Gdy Jan został uwięziony, Jezus się wycofuje – ale to cofnięcie staje się początkiem drogi światła. Galilea, kraina pogranicza i cieni, okazuje się miejscem, w którym spełniają się obietnice Boga. Tam, gdzie po ludzku widać stratę i zagrożenie, zaczyna się głoszenie Królestwa, uzdrowienie i nowe życie. Bóg nie działa przypadkiem – działa w czasie, który otwiera szanse.
Walka dobra ze złem. Król Herod w swoim perwersyjnym planie wykorzystuje ‘niezależną’ wiedzę uczonych w Piśmie i ‘zaangażowaną’ mądrość Magów. Zło potrafi posłużyć się wszystkim, nawet dobrem. Wiedza bez miłości jest ‘antychrystusowa’. ‘Nieroztropna’ miłość jest także narzędziem złego. Kryterium wyboru Bożego jest ‘najmniejszy i najmniej’. Dobro nie dominuje, ale służy.
Jak często nosimy w głowie błędne mniemania o świecie i innych ludziach? Wiedza Boga o człowieku nie jest przeciwko nam czy na naszą zgubę. Pan Bóg nie czyha na moje upadki, ale powołuje mnie do życia pełnią mojego powołania.
Bóg na nasz obraz i podobieństwo. Ludzkie narodzenie Odwiecznego Słowa, a zwłaszcza Jego ‘słabość’ dziecka są trudne do wyobrażenia. Wyobrażamy sobie Boga potężnego i władczego. Dlatego ciężko przyjąć to, że On chciał być do nas podobny w ciele, słabości i bezradności dziecka. Chcemy Boga potężnego. Gorszymy się obrazem Boga słabego i bezradnego, a także chcielibyśmy, by był On na nasze wyobrażenie.
W dalszym ciągu jesteśmy po drugiej stronie Jordanu, w Betanii, gdzie Jan udziela chrztu. Mamy tutaj pierwsze spotkanie Chrzciciela z Jezusem, o którym on daje świadectwo. Przyjrzę się temu spotkaniu. Posłucham wypowiedzianych słów. Przyjrzę się swoim skojarzeniom i odczuciom.
Jan Chrzciciel z prostotą i prawdą mówi, kim nie jest, aby jasno wskazać Tego, który już stoi pośród ludzi. Jego postawa uczy wolności od skupienia na sobie i odwagi w wypełnianiu własnej misji. To Ewangelia o umniejszaniu siebie, by Słowo mogło wybrzmieć pełnym głosem.
Zgodzić się na ‘swoje miejsce’. Bezimienni pasterze odchodzą w najprostszy możliwy sposób. Wracają do swych zwyczajnych zajęć. ‘Znikają’ w świecie zwykłych spraw, od których na chwilę zostali oderwani, ale trwają w swoim świadectwie, w opowieściach, jakie zostawili potomnym na wieki. Każdy z nas ma ‘swoje miejsce i swoje zadanie’ do wypełnienia w historii zbawienia.
U początków wszystkiego nie stoi przypadek albo konieczność. Nie ma tam przymusu ani żadnego fatum. Jest ‘Słowo’ świadome i rozumne, jest miłość, która obdarza istnieniem, wolnością i hojnością, a nawet wręcz rozrzutna.
Spotkanie Symeona z Dzieciątkiem Jezus w świątyni odsłania paradoks Ewangelii: radość spełnionej obietnicy i cień zapowiedzi krzyża. Mesjasz, nazwany Światłem dla narodów, objawia się jako znak, wobec którego nie można pozostać obojętnym – każdy musi opowiedzieć się po stronie przyjęcia albo odrzucenia.
Patrząc na obrazy Świętej Rodziny, które znamy chociażby z bożonarodzeniowych kartek czy żłóbków, łatwo ulec pewnemu złudzeniu. Widzimy spokój, harmonię, ciepłe światło i cichą obecność. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu, poukładane i bezpieczne. Jednak dzisiejsza liturgia słowa brutalnie konfrontuje ten sielankowy obraz z rzeczywistością.
