Zbyt szybko chcemy zbudować relację, która w codzienności budowana byłaby latami. Zbyt wiele i za szybko mówimy o sobie innym ludziom - również o bardzo intymnych sprawach - nie myśląc o tym, że w zasadzie to zupełnie obcy człowiek. Z tęsknoty za relacjami karmimy się ich namiastką. Znaczna część ludzkich relacji tka się obecnie w social mediach. To jest bardzo kuszące, bo łatwiej jest posiedzieć i pogadać na Insta z followersami niż z człowiekiem, z którym mieszkasz. Sama widzę, że ciągnie mnie do internetu, gdy relacje w życiu codziennym rodzą napięcia i trudności. Od trudu chcę się odciąć, oderwać, zapomnieć - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek w kolejnym odcinku serii "Katoliczka w sieci".
Zbyt szybko chcemy zbudować relację, która w codzienności budowana byłaby latami. Zbyt wiele i za szybko mówimy o sobie innym ludziom - również o bardzo intymnych sprawach - nie myśląc o tym, że w zasadzie to zupełnie obcy człowiek. Z tęsknoty za relacjami karmimy się ich namiastką. Znaczna część ludzkich relacji tka się obecnie w social mediach. To jest bardzo kuszące, bo łatwiej jest posiedzieć i pogadać na Insta z followersami niż z człowiekiem, z którym mieszkasz. Sama widzę, że ciągnie mnie do internetu, gdy relacje w życiu codziennym rodzą napięcia i trudności. Od trudu chcę się odciąć, oderwać, zapomnieć - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek w kolejnym odcinku serii "Katoliczka w sieci".
Możesz być zadeklarowaną fanką rodzicielstwa tak, jak ja, ale fakty są takie, że dzieci w domu i praca zawodowa to jednocześnie ekwilibrystyka koncentracji, rodzinnej logistyki i deficytów cierpliwości wszystkich stron. Dodajmy do tego skwary i upały - i jakże naturalnie człowiekowi się ciśnie na usta warkot irytacji. Nie zmienia to jednak faktu, że to, co ten mały człowiek słyszy od nas, dorosłych, na co dzień, kształtuje jego poczucie wartości. Więc zanim w żartach pożalimy się znowu koleżance przez telefon, że „teraz wakacje, dzieciaki w domu, więc wiesz, mam ochotę ich wsadzić do szafy i wyrzucić kluczyk”, zatrzymajmy się chociaż na sekundę.
Możesz być zadeklarowaną fanką rodzicielstwa tak, jak ja, ale fakty są takie, że dzieci w domu i praca zawodowa to jednocześnie ekwilibrystyka koncentracji, rodzinnej logistyki i deficytów cierpliwości wszystkich stron. Dodajmy do tego skwary i upały - i jakże naturalnie człowiekowi się ciśnie na usta warkot irytacji. Nie zmienia to jednak faktu, że to, co ten mały człowiek słyszy od nas, dorosłych, na co dzień, kształtuje jego poczucie wartości. Więc zanim w żartach pożalimy się znowu koleżance przez telefon, że „teraz wakacje, dzieciaki w domu, więc wiesz, mam ochotę ich wsadzić do szafy i wyrzucić kluczyk”, zatrzymajmy się chociaż na sekundę.
- Nie każda mama w sieci celowo "robi content:" na dziecku, a już na pewno nie każda ma świadomość tego, jak się może skończyć publikowanie jego zdjęć. W internecie nie ma czegoś takiego jak “bezpieczne miejsce” i “prywatność”. Jeśli chcesz mieć dziś naprawdę prywatne życie, to ono musi być odcięte od technologii. Każde zdjęcie można albo ściągnąć, albo zrobić screen. Przerobić je, wykorzystać dla swoich celów. Nie zawsze dobrych. Tworzymy cyfrową historię życia naszych pociech, ale wrzucając ją do sieci, zupełnie tracimy kontrolę - mówią Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnej rozmowie z cyklu "Katoliczka w sieci".
