Nie tylko stanowczość i jednoznaczność sformułowań, które znalazły się w w encyklice „Magnifica humanitas”, pokazuje, iż Leon XIV ogromną wagę przykłada do odróżniania tego, co wyprodukuje sztuczna inteligencja od tego, co jest dziełem ludzkim.
Od sporu o symbole religijne w USA, przez chłodną dyplomację we Francji, po dawne spuścizny w Polsce – relacje Kościoła ze światem współczesnym przypominają pole bitwy. Czy agresywny ateizm zastąpił prawdziwą neutralność państwa i czy w epoce globalnych zawirowań stać nas jeszcze na szukanie kompromisu?
Lubimy powtarzać, że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło. No więc nie, drodzy państwo, piekło jest wybrukowane usilnym dbaniem o idealny, nieprawdziwy wizerunek Kościoła.
Koniec lata i początek jesieni wydaje się należeć do wielkich polskich pisarzy. Na łamach czasopism i portali internetowych toczy się gorąca dyskusja nad ekranizacją „Lalki” Bolesława Prusa, a wielu czytelników czeka z niecierpliwością na premierę najnowszej powieści laureatki literackiej Nagrody Nobla – Olgi Tokarczuk. W tym miesiącu jej książka „Świata jest za dużo” trafi do księgarń.
Zaczął się październik. To właśnie teraz w Kościele katolickim częściej wyciągamy i odkurzamy swoje różańce. Gdy rozmawiam z innymi katolikami o tym, czym dla nich jest modlitwa różańcowa, odnoszę wrażenie, że to wciąż nieodkryty skarb… Trudno nazwać skarbem modlitwę, którą nie do końca się rozumie i podczas jej odmawiania myśli uciekają gdzieś daleko. Jeśli dołożyć do tego, że nie sięgamy po nią sami z siebie, za to często dostajemy za pokutę, która – nie oszukujmy się – kojarzy się z jakąś formą kary (niestety!), to nie jest to zbyt pociągająca perspektywa, prawda? Tymczasem ta modlitwa może okazać się niezwykle życiodajna, szczególnie dla osób, które nie potrafią się skupić i których myśli biegną jak konie w galopie.
„To prawda, że ogólny brak wiedzy o naturze problemu, a czasami także porady ekspertów klinicznych sprawiały, że biskupi podejmowali decyzje, które w skutkach okazywały się błędne” – mówił w kwietniu 2002 r. Jan Paweł II. Słowa te padły na nadzwyczajnym spotkaniu papieża z amerykańskimi biskupami wezwanymi do Watykanu po tym jak dziennikarze z „Boston Globe” w styczniu tegoż roku ujawnili, że w diecezji bostońskiej latami tuszowano przypadki pedofilii. W skandal, który wstrząsnął Kościołem, uwikłanych miało być co najmniej 70 księży, a ofiar było ponad tysiąc.
Mówi się, że dobro zawsze popłaca, zawsze do nas wraca. Idąc za tym przesłaniem, staramy się pomagać, wspierać innych i czynić świat lepszym. Nie wszyscy jednak rozumieją dobro w ten sam sposób. Wielu z nas sądzi, że polega ono na byciu zawsze miłym i ugodowym. Tak rozumiane „dobro” z czasem może okazać się niszczące dla nas, naszego otoczenia i relacji.
W ostatnich dniach moje media społecznościowe zalały informacje i obrazy z dwóch wydarzeń, które pokazują Kościół z tej jego najpiękniejszej strony. Oba na swój sposób mnie wzruszyły i przypomniały o wartościach, które od wieków nas prowadzą do Boga.
Krótkie nagranie, na którym dwie dziewczynki bawią się w pociąg. Zwykła domowa scenka, jakich w sieci krążą miliony, o tyle inna, że jedna z bohaterek jest w pionizatorze. Jak to w internecie bywa, nie wiedzieć dlaczego, ale właśnie tę rolkę algorytm wypchnął w świat w viral. I szambo wybiło. Pod nagraniem pojawiły się komentarze, że takie dzieci powinno się uśmiercać, a dziewczynki i ich rodzice zostali obrzuceni epitetami, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.
Nie sposób wartościować wystąpień papieża Leona XIV na francuskiej ziemi. Widać, że są to teksty głęboko przemyślane, wygłaszane rzeczywiście z pozycji apostoła.
Pamięć definiuje to, kim jesteśmy, ale czy wszystko warto pamiętać? Smartfony i algorytmy rejestrują każdy nasz krok, tworząc cyfrowy ślad, nad którym łatwo stracić kontrolę. W świecie nieneutralnych technologii i sztucznej inteligencji ratunkiem okazuje się uważność i umiejętność rozeznawania.
