Polska wysycha. Co możemy zrobić?

Polska wysycha. Co możemy zrobić?
(fot. PAP / Rafał Guz)
2 tygodnie temu

Susza, pożary, wysychająca Wisła? Będzie tylko gorzej. Przed nami problemy z ciepłą wodą, prądem, nieznośną temperaturą w środku sierpnia i brakiem deszczu w kwietniu. Dlaczego? Jak temu zapobiec?

Coraz tragiczniejsze w skutkach susze na terenie całego kraju. Pożary na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego, które co roku przybierają na sile. Wysychająca Wisła w Warszawie. Zanikające jeziora na Kujawach. Brak wody w sieci wodociągowej w Łodzi. Degradacja przyrodnicza na terenach Europy Centralnej i Wschodniej w ciągu ostatnich pięciu lat większa niż przez poprzednich piętnaście. Betonowanie miast powodujące spływanie wody opadowej do cieków wodnych. Susza, która zawsze idzie w parze z powodzią.

To nie jest żadna nowomowa 2020 roku. To się dzieje naprawdę. I na tym nie koniec. Prawdziwe problemy - z ciepłą wodą, prądem dla dużych odbiorców, nieznośną temperaturą w środku sierpnia czy brakiem deszczu w kwietniu - są dopiero przed nami.

Czemu z wodą jest tak źle?

Gdyby zajrzeć do wykresów opadów w Polsce, okazałoby się, że wcale nie pada mniej wody. Skąd więc ta susza? Profil opadów zmienił charakter. Przestały padać mżawki i kapuśniaczki, przestało siąpić. Zwiększyła się za to liczba deszczów nawalnych, a ten rodzaj opadu wcale nie nawadnia ziemi.

(fot. IMGW)(fot. IMGW)

Wszystko zaczyna się jednak od wzrastającej średniej temperatury rocznej. Cieplejsza zima = mniej opadów śniegu. Mniejsza pokrywa śnieżna to mniejsze roztopy na wiosnę, a więc mniejsze nawodnienie gleby po zimie. Efekt jest taki, że rokrocznie na ziemiach Polski mamy na wiosnę susze. Co dzieje się dalej? Wzrastająca temperatura osusza już i tak zabiedzoną po zimie glebę. Sucha ziemia nie pochłania wody tak dobrze jak ta wilgotna i żyzna. Tę pierwszą można porównać do betonu – z impetem napływająca woda po burzy spływa po niej prosto do najbliższej studzienki. Tę drugą do gąbki – chłonie wodę, podnosząc lustro wód gruntowych.

Wody w obiegu jest tyle samo, ale podnosząca się temperatura powietrza nie pozwala spokojnie opaść wodzie zgromadzonej w chmurach. Dzieje się to dopiero wtedy, gdy jest jej już tak dużo, że musi opaść i wyrównać ogromną różnicę atmosferyczną między ziemią a górnymi warstwami powietrza. Wtedy pojawia się burza, nawałnica czy, jak to można nazwać, deszcz nawalny.

Problem z gospodarką wodną w Polsce zaczyna się nie w rzekach czy wysuszających się jeziorach, ale dużo wcześniej. To, co widzimy to już efekt końcowy nieprzemyślanych decyzji i głupich rozwiązań.

(fot. GUS)(fot. GUS)

Jemy mnóstwo mięsa. Żeby wykarmić zwierzęta przeznaczone na rzeź, musimy sadzić ogromne ilości soi, kukurydzy czy pszenicy. Powstające w ten sposób monokultury nawożone chemicznymi preparatami biobójczymi, zanieczyszczają wody gruntowe. Rolnikom jest taniej użyć wody z sieci kanalizacyjnej niż uzdatnić wodę gruntową. Co więcej, produkcja mięsa, czyli hodowla zwierząt mięsnych, generuje niewyobrażalne ilości azotu, który wraz z odchodami zwierząt, dostaje się do wód gruntowych, poważnie je zanieczyszczając.

