Ks. Grzywocz: Uwielbianie Boga w trudnościach to niepojęta siła. Ma w sobie światło pokonujące mrok

Ks. Grzywocz: Uwielbianie Boga w trudnościach to niepojęta siła. Ma w sobie światło pokonujące mrok
Fot. Joshua Earle / Unsplash

Uwielbienie może wiązać się z wysiłkiem i często nawet powinno się z nim kojarzyć. Na dobrą sprawę chwil, w których uwielbienie Boga rodzi się spontanicznie i jest właśnie takie piękne – na plaży, w górach, w urokliwym parku – bywa niewiele. Ale decyzja, by wielbić Pana, powinna być świadomym postanowieniem naszej woli, a nie wynikiem sprzyjających okoliczności – czytamy w książce „Bliskość Boga” ks. Krzysztofa Grzywocza.  

Publikujemy fragment książki. 

Jak uwielbiać Boga, gdy nie mamy do tego nastroju? 

Zwykle krępujemy się, że nie wielbimy Boga, ale uważamy, że nie ma do tego stosownego nastroju. Czekamy na odpowiedni, specyficznie pojęty klimat, w którym będziemy mieli sposobność, żeby to zrobić. Mogą być takie chwile, kiedy przebywamy na wakacjach nad morzem: wschodzi słońce, mamy czas wolny, jemy smaczne śniadanie, siadamy z brewiarzem, a przed naszymi oczami rozpościera się piękny widok. Jest miło i słodko… I wtedy mówimy: „Uwielbiam Cię, Boże, bo to wszystko, co widzę i czego doświadczam, jest tak piękne”. Ale urlop trwa dwa, trzy tygodnie i wracamy do codzienności. Budzimy się rano, a tu różne kłopoty, papiery, tysiące spraw na głowie – i jak w tej sytuacji mamy uwielbiać Boga?!

Otóż rzeczywiście – decyzja, by wielbić Pana, powinna być świadomym postanowieniem naszej woli. Pisze o tym w „Etyce” ojciec Bocheński. Tak, to jest też nasza decyzja, czy jesteśmy zadowoleni z danego dnia, czy nie. Nie musimy czekać na jakieś odpowiednie, przychodzące z zewnątrz pozwolenie, żeby być zadowolonymi. Powzięliśmy decyzję, że jesteśmy usatysfakcjonowani z tego dnia, i po prostu tak jest. To jest nasz wybór! Kto nam tego zabroni? Budzimy się rano i podejmujemy decyzję, że dziś będziemy zadowoleni.

To my decydujemy, czy jesteśmy zadowoleni, a nie świat za nas

Oczywiście to jest tylko część prawdy. Taka wolitywna koncepcja szczęścia bywa niebezpieczna, ale coś w niej jest. Trzeba pamiętać, że są różne elementy w człowieku, przykładowo uczucia, ale jest też wola. My decydujemy o tym – twierdzi Bocheński – to jest nasza decyzja, że jesteśmy z czegoś zadowoleni; to jest nasze postanowienie. Poruszyło mnie owo wolitywne pojmowanie zadowolenia, o którym przeczytałem w dziele polskiego dominikanina. Nie musimy czekać na zewnętrzną zgodę, na „decyzję” czegoś, co wreszcie pozwoli nam być zadowolonymi, bądź przekona, że możemy tacy być. To jest nasz wkład – każdy z nas kreuje rzeczywistość.

Kreacjonizm nie jest całkowicie naiwnym poglądem. W dużej części aranżujemy przecież nasze życie. Jesteśmy też odbiciem chwały Bożej, jesteśmy stworzeni na obraz Stwórcy. W jakiś sposób kreujemy zatem to, co jest sensowne. Jesteśmy dziećmi Bożymi, mamy godność królewską, możemy zatem decydować.

By uwielbiać, wystarczy zwyczajna radość 

Podobnie jest z postawą uwielbienia. Nawet jeżeli budzimy się rano i nie chce nam się wstać z łóżka, a w głowach tworzymy już najgorszy scenariusz czekającego nas dnia i przewidujemy jego najgorsze momenty, to w tym ogniu niezadowolenia i pesymizmu, który nas otacza, w taki ciemny, jesienny poranek, możemy Boga uwielbić za to, że się obudziliśmy. Pamiętam, że kiedy chodziłem na lekcje religii, to nasz katecheta mówił, że to jest cud, że każdego ranka budzimy się, bo naprawdę powodów, żeby umrzeć w ciągu nocy, jest mnóstwo. Opisywał nam te niebezpieczeństwa, tłumaczył, co groźnego dla naszego zdrowia może się wydarzyć. Jest wiele przyczyn, z powodu których człowiek mógłby umrzeć w nocy, a my jednak obudziliśmy się. Dlaczego nie podziękować Bogu za ów cud? Czemu nie powiedzieć: „Uwielbiam Cię, Boże, dziękuję Ci”? To nie musi być słowo „uwielbiam”, to nie musi być błogosławienie; wystarczą zwyczajna radość oraz dostrzeżenie wartości i piękna w fakcie, że kolejnego ranka otworzyliśmy oczy. (…)

