Nie brakuje rodziców, którzy zakaz telefonów krytykują. Szczerze rozbawiła mnie zasłyszana pod szkołą rozmowa mamy odbierającej 2 września dziecko z pierwszej klasy, która z oburzeniem mieszającym się z niedowierzaniem dopytywała: „Ale jak to?! Nie możesz nawet wyciągnąć na lekcji telefonu z plecaka?!! To jak ty niby masz sobie sprawdzić, ile minut zostało do końca lekcji?". Ale z nową ustawą trudno dyskutować. Nauczyciel, który jeszcze rok temu był stroną sporu, dziś po prostu stosuje reguły powszechnie obowiązujące. Na przerwy wróciły ping-pong, karty i - przede wszystkim - rozmowy.
Nie brakuje rodziców, którzy zakaz telefonów krytykują. Szczerze rozbawiła mnie zasłyszana pod szkołą rozmowa mamy odbierającej 2 września dziecko z pierwszej klasy, która z oburzeniem mieszającym się z niedowierzaniem dopytywała: „Ale jak to?! Nie możesz nawet wyciągnąć na lekcji telefonu z plecaka?!! To jak ty niby masz sobie sprawdzić, ile minut zostało do końca lekcji?". Ale z nową ustawą trudno dyskutować. Nauczyciel, który jeszcze rok temu był stroną sporu, dziś po prostu stosuje reguły powszechnie obowiązujące. Na przerwy wróciły ping-pong, karty i - przede wszystkim - rozmowy.
Od zachwytu do wściekłości w trzy sekundy. Jak sobie radzimy z tym, że algorytmy rozregulowują emocje nasze i naszych bliskich? - W internecie w pięć minut masz szansę “zaliczyć” poród, badania laboratoryjne, koncert, wiec polityczny i reportaż z Ugandy. Gdybym w realnym życiu w ciągu pięciu minut zaliczyła choćby ułamek z tych sytuacji, to przypuszczalnie każdy psycholog kazałby mi natychmiast położyć się pod kocem i napić ciepłej herbaty [śmiech]. A my robimy to sobie notorycznie, i jeszcze nazywamy to odpoczynkiem - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską.
Od zachwytu do wściekłości w trzy sekundy. Jak sobie radzimy z tym, że algorytmy rozregulowują emocje nasze i naszych bliskich? - W internecie w pięć minut masz szansę “zaliczyć” poród, badania laboratoryjne, koncert, wiec polityczny i reportaż z Ugandy. Gdybym w realnym życiu w ciągu pięciu minut zaliczyła choćby ułamek z tych sytuacji, to przypuszczalnie każdy psycholog kazałby mi natychmiast położyć się pod kocem i napić ciepłej herbaty [śmiech]. A my robimy to sobie notorycznie, i jeszcze nazywamy to odpoczynkiem - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską.
To była niedzielna Msza „dla dzieci". Siedzieliśmy na niej całą naszą sześcioosobową rodziną, a nasz najmłodszy synek po cichu bawił się na ławce małym resorakiem. Jakie to jest budujące, że można być jako rodzina na Eucharystii i że dziecko ma szansę naturalnie wrastać we wspólnotę Kościoła - myślałam sobie. I wtedy starsza pani z sąsiedniej ławki odwróciła się do synka z gniewnym wyrazem twarzy i teatralnym szeptem syknęła: “To nie przedszkole!” 
To była niedzielna Msza „dla dzieci". Siedzieliśmy na niej całą naszą sześcioosobową rodziną, a nasz najmłodszy synek po cichu bawił się na ławce małym resorakiem. Jakie to jest budujące, że można być jako rodzina na Eucharystii i że dziecko ma szansę naturalnie wrastać we wspólnotę Kościoła - myślałam sobie. I wtedy starsza pani z sąsiedniej ławki odwróciła się do synka z gniewnym wyrazem twarzy i teatralnym szeptem syknęła: “To nie przedszkole!” 
Kiedyś przerwa w pracy "na dziecko" oznaczała, że trzeba nadgonić procedury, nowe konstelacje w zarządzie i firmowe plotki. Dziś dwa lata to często cała epoka technologiczna. Wychodzisz z jednej firmy, a wracasz do zupełnie innego miejsca, chociaż nazwa stanowiska w umowie się nie zmieniła. A gdy wysyłasz CV, nikt cię nie uprzedzi, że firmy będą przeglądać twojego Facebooka i że możesz odpaść już na starcie rekrutacji. O realiach powrotu na rynek pracy po urlopie macierzyńskim rozmawiają Agata Rusek i Magdalena Urbańska.
