AI wyręcza nas i zabiera pracę. Mimo to ludzkie myślenie nie przestaje być w cenie
Jestem humanistką i jakiś czas temu wróciłam na rynek pracy po urlopie wychowawczym z żywą obawą, iż moje wykształcenie na nic się przyda w obecnych realiach technologicznych. Dość szybko okazało się jednak, że paradoksalnie to właśnie teraz, w środku rewolucji AI, pracodawcy dramatycznie potrzebują ludzi z umiejętnością… czytania ze zrozumieniem i komunikatywnego formułowania myśli.
Ostatnio zatrzymała mnie na dłużej pewna dyskusja w internecie, a dokładnie jeden komentarz pod nią: „Mama powtarzała mi do znudzenia, żebym się uczył, bo jak nie będę się uczył, to będę musiał kopać rowy. A teraz od miesięcy szukam pracy, bo nikt nie chce zatrudnić tłumacza, skoro translator tak świetnie wszystko tłumaczy. Więc mama racji nie miała. Spędziłem kilkanaście lat na zgłębianiu tajników lingwistycznych i teraz po nic mi one, czas zakasać rękawy i sprawdzić, czy mnie gdzieś do kopania nie najmą”. Nie chcę tu wnikać w pobrzmiewającą w tej wypowiedzi pogardę dla pracy fizycznej. Ale myślę, że wielu z nas może tego typu myślenie nie być obce.
Z jednej strony wykształcenie zawsze było przepustką do czegoś więcej i - jeśli zgadzamy się, że wiedza to zawsze kapitał rozwijający człowieka - to to się w przyszłości nie zmieni. Z drugiej strony nie możemy być ślepi na dziejące się wokół nas na rynku pracy zmiany, a jednocześnie nie możemy ulegać utopijnym wizjom, że wszystko można zrobotyzować i scyfryzować. Ktoś musi kopać te „przysłowiowe” rowy . I naprawiać zmywarki. I budować drogi. I borować zęby. I gotować. I przytulać. I milczeć w obecności kogoś, kto tego milczenia potrzebuje bardziej niż słów. Tego - i jeszcze wielu rzeczy - sztuczna inteligencja nie zautomatyzuje z prostej przyczyny: nie jest człowiekiem i (trawestując klasyka) to, co ludzkie, w pewnym sensie jest jej obce.
W marcu tego roku badacze z Tufts University opublikowali raport, w którym przeanalizowali 784 zawodów i ułożyli je w listę od najbardziej do najmniej zagrożonych przez AI. Na szczycie listy znaleźli się m.in. pisarze i autorzy - zagrożeni w 57%, programiści komputerowi w 55%, projektanci interfejsów w 55%. Praca umysłowa w tym ujęciu staje się pracą, którą AI robi szybciej i taniej, więc od strony ludzkiego zaangażowania … zbędną.
Czytam takie raporty i zawsze mam z nimi kłopot. Nie z samymi danymi, bo one z pewnością obrazują jakieś konkretne zjawisko, na które nie ma co zamykać oczu. Niepokoi mnie jednak coś innego: to, jak łatwo ignorujemy, że tego typu raporty to nie prawda objawiona, tylko opis pewnego wycinka rzeczywistości, a ich autorzy - wykształceni, zamożni, pracujący w ośrodkach badawczych przy renomowanych uczelniach - patrzą na rynek pracy przez określony filtr metodologiczny, w którym siłą rzeczy nie da się upchnąć całej rozpiętości i niepowtarzalności doświadczeń zwykłych, przeciętnych ludzi.
Otwieram skrzynkę. Pierwsze pięć wiadomości od różnych klientów, z różnych branż, ale z podobną treścią: pani Agato, coś mi w tym tekście nie gra, czy może pani zerknąć? Zaglądam. Uśmiecham się pod nosem. No jasne, że coś nie gra. AI, która nieustannie trenuje się na tekstach z social mediów, chatów i internetowych zasobów (i nie boję się tego nazwać po imieniu - często ukradzionych) staje się z każdym miesiącem coraz sprawniejsza technicznie i … coraz uboższa merytorycznie. Produkuje zdania poprawne składniowo, spójne formalnie, ale pozbawione tego, co czyni tekst żywym i komunikatywnym: punktu widzenia, ryzyka, często najzwyklejszego sensu.
