Królowa w świecie bez Boga

Królowa w świecie bez Boga
Materiały prasowe
Sobota, 08:00
Benedykta Baumann / zakonnicabezprzebrania.blogspot.com

Właśnie obejrzałam ostatni odcinek i trudno mi się uspokoić. Przejść do porządku dziennego jakby nigdy nic? Po prostu się nie da. Choć nie mam pojęcia o szachach, w Gambicie królowej, a zwłaszcza w postaci głównej bohaterki, odnajduję siebie - pisze s. Benedykta Baumann.

Już pierwszy odcinek rozłożył mnie na łopatki. Utożsamiłam się z dziewczynką o bogatej wyobraźni błądzącą po mrocznych zakamarkach bezdusznego sierocińca. Chociaż moje losy nie są (na szczęście) aż tak dramatyczne jak losy genialnej szachistki Beth Harmon, bohaterki powieści Tevisa Waltera i Netflixowego serialu Scotta Franka, zobaczyłam siebie w peerelowskim przedszkolu tęskniącą za rodzicami mieszkającymi w innych miastach.

Przy kolejnych odcinkach było już tylko gorzej: czyli mocno, angażująco, poruszająco, momentami nawet wstrząsająco. A przecież nie ma w serialu ani kropli krwi, ani grama brutalności, żadnej sceny ostrego seksu. Jest jednak to, co najbardziej kocham w kinie, teatrze, literaturze: opowieść, która dotyka serca.

Serial ogląda się jednym tchem. Mam znajomych, którzy poświęcili na te 7 odcinków jedną noc. Ja nie byłabym w stanie, nie tylko dlatego, że potem trzeba wstać bladym świtem, ale przede wszystkim dlatego, że to dla mnie zbyt duża dawka emocji, dotykających mnie osobiście tematów i pytań, które muszę zadać również sobie.

Jakie to tematy? Jakie pytania?

