Szczęście w małżeństwie, kiedy wszystko się sypie

Szczęście w małżeństwie, kiedy wszystko się sypie
3 lata temu
Maciej Szczęsny SJ

Małżeństwo to nie tylko sielanka, ale i trudne dni, w których dominują kłótnie i ciche dni. Co zrobić, by takich dni było jak najmniej?

Wszyscy chcemy być radośni i szczęśliwi. Jednak często nie umiemy tego odnaleźć w tym, co nas w życiu spotyka. Gdzie szukać szczęścia i radości w życiu? Na to pytanie będzie odpowiadał Maciej Szczęsny SJ, rekolekcjonista. Nowe odcinki w każdy poniedziałek.

Zobacz również:

>> Jak doświadczyć prawdziwej radości na modlitwie?

>> Czy singiel może być szczęśliwy?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Szczęście w małżeństwie, kiedy wszystko się sypie
Komentarze (14)
WR
Wow Ras
20 marca 2017, 13:28
Z całym szacunkiem dla prób pomocy małżonkom - to się chwali - ale zawsze mnie to lekko bawi, gdy osoby nieżonate/niezamężne biorą się za doradzanie w sferze, której nie doświadczają. Wiem, że nie wszystkiego trzeba doświadczyć, aby mieć wiedzę. Tylko właśnie nie o wiedzię tu chodzi, ale o DOŚWIADCZENIE, PRZEŻYCIE, CZUCIE, której niestety celibatariusze nie mają :(
20 marca 2017, 15:11
"osoby [...] biorą się za doradzanie w sferze, której nie doświadczają." ​Jedynm słowem skreslasz facetów ginekologów/położników, kobiety - lekarzy urologów. Dalej choroby wieku starczego mogą leczyc starcy, a nowotwory jedynie ci, co są/byli na nowotór chorzy.
Zbigniew Ściubak
20 marca 2017, 15:56
@TomaszL Nie ma Pan racji. Wszystkie podane przez Pana przykłady oparte są na dość prostym błędzie. "Lekarz nie musi chorować, żeby leczyć pacjentów z chorób". Zgoda. Ale lekarz nie zajmuje się udzielaniem porad "jak chorować". Pozornie zajmuje się chorbą, lecz nie zajmuje się "chorowaniem" tylko oddziaływaniem na organizm, za pomocą różnych (np. farmakologicznych) środków.
Zbigniew Ściubak
20 marca 2017, 16:00
@Wow ras - ZGODA. To przypomina trenera pływaków, który nigdy w życiu nie był w wodzie, ale przeczytał bardzo wiele książek na ten temat i zna bardzo wiele relacji, jak dobrze pływać. Tyle, że sam  - nigdy nie pływał. Przypomina to też przewodnika po dżunglii amazońskiej, z którym mamy się wybrać na miesięczną przeprawę. Ten przewodnik nigdy w dżunglii ani w Amazonii nie był, ale sporo przeczytał i pali się do udzielania nam porad. Generalnie rozwód doświadczenia i teorii w KK stał się dość często spotykanym zjawiskiem. Stąd zresztą zaciekłe walki na słowa, bo jedyne czym się pasjonują ludzie to teoria.
TD
Tomasz Dyć
20 marca 2017, 16:07
ale ciągle zostaje jeszcze masa ludzi których skreślasz :) np. psycholog czy psychiatra - jak najbardziej udzielają porad a sami nie koniecznie przeszli to co pacjent.  Stara rzymska zasada - "nikt nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie" i tu ma pewne zastosowanie. O tym jak być dobrym księdzem trzeba pytać nie-księdza, a o tym jak być dobrym mężem/żoną trzeba pytać osobę niezaangażowaną. Z boku widać inaczej i to spojrzenie z boku może dać zupełnie nowe światło.
20 marca 2017, 16:22
Mylisz się - każdy z wymienionych lekarzy jak najbardziej udziela porad. Choćby jak zyć, aby uniknąć nawrotu choroby. Albo jak urodzić dziecko.  Albo jak żyć z konkretną nieuleczalną chorobą.  A skąd oni to wiedzą? Z własnego doświadczenia?  Z drugiej strony księża zajmują się takze leczeniem chorób. W tym chorób rodziny.
20 marca 2017, 16:26
Jaką to praktykę małżeńską mają dwie osoby zawierajace związek małżeński?
Zbigniew Ściubak
20 marca 2017, 21:03
Czy Panowie naprawdę NIE ROZUMIECIE??? Przecież to jest tuż przed oczami. Chodzi o to, że mamy do czynienia z jakąś SFERĄ LUDZKIEJ AKTYWNOŚCI. To może być: a) życie w małżeństwie b) leczenie ludzi - np wstawianie sztucznego biodra c) pływanie d) malowanie Autorytetem w tej sferze aktywności nie może być TEORETYK. Nonsensem jest porównanie sytuacji, gdzie ksiądz uczy jak żyć w małżeństwie, do sytuacji gdzie lekarz udziela wskazówek jak chory ma zdrowieć. Właściwym jest porównanie sytuacji, gdzie lekarza chirurga ortopedę uczy operować ktoś, kto nigdy sam nie wziął skalpela ani wiertarki. Więc lekarza uczy leczyć, taki lekarz który ma PRAKTYKĘ. Pływaka uczy pływać ktoś, kto ma DOŚWIADCZENIE w pływaniu. Malarza uczy malować, ktoś kto ma DOŚWIADCZENIE w malowaniu. I tak dalej. Jeszcze wam tylko trzeba nauczyciela języka obcego, który nigdy słowa w tym języku nie powiedział.