W Biblii zmiana zdania to droga do mądrości i fundament nawrócenia. Dlaczego więc w codziennym życiu – a zwłaszcza w świecie zdominowanym przez internetowe algorytmy – przyznanie się do błędu traktujemy jak życiową porażkę?
Od wielu dni dostaję na Instagramie wiadomości z linkami do rolek, które nagrano w sklepach dużej, wciąż rozrastającej się w Polsce, sieci marketów. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że odwiedzam ten sklep regularnie, szczególnie jego dział papierniczy. Jednak nie ten dział budzi tyle emocji moich obserwatorów, ale wystawa ozdób świątecznych. Tak, wiem, że mamy wrzesień. Wiem również, że akcesoria bożonarodzeniowe są tam dostępne już od 2 września. Gdy to zobaczyłam, nie wzbudziło to jednak we mnie żadnych odczuć, choć po reakcjach osób piszących do mnie wiadomości, widzę że nie tyle nas to dziś oburza, co smuci. Ja jednak poszłabym w refleksji o krok dalej…
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku w sprawie publikacji o ks. Henryku Jankowskim nie kończy pytań, które od lat towarzyszą tej historii. Sąd zakwestionował prawdziwość jednej z opisanych w reportażu historii, ale nie rozstrzygał całości zarzutów dotyczących wykorzystywania małoletnich.
Można mieć dużą rodzinę, wielu przyjaciół i znajomych, ale ciągle żyć w przekonaniu, że dla nikogo nie jesteś na pierwszym miejscu. Takie myślenie kształtują różne życiowe sytuacje, które z biegiem czasu odbierają poczucie sensu i własnej wartości.
Nie brakuje rodziców, którzy zakaz telefonów krytykują. Szczerze rozbawiła mnie zasłyszana pod szkołą rozmowa mamy odbierającej 2 września dziecko z pierwszej klasy, która z oburzeniem mieszającym się z niedowierzaniem dopytywała: „Ale jak to?! Nie możesz nawet wyciągnąć na lekcji telefonu z plecaka?!! To jak ty niby masz sobie sprawdzić, ile minut zostało do końca lekcji?". Ale z nową ustawą trudno dyskutować. Nauczyciel, który jeszcze rok temu był stroną sporu, dziś po prostu stosuje reguły powszechnie obowiązujące. Na przerwy wróciły ping-pong, karty i - przede wszystkim - rozmowy.
Zaglądasz rano do Internetu, przeglądasz serwis informacyjny i od razu wiesz, że w ojczyźnie wszystko jest na swoim miejscu. Internet po raz kolejny stanął w ogniu, a w komentarzach wre gorączkowa dyskusja pod tradycyjnym hasłem: „Prus przewraca się w grobie!”. Wszystko za sprawą nowej, sześcioodcinkowej adaptacji „Lalki” w reżyserii Pawła Maślony na platformie Netflix. Oburzeni widzowie pomstują na zdradę książkowego oryginału, wulgaryzmy, motywy emancypacyjne czy bohaterów sięgających po używki. Słychać głośne okrzyki o profanacji i bezczeszczeniu lektury szkolnej.
Sześć dekad po ogłoszeniu „Nostra aetate” trzy watykańskie Dykasterie przypominają o znaczeniu dialogu i braterstwa międzyreligijnego. Nowa „Droga nadziei” odnosi soborowe przesłanie do świata naznaczonego konfliktami, antysemityzmem i religijną przemocą.
Spotkanie klasowe po 45 latach od matury wydawało się niemożliwe. Powrót do sądeckiego Elektryka po niemal pół wieku przyniósł jednak nie tylko wzruszające odżycie dawnych wspomnień, ale i niezwykłe świadectwo ciągłości wartości, kultury oraz dojrzałej wdzięczności za ukształtowane przed laty więzi.
Nie jestem człowiekiem przyklejonym do smartfona i scrollującym rolki w nieskończoność. Ale zaczęłam na tyle mocno odczuwać skutki uboczne strumienia niekończących się treści, że spędziłam poza social mediami (a w dużej części mediami także) prawie dwa miesiące. Po to, by zrobić eksperyment. Zobaczyć, co się stanie z moim życiem, sprawdzić, czy da się żyć spokojniej tak, jak kiedyś, gdy nie byliśmy nieustannie na bieżąco, telefon był stacjonarny, a komputer nie miał internetu.
{{ article.description }}