Jeszcze w XIX wieku skanalizowany został tzw. Basen Środkowy doliny Biebrzy - powstała sieć rowów melioracyjnych, w tym najbardziej znane kanały w Polsce, jak kanał Augustowski, Rudzki i Woźnawiejski. Związane to było między innymi z tym, że w roku 1844 przez Królestwo Polskie przeszło bardzo mokre lato, podtopione zostały ogromne obszary terenów rolniczych, a to wywołało klęskę głodu. Aby wysuszyć ogromne połacie doliny Biebrzy, postanowiono drogą melioracji uzdatnić te tereny do wprowadzenia na nich rolnictwa. Skutek jest taki, że dolina Biebrzy wysycha, a to daje coraz groźniejsze pożary.

W dużych ośrodkach problemem jest betonowanie miast. Ze względu na fatalną politykę gospodarki wodą to strzał w kolano. Brak obszarów biologicznie czynnych (według prawa to tereny o nawierzchni urządzonej w sposób zapewniający naturalną wegetację roślin i retencję wód opadowych: zieleńce, parki, lasy, łąki, bagna, torfowiska, rzeki i jeziora, ale także ogródki domowe czy zielone dachy na budynkach) na obszarach zurbanizowanych przyczynia się do powstawania tzw. wysp ciepła. Miasta, które są nieprawdopodobnymi generatorami energii, również tej cieplnej, są omijane szerokim łukiem przez fronty deszczowe, a co za tym idzie, deszczu w miastach pada mniej. Dorzućmy wycinanie starych drzew, na miejsce których stawia się małe sadzonki. Utwardzone powierzchnie (asfalt, beton, dachy domów, boiska, place zabaw, itp.) oraz te suche, spękane resztki zieleńców działają tak samo: nagłe deszcze, które teraz dominują, spływają po nich. I po kolei: beton – ściek – kanalizacja ogólnospławna lub deszczowa – oczyszczalnia ścieków – rzeka. W ten sposób woda, która mogłaby trafić do gleby, praktycznie ją omija. Koło się zamyka, bo złe nawodnienie przyczynia się do wysuszania gleby.

Problemem jest też to, że na nowych obszarach miejskich tereny zielone są mało różnorodne. Brak jest miejsca, gdzie zwierzę, owad – ale i człowiek – chce spędzać czas. Brak lasów, łąk kwietnych, bagien, torfowisk, a chyba najbardziej terenów zalewowych. Rzeki są regulowane, nie mają przestrzeni, gdzie mogą się wylać i zwolnić swój bardzo szybki bieg. Rzeki nie oddają tego potencjału, który ze sobą "niosą". Całe te wzbogacające mulaste pokłady rzeczne albo zatrzymują się przed zaporą na Wiśle we Włocławku, albo gdzieś po drodze, np. w Warszawie, przyczyniając się jeszcze do efektu wysychania Wisły w stolicy. W połączeniu z brakiem terenów zalewowych, rzeka nie oddaje bogatych i żyznych materiałów i nie wylewa na pola i tereny zalewowe. Odkłada się to niestety na dnie Zalewu Włocławskiego, podnosząc jego dno, które dla bezpieczeństwa ludzi trzeba pogłębiać regularnie i usuwać nagromadzony materiał.

Co możemy zrobić?

Co w takiej sytuacji może zrobić zwykły mieszkaniec miasta, żeby choć trochę przyczynić się do poprawy tej sytuacji? Jest kilka propozycji.