Jestem humanistką i jakiś czas temu wróciłam na rynek pracy po urlopie wychowawczym z żywą obawą, iż moje wykształcenie na nic się przyda w obecnych realiach technologicznych. Dość szybko okazało się jednak, że paradoksalnie to właśnie teraz - w środku rewolucji AI - pracodawcy dramatycznie potrzebują ludzi z umiejętnością … czytania ze zrozumieniem i komunikatywnego formułowania myśli. Nie tylko tych, którzy po pierwszych dziesięciu zdaniach wygenerowanego raportu wiedzą, że został wyklikany przez gorliwego asystenta AI, ale takich, którzy potrafią podjąć decyzje, co z tym fantem zrobić - jak go skroić, odchudzić, zmienić, wyłapać, gdzie są rzeczywiście cenne dla zadania dane, a gdzie pustosłowie, które nie niesie żadnej treści. Owszem, dostaję więc zdecydowanie mniej książek do korekty niż kiedyś, ale jednocześnie wyraźnie wzrasta liczba zleceń, by przepisać AI Slop „na ludzki”.
Ludzkie myślenie nie przestaje być w cenie, choć rynek pracy zmienia się dynamicznie. Co więcej, już za trzy dni, czyli 15 maja papież Leon XIV ma podpisać swoją pierwszą encyklikę. Jej roboczy tytuł brzmi „Magnifica humanitas” - „Wspaniałe człowieczeństwo”. Data nie jest przypadkowa: to dokładnie 135. rocznica ogłoszenia encykliki „Rerum novarum” przez Leona XIII - dokumentu, który był odpowiedzią Kościoła na rewolucję przemysłową, wywracającą do góry nogami ówczesny świat pracy i strukturę społeczną.
Przyznam, że czytając co rano nagłówki gazet, trudno mi czasem postawić przymiotnik „wspaniałe” obok „człowieczeństwa”. Jestem jednak głęboko przekonana, że pierwsza encyklika Leona XIV będzie wnikliwą diagnozą współczesnych zmian i treścią wypełnioną po brzegi nadzieją. Ufam, że papież zechce nam wskazać, jak w świetle Słowa Bożego dbać o ludzką godność, wolność i odpowiedzialność w świecie wypełnionym po brzegi pokusami automatyzacji. Nie mam wątpliwości, że ten tekst będzie głęboki i wart uważnej lektury. Nasi papieże nie raz, nie dwa potrafili pokazać, że pod natchnieniem Ducha Świętego wyprzedzają swoje epoki w prognozach i receptach.
Sama często powtarzam moim dzieciom: „uczcie się”, „warto się uczyć”, uczenie ma sens. I wciąż wierzę, że to jedna z najlepszych życiowych rad, jakie mogę im wpajać w głowę. Zresztą jest to rada, która wyrasta z Biblii: czytamy w niej przecież, że Jezus po swoim „nastoletnim incydencie” w Jerozolimie wraca z rodzicami do Nazaretu, gdzie przez kolejne lata „wzrasta w mądrości, latach i łasce” (Łk 2,52). W mądrości i w łasce, czyli, tak to czytam - w wiedzy i w wierze. Mądrość - i ta płynąca z edukacji, i ta związana ze zgłębianiem Bożych praw - pomaga człowiekowi dojrzewać do pełni, do takiego stanu, w którym potrafi krytycznie myśleć, rozumieć, analizować świat i dostrzegać w nim przestrzeń do swojego sensownego bycia. Gdyby AI była receptą na szczęście ludzkości, Pan Bóg wpisałby ten kod w Biblię. A On jednak dał nam krew, ciało, chleb i Miłość, które wymykają się statystyce i nie dają ująć w karby nawet najzmyślniejszego algorytmu.
Link do raportu badaczy z Tufts University: https://digitalplanet.tufts.edu/ai-and-the-emerging-geography-of-american-job-risk-page/


Skomentuj artykuł