- Nie każda mama w sieci celowo "robi content:" na dziecku, a już na pewno nie każda ma świadomość tego, jak się może skończyć publikowanie jego zdjęć. W internecie nie ma czegoś takiego jak “bezpieczne miejsce” i “prywatność”. Jeśli chcesz mieć dziś naprawdę prywatne życie, to ono musi być odcięte od technologii. Każde zdjęcie można albo ściągnąć, albo zrobić screen. Przerobić je, wykorzystać dla swoich celów. Nie zawsze dobrych. Tworzymy cyfrową historię życia naszych pociech, ale wrzucając ją do sieci, zupełnie tracimy kontrolę - mówią Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnej rozmowie z cyklu "Katoliczka w sieci".
Po co zabieramy dzieci w wakacyjną podróż? Dla dziecka hotelowy basen i rzeka pełna kamyków mogą być atrakcją zupełnie tej samej wartości. I często najważniejszy jest czas, w którym leży się obok siebie na kocu i rozmawia - nieważne, czy na Bali, czy nad Bałtykiem, czy w ogródku babci. Z drugiej strony mamy tendencję, by z odpoczynku robić sobie bożka i gloryfikować leniuchowanie. Tylko jak to wpływa na dzieci?
Po co zabieramy dzieci w wakacyjną podróż? Dla dziecka hotelowy basen i rzeka pełna kamyków mogą być atrakcją zupełnie tej samej wartości. I często najważniejszy jest czas, w którym leży się obok siebie na kocu i rozmawia - nieważne, czy na Bali, czy nad Bałtykiem, czy w ogródku babci. Z drugiej strony mamy tendencję, by z odpoczynku robić sobie bożka i gloryfikować leniuchowanie. Tylko jak to wpływa na dzieci?
Jak wychować dziecko, dla którego smartfon i nieustanny dostęp do sieci jest oczywistą częścią życia? - Mam super wspomnienia z dzieciństwa. Ale dowodów moich "wyczynów" nie ma w internecie. Nikt ich nie wyciągnie, żeby zrobić mem. Widzę też, jak całkiem małe dzieci pochłaniane są przez TikToka czy Facebooka i patrzę na to z ogromnym przerażeniem. Nie mamy kontroli nad tym, co tam zobaczą - a często to jest zwykłe szambo - mówi Magda Urbańska. - A mnie naprawdę złości, gdy na zebraniu rodzicielskim w szkole moich dzieci słyszę, jak wielu rodziców wzdycha w bezsilności: “nie zmienimy świata, te telefony zniszczyły dzieciństwo, nic z tym już nie zrobimy” - dodaje Agata Rusek. Oto kolejna rozmowa w naszym cyklu "Katoliczka w sieci"
Jak wychować dziecko, dla którego smartfon i nieustanny dostęp do sieci jest oczywistą częścią życia? - Mam super wspomnienia z dzieciństwa. Ale dowodów moich "wyczynów" nie ma w internecie. Nikt ich nie wyciągnie, żeby zrobić mem. Widzę też, jak całkiem małe dzieci pochłaniane są przez TikToka czy Facebooka i patrzę na to z ogromnym przerażeniem. Nie mamy kontroli nad tym, co tam zobaczą - a często to jest zwykłe szambo - mówi Magda Urbańska. - A mnie naprawdę złości, gdy na zebraniu rodzicielskim w szkole moich dzieci słyszę, jak wielu rodziców wzdycha w bezsilności: “nie zmienimy świata, te telefony zniszczyły dzieciństwo, nic z tym już nie zrobimy” - dodaje Agata Rusek. Oto kolejna rozmowa w naszym cyklu "Katoliczka w sieci"
Zbliża się koniec roku szkolnego i już teraz, na rodzicielskich komunikatorach, rozpoczynają się coroczne debaty o tym, czy kupować kwiatka nauczycielowi, a jeśli tak, to czy wspólnie, czy każdy osobno, czy może zamiast kwiatka bon na książki, a może wcale, bo przecież to nieważne. Niezależnie od tego, czym zakończą się te dyskusje, każdy z nas może spróbować samemu wyrazić wdzięczność. Podjąć wysiłek i - poza rzeczami, do których zawsze można się przyczepić - zobaczyć i nazwać dobro, które dziecko w tym roku dostało.
