Kilka dni temu minęła pierwsza rocznica śmierci papieża Franciszka. Wydaje mi się, choć może się mylę, że nie wspominano go z jakimś wielkim entuzjazmem. Oczywiście o rocznicy wspomniał papież Leon, paru biskupów, tu i ówdzie pojawiły się jakieś okolicznościowe teksty.
Kilka dni temu minęła pierwsza rocznica śmierci papieża Franciszka. Wydaje mi się, choć może się mylę, że nie wspominano go z jakimś wielkim entuzjazmem. Oczywiście o rocznicy wspomniał papież Leon, paru biskupów, tu i ówdzie pojawiły się jakieś okolicznościowe teksty.
Przed paroma dniami jeden z moich znajomych zadał mi pytanie. "Czy ksiądz też się ogoli?" – Mogę spróbować, ale pewnie nikt nie zauważy różnicy.
Przed paroma dniami jeden z moich znajomych zadał mi pytanie. "Czy ksiądz też się ogoli?" – Mogę spróbować, ale pewnie nikt nie zauważy różnicy.
Każdy przynajmniej kilka razy w życiu tego doświadczył. Kiedy było ciężko i nie mogłeś sobie poradzić z rozterkami, zamiast usłyszeć słowa wsparcia, spotkałeś kogoś, kto powalił cię na ziemię. I nie było to żadne popchnięcie, cios ani inne fizyczne działanie. Być może padło tylko jedno słowo. Ale wypowiedziane w złym momencie stało się solą na rany.
Każdy przynajmniej kilka razy w życiu tego doświadczył. Kiedy było ciężko i nie mogłeś sobie poradzić z rozterkami, zamiast usłyszeć słowa wsparcia, spotkałeś kogoś, kto powalił cię na ziemię. I nie było to żadne popchnięcie, cios ani inne fizyczne działanie. Być może padło tylko jedno słowo. Ale wypowiedziane w złym momencie stało się solą na rany.
Ta akcja „zadziałała” z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że była konsekwentnie apolityczna, skoncentrowana na najsłabszych (chorujących dzieciach), autentyczna i twórcza. Nie wiem, co bardziej mnie wzrusza: sama kwota, milion osób oglądających finał streamu na żywo, zdjęcia z kawalerki i korytarza, gwiazdy golące głowy czy Piotr Garkowski bezkompromisowo stawiający granicę wszelkim społecznym podziałom.
Ta akcja „zadziałała” z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że była konsekwentnie apolityczna, skoncentrowana na najsłabszych (chorujących dzieciach), autentyczna i twórcza. Nie wiem, co bardziej mnie wzrusza: sama kwota, milion osób oglądających finał streamu na żywo, zdjęcia z kawalerki i korytarza, gwiazdy golące głowy czy Piotr Garkowski bezkompromisowo stawiający granicę wszelkim społecznym podziałom.
Tego samego dnia, gdy Departament Sprawiedliwości USA informował o zmianach mających "wzmocnić federalną karę śmierci", papież Leon XIV stwierdził stanowczo, że kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ stanowi zamach na nienaruszalną godność osoby.
Tego samego dnia, gdy Departament Sprawiedliwości USA informował o zmianach mających "wzmocnić federalną karę śmierci", papież Leon XIV stwierdził stanowczo, że kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ stanowi zamach na nienaruszalną godność osoby.
Dzisiejszy człowiek jest istotą ‘zmęczoną’, żyjącą w ciągłym rozdarciu pomiędzy tym, czego chce i do czego dąży, a tym, co ma i co rzeczywiście osiąga. Nie jest to stan psychiczny jakichś szczególnie hiperwrażliwych jednostek, ale to wydaje się być przypadłość całej populacji, charakterystyka cywilizacyjna.
Dzisiejszy człowiek jest istotą ‘zmęczoną’, żyjącą w ciągłym rozdarciu pomiędzy tym, czego chce i do czego dąży, a tym, co ma i co rzeczywiście osiąga. Nie jest to stan psychiczny jakichś szczególnie hiperwrażliwych jednostek, ale to wydaje się być przypadłość całej populacji, charakterystyka cywilizacyjna.
Od jakiegoś czasu lubię w wolnych chwilach układać puzzle. Okazało się, że jest to nie tylko dobra forma relaksu, ale też pole do wielu refleksji o życiu. 
Od jakiegoś czasu lubię w wolnych chwilach układać puzzle. Okazało się, że jest to nie tylko dobra forma relaksu, ale też pole do wielu refleksji o życiu. 
