Boże dary często mają nieprzyjemne opakowania

Boże dary często mają nieprzyjemne opakowania
fot. NeONBRAND / Unsplash
Logo źródła: w drodze Mary David OSB

"To, co wydaje się utratą i niedostatkiem, jest czymś dokładnie odwrotnym. Bóg daje nam siebie nie w tym, co łechta nasze ego, ale w tym, co nas upokarza. Mamy wybór - przyjąć to ubóstwo lub przed nim uciec, co oznacza ucieczkę przed Bogiem" - czytamy w książce "Droga do radości". Poznaj 6 duchowych wskazówek siostry Mary David OSB. Mimo zdiagnozowania u niej nieuleczalnego nowotworu, pozostała wierna swoim przekonaniom. Do ostatnich chwil czerpała garściami ze źródeł życia zakonnego i odnalazła szczęście w dzieleniu się swymi odkryciami.

Wielu z nas potrafi pięknie opowiadać o słabości i ubóstwie, ale pozostają one dla nas piękne tylko w teorii. Liczy się życie nimi, a to nie należy do pięknych doświadczeń. Sprawy Boże nie zwracają naszej uwagi, czujemy, że zawodzimy w tym, co najważniejsze, życie nieustannie okazuje się nieduchowe, nieobfite: Bóg na wszelkie możliwe sposoby odsłania przed nami nasze ubóstwo.

Jest takie uderzające stwierdzenie św. Katarzyny z Genui. Chodzi w nim mniej więcej o to, że wszystkie nasze smutki, niepokoje i cierpienia są wynikiem duchowego lub doczesnego posiadania. Biorą się one z pragnienia czegoś dla siebie, czy to na poziomie duchowym, czy doczesnym. Święty Benedykt także poleca nam szukać radości wewnątrz, w Bogu, nie w posiadaniu czegokolwiek. Jeśli ktoś doświadcza wewnętrznego radowania się Bogiem poprzez miłość, porzucenie zewnętrznych uciech nie ma wielkiego znaczenia. To podejście uzdalnia nas do widzenia rzeczy takimi, jakimi widzi je Bóg. Pozwalamy im po prostu być, bez potrzeby wiązania się z nimi czy czynienia ich swoją własnością. Skłonność do posiadania może obejmować wszystko i mieć wpływ na życie duchowe - może przybrać postać zaborczego pragnienia duchowej przyjemności.

Duchowe ubóstwo może przybrać wiele form:

1. Ubóstwo w każdych okolicznościach

Cnotę możemy postrzegać na dwa sposoby: albo jako cechę właściwą człowiekowi - przecież to my zachowaliśmy się zgodnie z cnotą, odrzuciliśmy pokusę itd. - albo możemy zdać sobie sprawę, że jest ona całkowicie zależna od łaski Bożej. Jeśli wybierzemy pierwszy sposób, możemy zacząć "kolekcjonować" zasługi, chować je gdzieś i podziwiać niczym skarb. Jeśli zaś obierzemy drugą ścieżkę, wówczas nie będziemy mieć już na to wpływu: wszystko spocznie w Bożych rękach jako Jego własność.

Święta Teresa wspomina lata dziecięce, kiedy to uczono ją zbierać zasługi. Jej siostra Paulina dała jej nawet notes, by mogła zapisywać swoje codzienne postępy. Później jednak św. Teresa wyrosła z tego nawyku: "Istotnie, kierownicy dusz polecają dążącym do doskonałości, aby wykonywali jak najwięcej aktów cnoty i to jest zupełnie słuszne. Mój jednak kierownik, którym jest Jezus, nie uczy mnie, bym liczyła akty, ale abym czyniła wszystko z miłości (…)". Prawdziwym skarbem jest miłość, a miłość to obfitość, której obce są rachunki. Kiedy już nie liczymy, wówczas zbliżamy się do Boga w postawie całkowitego ubóstwa, ubóstwa, o którym mówią ewangelie.

Właśnie dlatego św. Teresa pragnęła stanąć przed Bogiem z pustymi rękoma. Od wszelkich bogactw wolała pokorne przyjmowanie swojego ubóstwa: "nie proszę Cię, Panie, byś liczył moje uczynki. Wszelka sprawiedliwość nasza jest skażona w Twych oczach. Pragnę więc przyodziać się Twoją własną Sprawiedliwością".