Podstawowa sprawa? Oszczędzanie wody. Zacznij od tego, żeby wybrać prysznic zamiast kąpieli. Ten pierwszy zużywa dużo mniej wody, czasu i energii. Zakręcaj także wodę podczas szczotkowania zębów czy mydlenia rąk i ciała. Choć wymaga to przeorganizowania myślenia i zasad panujących w domu, używaj również wody z płukania warzyw i owoców czy gotowania jajek (oczywiście chodzi o wodę bez detergentów ani soli) do podlewania roślin zarówno w domu, jak i tych w okolicy bloku. Warto zastanowić się także nad kupnem zmywarki i korzystania z niej naprawdę zawsze, kiedy to tylko możliwe. Wcale nie jest szybciej i taniej umyć te trzy talerze i dwa kubki ręcznie – warto zebrać naczynia i skorzystać ze zmywarki, gdyż generuje ona znacznie mniej wody, niż mycie naczyń ręcznie, a co za tym idzie – jest dużo bardziej ekonomiczna. Używaj trybu oszczędzania wody podczas prania. Zainwestuj w lepszej jakości okna i docieplenie budynku, a dzięki temu w okresie grzewczym ogranicz zużywanie ciepłej wody w grzejnikach.

Jeszcze w zielone gramy

Większość z nas ma pewnie jakąś powierzchnię „na zewnątrz” – balkon, ogród, dach, taras czy cokolwiek innego. To jest miejsce, które trzeba „ubiologicznić”. Po prostu posadź rośliny, trawnik, zrób oczko wodne, zasiej rośliny miodne, spowoduj, aby ten kawałek miasta stał się miejscem, gdzie gromadzi się woda, a owady, ptaki i inne zwierzęta są w stanie odpocząć, najeść się, zapylić i zebrać pyłek. Jeśli już musisz utwardzić ścieżkę dojścia na swojej działce, z furtki do domu, użyj ażurowej konstrukcji (czyli takiej, która nie jest pełna, ale ma w sobie otwory, przepuszczające wodę). Będzie to zarówno utwardzony chodnik, ale nadal zostawiasz kawałek zieleni albo chociaż miejsca, gdzie woda spokojnie będzie mogła wsiąkać. Jeśli mieszkasz w bloku i masz balkon, zatroszcz się o to, by było tam dużo roślin. Jeśli to możliwe, postaw je w takim miejscu, aby miały choć trochę dostępu do wody deszczowej. Każda doniczka to mały rezerwuar wody w mieście.

Co więcej, każda kolejna roślina to następny mały magazyn wody. Im więcej wody w mieście, im więcej roślin i zieleni, tym temperatura jest niższa. Tego dowodzi m. in. eksperyment w Katowicach. Zbadano tam temperaturę budynku Urzędu Miasta, wystawionego na regularne działanie promieni słonecznych i odnotowano temperaturę 58 stopni Celsjusza. Podobne badanie wykonano na zazielenionej ścianie budynku technicznego na Rynku – dzięki posadzonym na niej roślinom, osiągnęła wynik jedynie 32 stopni Celsjusza.

Rola zieleni – choćby zwykłych pelargonii na balkonach – jest w mieście nieoceniona. Liście odgrywają ogromną rolę w „klimatyzowaniu” powietrza, dzięki złożonemu procesowi ewapotranspiracji, czyli uwalnianiu wilgoci do powietrza.

Wszyscy widzieliśmy, co działo się niedawno: długa susza, a następnie nawalny, krótkotrwały deszcz. Zwiększanie powierzchni biologicznie czynnej powoduje obniżanie się temperatury miast, a co za tym idzie – daje miastom więcej opadów i szanse na deszcz nie tylko nawalny. Każdy ogródek na balkonie jest ważniejszy niż się wydaje. Jeśli jest sam, to tylko kropla w morzu. Ale jeśli będzie ich więcej? I jeśli zadbamy o zazielenienie okolicy naszego bloku, namówimy wspólnotę mieszkaniową do zwiększenia liczby drzew (nie tych maluchów – 1,5 metra w kapeluszu, tylko porządnych drzew!) na terenie osiedla, będzie to wpływać na preferencje mieszkańców, którzy zauważą, ze przyjemniej (i chłodniej) żyje się na tych osiedlach, gdzie jest więcej zieleni. Dzięki temu zacznie się projektować osiedla zielone, o zwiększonej ilości powierzchni biologicznie czynnej. A jeśli tych będzie więcej – wtedy będzie to realny wpływ.