Gdy w czwartek po południu w pociągu wreszcie pojawił się zasięg, mój facebookowy feed został zalany… Łukaszem Litewką. I łzami. Czytam wpisy ludzi od lewa do prawa i też się wzruszam. Bo, cytując, dawno nie zabolała mnie tak śmierć obcego człowieka. I zastanawiam się: czy ktoś będzie mógł go zastąpić?
Gdy w czwartek po południu w pociągu wreszcie pojawił się zasięg, mój facebookowy feed został zalany… Łukaszem Litewką. I łzami. Czytam wpisy ludzi od lewa do prawa i też się wzruszam. Bo, cytując, dawno nie zabolała mnie tak śmierć obcego człowieka. I zastanawiam się: czy ktoś będzie mógł go zastąpić?
„Od pogardy i nienawiści zachowaj mnie Panie”. To modlitwa, którą powinien odmawiać każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ten, który został wybrany na pasterza. Głosząc Ewangelię nie można jednocześnie nastawiać innych wrogo do kogokolwiek. Zastanawiam się, czy ludzie Kościoła wystarczająco pracują nad wyeliminowaniem słów i gestów nienawiści z własnych wypowiedzi, czy jedynie walczą z tą nienawiścią, która przeciwko nim jest skierowana?
„Od pogardy i nienawiści zachowaj mnie Panie”. To modlitwa, którą powinien odmawiać każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ten, który został wybrany na pasterza. Głosząc Ewangelię nie można jednocześnie nastawiać innych wrogo do kogokolwiek. Zastanawiam się, czy ludzie Kościoła wystarczająco pracują nad wyeliminowaniem słów i gestów nienawiści z własnych wypowiedzi, czy jedynie walczą z tą nienawiścią, która przeciwko nim jest skierowana?
Odejścia księży z kapłaństwa nie są niczym nowym. Każdego roku sutanny odwiesza… Nie wiadomo ilu, bo nikt nie zbiera takich danych. Czasem pojawiają się pojedyncze informacje, że w danej diecezji w ciągu dekady odeszło 20. Ale nie o liczby chodzi. Najczęstszą przyczyną odejścia jest związanie się księdza z kobietą, chęć założenia rodziny i posiadanie dzieci - tak przynajmniej wynika z deklaracji tych, którzy kapłaństwo pozostawili. Wśród przyczyn rezygnacji wskazują oni także na samotność - nie związaną tylko z życiem w pojedynkę - brak życia wspólnotowego między księżmi, konflikty i brak porozumienia z przełożonymi (proboszczami, biskupami), problemy psychiczne, kryzys wiary. W gruncie rzeczy nie ma jednej przyczyny.
Odejścia księży z kapłaństwa nie są niczym nowym. Każdego roku sutanny odwiesza… Nie wiadomo ilu, bo nikt nie zbiera takich danych. Czasem pojawiają się pojedyncze informacje, że w danej diecezji w ciągu dekady odeszło 20. Ale nie o liczby chodzi. Najczęstszą przyczyną odejścia jest związanie się księdza z kobietą, chęć założenia rodziny i posiadanie dzieci - tak przynajmniej wynika z deklaracji tych, którzy kapłaństwo pozostawili. Wśród przyczyn rezygnacji wskazują oni także na samotność - nie związaną tylko z życiem w pojedynkę - brak życia wspólnotowego między księżmi, konflikty i brak porozumienia z przełożonymi (proboszczami, biskupami), problemy psychiczne, kryzys wiary. W gruncie rzeczy nie ma jednej przyczyny.
"Sam cierpiałem, znosiłem ten ból, który mi zadawano przez tak długi czas. Znosiłem ten hejt, który na mnie spadł, nie wiem czemu. Te upokorzenia, poniżanie i pobicie. Przecież ja byłem taki sam jak Wy. Dobrze się uczyłem, byłem grzeczny, miałem marzenia". Słowa odczytane na pogrzebie 14 letniego Mateusza powinny wybrzmieć. Jego oprawcy i ich rodzice, którzy chowali głowę w piasek oraz nauczyciele, którzy widzieli i nie reagowali - was pewnie nie ruszą. Boicie się teraz czegoś innego. Wydało się, jest głośno, ktoś może za to oberwać. Jednak wam nie jest wstyd, bo dawno przestaliście go czuć. Bo gdyby tak nie było, Mateusz by żył.
