Święta Rita – perła Umbrii i orędowniczka w sprawach beznadziejnych
22 maja przypada wspomnienie świętej Rity z Cascii – patronki osób przeżywających kryzysy małżeńskie, chorych oraz tych, którzy znaleźli się w sytuacjach bez wyjścia. Do Rzymu dociera właśnie tradycyjna „pochodnia pokoju”, zapalana co roku w jej umbryjskim sanktuarium. O ponadczasowym i niezwykle aktualnym przesłaniu tej mistyczki mówi rektor sanktuarium w Cascii, ojciec Giustino Casciano.
- Pochodnia z Cascii w drodze do Papieża – symbolika pokoju i przebaczenia.
- Trudna droga przez małżeństwo – cierpliwość Rity, nawrócenie męża i dramat synów.
- Klasztorne życie i stygmat ciernia – surowa pokuta oraz mistyczne zjednoczenie z Męką Pańską.
- Ekspert od cierpienia i zimowe cuda – dlaczego cały świat widzi w niej patronkę spraw beznadziejnych.
Włoska Cascia i cały katolicki świat przygotowują się do wspomnienia świętej Rity. To jedna z najpopularniejszych świętych, nazywana „ekspertem od cierpienia” i orędowniczką w sprawach beznadziejnych. Tradycyjnie już uroczystościom towarzyszy bieg z pochodnią pokoju, która z umbryjskiego sanktuarium dociera do rąk Ojca Świętego. To wyjątkowe światło ma w tym roku szczególne znaczenie. Jak przypomina rektor sanktuarium, ojciec Giustino Casciano, ogień ten symbolizuje ewangeliczne przebaczenie, którego świat dramatycznie dziś potrzebuje, a którego Rita była niezwykłym świadkiem.
Życie tej skromnej kobiety, żyjącej na przełomie czternastego i piętnastego wieku, było pasmem nieustannych trudności. Choć od dzieciństwa pragnęła oddać się Bogu w klasztorze, posłusznie przyjęła wolę rodziców i wyszła za mąż. Jej wybrany małżonek, Paweł Mancini, okazał się człowiekiem gwałtownym i chorobliwie zazdrosnym. Przez osiemnaście lat Rita znosiła upokorzenia z heroiczną łagodnością i modlitwą, co ostatecznie doprowadziło do nawrócenia męża. Niedługo potem mężczyzna został jednak brutalnie zamordowany. Gdy ich dwaj nastoletni synowie, zgodnie z ówczesnym krwawym zwyczajem rodowej wendety, przysięgli zemstę na zabójcach, Rita dokonała dramatycznego wyboru. Nie mogąc odwieść dzieci od grzechu zbrodni, prosiła Boga, by raczej zabrał ich do siebie, niż mieliby stracić zbawienie. Kilka miesięcy później obaj chłopcy zmarli podczas szalejącej zarazy, a Rita została na świecie zupełnie sama.
Mając trzydzieści dwa lata, po wielu odmowach ze względu na swój status wdowy, została ostatecznie przyjęta do zakonu augustianek w Cascii. Jako analfabetka wykonywała najprostsze prace, ale jej głębokie życie mistyczne szybko zaczęło zadziwiać współsiostry. Rita miała szczególne nabożeństwo do Męki Pańskiej. Prosiła Chrystusa, by pozwolił jej współcierpieć, dając odczuć ból choć jednego ciernia z Jego korony. Modlitwa została wysłuchana. Przez ostatnich piętnaście lat życia zakonnica nosiła na czole otwartą, bolesną i niegojącą się ranę, będącą widocznym znakiem jej wewnętrznej dojrzałości.
Tuż przed śmiercią, pośrodku mroźnej, umbryjskiej zimy, schorowana Rita poprosiła odwiedzającą ją kuzynkę o różę i dwie figi z jej rodzinnego ogrodu. Ku zdumieniu wszystkich, kobieta odnalazła te dary kwitnące i owocujące w głębokim śniegu. Do dziś ten zimowy cud jest wspominany przez pielgrzymów, którzy w dniu jej święta przynoszą do kościołów czerwone róże do poświęcenia.
Papież Jan Paweł II, w stulecie kanonizacji Rity, podkreślał, że uczy ona ludzkie serca przezwyciężania kryzysów drogą miłości. Z kolei ojciec Casciano dodaje, że Rita była kolejno żoną, wdową, matką i mniszką – poznała więc każdy stan i każdy rodzaj ludzkiego bólu. Dlatego wierni na całym świecie czują, że jest im bliska, a tysiące wyproszonych cudów potwierdzają, że dla Boga nie ma sytuacji bez wyjścia.
Skomentuj artykuł