Oczy utkwione w wieczności

Oczy utkwione w wieczności
(fot. cathopic.com)

Jako chrześcijanie nie jesteśmy więc cierpiętnikami dźwigającymi krzyż, lecz ludźmi, którzy świadomie stawiają czoła własnym ograniczeniom, żeby otworzyć się na Bezgraniczną Miłość.

Jezus nie patyczkuje się z nami, lecz sprawę stawia jasno: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,38). Czy chrześcijanin ma być cierpiętnikiem, człowiekiem z wiecznie skwaszoną miną, który co dnia „bierze swój krzyż”? Czy ten, kto chce naśladować Jezusa, nie może być szczęśliwy już tutaj, na ziemi? Czy radość czeka nas dopiero w niebie?

Wszystkie te pytania biorą się chyba stąd, że nie do końca wiemy, czym jest krzyż, o którym mówi Chrystus. Wydaje nam się, że to jakieś cierpienia, problemy, trudności, krzywdy, choroby... Tak, dla wielu to krzyż, który codziennie podejmują. Jednak słowo „krzyż” ma dużo większą pojemność znaczeniową. Przecież są i tacy, którzy w danym momencie nie przeżywają jakichś większych życiowych dramatów, nie cierpią z powodu choroby... Czy wówczas nie naśladują Jezusa?

Krzyżem, który mamy dźwigać, jesteśmy my sami. Bo najtrudniejszym do podjęcia krzyżem jest po prostu codzienność, w której stawiamy czoła, wydawałoby się, błahym sprawom. Lecz to właśnie w codzienności „szlifujemy” samych siebie, stawiając czoła przeróżnym naszym wadom. Wypełnianie obowiązków rodzinnych, domowych, szkolnych czy związanych z pracą. Odpowiedzialne planowanie czasu wolnego, by nie był to czas zmarnowany. To wyzwanie i krzyż każdego chrześcijanina: żeby w tym wszystkim zawsze wybierać Chrystusa, żeby Jego naśladować cokolwiek robimy.

Sens dźwigania krzyża codzienności, sens zmagania się ze sobą, sens podejmowania drogi rozwoju możemy odkryć dopiero w tym, co wynika bezpośrednio z sakramentu chrztu, a co św. Paweł nazywa powołaniem do nowego życia: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie” (Rz 6,3-4). Wraz ze spływającą nam po głowie wodą chrzcielną zostaliśmy pogrzebani dla tego świata, choć fizycznie wciąż na nim przebywamy. Jednak życie nasze zostało wzbogacone o dodatkowy wymiar – mamy dostęp do nieskończonej rzeczywistości nieba, możemy dotknąć go już teraz. A to znaczy, że możemy także doświadczyć prawdziwego szczęścia! Jako chrześcijanie nie jesteśmy więc cierpiętnikami dźwigającymi krzyż, lecz ludźmi, którzy świadomie stawiają czoła własnym ograniczeniom, żeby otworzyć się na Bezgraniczną Miłość. Chrześcijanin to ktoś, kto podejmując w swoim życiu decyzje, zastanawia się nad ich konsekwencjami w niebie. I to będzie dla mnie największą oznaką tego, że już wkroczyłem w nowe życie, o którym pisze Apostoł.

Dla tego, kto wkroczył w nowe życie w Chrystusie, nie będą szokujące słowa Mistrza: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37). Będzie wiedział, że Jezus nie domaga się wyłączności i nie każe nam przestać kochać naszych bliskich, lecz chce nas nauczyć ich kochać miłością prawdziwą. Postawienie Go na pierwszym miejscu w swoim sercu, obranie Go za Pana swojego życia oraz kochanie Go całym sobą sprawia, że otwieramy się także na drugiego człowieka w sposób, którego dotąd nie znaliśmy. Jesteśmy wówczas w stanie przyjąć drugą osobę taką, jaka jest, widząc w niej narzędzie, przez które Bóg może do nas przemówić.

„Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma” (Mt 10,41). Przez to, że nie stawiamy miłości Boga ponad wszystko, nie potrafimy dostrzec Go w drugim człowieku. A drugi może być przychodzącym do mnie prorokiem, czyli człowiekiem, który dzięki temu, że żyje Słowem Bożym, potrafi dostrzec w otaczającym go świecie ślady wieczności. Świadectwo jego życia może stać się dla nas impulsem do duchowej przemiany. Nagrodą proroka, który ma zmysły wrażliwe na Obecność, jest odkrycie Obietnicy dającej nadzieję pośród cierpienia. Widać to dobrze w historii Szunemitki, która w odpowiedzi na gościnę udzieloną prorokowi Elizeuszowi słyszy od niego: „O tej porze za rok będziesz pieściła syna” (2 Krl 4,16).

„Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma” (Mt 10,41). Drugi człowiek może być także przychodzącym do mnie sprawiedliwym, czyli kimś, kto każdej osobie daje to, co się jej należy. W wymiarze wiary sprawiedliwością wobec Boga, wobec ludzi i wobec siebie jest miłość. Przykazanie miłości może wydawać się nam oklepane i wyświechtane. Tak dobrze znamy jego teorię, że aż wychodzi nam ona uszami. Staje się dla nas refrenem, który z chęcią powtarzamy, ale który nie ma wpływu na naszą życiową postawę. Warto więc uświadomić sobie, że nagrodą sprawiedliwego, czyli kierującego się w życiu przykazaniem miłości Boga i bliźniego, jest pokój serca. Człowiek sprawiedliwy jest tak „owładnięty” miłością, że nic nie jest w stanie zburzyć jego wewnętrznej harmonii.

Czy wielu wśród nas proroków? Czy wielu sprawiedliwych? Bywamy prorokami. Zdarza się nam również być sprawiedliwymi. Doświadczamy Obecności i Pokoju. Dzielimy się tym doświadczeniem z innymi. I Bogu niech będą dzięki za te momenty! Oznaczają one bowiem, że zwracamy czasem swe oczy ku Niebu i pozwalamy królować Miłości. Jeśli jednak nie będę mieć oczu utkwionych w tym, co wieczne, będę chrześcijaninem w wersji light, czyli takim, który żyje według Ewangelii, dopóki nie przysparza mu ona problemów i cierpień – dopóki zbytnio nie komplikuje mu życia. Jezus przestrzega nas przed ogromną pokusą instrumentalizowania Ewangelii i dostosowywania jej do swoich potrzeb. Ewangelia nie jest księgą pięknych słów i wzniosłych idei, lecz wyzwaniem, które rzuca nam Miłość: „Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 10,39).

Kapłan archidiecezji gdańskiej, student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Współtwórca vloga "Inny wymiar".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
abp Grzegorz Ryś
25,75 zł
42,90 zł

Kościół, do którego chcemy należeć, jest tutaj

Zamieszczone w książce rozmowy z arcybiskupem Grzegorzem Rysiem powstawały na przestrzeni kilkunastu lat. Pierwsze wywiady redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” przeprowadzali, kiedy obecny metropolita łódzki był jeszcze prezbiterem, a ostatnie...

Skomentuj artykuł

Oczy utkwione w wieczności
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Oczy utkwione w wieczności
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.