"Sam cierpiałem, znosiłem ten ból, który mi zadawano przez tak długi czas. Znosiłem ten hejt, który na mnie spadł, nie wiem czemu. Te upokorzenia, poniżanie i pobicie. Przecież ja byłem taki sam jak Wy. Dobrze się uczyłem, byłem grzeczny, miałem marzenia". Słowa odczytane na pogrzebie 14 letniego Mateusza powinny wybrzmieć. Jego oprawcy i ich rodzice, którzy chowali głowę w piasek oraz nauczyciele, którzy widzieli i nie reagowali - was pewnie nie ruszą. Boicie się teraz czegoś innego. Wydało się, jest głośno, ktoś może za to oberwać. Jednak wam nie jest wstyd, bo dawno przestaliście go czuć. Bo gdyby tak nie było, Mateusz by żył.
W ostatnich dniach w mediach sporo mówi się o Leonie XIV. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nie o tym, o czym sam papież chciałby, by mówiono. Gdy świat krzyczy, komentuje i dyskutuje o polityce, Ojciec Święty przemierza Afrykę, pokazując nie logikę siły, lecz logikę miłości i miłosierdzia. A czyni to nie tylko słowami homilii, ale przede wszystkim odsłaniając swoją ludzką twarz.
W ostatnich dniach w mediach sporo mówi się o Leonie XIV. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nie o tym, o czym sam papież chciałby, by mówiono. Gdy świat krzyczy, komentuje i dyskutuje o polityce, Ojciec Święty przemierza Afrykę, pokazując nie logikę siły, lecz logikę miłości i miłosierdzia. A czyni to nie tylko słowami homilii, ale przede wszystkim odsłaniając swoją ludzką twarz.
Nie chodzi o to, żeby stworzyć więcej i lepiej niż inni: to jest chyba najgłębsza lekcja z bycia współtwórcą, a nie Panem Stworzenia. Chodzi o to, żeby w ogóle tworzyć. Żeby nie siedzieć z założonymi rękami, czekając, aż będziemy gotowi na coś wielkiego - bo dobro nie wymaga wielkości. Wymaga udziału. Zaangażowania.
Nie chodzi o to, żeby stworzyć więcej i lepiej niż inni: to jest chyba najgłębsza lekcja z bycia współtwórcą, a nie Panem Stworzenia. Chodzi o to, żeby w ogóle tworzyć. Żeby nie siedzieć z założonymi rękami, czekając, aż będziemy gotowi na coś wielkiego - bo dobro nie wymaga wielkości. Wymaga udziału. Zaangażowania.
Próby wplątywania Leona XIV w jakieś utarczki słowne z mocarstwowym politykiem są chybione. Szkodzą Papieżowi i Kościołowi. Także temu w Afryce.
Próby wplątywania Leona XIV w jakieś utarczki słowne z mocarstwowym politykiem są chybione. Szkodzą Papieżowi i Kościołowi. Także temu w Afryce.
Walka dobra ze złem to codzienny dramat rozgrywający się w sercu każdego człowieka. Oczywiście, jest wiele zła na świecie. Przemoc, grabież, różnorakie formy gwałtu zadawanego niewinnym. I jest ciągle pokusa, by myśleć, że to oni..., ktoś, gdzieś, system, skorumpowany świat, itp.
Walka dobra ze złem to codzienny dramat rozgrywający się w sercu każdego człowieka. Oczywiście, jest wiele zła na świecie. Przemoc, grabież, różnorakie formy gwałtu zadawanego niewinnym. I jest ciągle pokusa, by myśleć, że to oni..., ktoś, gdzieś, system, skorumpowany świat, itp.
Ostatnio przydarza mi się całkiem sporo różnych rozmów z księżmi. Dość ciekawych, ale jeszcze ciekawsze są wnioski, bo niemal w każdej rozmowie wychodzą dwa obszary, nad którymi według mnie trzeba teraz mocniej popracować.
Ostatnio przydarza mi się całkiem sporo różnych rozmów z księżmi. Dość ciekawych, ale jeszcze ciekawsze są wnioski, bo niemal w każdej rozmowie wychodzą dwa obszary, nad którymi według mnie trzeba teraz mocniej popracować.
Mówi się, że wierzących ludzi jest coraz mniej. Że dzieci przystępują do pierwszej komunii dla tradycji albo drogich prezentów. Kilka dni temu poproszono mnie o napisanie krótkiego poradnika dla rodziców, których dzieci przygotowują się do pierwszej spowiedzi świętej. Napisałam, wypuściłam w świat. Przerosło mnie to, co dostałam w zamian.