  1. Pasja – główna „bohaterka” serialu, bo przecież to historia o szachach. Dodajmy: pasja, która jest kobietą, bo przecież to serial o szachistce, która z wdziękiem i zimną krwią miażdży wszystkich męskich przeciwników. Nawet tych światowej sławy. I to w wieku niecałych dwudziestu lat! Muszę przyznać, że moja kobieca duma tutaj uśmiecha się z dziką satysfakcją. Ale pasja ma także swoją cenę: domaga się wyłączności. Uzależnia. Może sprawić, że ktoś, kto się jej poświęci, całkowicie zamyka się w jej świecie… Zachwyciła mnie szachownica – mówi bohaterka – Odrębny świat na 64 polach. Czuję się w nim bezpieczna. Kontroluję go, panuję nad nim. Jest przewidywalny. Jeśli tracę, winię tylko siebie.
  2. Zmaganie – coś, co czyni film o pasji prawdziwym. Oczywiście pojawia się tutaj pewien „hollywoodzki” schemat, ograny już w niejednym, nie tylko amerykańskim filmie o sportowcach i geniuszach: trudny punkt wyjścia – mentor - debiut – rozwój – pierwszy spektakularny sukces – porażka – równia pochyła – „albo się ogarniesz, albo będziesz nikim” – mordercza walka z sobą – zwycięstwo. To, co najciekawsze, to właśnie ta mordercza walka z sobą. Nie tylko o tytuł arcymistrza, znacznie bardziej – o wolność. Beth Harmon jest uzależniona od tabletek na uspokojenie. Tych samych od lat. Wychowawcy dawali je dzieciom w sierocińcu, żeby nie sprawiały kłopotów. Do tego dochodzi jeszcze alkohol i mamy gotowy scenariusz na film o geniuszu, który się stacza – jak choćby w Narodzinach gwiazdy czy naszym rodzimym Skazanym na bluesa. Beth podejmuje jednak walkę. I to jest jej najważniejszy mecz – o wszystko.
  3. Rozliczenie z przeszłością. Beth będzie musiała wrócić do sierocińca, żeby się z nim ostatecznie pożegnać. I wtedy poczuje się prawdziwie wolna, a przynajmniej ten proces w jej psychice się rozpocznie. W serialu oprócz akcji właściwej widzimy retrospekcje. Nie jest ich wiele, ale wystarczająco, żeby zrozumieć bohaterkę, jej wybory, zachowania, zagubienie, i to, dlaczego nigdy się nie uśmiecha, a w sytuacjach intymnych z facetami najbardziej lubi… grę w szachy. Twórcy serialu odkrywają te retrospekcje stopniowo, jakby dokładali do tworzącego się obrazu kolejne puzzle.
  4. Samotność i lęk przed bliskością. Beth jest samotna z oczywistych względów: niewydolni wychowawczo rodzice nie dali rady, zresztą nie żyją. Dziewczynka zostaje skazana na jeden z najgorszych koszmarów dzieciństwa: sierociniec. Adopcyjni rodzice też nie dają rady. Kiedy dziewczyna już osiąga wszystko, nagle się okazuje, że najtrudniejsze są powroty po zagranicznych turniejach do pięknego, lecz pustego domu. I to jest właśnie początek równi pochyłej. Beth szuka bliskości w relacji z koleżanką z sierocińca i pierwszym nauczycielem szachów: woźnym Shaibelem. Potem w dziwnych związkach – nie związkach z kolegami „po fachu”, z którymi czuje się bezpiecznie jedynie wtedy, gdy rozgrywa z nimi partię. Ale prawdziwej bliskości nie umie okazać nikomu, bo nie umie zaufać.
  5. Siła przyjaźni. To jest wątek, który sprawia, że do tej pory mroczny i przygnębiający serial daje nadzieję. Woźny Shaibel przez całe lata zbierał wszystkie informacje i wycinki z prasy na temat sukcesów Beth. Dawna przyjaciółka z sierocińca Jolene pojawia się dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Koledzy szachiści wspierają Beth w finałowym, najbardziej decydującym meczu w Rosji. A przecież potraktowała każdego z nich przedmiotowo. Uwaga, teraz można wybrzydzać: ee, w życiu tak nie ma. Prawdziwa Beth pewnie by przedawkowała prochy popijając je alkoholem, i znaleziono by jej ciało w hotelowej łazience, brzydkie, sine, cuchnące i bez makijażu. Jasna sprawa. Jednak od kina oczekujemy - poza wzruszeniem i mocnymi wrażeniami – otuchy i odrobiny magii. Poza tym scenariusz miniserialu operuje pewnym skrótem, uproszczeniem, a nawet schematem, żeby wydobyć to, co najważniejsze.
  6. I ostatnia kwestia, dla mnie najważniejsza: świat bez Boga. Nie podejrzewam twórców Netflixowej produkcji o takie przesłanie, ale cóż robić: tak im niechcący wyszło. Właśnie ten brak Boga uderzył mnie tutaj najmocniej. To oczywiste, że Boga nie ma na suto zakrapianych alkoholem imprezach, gdzie się pali marihuanę i uprawia seks z tym, obok kogo akurat się siedzi na kanapie. Oczywiste też, że nie ma Go w ponurej, sowieckiej Rosji, ukazanej zresztą w serialu w sposób wysmakowany i niezwykle sugestywny: szarość na ulicach i w ubiorze przechodniów, krwawa czerwień hotelowego neonu, posępne twarze sowieckich elit szachowych i… stoliki z szachami na każdym skwerze, i tłumy wynędzniałych ludzi, którzy je zajmują, bo to jedyna radość, jaka im została w tym smutnym totalitarnym świecie. Doskonale wiemy, że w tej „czerwonej” rzeczywistości nie ma Boga, bo zastąpił ją komunizm. Dużo bardziej bolesne jest jednak to, że Boga nie ma także w chrześcijańskim sierocińcu, gdzie dzieci szpikuje się tabletkami na uspokojenie, a potem przymusowo zapędza się je do kaplicy, żeby ćwiczyły pobożne pieśni. Nie ma Go również w organizacji o niepokojącej nazwie Krucjata Chrześcijan, która hojnie sponsoruje szachistów, ale za cenę gorliwego promowania ich postulatów „walki z ateizmem”. Nie dziwię się bohaterce, że była niewierząca. W takich warunkach trudno spotkać żywego Boga. Nasuwa się jednak pytanie: jeśli nie Bóg, to co? Pasja, kariera, błysk fleszy? Czy tytuł arcymistrza na dłuższą metę coś znaczy, jeśli zabraknie towarzystwa największego Mistrza, Jezusa Chrystusa? A jeżeli się już osiągnie w swojej dziedzinie absolutnie wszystko, to co dalej? Serial nie odpowiada jednoznacznie na to pytanie. sprawia jednak, że ono nie daje spokoju. 