Kiedyś przerwa w pracy "na dziecko" oznaczała, że trzeba nadgonić procedury, nowe konstelacje w zarządzie i firmowe plotki. Dziś dwa lata to często cała epoka technologiczna. Wychodzisz z jednej firmy, a wracasz do zupełnie innego miejsca, chociaż nazwa stanowiska w umowie się nie zmieniła. A gdy wysyłasz CV, nikt cię nie uprzedzi, że firmy będą przeglądać twojego Facebooka i że możesz odpaść już na starcie rekrutacji. O realiach powrotu na rynek pracy po urlopie macierzyńskim rozmawiają Agata Rusek i Magdalena Urbańska.
Wrzesień jest często miesiącem nowych ludzi. Nowa wychowawczyni, nowy katecheta, nowy trener, a w wielu parafiach po wakacyjnych przeniesieniach - także nowy wikary. Wszyscy oni przez najbliższe tygodnie będą w naszych głowach jakoś oceniani na podstawie kilkunastominutowych próbek.
Wrzesień jest często miesiącem nowych ludzi. Nowa wychowawczyni, nowy katecheta, nowy trener, a w wielu parafiach po wakacyjnych przeniesieniach - także nowy wikary. Wszyscy oni przez najbliższe tygodnie będą w naszych głowach jakoś oceniani na podstawie kilkunastominutowych próbek.
- Technologia jest zaprojektowana tak, by człowiek czuł się pępkiem świata. I bardzo wciąga. To nie pomaga w życiu wiarą - mówi Agata Rusek. - Czy jakakolwiek technologia pomaga mi dziś wzrastać, stawać się lepszą? Powiem szczerze: nie. Przykład? Codziennie rano modlę się Słowem z dnia. Korzystając z treści czytań z telefonu, strasznie się rozpraszałam. Gdy kupiłam papierową wersję czytań, ten problem się skończył - dodaje Magda Urbańska. 
- Technologia jest zaprojektowana tak, by człowiek czuł się pępkiem świata. I bardzo wciąga. To nie pomaga w życiu wiarą - mówi Agata Rusek. - Czy jakakolwiek technologia pomaga mi dziś wzrastać, stawać się lepszą? Powiem szczerze: nie. Przykład? Codziennie rano modlę się Słowem z dnia. Korzystając z treści czytań z telefonu, strasznie się rozpraszałam. Gdy kupiłam papierową wersję czytań, ten problem się skończył - dodaje Magda Urbańska. 
Kiedy Państwowa Komisja do spraw przeciwdziałania pedofilii pisze o zachowaniach seksualizujących relacje społeczne, nie chodzi o jedno nagranie z festynu z udziałem Skolima. Chodzi o to, że dziecko przebywa wśród ludzi, którzy słuchają, tolerują, akceptują i swoim zaangażowaniem (np. śpiewaniem) dają mu znać: to jest dobre, to jest wartościowe, właśnie tak warto żyć. I złoszczą mnie ludzie, którzy nie rozumieją, że dziecko, które z każdej strony słyszy "utwór" o “robieniu jej na ladzie, bo lubi rzeczy po**bane", nasiąka jak gąbka zwykłym szambem. A chłopiec, który od małego słyszy, jak się rozkłada nogi dziewczyny na blacie, dostaje bardzo precyzyjną informację o tym, do czego dziewczyna służy. Nie umiem zrozumieć dorosłych, którzy nie widzą w tym problemu.
Kiedy Państwowa Komisja do spraw przeciwdziałania pedofilii pisze o zachowaniach seksualizujących relacje społeczne, nie chodzi o jedno nagranie z festynu z udziałem Skolima. Chodzi o to, że dziecko przebywa wśród ludzi, którzy słuchają, tolerują, akceptują i swoim zaangażowaniem (np. śpiewaniem) dają mu znać: to jest dobre, to jest wartościowe, właśnie tak warto żyć. I złoszczą mnie ludzie, którzy nie rozumieją, że dziecko, które z każdej strony słyszy "utwór" o “robieniu jej na ladzie, bo lubi rzeczy po**bane", nasiąka jak gąbka zwykłym szambem. A chłopiec, który od małego słyszy, jak się rozkłada nogi dziewczyny na blacie, dostaje bardzo precyzyjną informację o tym, do czego dziewczyna służy. Nie umiem zrozumieć dorosłych, którzy nie widzą w tym problemu.