Mówi się, że wierzących ludzi jest coraz mniej. Że dzieci przystępują do pierwszej komunii dla tradycji albo drogich prezentów. Kilka dni temu poproszono mnie o napisanie krótkiego poradnika dla rodziców, których dzieci przygotowują się do pierwszej spowiedzi świętej. Napisałam, wypuściłam w świat. Przerosło mnie to, co dostałam w zamian.
Kościół zawsze angażował się w politykę, ale też starał się trzymać rozsądny dystans, traktując te interwencje jako konieczne opowiedzenie się po stronie ludzi marginalizowanych. Robił to w imię Ewangelii i z poczucia obowiązku. Stąd na życzliwość Kościoła mogli kiedyś liczyć niewolnicy, potem uciskani chłopi, robotnicy, migranci i inni. Przez całą historię były to jednak interwencje okazjonalne, dokonywane w miarę potrzeby. W naszych czasach nastąpiło wyraźne przesunięcie: Kościół przestał „interweniować” w politykę, a zaczął nią „żyć”, a nawet rościć sobie prawo do jej „kreowania”.
Kościół zawsze angażował się w politykę, ale też starał się trzymać rozsądny dystans, traktując te interwencje jako konieczne opowiedzenie się po stronie ludzi marginalizowanych. Robił to w imię Ewangelii i z poczucia obowiązku. Stąd na życzliwość Kościoła mogli kiedyś liczyć niewolnicy, potem uciskani chłopi, robotnicy, migranci i inni. Przez całą historię były to jednak interwencje okazjonalne, dokonywane w miarę potrzeby. W naszych czasach nastąpiło wyraźne przesunięcie: Kościół przestał „interweniować” w politykę, a zaczął nią „żyć”, a nawet rościć sobie prawo do jej „kreowania”.
Nic nie wskazuje na to, by amerykański prezydent, który od kilku dni publicznie krytykuje papieża Leona XIV szybko skończył swój spektakl. Po tym, jak papież w Niedzielę Palmową mówił, że Jezus nie słucha modlitw prowadzących wojny, a potem uznał groźby Trumpa mówiącego o „zniszczeniu całej cywilizacji irańskiej” za niedopuszczalne, Trump skrytykował Leona XIV zarzucając mu „schlebianie radykalnej lewicy”, zgodę na to, by Iran miał broń atomową oraz to, że „papież jest słaby w walce z przestępczością i fatalny w polityce zagranicznej”. Trump sugerował też, że to dzięki niemu Leon XIV został papieżem, ponieważ jak dowodził, kardynałowie uczestniczący w konklawe wybrali na głowę Kościoła katolickiego Amerykanina, aby ułatwić sobie relacje z prezydentem USA. 
Nic nie wskazuje na to, by amerykański prezydent, który od kilku dni publicznie krytykuje papieża Leona XIV szybko skończył swój spektakl. Po tym, jak papież w Niedzielę Palmową mówił, że Jezus nie słucha modlitw prowadzących wojny, a potem uznał groźby Trumpa mówiącego o „zniszczeniu całej cywilizacji irańskiej” za niedopuszczalne, Trump skrytykował Leona XIV zarzucając mu „schlebianie radykalnej lewicy”, zgodę na to, by Iran miał broń atomową oraz to, że „papież jest słaby w walce z przestępczością i fatalny w polityce zagranicznej”. Trump sugerował też, że to dzięki niemu Leon XIV został papieżem, ponieważ jak dowodził, kardynałowie uczestniczący w konklawe wybrali na głowę Kościoła katolickiego Amerykanina, aby ułatwić sobie relacje z prezydentem USA. 
Człowiek łatwo przyzwyczaja się do różnych schematów. Zwykle bardziej cenimy stabilność niż konieczność ciągłego dostosowywania się do zmian. Bywa jednak, że największy dyskomfort nie wynika ze zmiany w naszym własnym życiu, ale ze zmiany w kimś z naszego otoczenia.
Człowiek łatwo przyzwyczaja się do różnych schematów. Zwykle bardziej cenimy stabilność niż konieczność ciągłego dostosowywania się do zmian. Bywa jednak, że największy dyskomfort nie wynika ze zmiany w naszym własnym życiu, ale ze zmiany w kimś z naszego otoczenia.