A jak jest w małżeństwie? Siedzą sobie mąż i żona o poranku – razem, obciążeni myślą o kredycie, zastanawiając się, czy go spłacą, czy nie spłacą, zmęczeni pracą, którą muszą wykonywać, gdy nagle mąż mówi do żony: „Dobrą kawę zrobiłaś! Jest naprawdę pyszna!”. Niby nic, ale w tym „nic” jest ziarnko gorczycy, zaczyn dobra. Mąż mówi to z dużym wysiłkiem. Mógłby przecież w tym czasie narzekać, że praca, że dzieci, że pożyczki… Mógłby pytać: „Kiedy spłacimy nasze długi? Jak sobie poradzimy?”. Tysiące powodów, żeby uskarżać się na życie, tysiące racji, żeby nie chwalić – cały ogrom „ognia” otacza to małżeństwo, a rzeczywistość płonie argumentami do narzekania. Tymczasem mąż mówi do żony: „Wiesz, kochanie, dobrą kawę dzisiaj zrobiłaś…”. I to jest naprawdę zalążek dobra.

Uwielbienie w trudnościach to niepojęta siła

Kantyk trzech młodzieńców pokazuje, że delikatna pieśń uwielbienia, nieśmiała, jakby niepasująca do całości tej dramatycznej sceny, jest jak ziarnko gorczycy, jak iskra, która rzucona na ściernisko, zapala ogień. Może w ten sposób wywołać wielki „pożar”, zmienić klimat danego miejsca. (…)

Często znajdujemy się w płomieniach różnego rodzaju przemocy i naszych traumatycznych przeżyć. Ten ogień pojawia się niemal ciągle. Mamy prawo w tej pożodze nie tylko narzekać i mówić, jak boli, ale również wołać: „Uwielbiam Cię, Boże”. To jest niepojęta siła. Iskierka modlitwy może sprawić o wiele więcej dobra, niż nam się wydaje. Ma szansę stać się momentem, w którym niesprzyjający nastrój zacznie się powoli przemieniać; modlitwa da nam siłę. Nawet jeśli cierpienie nie zniknie, to modlitwa da światło, dzięki któremu nie ulegniemy destrukcji. (…) To niezwykle ważna umiejętność: wydobyć piękno i podkreślić je, nawet jeżeli wszystko w środku mówi: „Nie, to jest coś dziwnego, nie mam prawa, żeby tak czynić”. Uwielbienie może wiązać się z wysiłkiem i często nawet powinno się z nim kojarzyć. Na dobrą sprawę chwil, w których uwielbienie Boga rodzi się spontanicznie i jest właśnie takie piękne – na plaży, w górach, w urokliwym parku – bywa niewiele. Może się mylę, może to tylko moje życie jest takie, ale mam wrażenie, że takich momentów na co dzień nie ma za dużo. Wiele jest natomiast w życiu okresów, kiedy płomień uwielbienia wychodzi z jakiegoś pieca ognistego, który chce naszą wdzięczność Bogu zatrzymać, jakby próbując nam wmówić: „Nie wygłupiaj się, jesteś nienaturalny”. Im więcej uwielbiamy, tym więcej zauważamy. Serce, które wielbi, to serce, które doceni smak dobrej kawy, wspaniałość wschodzącego słońca, piękno fragmentu Ewangelii… Uwielbienie otwiera oczy na inną rzeczywistość, za którą można Bogu podziękować, zachwycić się i pobłogosławić. Ono ma w sobie światło, które jest silniejsze od ciemności, silniejsze od zła, nawet jeśli jego płomień nie gaśnie.

---

Tekst jest fragmentem książki "Bliskość Boga. Cisza. Modlitwa. Słuchanie" ks. Krzysztofa Grzywocza, wydanej przez Wydawnictwo WAM. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Krzysztof Grzywocz

W jaki sposób doświadczyć obecności Boga?
Czy wszyscy mogą wejść na drogę kontemplacji?
Jakie są konsekwencje braku ciszy w codziennym życiu?
Czy Boże milczenie jest karą?
Jak nauczyć się słuchać Boga,...

Skomentuj artykuł

Ks. Grzywocz: Uwielbianie Boga w trudnościach to niepojęta siła. Ma w sobie światło pokonujące mrok
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.