Stoch, Wojciechowska, Hołowczyc - co ich łączy? Jest w nich nadal dziecko!

Stoch, Wojciechowska, Hołowczyc - co ich łączy? Jest w nich nadal dziecko!
Fot. depositphotos.com / Youtube

Kamil Stoch, Martyna Wojciechowska czy Krzysztof Hołowczyc. Co ich łączy? Wszyscy zachowali w sobie dziecko. Poznaj niezwykłe historie wyjątkowych ludzi ze świata m.in polskiego sportu czy telewizji, które zostały opowiedziane w książce "Jak mieć w życiu frajdę" autorstwa Katarzyny Stoparczyk.

Kamil Stoch - "Chodzi o to, żeby pożyć"

Katarzyna Stoparczyk: Komu dedykuje pan swoje skoki?

Kamil Stoch: Nie zastanawiałem się nad tym komu, ale jak bym teraz miał pomyśleć, pomyśleć, przede wszystkim Panu Bogu, bo to dzięki Niemu jestem tym kim, jestem, i robię to, co robię.

Ale też swoim najbliższym, mojej żonie, moim rodzicom. Tym, od których dostaję dużo wsparcia: współpracownikom, czyli trenerom, i kibicom, którzy jeżdżą za nami, dopingują nas, zdzierają gardła i życzą nam jak najlepiej, a czasem razem z nami po prostu się denerwują.

Jakim pan był dzieckiem?

Szczęśliwym.

Poobijanym trochę?

Bardzo poobijanym, zawsze coś sobie zrobiłem. Taka niefrasobliwość została mi do dzisiaj, bo ostatnio pomagałem żonie w porządkach...

Właśnie! Pan przed chwilą pokazał mi kciuk, który jest cały poszarpany, jakby pana mama powiedziała: poharatany.

Tak po prostu mam, że jak idę obok kanciastego stołu, potrafię się uderzyć o kant. To mi zostało z dzieciństwa - a to sobie zwichnąłem obojczyk, a to skręciłem nadgarstek, złamałem nogę.

Ciekawe, że wszystko działo mi się w domu albo w okolicach domu, a nigdy na skoczni. Na skoczni miałem tylko jeden wypadek, przez który przeszedłem dwie operacje, to była jedyna taka trudniejsza sytuacja, reszta zdarza mi się w domu. 

Czy to prawda, że jako mały czteroletni chłopiec skakał pan z fotela?

Tak, skakałem ze wszystkiego, co się dało, z dachu, z daszku, z płotu, z fotela, z wersalki - ze wszystkiego, co miało jakąś wysokość.

Co panu sprawia największą frajdę? 

Czuję największą frajdę, kiedy mogę innym sprawić radość, kiedy widzę, że coś, co zrobiłem, daje ludziom przyjemność, że ktoś się przez to uśmiechnął, poprawił się jego nastrój.

Martyna Wojciechowska - "Codziennie mam nową zajawkę'

Katarzyna Stoparczyk: Kiedy ostatnio czułaś się jak beztroskie dziecko, które może wskoczyć w sam środek kałuży, opryskać świat i mieć to w nosie?

Martyna Wojciechowska: Właśnie przed chwilą, wiesz? A jeśli chodzi ogólnie wchodzenie w miejsca, w które z reguły nie wypada czy nie wolno wchodzić, to ja jestem pierwsza. Jeśli o mnie chodzi, to możemy wyjść stąd, poskakać po kałużach i zrobić wszystkie inne niemądre rzeczy. Użyję kolokwializmu, ale nie ma obciachu. Najzabawniejsze jest to, że moja córka, która jest żywym srebrem, chodzącą radością, czasami mnie strofuje za takie zachowanie i mówi: "Mamo, mamo, proszę cię". A ja na to: "Co, przecież to jest super, że możemy potańczyć". "Na ulicy?". Właśnie na ulicy, Maryśka, i nigdy z tego nie rezygnuj".

Nikt prawdopodobnie nigdy nie wyznaczył ci w dzieciństwie wyraźnej granicy, tylko mówił: "fruń, Martyna, fruń". Czy tak było?

To prawda. Tak było. Poczułam tę granicę, w sensie fizycznym, dwa lata temu. Miałam wypadek na motocyklu, złamałam obojczyk. I pomyślałam, że w jakimś sensie symbolicznie los przekręcił mi skrzydło. Przez długi czas nie miałam tej ręki, właściwie była bezużyteczna.

Byłam przekonana, że tak już zostanie, że ja już wielu rzeczy w życiu nie zrobię i nie będę mogła zrobić. Przez dwa lata włożyłam wiele wysiłku i pracy, żeby wyrehabilitować ten bark. Po dwóch skomplikowanych operacjach i wielu wylanych łzach na macie do ćwiczeń jest wreszcie tak, jakby nigdy się nic z tą ręką nie wydarzyło. 

Gdzie jest sufit?

Jaki sufit?

W ogóle go nie ma? Każdy jakiś ma. Ja na przykład boję się wielu rzeczy. To jest mój sufit - nie wyciągnę ręki, bo się boję. O dziecko, o różne inne rzeczy.