Należy to właściwie zrozumieć. Kiedy św. Teresa mówi nam, że nie będzie pokazywać Wszechmocnemu swoich zasług, ale stanie przed Nim z pustymi rękoma, nie daje nam w ten sposób do zrozumienia, że dobre uczynki są bezużyteczne. Dochodząc do takiego wniosku, całkowicie przeinaczylibyśmy jej nauczanie. Jej duchowość polegała na działaniu, chwytaniu każdej okazji, nieodmawianiu niczego, postrzeganiu każdego wymagania, każdego zobowiązania jako zaproszenia do dobrowolnej odpowiedzi w miłości. Jednak nie czyniła tego wszystkiego po to, by zebrać sobie zasługi na wieczność: robiła to wyłącznie z miłości do Jezusa, któremu oddała wszystkie swoje dobre uczynki, by zyskać dla Niego dusze.

2. Wyrzeczenie się postępu

Jak powiada św. Benedykt, na drabinie pokory postępem nie jest wywyższanie się, a uniżanie. Wstępujemy ku górze, nie zyskując coś, ale tracąc wszystko. Ten rodzaj ubóstwa duchowego nie każe nam z niepokojem wyglądać efektów, nie polega na sukcesie, na śledzeniu postępów ani na pytaniu, jak daleko zaszliśmy. To stan, który może istnieć bez światła - nie trzeba w nim widzieć ani rozumieć wszystkiego. Żyjemy w nim wiarą i pewnością.

Wyrzeczenie się postępu nie oznacza, że życie w Bogu polega na staniu w miejscu i akceptowaniu bezczynności. Wręcz przeciwnie, Bóg zachęca nas, byśmy szli naprzód, byśmy stawiali krok za krokiem. Kroki te nie oznaczają jednak postępu. Skoro nie widzimy dokładnie, co się dzieje, i tracimy poczucie naszych osiągnięć, nie sposób mówić o mierzeniu odległości. Trzeba porzucić wszelkie ludzkie miary i przyjąć, że istnieją tylko boskie. Zamiast czuć satysfakcję ze wspinania się coraz wyżej, często musimy kroczek po kroczku iść w kierunku, który zna tylko Bóg. Duchowe ubóstwo często oznacza kroczenie w mroku, nie znając swojego położenia. Wówczas nie dostrzegamy postępu.

Wyrzeczenie się postępu, czyli duchowe ubóstwo, oznacza także, że upadki są nieuniknione. Człowiek zwykle chce się piąć do góry lub przynajmniej stać w miejscu, ale Jezus, który zstąpił z nieba, wybiera upadek. Dowodem miłości jest powstawanie z upadku i przyjmowanie swoich porażek takimi, jakie są. Trzeba nam zdać sobie sprawę z tego, że niedoskonałości te nie obrażają Boga.

3. Próba polegająca na niezadowoleniu z siebie, na poczuciu braku duchowości i hojności

Nie chodzi o to, że Bóg czerpie przyjemność z naszego uniżenia, ale ono musi nastąpić, jeśli mamy mieć udział w Jego życiu. Musimy się oderwać od swojego subiektywnego stanu i skupić się na prawdzie, która jest większa od nas, skoncentrować się na Nim, znaleźć oparcie w Jego prawdzie, a nie w tym, co nam się wydaje. Boże dary miewają nieprzyjemne opakowania. To, co wydaje się utratą i niedostatkiem, jest czymś dokładnie odwrotnym. Bóg daje nam siebie nie w tym, co łechta nasze ego, ale w tym, co nas upokarza.

Mamy wybór - przyjąć to ubóstwo lub przed nim uciec, co oznacza ucieczkę przed Bogiem. Często nie widzimy, lub nie chcemy widzieć, że nasz duchowy obraz siebie liczy się dla nas bardziej niż Bóg. O wiele ważniejsze jest to, by naprawdę doświadczyć, że bez Niego nic nie możemy.

Święta Teresa świetnie to rozumiała: "Jeżeli zechcesz znieść spokojnie doświadczenie polegające na tym, że się sama sobie nie podobasz, to dasz mi tym samym słodkie schronienie; to prawda, że będziesz cierpiała, bo będziesz niejako za drzwiami swego domu, ale nie lękaj się, im będziesz uboższa, tym bardziej umiłuje Cię Jezus". Stanie za drzwiami swego domu jest Bożą łaską, ponieważ zmusza nas do zaprzestania życia dla siebie.