Zbliża się koniec roku szkolnego i już teraz, na rodzicielskich komunikatorach, rozpoczynają się coroczne debaty o tym, czy kupować kwiatka nauczycielowi, a jeśli tak, to czy wspólnie, czy każdy osobno, czy może zamiast kwiatka bon na książki, a może wcale, bo przecież to nieważne. Niezależnie od tego, czym zakończą się te dyskusje, każdy z nas może spróbować samemu wyrazić wdzięczność. Podjąć wysiłek i - poza rzeczami, do których zawsze można się przyczepić - zobaczyć i nazwać dobro, które dziecko w tym roku dostało.
- W sieci łatwo jest pokazać wiarę od strony konkretnych informacji. Dużo trudniej jest próbować pokazywać wiarę od strony osobistego doświadczenia. Bo jakimi środkami wyrazu to zaprezentować? Postawić sobie kamerkę na czole i streamować nieustannie, jak się modlę, jak się odzywam do bliskich, jak traktuję współpracowników w pracy? - mówi Agata Rusek. - Są tacy twórcy, którzy “wpuszczają” obcych na swoją prywatną audiencję z Panem. Ja w tym widzę takie zagrożenie, że to spotkanie jest nie do końca otwarte i szczere. Odbieramy sobie w tym bycie autentycznym przed Panem - dodaje Magda Urbańska. Oto kolejny odcinek naszego piątkowego cyklu "Katoliczka w sieci".
- W sieci łatwo jest pokazać wiarę od strony konkretnych informacji. Dużo trudniej jest próbować pokazywać wiarę od strony osobistego doświadczenia. Bo jakimi środkami wyrazu to zaprezentować? Postawić sobie kamerkę na czole i streamować nieustannie, jak się modlę, jak się odzywam do bliskich, jak traktuję współpracowników w pracy? - mówi Agata Rusek. - Są tacy twórcy, którzy “wpuszczają” obcych na swoją prywatną audiencję z Panem. Ja w tym widzę takie zagrożenie, że to spotkanie jest nie do końca otwarte i szczere. Odbieramy sobie w tym bycie autentycznym przed Panem - dodaje Magda Urbańska. Oto kolejny odcinek naszego piątkowego cyklu "Katoliczka w sieci".
Przez ostatnie dwa tygodnie medialna Polska żyła kilkoma sprawami naraz. Wisienką na torcie była pszczyńska lodziarnia „Pod Dębem”, która ogłosiła ze smutkiem, że po ćwierć wieku kończy tradycję rozdawania darmowych lodów dzieciom ze świadectwem z czerwonym paskiem, ponieważ Rzeczniczka Praw Dziecka zainterweniowała, że może to być formą dyskryminacji.
Przez ostatnie dwa tygodnie medialna Polska żyła kilkoma sprawami naraz. Wisienką na torcie była pszczyńska lodziarnia „Pod Dębem”, która ogłosiła ze smutkiem, że po ćwierć wieku kończy tradycję rozdawania darmowych lodów dzieciom ze świadectwem z czerwonym paskiem, ponieważ Rzeczniczka Praw Dziecka zainterweniowała, że może to być formą dyskryminacji.
- Perfekcyjna katoliczka. Zamykam oczy i widzę zadbaną kobietę, w sukience, z gromadką uśmiechniętych dzieci. Ma uśmiech i łagodność wypisaną na twarzy. Ej, otwieram oczy, bo to nie o mnie! Ale mam takie poczucie, że niestety sami to sobie robimy. Wiele osób mocno koloryzuje obraz swojej osoby, by po prostu wypaść lepiej w oczach innych. A dopóki nie miałam świadomości, jak działa algorytm, to bardzo głęboko odczuwałam ten okropny ból wynikający z porównywania swojego życia z czyimiś perfekcyjnymi kadrami. - mówią Magda Urbańska i Agata Rusek. To kolejna rozmowa z cyklu "Katoliczka w sieci".