Nadzieja w deszczówce

Jeśli mowa o deszczu, zależy nam na tym, aby wsiąkł w ziemię i w niej był do czasu, aż będzie potrzebny – czyli do czasu, kiedy będzie sucho i gorąco, a rośliny będą mogły spokojnie czerpać z zasobów. Ale bądźmy realistami – przy obecnym poziomie udziału powierzchni biologicznie czynnej, szczególnie w miastach, wsiąkanie wody w glebę jest bardzo trudne. I niestety nic nie wskazuje na to, aby trend betonowania miast miał się w niedalekiej przyszłości odwrócić. Uparliśmy się, aby systemowo wszystko betonować, utwardzać i wyrównywać.

Co możemy w takim razie zrobić z wodą deszczową, skoro pozostawienie jej samej sobie powoduje, że ląduje ona w rzece, a nie w glebie? Gromadźmy ją. Oczywiście tym, którzy mają swoją działkę, łatwiej będzie postawić beczkę pod rurą spustową i każdorazowo, gdy spadnie deszcz, mieć pełną, by użyć jej za kilka dni do podlewania warzyw czy kwiatów.

Jak mieszkańcy blokowisk mogą pomóc w gromadzeniu wody? Jeśli masz balkon, podczas najbliższego deszczu znajdź taki punkt, gdzie woda leje się z balkonu powyżej w sposób bardziej obfity. Kiedy znów będzie padać, postaw tam miskę, do której zbierzesz wodę, której później użyjesz zamiast kranowej do podlania domowych kwiatów. Możesz też spróbować pertraktować ze wspólnotą mieszkaniową, aby wystawić przy rurach spustowych beczki do napełniania wodą, która później wykorzystywana będzie do podlewania zieleni wokół bloku.

Każdy ogródek na balkonie jest ważniejszy niż się wydaje. Jeśli jest sam, to tylko kropla w morzu. Ale jeśli będzie ich więcej?

Odłącz ładowarkę, patrz na skład kosmetyków

W okresie najwyższych temperatur nie jest gorąco tylko ludziom, zwierzętom i roślinom, ale także maszynom. Korelacja (przynajmniej na poziomie mediów miejskich) pomiędzy wodociągami, a elektrycznością jest ogromna. Wszystkie generatory prądu, które dostarczają prąd do naszych czajników, ładowarek, lamp i prodiży, w okresie letnim ochładzane są niewyobrażalnymi ilościami wody bieżącej po to, by nie wybuchły ani się nie przegrzały. Gdy sieć w naszych miastach i wsiach była budowana, nie została przystosowana do tych temperatur, które panują w Polsce w ostatnich czasach w okresie letnim. Co więcej, samo wydobycie kopalin energetycznych w Polsce wiąże się z niesamowitym zanieczyszczeniem wód gruntowych; oprócz tego węgiel trzeba oczyścić i przepłukać, co także wiąże się z wydostawaniem się do wód podziemnych kwaśnych wycieków.

Co z tego wynika? Trzeba zawalczyć o jak najmniejsze korzystanie z energii elektrycznej. Nie chodzi oczywiście o cofanie się do XVIII wieku, ale o racjonalne zużywanie w pojedynczych gospodarstwach domowych. Można wypiąć z gniazdka ładowarkę, gdy nie ładujemy telefonu. Naładować baterię w laptopie i odłączyć ją, zamiast siedzieć na laptopie stacjonarnym. Nie montować w domu klimatyzacji, tylko inwestować w odpowiednią cyrkulację temperaturową w mieszkaniu – odpowiednie docieplenie, wymiana okien na szczelne, zainwestowanie w nieprzepuszczalne zasłony na oknach południowych. W miarę możliwości i w granicach zdrowego rozsądku, nie korzystać, szczególnie w okresie letnim, z urządzeń elektrycznych.