O dziecko też się boję. Jedyne co w ogóle byłoby w stanie mnie sparaliżować, to lęk o moje dziecko. Na szczęście mam taką konstrukcję, że jeśli dzieje się coś złego, trudnego, to zachowuję przenikliwość umysłu i działam do końca. Kiedy wszyscy tracą głowę, utrzymuję kontrolę. Potem mogę sobie popłakać i poprzeżywać to, co się wydarzyło, kiedy dzieje się coś naprawdę złego, po prostu wchodzę w rolę lidera i mówię "stop". 

A co robisz, kiedy ktoś ci powie: "Martyna, tego się nie da zrobić?"

To jest najlepsze zdanie, które mogę usłyszeć. Mnie się wtedy zapalają oczy i mówię: "Nie można? Nie da się? Nie, niemożliwe nie istnieje". Jestem wdzięczna wszystkim, którzy mi tak mówili, bo bardzo mnie to zmobilizowało.

A co dzisiaj powiedziałabyś tej małej dziewczynce, która ciągle jest w tobie?

Żeby wciąż miała odwagę być sobą, żeby ufała swojej intuicji, swoim wyborom, żeby nie wierzyła, jeśli ktoś jej mówi, że niemożliwe istnieje. Żeby wciąż miała potrzebę doświadczenia i udowadniania, że jednak niemożliwe nie istnieje. Chciałabym te cechy w sobie pielęgnować. 

A za co byś tej małej dziewczynce dzisiaj podziękowała?

Za ciekawość i upór. Podziękowałbym jej za to, że to wciąż ze mną jest.

Krzysztof Hołowczyc - "Lecę jak ptak"

Katarzyna Stoparczyk: Czego pan się boi?

Braku przyszłości. To jest największy lęk - że nie będzie jutro czegoś ważnego do zrobienia. Kiedyś to były inne rzeczy: czy będzie kontrakt? Czy będę jechał? Czy następny sezon jest już zapewniony? Czy rajdówka będzie odpowiednia? Dziś to się przeniosło na poczucie, że jeżeli mam jutro pięć zadań do wykonania, to już się cieszę.

Jak wygląda prawdziwy "Hołek", który siedzi za tym uśmiechem. 

Chyba jest delikatny. Nawet bym powiedział, chociaż nie lubię tego słowa: miękki. W sytuacjach, kiedy dzieje się coś prawdziwego, kiedy są emocje, kiedy komuś się dzieje krzywda, nagle odnajduję w sobie człowieka, który chciałby komuś pomagać.

To się kryje pod maską "walczaka, który chce wszystkim pokazać, że jest najszybszy, najlepszy, najwspanialszy. Myślę, że to jest wpływ mojej żony. Przy niej zrozumiałem, co znaczy empatia. Po co ona jest, co człowiek może poczuć. Nagle zrozumiałem, że kiedy ktoś, kto potrzebuje pomocy, ją ode mnie otrzymuje, a ja potem widzę jego wzrok, to jest dopiero zwycięstwo. I taka właśnie satysfakcja nagle zaczęła być dla mnie piekielnie ważna.

Jakim był pan dzieckiem?

Szalonym. Byłem dzieciakiem, o którym dzisiaj by powiedziano, że jest ADHD razy trzy. Po prostu cały czas zasuwałem. Wciąż musiałem coś robić. Cały czas biegałem na wysokości lamperii. Ciągle wchodziłem na szafę...

Muzyka jest dla pana ważna?

Słucham dużo muzyki. Ona świetnie mi służy w momencie tuż przed startem, kiedy dużo jeszcze można głową zdziałać. Na początku sam się naśmiewałem, jak psycholog mówił: „Jesteś silny, masz skrzydła, jesteś gotowy do boju”, ale stopniowo, kroczek po kroczku, nauczyłem się wielu technik, które mi pomogły.

Jak duże dzisiaj ma pan skrzydła?

Odpowiednio duże, żeby móc się wznieść i lecieć tam, gdzie chcę.

Kiedy poleciał pan najdalej?

Cały czas się unoszę. Czasem spadam, czasem mocno stąpam po ziemi, ale bardzo lubię te chwile, kiedy czuję, że kocham. I dalej nie będę mówił.

Bóg jest na Dakarze?

Pewnie, że jest. Różni oceniacze, malkontenci i ci, którzy się znają najlepiej, powiedzą: „To dlaczego zginął ten czy tamten? Dlaczego tak się stało?”. Zawsze na coś takiego odpowiadam, że może ten, co zginął, już był gotowy, może ta armia, która gdzieś tam się szykuje w zaświatach, potrzebowała tego, a nie innego.

Gdy zakładam, że jest ten inny świat, jest pięknie z tym odczuciem, istnienie Pana Boga ma sens, a ja zyskuję ogromną siłę, ogromną potrzebę bycia, czuję ją w sercu.

 

 

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
29,90 zł

Album z myślami św. Jana Pawła II jest wspaniałym prezentem, jakim można obdarzyć ochrzczone dziecko i jego rodziców. Zawiera niezwykłe słowa papieża - Polaka na temat pierwszego sakramentu jaki każdy chrześcijanim przyjmuje, ukazując jego wielką...

Skomentuj artykuł

Stoch, Wojciechowska, Hołowczyc - co ich łączy? Jest w nich nadal dziecko!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.