- Perfekcyjna katoliczka. Zamykam oczy i widzę zadbaną kobietę, w sukience, z gromadką uśmiechniętych dzieci. Ma uśmiech i łagodność wypisaną na twarzy. Ej, otwieram oczy, bo to nie o mnie! Ale mam takie poczucie, że niestety sami to sobie robimy. Wiele osób mocno koloryzuje obraz swojej osoby, by po prostu wypaść lepiej w oczach innych. A dopóki nie miałam świadomości, jak działa algorytm, to bardzo głęboko odczuwałam ten okropny ból wynikający z porównywania swojego życia z czyimiś perfekcyjnymi kadrami. - mówią Magda Urbańska i Agata Rusek. To kolejna rozmowa z cyklu "Katoliczka w sieci".
Czy kultura, w której oklaskujemy każdą kropkę i każdą plamkę podarowaną nam przez potomstwo, rzeczywiście jest kulturą, która buduje poczucie własnej wartości? A może jednak, przy całej swojej życzliwości, po cichu coś w naszych dzieciach psuje?
Czy kultura, w której oklaskujemy każdą kropkę i każdą plamkę podarowaną nam przez potomstwo, rzeczywiście jest kulturą, która buduje poczucie własnej wartości? A może jednak, przy całej swojej życzliwości, po cichu coś w naszych dzieciach psuje?
Każdy słodki kotek albo zabawny mem ma szansę "pobić" Jezusa w zasięgach. Czy na pewno potrzebujemy tego, by duchowe treści stawały się viralami? Długi tekst nie zachęca, by się przy nim zatrzymać, bo social media nauczyły nas tego, że jest kolorowy obraz, jedno zdanie i scrollujesz dalej. Ale nie da się głębszej myśli zawrzeć w jednym zdaniu... Najpopularniejsza homilia w internecie nie pobije wyświetleń nagrania "faceta jedzącego kebaba" - a mimo to coraz więcej ludzi szuka w sieci dobrych duchowych treści.
Każdy słodki kotek albo zabawny mem ma szansę "pobić" Jezusa w zasięgach. Czy na pewno potrzebujemy tego, by duchowe treści stawały się viralami? Długi tekst nie zachęca, by się przy nim zatrzymać, bo social media nauczyły nas tego, że jest kolorowy obraz, jedno zdanie i scrollujesz dalej. Ale nie da się głębszej myśli zawrzeć w jednym zdaniu... Najpopularniejsza homilia w internecie nie pobije wyświetleń nagrania "faceta jedzącego kebaba" - a mimo to coraz więcej ludzi szuka w sieci dobrych duchowych treści.
W ostatnim tygodniu przeczytałam coś, czego do dziś nijak nie potrafię wyrzucić z głowy. Pewne kobiety poinformowały z wyraźną dumą w mediach społecznościowych, że gdy zgłosiła się do ich organizacji ciężarna z bliźniakami, udzielono jej bardzo „przydatnej” porady: skoro chcesz tylko jedno dziecko, możesz skorzystać z aborcji selektywnej. Napisały o tym z satysfakcją, jakby to było coś, z czego wypada być zadowoloną. Siedziałam z tym „newsem” dojmująco smutna i nie mogłam opędzić się od jednego pytania.
W ostatnim tygodniu przeczytałam coś, czego do dziś nijak nie potrafię wyrzucić z głowy. Pewne kobiety poinformowały z wyraźną dumą w mediach społecznościowych, że gdy zgłosiła się do ich organizacji ciężarna z bliźniakami, udzielono jej bardzo „przydatnej” porady: skoro chcesz tylko jedno dziecko, możesz skorzystać z aborcji selektywnej. Napisały o tym z satysfakcją, jakby to było coś, z czego wypada być zadowoloną. Siedziałam z tym „newsem” dojmująco smutna i nie mogłam opędzić się od jednego pytania.
- Jedyną rzeczą, która dziś cokolwiek mi utrudnia w sieci, jest hejt. Kiedyś bardzo brałam do siebie każdy atak, zastanawiałam się co jest ze mną nie tak, że jestem atakowana w taki sposób. Czym sobie zasłużyłam na to, że ktoś wprost życzy mi śmierci. Dziś wiem, że aby działać w sieci, trzeba mieć nie tylko grubą skórę, ale również dużo rozsądku i głębszego rozeznania tego, co i ile pokazuję, na jakie współprace się zgadzam, z kim i dlaczego współpracuję - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek.
