Od potępienia do docenienia – jak dziennikarze stali się sumieniem Kościoła
Od wrogów publicznych do strażników kościelnego sumienia – nowa encyklika papieża Leona XIV oficjalnie pieczętuje historyczny przełom w relacjach Watykanu z mediami. Choć droga od wzajemnej nieufności do sojuszu w poszukiwaniu prawdy trwała dekady, słowa „Magnifica humanitas” nie pozostawiają złudzeń: bez dociekliwych dziennikarzy Kościół nie wygrałby walki z własnymi kryzysami. Nawet jeśli lokalni biskupi wciąż wolą patrzeć na prasę z bezpiecznego dystansu.
Leon XIV opublikował pierwszą encyklikę. Tak jak się spodziewano, w dużej części poświęcił ją problematyce sztucznej inteligencji, ale nie tylko. Zanim jednak przejdę do meritum, kilka cytatów.
„Mówiąc otwarcie i zdecydowanie o tym problemie (wykorzystywania seksualnego małoletnich – przyp. TK), Kościół może pomóc społeczeństwu zrozumieć naturę tego kryzysu i uporać się z nim” – mówił w 2002 r. do amerykańskich biskupów Jan Paweł II.
„Ufam, że duchowni zrozumieją, iż media, których zadaniem jest informowanie i kontrola uczestników życia publicznego (należy do nich także Kościół), nie są jego wrogami, a czasami nawet pomagają mu rozwiązać kryzysy. Aby tak się stało, musi jednak upłynąć sporo czasu” – w 2008 r. nie miała wątpliwości Ewa Czaczkowska, pisząc na łamach „Rzeczpospolitej” o relacjach Kościoła z mediami.
„Sojusz biskupów i dziennikarzy może poprawić nadwerężony autorytet Kościoła i pomóc mu wyjść z obecnego kryzysu. Biskupi wspólnie z żądnymi sensacji dziennikarzami? Tak. Z obu stron potrzebna jest jednak zmiana mentalności, wzajemne zaufanie i otwartość na autentyczne poszukiwanie prawdy” – taką tezę postawiłem z kolei ja we wrześniu 2018 r. – również w „Rzeczpospolitej”.
Kilka miesięcy później – w lutym 2019 r. – na watykańskim szczycie poświęconym problematyce pedofilii meksykańska dziennikarka Valentina Alazraki mówiła zaś do biskupów tak: „Po czyjej stronie jesteście? Czy naprawdę jesteście wrogami tych, którzy popełniają przestępstwa albo ich ukrywają? My zdecydowaliśmy, po której jesteśmy stronie. Czy wy też? Naprawdę czy tylko tak mówicie? Jeśli jesteście przeciwko tym, którzy popełniają nadużycia lub je ukrywają, jesteśmy dokładnie po tej samej stronie. Możemy być sojusznikami, a nie wrogami. Pomożemy wam znaleźć złe jabłka i nie dopuścić ich do zdrowych. Ale jeśli nie zdecydujecie się stanąć radykalnie po stronie dzieci, matek, rodzin, społeczeństwa obywatelskiego, to macie rację, bojąc się nas, ponieważ będziemy waszymi najgorszymi wrogami”.
Ks. Kowalczyk: AI zmienia uniwersytety, ale nie zastąpi myślenia
— Vatican News PL (@VaticanNewsPL) May 27, 2026
️ https://t.co/ZoozsN8S9v pic.twitter.com/iCmWj7OBXE
Takich apeli było oczywiście więcej. Przemianę w podejściu Kościoła do dziennikarzy opisujących widać było wyraźnie za pontyfikatu Franciszka. Argentyński papież wiele razy dziękował dziennikarzom za ujawnianie prawdy. „Dziękuję wam także za to, co opowiadacie o tym, co w Kościele nie funkcjonuje, za to, jak pomagacie nam nie zamiatać tego pod dywan oraz za głos, który daliście ofiarom wykorzystania” – mówił np. w listopadzie 2021 r. Tego typu podziękowania nie spotykały się z życzliwym przyjęciem ze strony niektórych biskupów. Wciąż w wielu miejscach na świecie – także i w Polsce – na dziennikarzy patrzy się z pewnego rodzaju rezerwą. W Polsce dystans ten widać np. w zasadach działania komisji niezależnych ekspertów, którą zamierza powołać Konferencja Episkopatu Polski. Jej członkiem nie będzie mógł zostać dziennikarz. Ale zostawmy to z boku.
Teraz papież Leon XIV pracę dziennikarzy dostrzega w encyklice „Magnifica humanitas”. Amerykański papież pisze wprost: „Ze wstydem obserwowaliśmy bolesne i trudne odkrywanie prawdy także o niektórych członkach Kościoła i o rzeczywistościach kościelnych. W szczególności niektórzy dziennikarze autentycznie oddani prawdzie odegrali zasadniczą rolę w ujawnianiu niesprawiedliwości i wykorzystania” i dalej przywołuje zacytowane powyżej słowa Franciszka.
Bez odrobiny wahania powiem, że jest to duży przełom. Dostrzeżenie roli dziennikarzy w zmaganiu się Kościoła z kryzysem wykorzystywania nie pojawia się w okolicznościowym przemówieniu papieża, ale w oficjalnym dokumencie o charakterze nauczycielskim. Dokumencie, którego nie da się pominąć i zlekceważyć. Dokumencie, który będzie komentowany, do którego będziemy się wielokrotnie odwoływać. Fakt, że niegdysiejsi wrogowie zostali uznani za przyjaciół, jest znaczący. Oczywiście, nie mam złudzeń, że nie wszędzie papieskie stanowisko zostanie przyjęte z entuzjazmem. Ale kropla drąży skałę.


Skomentuj artykuł