21 marca 2017, 06:55
Lekarz ma owszem doświadczenie w technice leczenia czy diagnozowaniu od strony nauk medycznych. Można założyć iż nigdy chory nie był, a jednak leczy. Ale róznież uczy jak życ z chorobą, czy po chorobie. Ksiądz ma doświadczenie w diagnozowaniu problemów małżeńskich i leczeniu malżeństw od strony nauki Kościoła. Można założyć iż nigdy w malżeństwie nie był. Ale zgodnie ze swoja wiedzą (na bazie teoologi małzeńskiej, ale również na bazie konkretnych rozmów z małżonkami) uczy jak żyć w małżeństwie. Jaką widzisz róznicę? Bląd jaki popełniasz, to łączenie kompetencji twardych (czyli np, konkretnej techniki malowania, stylu pływania, prowadzenie skalpela) od kompetencji miękich - choćby sposobu życia z chorobą. I tak dla przykłądu faktycznie konketnej pozycji współżycia seksualnego czy okazywania czułości nie nauczy ksiadz, bo sie na tym faktycznie nie zna. Ale jakie jest nauczanie Kościoła w tych tematach już jak najbardziej tak.
WR
Wow Ras
21 marca 2017, 11:50
@zbyszeks - Lepiej tego bym nie ujął :) pzdr
WR
Wow Ras
21 marca 2017, 11:56
Myślę, że nikt z Szanownych nie myli się, tylko jednemy wystarczy TEORETYK, drugiemu PRAKTYK, a trzeciemu PRAKTYK i TEORETYK w jednej osobie. Ja, mając do wyboru, wybieram PRAKTYKA I TEORETYKA w jednej osobie, jako tego kto najlepiej poprzez swoją WIEDZĘ i DOŚWIADCZENIE do mnie dotrze. To tak jak ze świadectwem: teoretyk może opowiadać aż do znudzenia, praktyk zachwyci, natomiast praktyk&teoretyk zachwyci, pociągnie i uformuje :) Taka to różnica Osobiście wolę w tematach małżeństwa i rodziny słuchać osób z doświadczeniem i wiedzą: Gajda, Pulikowski, Gungor, choć nie stronię od np. x. Pawlukiewicza :) pozdrawiam mężów i ojców
21 marca 2017, 12:26
Bardzo często wiedza praktyczna ze swojego doświadczenia małżeńskiego przeszkadza w obiektywnym, zimnym spojrzeniu na czyjeś problemy. Z drugiej strony w kazdym kryzysie trzeba szukać specjalisty, a naprawdę wiele problemów małżeńskich to pochodna problemów ze sobą. Stąd wolę rozmowę z ksiedzem, bo wiem ze bez porządków z własna osoba i wlasną wiarą daremna jest pomoc co do malżeństwa. a i co najważniejsze - żadna internetowa konferecja, nauka, żadna ksiazka nie zastąpią osobistego kontaktu. Stąd daleki jestem od polecania medialnych katolickich gwiazd. Ich publiczne konferencja to raczej taki wstępny materiał poglądowy. Na 100% nie rozwąza faktycznych małżeńskich problemów. Wręcz może je pogłebić.
WR
Wow Ras
21 marca 2017, 13:52
zgadza się, warto rozmawiać na żywo: przyjaciel, terapeuta, ksiądz. Tylko znowu, niczego nie ujmując teoretykom: ja wybieram, takich rozmówców, którzy mogą na mnie otworzyć się nie tylko ze swoją wiedzą ale też i z doświadczeniem :). Nie ujmuję nic próbom teoretycznym (bez doświadczenia będącym). Trzeba to powiedzieć wyraźnie teoretyk zawsze będzie teoretykiem i nigdy nie osiągnie poziomu teoretyk&praktyk. Lecz anie nie jest o winą teoretyka, ani zasługą teoertyka&praktyka. To jak w matematyce: 1 zawsze będzie mniejsze od 2 :)
WR
Wow Ras
21 marca 2017, 20:35
"bez porządków z własna osoba i wlasną wiarą" - to wazna kwestia, ale ... aby uporządkować własną osobą należy iść do psychologa/psychoterapeuty/coacha; aby uporządkować własną wiarę należy iść do księdza/kierownika(nauczyciela) duchowego. Zdarza się, że można spotkać dwa w jednym ksiądz-psycholog lub ksiądz-terapeuta, podobno coraz więcej takich na rynku ;)

Skomentuj artykuł

Szczęście w małżeństwie, kiedy wszystko się sypie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.