- Jedyną rzeczą, która dziś cokolwiek mi utrudnia w sieci, jest hejt. Kiedyś bardzo brałam do siebie każdy atak, zastanawiałam się co jest ze mną nie tak, że jestem atakowana w taki sposób. Czym sobie zasłużyłam na to, że ktoś wprost życzy mi śmierci. Dziś wiem, że aby działać w sieci, trzeba mieć nie tylko grubą skórę, ale również dużo rozsądku i głębszego rozeznania tego, co i ile pokazuję, na jakie współprace się zgadzam, z kim i dlaczego współpracuję - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek.
Widzę w polskim Kościele dwa bieguny: tych bardzo charyzmatycznych i tych, co od wszelkich charyzmatów trzymają się z daleka. Sama nie mam daru języków. Ani razu w życiu nie zasnęłam w Duchu Świętym. Ale nie czuję się z tego powodu uboższa w mojej wierze. Mam za to jeden duchowy nawyk: zanim zacznę pracę, rozmowę, czytanie Pisma Świętego, trudny telefon, ważną rozmowę - modlę się czterema slowami: „Duchu Święty, przyjdź i ogarnij”. To jak otwieranie okna na Jego działanie. I On nie zawodzi.
Widzę w polskim Kościele dwa bieguny: tych bardzo charyzmatycznych i tych, co od wszelkich charyzmatów trzymają się z daleka. Sama nie mam daru języków. Ani razu w życiu nie zasnęłam w Duchu Świętym. Ale nie czuję się z tego powodu uboższa w mojej wierze. Mam za to jeden duchowy nawyk: zanim zacznę pracę, rozmowę, czytanie Pisma Świętego, trudny telefon, ważną rozmowę - modlę się czterema slowami: „Duchu Święty, przyjdź i ogarnij”. To jak otwieranie okna na Jego działanie. I On nie zawodzi.
- Ludzie łakną normalności. Kogoś takiego, jak oni. Kogoś, kto żyje, sprząta, modli się gdzieś pomiędzy, upada i wstaje. Ale nawet przy najlepszych intencjach internetowego twórcy, który chce się dzielić swoim prawdziwym wizerunkiem, i tak do jego społeczności trafia jakiś wycinek życia. Jako odbiorcy wciąż zapominamy, że w sieci nie widać wszystkiego. Mimo to tego spece od marketingu trąbią, że jeśli chcesz budować wokół siebie społeczność, to musisz wpuszczać ludzi za kulisy i raz po raz uchylać rąbka prywatności - mówią Agata Rusek i Magda Urbańska w rozmowie o presji autentyczności.
- Ludzie łakną normalności. Kogoś takiego, jak oni. Kogoś, kto żyje, sprząta, modli się gdzieś pomiędzy, upada i wstaje. Ale nawet przy najlepszych intencjach internetowego twórcy, który chce się dzielić swoim prawdziwym wizerunkiem, i tak do jego społeczności trafia jakiś wycinek życia. Jako odbiorcy wciąż zapominamy, że w sieci nie widać wszystkiego. Mimo to tego spece od marketingu trąbią, że jeśli chcesz budować wokół siebie społeczność, to musisz wpuszczać ludzi za kulisy i raz po raz uchylać rąbka prywatności - mówią Agata Rusek i Magda Urbańska w rozmowie o presji autentyczności.
Jestem humanistką i jakiś czas temu wróciłam na rynek pracy po urlopie wychowawczym z żywą obawą, iż moje wykształcenie na nic się przyda w obecnych realiach technologicznych. Dość szybko okazało się jednak, że paradoksalnie to właśnie teraz, w środku rewolucji AI, pracodawcy dramatycznie potrzebują ludzi z umiejętnością… czytania ze zrozumieniem i komunikatywnego formułowania myśli.
Jestem humanistką i jakiś czas temu wróciłam na rynek pracy po urlopie wychowawczym z żywą obawą, iż moje wykształcenie na nic się przyda w obecnych realiach technologicznych. Dość szybko okazało się jednak, że paradoksalnie to właśnie teraz, w środku rewolucji AI, pracodawcy dramatycznie potrzebują ludzi z umiejętnością… czytania ze zrozumieniem i komunikatywnego formułowania myśli.
