Zimny prysznic sondaży, czyli czy naprawdę w Kościele jest aż tak źle?
Pierwszy sondaż popularności Kościoła w Polsce, jaki opublikowano z początkiem roku, a przygotowano na zlecenie Wirtualnej Polski jeszcze w grudniu, wypadł źle. Można powiedzieć, że znowu pokazano Kościołowi żółtą kartkę. Wprawdzie z jednej strony już nam to trochę spowszedniało i przyzwyczailiśmy się do tych „żółtych kartek”, bo od lat wszystkie sondaże wypadają tak samo, z drugiej jednak budzi to niepokój: w końcu to naturalna kolej rzeczy, że po żółtych kartkach przychodzi czas na kartkę… czerwoną.
O Kościele mówi się źle
W Polsce mamy długą tradycję narzekania na Kościół. W „Rozmowie między panem, wójtem a plebanem” konkluzja, wypowiedziana ustami chłopa, nie pozostawia złudzeń: „Ksiądz wini pana, a pan księdza, a nam biednym zewsząd nędza”. Znane wszystkim przysłowie: „Kto ma księdza w rodzie, temu bieda nie dobodzie” też nie wypada na korzyść kleru. W naszych współczesnych czasach, po serii niefortunnych wypowiedzi hierarchów, panuje przekonanie, że aby skompromitować Kościół, wystarczy niektórych biskupów… zacytować. Taki mamy klimat…
Wszystko to przekłada się na wyniki sondaży. Autor tekstu Wirtualnej Polski, komentując wyniki uzyskane w ostatnim badaniu, zestawia je z ciekawymi obserwacjami, jakie płyną z przeprowadzonego w 2021 roku spisu powszechnego: otóż jak wynika z uzyskanych tam danych, „liczba przyznających się do Kościoła zmalała z 87,8% do 71,4%. Równocześnie odnotowano wzrost liczby osób bezwyznaniowych do poziomu 2,6 mln (6,9%)”. Dalej zauważa, że „w ciągu dekady liczba osób odmawiających odpowiedzi na pytanie o wyznanie wzrosła o ponad 5 mln, osiągając pułap 7,8 mln, co stanowi aż 20,5% całej populacji”. Jak na kraj katolicki – a może lepiej powiedzieć: kraj ochrzczony – wygląda to kiepsko. Dodatkowo warto przy tym zauważyć, że spis powszechny ma o wiele większą wagę od sondaży, choćby dlatego że nie pyta się w nim o nastroje i emocje.
Fakty kontra nastroje
W ostatnim sondażu zapytano jednak o emocje, nie ma się więc co dziwić, że efekty są jeszcze bardziej opłakane. „Łącznie 45% ankietowanych wystawiło Kościołowi ocenę negatywną, z czego 21% oceniło go zdecydowanie negatywnie, a 24% raczej negatywnie.
Po drugiej stronie barykady znalazło się 38% badanych, którzy mają o Kościele dobre zdanie (15% ocenia go „zdecydowanie pozytywnie”, a 23% „raczej pozytywnie”. 17% respondentów wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”. I jeszcze ostatnia ciekawa obserwacja: „50% Polaków zadeklarowało, że ocenia Kościół gorzej niż kilka lat temu. 5% tak samo, a wyłącznie 5% lepiej”.
Pułapka sondaży
Oczywiście wszyscy ekscytują się wynikami sondaży i prawie bezkrytycznie im wierzą. W sumie nie ma się co czepiać. Narzędzia i metody statystyczne są tak dopracowane, że o ile nie pomanipuluje się przy dobieraniu respondentów, wyniki w znacznej mierze odzwierciedlają rzeczywistość. Jednak pytając osoby przypadkowe, ryzykujemy stawianie pytań osobom, które o temacie nie mają bladego pojęcia – powinny wtedy odpowiedzieć: „nie wiem” (albo jak to niektórzy mówią, choć to nie po polsku: „nie mam zdania”), ale czy zawsze tak jest? Jak to widzimy w komentarzach do artykułów na tematy okołokościelne (dziś wiele serwisów rezygnuje już z takiej formy kontaktu z czytelnikami), kwestie te zawsze rozpalają wyobraźnię, a w konsekwencji wypowiadają się osoby, które o Kościele nie mają bladego pojęcia. Wykorzystują jednak okazję, aby wyrazić swoje żale i frustracje oraz powielić opinie zasłyszane od nie wiadomo kogo. A to już istotnie zmienia wyniki sondaży.
Co w takim razie my, „źli księża” powinniśmy w tej sytuacji zrobić? Można cynicznie wyśmiewać sondaże, można nie przejmować się ich wynikami, można je też lekceważyć. Ale można też troszkę się nimi przejąć i być może – jak kiedyś śpiewał Młynarski – trzeba „robić swoje – może to coś da, kto wie?”.


Skomentuj artykuł