W ostatnim czasie odżyła idea zaczerpnięta z doktryny prezydenta Monroego, która usprawiedliwia ingerencję Stanów Zjednoczonych w niezależność innych krajów. Prezydent USA chce podporządkować sobie państwa obu Ameryk, a nawet Grenlandię. Podobnie postępuje przywódca Rosji narzucając siłą swoją władzę Ukrainie. W tej trudnej sytuacji potrzebujemy proroków, którzy przypomną światu, że miejsce chrześcijan jest po stronie ubogich i krzywdzonych ludzi, a nie po stronie bogatych i wpływowych mocarstw.
Ksiądz przemykając z kropidłem między kartonami, szedł w stronę pokoju, w którym szybko wrzuciliśmy cały bałagan i zamknęliśmy drzwi z ulgą, że nikt go nie zobaczy. Na nasze przerażone "nie wchodź tam!", ksiądz odpowiedział z uśmiechem "małżeńską sypialnię należy poświęcić, zrobię to z zamkniętymi oczami".
W Watykanie trwa właśnie nadzwyczajny konsystorz kardynałów, w czasie którego Leon XIV zamierza przedyskutować z purpuratami najważniejsze wyzwania, które stoją przed Kościołem. Bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że to dwudniowe spotkanie z kardynałami będzie niejako spotkaniem programowym pontyfikatu papieża Prevosta.
Rok Jubileuszowy 2025 jest już historią. W uroczystość Objawienia Pańskiego papież Leon XIV zamknął ostatnie Drzwi Święte w Bazylice Watykańskiej. Był to czas refleksji, poruszeń i radości, ale w życiu wszystko kiedyś ma swój koniec. A jednak każde zamknięcie niesie w sobie zapowiedź nowego otwarcia, bo - jak pisał ks. Jan Twardowski - "kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno".
W ramach porządków noworocznych w komputerze trafiłam na swój niedokończony tekst z wakacji. Uśmiechnęłam się do siebie, wspominając okoliczności, w jakich zaczęłam go pisać. Bezpośrednią inspiracją do jego napisania były bowiem plony z naszego ogródka warzywnego. Rachityczne, mizerne i z całą pewnością nie „instagramowe”. Opis mikrusowych, nadżartych przez ślimaki i niezbyt oszałamiających pod względem wolumenu zbiorów, zakończyłam pytaniem: „Czy potrafisz cieszyć się owocami swoich wysiłków?”. Jakże ono wydało mi się aktualne dziś, w styczniu, u progu nowego roku.
Można powiedzieć, że nowy rok kalendarzowy dla Kościoła katolickiego w Polsce rozpoczął się nie tylko od wizerunkowej wpadki, ale także od przepasywania okazji do wprowadzenia w przestrzeń publiczną jego liczącego się głosu.
‘Słowo’ ma wielką moc. Może stworzyć wszystko z niczego. Ma bowiem dynamizm tworzenia, powoływania do istnienia. Jesteśmy w okresie Bożego Narodzenia, kiedy my, chrześcijanie wierzymy, że na słowo Boga powstał cały wszechświat, a w Jezusie odwieczne Słowo stało się Człowiekiem. Ale słowo także może zniszczyć, a nawet zabić. Miotamy się między tymi skrajnościami, nie wiedząc dokładnie, jak sobie z tym dylematem poradzić.
Dzisiaj obchodzimy wspomnienie Najświętszego Imienia Jezus. To Imię, na którego dźwięk zegnie się kiedyś każde kolano i które przez wieki inspirowało do największego dobra, szlachetnych postaw i męczeństwa, ale jednocześnie Imię, z którym na ustach wielokrotnie mordowano i czyniono zło.
3 stycznia. Kurz już opadł po Nowym Roku, ale to wciąż początek. Jeszcze się nie zestarzały noworoczne myśli o zmianach, chociaż tak kusi, żeby je odłożyć i zacząć dopiero siódmego, gdy skończy się świętowanie.
Największym zagrożeniem dla Kościoła nie jest moralny upadek niektórych księży, lecz bluźniercza teologia rozwijająca się w coraz liczniejszych środowiskach katolickich promujących przemoc i obojętność na ludzką krzywdę. Najwięksi szkodnicy czają się w łonie samego Kościoła. Są obecni w przestrzeni medialnej i mówią, kogo nie należy kochać: Żydów, uchodźców, homoseksualistów, wyznawców islamu…
Pierwszy dzień nowego roku może nie być idealnym czasem na głębsze rozmyślania i refleksje, ale w kolejne dni, które mamy przed sobą warto zatrzymać się - choćby na chwilę przy ulubionej kawie - i nazwać to, na czym najbardziej zależy nam w kolejnym, rozpoczynającym się roku.