Podsumowując: warte obejrzenia. Poprzez ten serial można zobaczyć i przeżyć własną historię. A przecież chyba o to chodzi w dobrej sztuce, prawda?

Nie mogę jednak nie wspomnieć o rewelacyjnej muzyce Carlosa Rafaela Rivery: buduje napięcie w rytm tykającego zegara szachowego. Warte uwagi są również kostiumy Gabriele Binder, bajeczne, oddające ducha epoki i ewolucję głównej bohaterki. No i oczywiście sama Beth czyli Anya Taylor – Joy i grająca jej młodszą wersję dziecięca aktorka Isla Johnston. Mistrzostwo świata! Tym razem w aktorstwie. Jeśli do tego dodamy jeszcze Marcina Dorocińskiego jako Borgova, najważniejszego przeciwnika Beth w szachach, to mamy gotowy pojedynek, nie tylko szachowy (aktorzy byli przygotowywani do roli przez specjalistów), ale też aktorski. Okazuje się, że szachy mogą być jak taniec.

Na koniec kilka słów o tytule. Jako kompletny laik szachowy, musiałam sprawdzić, co to jest „gambit”. Otóż jest to otwarcie szachowe, w którym gracz poświęca jedną lub kilka bierek za uzyskanie lepszej pozycji. A „królowa”? Najważniejsza figura w szachach, inaczej „hetman”. Kim jest tytułowa „królowa”, nie mamy wątpliwości. Bohaterka jest rzeczywiście w każdym calu KRÓLOWĄ, nawet gdy leży pijana pod stołem: w ubiorze, ruchach, zdecydowaniu i kompetencji, powściągliwych gestach, hipnotyzującym spojrzeniu, z twarzą, na której prawie nigdy nie pojawia się uśmiech, a jednak jesteśmy po jej stronie. Co więc Królowa poświęca, żeby uzyskać lepszą pozycję i być może wygrać życie? Czas, relacje, życie osobiste, zdolność kochania. Czy warto było? A jeśli nie, to czy będzie  w stanie to wszystko odzyskać? Zakończenie sugeruje przełom, ale pozostawia nas w niepewności.

Wpis pojawił się na blogu zakonnicabezprzebrania.blogspot.com. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
abp Grzegorz Ryś
25,75 zł
42,90 zł

Kościół, do którego chcemy należeć, jest tutaj

Zamieszczone w książce rozmowy z arcybiskupem Grzegorzem Rysiem powstawały na przestrzeni kilkunastu lat. Pierwsze wywiady redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” przeprowadzali, kiedy obecny metropolita łódzki był jeszcze prezbiterem, a ostatnie...