Być jak Józef. Ojczym Jezusa jest narzędziem w ręku Boga i figurą każdego wierzącego. Trzy razy słyszy słowo tak drogie dla chrześcijan: ‘wstań’ – przywołujące na myśl powstanie z martwych, które stanie się dziełem ‘Nowonarodzonego’. Misja Józefa jest zatem zadaniem każdego wierzącego: strzec i chronić Dziecię oraz stać się współpracownikiem w Jego misji.
Gdzie znaleźć Pana i jak Go rozpoznać? To pytanie zadają sobie wszystkie generacje uczniów po tym pierwszym, apostolskim pokoleniu. Znikają bowiem ostatni naoczni świadkowie. Uczeń może więc ‘ujrzeć i uwierzyć’, we wspólnocie gromadzącej się w ‘pierwszy dzień po szabacie’ – w niedzielę na Eucharystii, na słuchaniu Słowa i łamaniu chleba. Czynimy to także my.
‘Będziecie znienawidzeni, ale wytrwajcie do końca’. Perspektywa, jaką Jezus przed nami rysuje jest trudna, a nawet po ludzku niemożliwa. To jest paradoks duchowy. Ten, kto niesie miłość, otrzymuje śmierć. Ale zatrzymuje na sobie ‘nienawiść’, nie przekazuje jej dalej. I to jest właściwa motywacja, zachęta, aby naśladować Pana, bo jeśli On szedł tą drogą, to znaczy, że to jest najlepszy i właściwy szlak.
Pułapka ludzkich wyobrażeń. Istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że mówiąc o sprawach Bożych używamy pojęć i rozumienia ich na sposób ludzki. Dlatego potrzeba wielkiej ostrożności i uwagi, by nasz język religijno-duchowy nie był dla nas zwodniczy, bo za bardzo ‘uczłowieczony’.
Pokora pasterzy. ‘Pokłon pasterzy’ opisany jest w najprostszy możliwy sposób. Pojawiają się bez zapowiedzi, oderwani od swoich owiec. Potem ‘znikają w ciemnościach’ historii, z których wyszli tylko na chwilę. Nie ma ich fizycznie, ale ich opowieści odbijają się echem wśród ludzi przez wszystkie wieki.
Nowonarodzony przynosi dobrą nowinę ubogim. Jezus na to został posłany, aby ubogim zajmującym najniższe szczeble drabiny społecznej ogłosić ewangelię. Nawet Jan Chrzciciel rodzi się pośród krewnych i sąsiadów, którzy cieszą się. Jezus przy narodzinach jest samotny. To jest czytelnym znakiem misji, jaka jest Jemu przeznaczona.
‘Nie bój się przyjąć!’ Reakcja niepewności i lęku towarzyszy ludzkości w kontakcie z Bogiem od zarania dziejów. Już w raju Adam boi się i ukrywa przed Stworzycielem. Tak samo Józef, mimo iż był ‘człowiekiem sprawiedliwym’ boi się i nie radzi sobie z presją chwili. Bóg przemawia do nas na różne sposoby i współpracuje z nami dla dobra naszego i świata.
Wszystko ma sens i swoje znaczenie w historii zbawienia. Bóg nie manipuluje człowiekiem. Daje mu wolność wyboru. Nie przymusza do niczego. On zawsze ‘nawiedza’ i ‘wyzwala’. Nie tylko w przeszłości. On działał kiedyś, ale wyzwala także dzisiaj. Także dzisiaj okazuje nam swoje miłosierdzie.
Dla pogan życie było podległe "fatum" - przypadkowi. Żydzi, a potem i chrześcijanie widzieli w tym misję i zadanie, jakie Opatrzność przewidziała dla każdego. Człowiek nie podlega przypadkowi, ale wyszedł od Boga, jest miłowany, chciany i prowadzony w życiu przez Niego. Imię jest zatem znakiem powołania, misji, jaką każdy otrzymuje.
Hymn Magnificat ewangelista Łukasz sytuuje jako pieśń pochwalną po Nawiedzeniu św. Elżbiety, która była już w ‘szóstym miesiącu’ ciąży, oczekując narodzin Jana Chrzciciela. Jesteśmy w Ain Karem, kilka kilometrów na zachód od Jerozolimy w domu rodziców Jana.
{{ article.description }}