Jak zwykle koniec roku, to czas na podsumowania, na sporządzenie bilansu, spojrzenie w przeszłość na to, co się udało, a co nie wyszło. Jaki rok 2025 był dla Kościoła na świecie, jaki dla Kościoła w Polsce?
Kiedyś wydawało nam się, że żyjemy w dość spokojnych i stabilnych czasach. Wprawdzie PRL to nie było żadne marzenie, i choć dziś wielu wspomina go z dziwną nostalgią, to wtedy kto tylko mógł, to od niego uciekał. Z drugiej strony ci, którzy nie mogli uciec, wiedzieli, jak sobie w tamtej rzeczywistości poradzić. Podobnie było w Kościele, rządzonym twardą ręką prymasa Wyszyńskiego, zapewniającym względne bezpieczeństwo pod opieką Jana Pawła II. Dziś jednak tamte czasy to już tylko wspomnienie, za to raz po raz pojawiają się dziwne zjawiska, o których wcześniej nawet nam się nie śniło.
Z wielką uwagą obserwuję, co w ostatnich dniach dzieje się w mediach społecznościowych. Ku mojemu zaskoczeniu natrafiłem na viralowe materiały uświadamiające skalę problemu alkoholowego w Polsce. Czas zakrapianych świąt, szampańskiego Sylwestra i wejścia w nowy rok to najlepszy moment, aby przypomnieć istotną prawdę: alkohol potrafi zniszczyć wszystko.
Ludzie, których Pismo Święte i Kościół stawia nam za wzór, nie walczyli z otaczającym ich światem ani zbrojnie, ani słowami, ani buntem. Było coś, co ich umacniało i pomagało przejść przez sprawy i decyzje, na które nie mieli żadnego wpływu. Dlatego zmieniali świat i wpływali na bieg historii. Dla mnie to ważne przypomnienie i myśl, którą biorą dla siebie jako drogowskaz u progu nowego roku.
Czy widoczne od pierwszych chwil pontyfikatu przywiązanie Leona XIV do kwestii pokoju znajduje odzwierciedlenie w jego stanowisku wobec toczących się na świecie konfliktów zbrojnych, np. wobec wojny Rosji przeciwko Ukrainie?
Boże Narodzenie kojarzy nam się z całą gamą różnego rodzaju doświadczeń. Jest i rozczulenie, słodycz, delikatność i ciepło. Ale święta przyjścia na świat Chrystusa pełne są też niemal lustrzanych odbić każdego z tych doświadczeń. Mają w sobie dramat, zagrożenie życia, wykluczenie, przymusową ‘emigrację’ i wiele, wiele więcej innych zagrożeń. Słowem to, co może nam się kojarzyć z dramatem naszego życia. Najgorsze jest, że nie można wybrać jednej opcji. Jeśli chcemy prawdziwie przeżyć ten czas, musimy przyjąć cały ‘pakiet’.
Jeśli Ewangelia nie pasuje do politycznych narracji, powstają w niektórych środowiskach nowe wersje historii Zbawienia. Niestety zafałszowane. Przykro jest słuchać, szczególnie w Boże Narodzenie, gdy zakłamywane jest dzieciństwo Jezusa. Z wypowiedzi niektórych księży można usłyszeć, że święta Rodzina nie mogła doświadczyć losu uchodźców, bo między Egiptem a Palestyną nie było pograniczników, nie było zasieków ani żadnej pilnowanej przez żołnierzy granicy. Tak sobie tylko podróżowali. No bo skoro według partyjnej narracji uchodźcy są źli, to Maryja i Józef z Dzieciątkiem Jezus nie mogli być uchodźcami.
Kolacja wigilijna za nami. Jedni przeżyli ją radośnie, głęboko i rodzinnie – inni w samotności, nieutulonym smutku i rozczarowaniu. W każdym z nas mogą pojawiać się różne myśli, stany i uczucia. Może pojawić się też myśl, że święta nie do końca nam wyszły i nie wyglądają tak jak pragnęliśmy…
Rozpoczynamy upragnione Święta Bożego Narodzenia. Po domu rozchodzi się woń wykwintnych potraw, choinka rozbłyska blaskiem migoczących lampek, a przy stole w rodzinnym gronie przez najbliższe dni będą toczyć się rozmowy – te poważne i te trochę mniej. Oby tak miło było do końca, bo czasem wystarczy jedno zdanie, by ta cudowna atmosfera zgasła szybciej niż ogień w kominku.
{{ article.description }}