Innym problemem jest generowanie ogromnej ilości ścieków komunalnych. Takie ścieki płyną bezpośrednio do oczyszczalni, a ta przesyła pozyskaną po wstępnym oczyszczaniu wodę do stacji ZUW (Zakład Uzdatniania Wody). Korzystanie z kosmetyków o składzie naturalnym zmniejsza zanieczyszczenie wody, którą później trzeba uzdatnić i oczyścić. Mniej oczyszczanej wody to więcej tej, której nie potrzeba uzdatniać. Mniej uzdatniania to mniejsze zapotrzebowanie na zużycie maszyn potrzebnych do tego procesu, a to oznacza mniej prądu. A mniej prądu to mniej wody. Proste.

Segregowanie śmieci ma znaczenie

Duża część społeczeństwa źle segreguje odpady albo co gorsza w ogóle tego nie robi – z lenistwa, z poczucia wyższości (kto bogatemu zabroni!) lub po prostu z głupoty czy braku wiedzy. Co śmieci mają wspólnego z wodą? Bardzo dużo. Prawidłowo podzielone frakcje, szczególnie te zdatne do recyklingu, generują znacznie mniej wody, potrzebnej do ich oczyszczenia. Każdy produkt poddawany recyklingowi musi zostać oczyszczony, zanim zostanie przetopiony. Jeśli więc ktoś nieprawidłowo przeprowadza selekcję, albo (broń Boże!) w ogóle nie segreguje odpadów, niepotrzebnie brudzi materiał przeznaczony do recyklingu z tym komunalnym czy biodegradowalnym. „Ale opakowania po jogurcie czy płynie do naczyń i tak są brudne, i tak trzeba je myć” – myślą niektórzy. Zgadza się. Są one jednak brudne tylko wewnątrz – znaczna powierzchnia odpadów prawidłowo selekcjonowanych jest czysta, potrzeba więc mniej wody do ich oczyszczenia.

Wyobraźmy sobie plastikową butelkę, która została na wysypisku wyjęta z takiego worka odpadów zmieszanych, w którym leżała (łącznie z pobytem w domu, w wiacie śmietnikowej oraz w miejscu zbiórki odpadów) pewnie tydzień, obok popsutego mięsa, zgniłych owoców czy resztek obiadu i zawartości odkurzacza, oblepiona tym charakterystycznym „sokiem ze śmieci”. A teraz taką, która ma w sobie wprawdzie resztki płynu, ale leżała w worku z resztą plastikowych opakowań, bez zbędnych dodatków. Jest różnica, prawda?

Kolejny błąd to mycie butelek plastikowych, szklanych czy innych opakowań w domu. One i tak będą prawidłowo umyte na wysypisku, a więc jest to podwójne zużywanie wody, całkowicie bezzasadne.

Czytaj i rób raban

Na koniec chyba najważniejsze – edukacja. Warto zaglądać do sprawdzonych źródeł, do danych pochodzących z Ministerstwa Środowiska, z Wód Polskich, z opracowań uczelnianych, z instytutów pokroju PAN. Problemy hydrologiczne w Polsce nie zaczynają się w Wiśle ani w Odrze. To tylko widoczne skutki – przyjrzyjmy się źródłom, spróbujmy je zrozumieć.

Małe kroki to zadanie dla nas wszystkich. Te wielkie, zdecydowane działania zostawmy władzom, ale sami działajmy, tak, jak możemy. I nagłaśniajmy sprawę: w mediach społecznościowych, na rodzinnych imprezach i podczas rozmów z koleżankami. Zróbmy raban. Bo woda to życie.