Trwają matury. Tysiące osiemnastolatków siada do egzaminu, który oficjalnie nazywa się egzaminem dojrzałości. Piękna nazwa. Sugeruje, że dojrzałość to coś, co można zdać, że jest jakiś próg, za którym człowiek wchodzi w dorosłość i zostaje w niej na zawsze. Tyle, że matura sprawdza wiele rzeczy... ale nie dojrzałość. Egzamin z dojrzałości zdaje się właściwie przez całe życie. I można być siedemdziesięciolatkiem i wciąż reagować jak rozkapryszone dziecko, a można mieć osiemnaście lat i umieć patrzeć na świat szeroko, dostrzegając, że kiedy ktoś obok ciebie potrzebuje pomocy, to bywa to ważniejsze niż własne plany.
Trwają matury. Tysiące osiemnastolatków siada do egzaminu, który oficjalnie nazywa się egzaminem dojrzałości. Piękna nazwa. Sugeruje, że dojrzałość to coś, co można zdać, że jest jakiś próg, za którym człowiek wchodzi w dorosłość i zostaje w niej na zawsze. Tyle, że matura sprawdza wiele rzeczy... ale nie dojrzałość. Egzamin z dojrzałości zdaje się właściwie przez całe życie. I można być siedemdziesięciolatkiem i wciąż reagować jak rozkapryszone dziecko, a można mieć osiemnaście lat i umieć patrzeć na świat szeroko, dostrzegając, że kiedy ktoś obok ciebie potrzebuje pomocy, to bywa to ważniejsze niż własne plany.
Ta akcja „zadziałała” z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że była konsekwentnie apolityczna, skoncentrowana na najsłabszych (chorujących dzieciach), autentyczna i twórcza. Nie wiem, co bardziej mnie wzrusza: sama kwota, milion osób oglądających finał streamu na żywo, zdjęcia z kawalerki i korytarza, gwiazdy golące głowy czy Piotr Garkowski bezkompromisowo stawiający granicę wszelkim społecznym podziałom.
Ta akcja „zadziałała” z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że była konsekwentnie apolityczna, skoncentrowana na najsłabszych (chorujących dzieciach), autentyczna i twórcza. Nie wiem, co bardziej mnie wzrusza: sama kwota, milion osób oglądających finał streamu na żywo, zdjęcia z kawalerki i korytarza, gwiazdy golące głowy czy Piotr Garkowski bezkompromisowo stawiający granicę wszelkim społecznym podziałom.
Nie chodzi o to, żeby stworzyć więcej i lepiej niż inni: to jest chyba najgłębsza lekcja z bycia współtwórcą, a nie Panem Stworzenia. Chodzi o to, żeby w ogóle tworzyć. Żeby nie siedzieć z założonymi rękami, czekając, aż będziemy gotowi na coś wielkiego - bo dobro nie wymaga wielkości. Wymaga udziału. Zaangażowania.
Nie chodzi o to, żeby stworzyć więcej i lepiej niż inni: to jest chyba najgłębsza lekcja z bycia współtwórcą, a nie Panem Stworzenia. Chodzi o to, żeby w ogóle tworzyć. Żeby nie siedzieć z założonymi rękami, czekając, aż będziemy gotowi na coś wielkiego - bo dobro nie wymaga wielkości. Wymaga udziału. Zaangażowania.
Nie sądzę, żebyśmy nagle odłożyli wszystkie narzędzia i wrócili do świata sprzed kilku dekad. To ani możliwe, ani dobre. Ale coraz mocniej czuję, że potrzebujemy odzyskać coś znacznie ważniejszego niż kontrolę nad technologią.
Nie sądzę, żebyśmy nagle odłożyli wszystkie narzędzia i wrócili do świata sprzed kilku dekad. To ani możliwe, ani dobre. Ale coraz mocniej czuję, że potrzebujemy odzyskać coś znacznie ważniejszego niż kontrolę nad technologią.
{{ article.published_at }}
{{ article.description }}
{{ article.description }}