Skomentuj artykuł

Królowa w świecie bez Boga
Komentarze (10)
AA
~A. A.
22 listopada 2020, 22:44
Film bardzo dobry. Ja również zwróciłam uwagę na odrzucenie przez bohaterkę Boga. Ale nie było to dla mnie oczywiste, nie wynikało jasno z fabuły. Bo przecież po stracie prawdziwej matki Beth zyskuje matkę adopcyjną, odnosi sukcesy, wcześniej znalazła swój świat w grze. Nie pokazano zmagań z Bogiem. Bohaterka nie uzasadniła swojej niewiary, gdy odmówiła wygłoszenia oświadczenia. Te scene odebrałam jako nie do końca logiczną, bardziej jako wyraz apriorycznych założeń twórców filmu.
JM
~Jarosław Molenda
21 listopada 2020, 18:59
Netflix - kanał ideologiczny lewactwa. Arcybiskup Gądecki trafnie podkreślił przerażającą promocję homoseksualizmu, hedonizmu i rozwiązłości wylewającą się z tego kanału. A przecież jest Telewizja Trwam, przecież jest Radio Maryja, są audycje katolickie w Telewizji Polskiej, ale taplanie się w grzechu bardziej pociąga pluszowych katolików. A teraz jeszcze promocja tego plugastwa na łamach katolickiego Deon. Jak tak można, jak Wam nie wstyd?!
EN
~Ewa Niezgodna
22 listopada 2020, 06:19
Katolicki Deon nie jest zaszufladkowany , jest otwarty na wszelaką różnorodność Pan Bóg kocha nas wszystkich , bez różnicy a ty istoto ziemska nienawidzisz ,, pluszowych katolików ,, Zioniesz jadem do myślących inaczej , nie dajesz prawa wyboru To nie są wartości chrzescijanskie Ty osadzasz i promujesz swoje wybujałe EGO Bóg nas będzie osądzał za miłość i tolerancję do bliźnich
NN
~No Name
22 listopada 2020, 09:36
Wy jesteście pluszowy zamknięci we własnej bańce udający, że tylko katolicy na tym świecie istnieją. Świat nie jest czarno biały. Jesteście takimi samymi grzesznikami jak inni a największy grzech to pycha. Btw. Netflix to platforma stremingiwa która poza własnymi produkcjami ma w ofercie kupione produkcje. Tam jest algorytm jeśli oglądacie filmy tylko z tagami sex przemoc to takie się będą wyświetlać
KS
Konrad Schneider
23 listopada 2020, 08:08
~No Name: Trafione w punkt! Kazdy widzi to, co chce widziec :-) To zle chyba swiadczy o niektorych biskupach :-)
MJ
~Magda Ja
23 listopada 2020, 08:11
Reprezentuje Pan taki właśnie katolicyzm, który ukazany jest w "Gambicie królowej" - oderwany od rzeczywistości, żyjący w swojej bańce i nienawistny wobec ludzi, pełen poczucia wyższości wobec tych, którzy myślą inaczej. Ten, który odpycha ludzi od Kościoła. Dzięki Bogu są jeszcze duchowni tacy jak Autorka recenzji - oni ratują wiarę w Kościół.
JM
~Jarosław Molenda
23 listopada 2020, 10:52
~Ewa Niezgodna, ~No Name, nie wiem skąd ten fałszywy wniosek u Pani, że nienawidzę "pluszowych", gdyż niczego takiego nie napisałem. Nawet określenie "pluszowi" jest przecież w języku młodzieżowym milusińskie, przytulaśne, kojarzące się pozytywnie. Tyle, że bycie pluszakiem nie jest zadaniem katolika, istotą Kościoła. Tak jak moim zdaniem nie ma nic wspólnego z Nauką Kościoła przedstawianie przez duchownych hippisów (zazwyczaj łysych, po zdjęciach ich poznacie) uczestnictwa w Mszy Świętej jako zabawy: zagra muzyczka, poleje się winko, będą wafelki dla każdego, pośpiewamy sobie i będzie megafajnie. Szatan dziś występuję w przebraniu rybaka ludzi. Wpuścił swoje demony do Kościoła. Za tymi fajnymi pseudoatrakcyjnymi, młodzieżowymi treściami znajduje się jego haczyk, którym wyciąga z Kościoła duszę za duszą, a co smutne w tym dusze naszych rybaków.
JM
~Jarosław Molenda
23 listopada 2020, 11:06
Ciąg dalszy wpisu: Za namowami dzieci skusiłem się na zainstalowanie darmowego okresu próbnego Netflix i HBO. Po włączeniu tych platform na głównym ekranie wyświetlił mi się "sezon promocji LGBT i Gender" lub podobnie. Filmy będące zapewne pochwałą grzechu rozwiązłości i grzechu homoseksualizmu. Jako osoba wierząca nie życzyłem sobie takich treści! Taka jest polityka tych neomarksistowskich platform i proszę nie mącić prawdy jakimiś algorytmami. Włączyłem tryb Kids, tam tego LGBT nie było, ale co było? Oczywiście propagowanie okultyzmu jako fajnej zabawy w sadze Harry Poter. Znów atrakcyjna, młodzieżowa treść na haczyku Szatana. Nasi pasterze z episkopatu mówią jasno: neomarksizm i satanizm, ale młodzieżowi duchowni hippisi twierdzą, że to nie szkodzi, to fajne i megaubaw. Drodzy pluszowi katolicy: w ten sposób zbawienia nie osiągniecie. Włączcie myślenie i wybierzcie katolickie treści pochodzące z katolickich źródeł.
TB
~Turystka Bezdroży
23 listopada 2020, 11:29
Biskup Gądecki mówi i to, po filmie Don Stanislao, że przeprasza...i dziękuje Dziwiszowi za jego posługę przy JPII. To ja gdzieś mam takie przeprosiny.
KS
Konrad Schneider
21 listopada 2020, 10:53
Bog zaplac Siostrze za te pasjonujaca recenzje! Podpisuje sie pod nia obiema rekami!

Skomentuj artykuł

Królowa w świecie bez Boga
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.