Z wykształcenia planista i urbanista, z zawodu inspektor od kontroli dróg, z zamiłowania pasjonat komunikacji zbiorowej, a z wyboru mieszkaniec Krakowa. Absolwent Politechniki Krakowskiej, całkowicie oddany idei „miasta dla ludzi”, wierzący w utopię miasta zielonego i zrównoważonego. Na zabój zakochany w swojej żonie, Krakowie i Solarisach Urbino 18.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Bartosz Bartosik, Adam Bodnar
23,94 zł
39,90 zł

Obywatel PL to Ty

  • Czy nasza demokracja jest zagrożona?
  • Skąd w nas tyle podziałów?
  • W którą stronę zmierza reforma sądownictwa?
  • Kim są najbardziej wykluczone osoby?

O coraz mocniejszych pęknięciach w społeczeństwie, próbach manipulacji Polakami i...

Skomentuj artykuł

Polska wysycha. Co możemy zrobić?
Komentarze (6)
TS
~Taki Sobie
8 maja 2020, 13:40
I to jest problem. I z tego powodu ubodzy będą jeszcze bardziej ubodzy, głód, no i kolejne wojny mogą być o wodę po prostu. To, że będzie problem z uchodzcami z południa, było wiadomo od kilkudziesięciu lat. Niestety brakowało ludzi i wizji, żeby temu przeciwdziałać, nie skutkom, czyli "nie wpuscimy imigrantów", tylko powodom - zróbmy tak żeby nie musieli uciekać - na to jest przynajmniej kilkadziesiąt lat za późno. Teraz załatwimy klimat, ziemie do reszty, a potem będziemy "pomagać" tym, którzy w bezpieczną cześć naszej planety się nie załapią. Ale tu potrzeba proroka-wizjonera a Ci nie są chętnie słuchani. Niestety.
KA
~Kapitan Arianator
8 maja 2020, 13:35
W walce z suszą pomocna może być fotowoltaika. Panele słoneczne zasłaniajac powierzchnię ziemi zmniejszalyby jej nasłonecznienie, a co za tym idzie parowanie wody. Taki system zwany agrofotowoltaika jest z powodzeniem stosowany w Niemczech.
CR
~Cor Rector
7 maja 2020, 23:41
W Biblii jest odpowiedź, poczytajcie o Eliaszu który modlił się i deszcz nie padał przez trzy lata i sześć miesięcy, a co było tego przyczyną? Odstępstwo i bałwochwalstwo którego dziś doświadczamy na każdym kroku nawet w samym Kościele od Jego szczytów po najmniejsze owce. Czy jest nadzieja? Owszem Eliasz znów się modlił i życiodajny deszcz spadł ale wcześniej skompromitował bałwochwalczych wyznawców i kapłanów Baala. Czy znajdzie się w Kościele Eliasz na miarę naszych czasów? Więc róbmy co trzeba i zachowajmy się jak trzeba upokórzmy się przed Panem nieba i ziemi, oddajmy należną Jemu cześć.
KG
~Katarzyna G
9 maja 2020, 10:55
Najprostsza odpowiedź to rezygnacja z mięsa, oszczędzanie wody i inne sposoby wymienione w artykule. To działania człowieka doprowadziły do obecnej sytuacji.
CR
~Cor Rector
7 maja 2020, 23:39
Możemy sortować śmieci, oszczędzać prąd i wodę robić wszystko co mówią naukowcy wsłuchiwać się w głosy ekologów stawać na głowie padać na twarz przed Baalem śpiewać i tańczyć w maseczkach przed ołtarzami Covida ale czy to odsunie suszę albo zarazę abyśmy dalej spokojnie mogli pogrążać się w konsumpcji napędzając rynek mający zapewnić nam dostatek? Prawdziwą przyczynę suszy i innych plag jakie na nas spadają należy szukać gdzie indziej.
KA
~Kapitan Arianator
7 maja 2020, 22:24
W walce z suszą pomocna może być fotowoltaika. Panele słoneczne zasłaniajac powierzchnię ziemi zmniejszalyby jej nasłonecznienie, a co za tym idzie parowanie wody. Taki system zwany agrofotowoltaika jest z powodzeniem stosowany w Niemczech.

Skomentuj artykuł

Polska wysycha. Co możemy zrobić?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.