To, co wydaje się utratą i niedostatkiem, jest czymś dokładnie odwrotnym. Bóg daje nam siebie nie w tym, co łechta nasze ego, ale w tym, co nas upokarza. Mamy wybór - przyjąć to ubóstwo lub przed nim uciec, co oznacza ucieczkę przed Bogiem.

4. Życie z chwili na chwilę

Bóg daje nam - tak jak rodzic daje dziecku - wszystko, czego nam potrzeba w danej chwili. Duchowe ubóstwo polega na zadowalaniu się Bożym towarzyszeniem po trochu, z chwili na chwilę. Wolimy, żeby obsypano nas wszystkim naraz, chcemy wiedzieć, że mamy zabezpieczenie, gwarancję na przyszłość. Takie podejście sprawdza się z doczesnego punktu widzenia, ale nie może być prawdziwe z punktu widzenia duchowego. Mówimy, że chcemy polegać na Bogu, ale tak naprawdę wolimy polegać na sobie, trzymać w garści swój duchowy dobytek. Ale Bóg nie udziela łaski na zapas; obdarza nas za to łaską uczynkową, którą otrzymujemy tylko w chwili, kiedy jej potrzebujemy.

Święty Benedykt nazywa ten stan zadowalaniem się. Nie mamy się martwić o jutro. Konieczna jest wiedza o tym, jak kochać z ufnością i nieprzerwanie odnawiać nasze akty wiary. Nasz problem polega na tym, że rzadko kiedy najpierw szukamy królestwa Bożego. Jeśli, podobnie jak Izraelici na pustyni, zatrzymamy naszą mannę do następnego rana (Wj 16, 19–21), zaczniemy gromadzić Boży dar, jeśli odmówimy codziennego przyjmowania tylko tych darów, które są niezbędne, nie będziemy w stanie żyć Bożym życiem na tym świecie.

5. Zapomnienie o sobie

Duchowe ubóstwo oznacza, że jesteśmy w stanie przyjmować, jeśli nie z radością, to przynajmniej ze spokojem, odrzucenie ze strony innych. Cytując św. Teresę: "Tak jest, pragnę być zapomniana a to nie tylko przez stworzenia, ale także przez siebie samą, chciałabym być tak wniwecz obrócona, żebym nie miała już żadnego pragnienia… Chwała mojego Jezusa, oto wszystko!".

To wymaga mocnej wiary w Bożą miłość. Każdy z nas jest najważniejszy dla Boga; możemy sobie pozwolić na chwilę odpoczynku i pozwolić, by On się nami zajął. Wydaje nam się, że dopóki nie zajmiemy się "numerem jeden", nikt inny tego nie zrobi. Wiara podpowiada nam, że jest Ktoś, kto nie spuszcza nas z oka, do tego stopnia, że ani jeden włos nam z głowy nie spadnie (por. Łk 12,7).

6. Wyzbycie się wszystkiego, co nie jest Bogiem

Ubóstwo, podobnie jak posłuszeństwo, jest formą odwzajemniania się Bogu, nie poprzez pomnażanie, poszerzanie, ciągłe zdobywanie, niczym budowniczy wieży Babel, którzy w ten sposób pragnęli dosięgnąć Boga (Rdz 11,1–9), ale przez umniejszanie, poddawanie się. Pierwsi mnisi nazywali to nagością, byciem nagim, by naśladować nagiego Chrystusa. Wymaga to wyrzeczenia się tych dóbr, które mogą pozostać w duszy, takich jak pragnienia i Duchowe ubóstwo wymaga utraty wszelkiego pragnienia uczuć w życiu duchowym. Jest to stan, w którym nie chcemy niczego dla siebie, stan odłączenia od własnej woli. Wyzbywając się wszystkiego, spotkamy Go w całej pełni.

Fragment książki "Droga do radości" Mary David OSB

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
kard. Luis Antonio G. Tagle, Lorenzo Fazzini, Gerolamo Fazzini
27,93 zł
39,90 zł

Czego potrzebuje Kościół, by sprostać wyzwaniom nowoczesności

Przyjaciele mówią na niego „Chito”. Tym zdrobnieniem posługuje się na swoim koncie na Twitterze. Nie zmieniła tego nawet nominacja kardynalska w 2012 r. 

Luis Antonio Tagle wyróżnia...

Skomentuj artykuł

Boże dary często mają nieprzyjemne opakowania
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.