człowiekowi wpojono za młodu lub pomóc mu wyzbyć się ograniczeń, które sam sobie narzucił.

Módlmy się za tych, którym trudno jest rozeznać, co ze starych rzeczy zachować i co z nowych przyjąć, co jest niezmienne a co przemija wraz z kolejnym pokoleniem. Każda zmiana, bez której Kościół nigdy by się nie rozwijał, wymaga postawy ojca rodziny, który „ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”. Odpowiadajmy troską na agresję wynikającą ze zbytniego przyzwyczajenia się do tego co stare, gdyż bierze się ona z lęku przed utratą czegoś, co ludzie ukochali. Może za bardzo ukochali. Może bardziej niż samego Boga. Z miłością się jednak nie dyskutuje. Nie argumenty są tu potrzebne, lecz świadectwo, że zmiany nie są kompromisem ze światem, nie wypływają z jakiegoś nowego trentu w teologii, lecz z miłości.

 

socjusz przełożonego Prowincji Wielko­polsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego, współpracownik portalu DEON.pl oraz Jezuici.pl. Opublikował między innymi: Niebo jest w nas; Miłość większa od wiary; Pogromcy zamętu; Ro­dzice dodający skrzydeł

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
bp Piotr Jarecki, Tomasz Krzyżak
31,43 zł
44,90 zł

Czy Polska jest ziemią bez proroków?

Odważna, szczera i poruszająca rozmowa dziennikarza „Rzeczpospolitej” Tomasza Krzyżaka z biskupem Piotrem Jareckim. Nie tylko o polityce i relacjach państwo–Kościół, ale też o niespełnionych ambicjach, samotności i problemach księży.

...

Skomentuj artykuł

Nie możemy tolerować agresywnych zachowań na Mszy świętej
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.