- Systemowo tracimy umiejętność stawiania trudnych pytań i poszukiwania na nie odpowiedzi. Człowiek wytrenowany do natychmiastowości staje wobec Bożego milczenia i bardzo łatwo porzuca opcję “poczekaj na odpowiedź” lub “poszukaj głębiej”. I choć nie brakuje ludzi, którzy chcieliby wiarę lepiej zrozumieć, przeszkadza w tym licha katechizacja dorosłych i brak relacji z mądrymi księżmi, którzy potrafiliby odpowiedzieć nawet na te pytania, które głupio nam zadać - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską. 
- Systemowo tracimy umiejętność stawiania trudnych pytań i poszukiwania na nie odpowiedzi. Człowiek wytrenowany do natychmiastowości staje wobec Bożego milczenia i bardzo łatwo porzuca opcję “poczekaj na odpowiedź” lub “poszukaj głębiej”. I choć nie brakuje ludzi, którzy chcieliby wiarę lepiej zrozumieć, przeszkadza w tym licha katechizacja dorosłych i brak relacji z mądrymi księżmi, którzy potrafiliby odpowiedzieć nawet na te pytania, które głupio nam zadać - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską. 
Wielu krzyczy: “wstyd i hańba używać sztucznej inteligencji”, ale ci sami ludzie prawdopodobnie nie burzą się, kiedy kolega zza biurka z chichotem wyższości peroruje, że wysłał szefowi obiecany research tematu, który czat wypluł mu w trzy minuty i - o radości - szef się nawet nie zorientował. Podobnie nie burzymy się na kanały, specjalistów i twórców, których posty, artykuły i ebooki pełne są charakterystycznego ejajowego pustosłowia - nadwyżki okrągłych zdań, zerowego znaczenia, wszystko upupione w tych samych frazach. Dlatego myślę sobie przekornie, że badanie “narodowej hipokryzji” mogłoby nieco wzbogacić “Portret Polaków”.
Wielu krzyczy: “wstyd i hańba używać sztucznej inteligencji”, ale ci sami ludzie prawdopodobnie nie burzą się, kiedy kolega zza biurka z chichotem wyższości peroruje, że wysłał szefowi obiecany research tematu, który czat wypluł mu w trzy minuty i - o radości - szef się nawet nie zorientował. Podobnie nie burzymy się na kanały, specjalistów i twórców, których posty, artykuły i ebooki pełne są charakterystycznego ejajowego pustosłowia - nadwyżki okrągłych zdań, zerowego znaczenia, wszystko upupione w tych samych frazach. Dlatego myślę sobie przekornie, że badanie “narodowej hipokryzji” mogłoby nieco wzbogacić “Portret Polaków”.
Internet nieustannie zachęca nas do zabierania głosu – komentowania, reagowania, dzielenia się opinią i zajmowania stanowiska niemal w każdej sprawie. W świecie, w którym każdy może być ekspertem, a brak reakcji bywa odbierany jak obojętność, coraz trudniej po prostu... zamilknąć. Czy naprawdę musimy mieć zdanie na każdy temat? Kiedy milczenie jest oznaką mądrości i pokory, a kiedy staje się wygodną ucieczką? I dlaczego Jezus, choć miał do przekazania najważniejszą wiadomość w dziejach, tak często wybierał ciszę? O przymusie ciągłego „nadawania”, słuchaniu, cyfrowym hałasie i zapomnianej cnocie milczenia rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu „Katoliczka w sieci”.
Internet nieustannie zachęca nas do zabierania głosu – komentowania, reagowania, dzielenia się opinią i zajmowania stanowiska niemal w każdej sprawie. W świecie, w którym każdy może być ekspertem, a brak reakcji bywa odbierany jak obojętność, coraz trudniej po prostu... zamilknąć. Czy naprawdę musimy mieć zdanie na każdy temat? Kiedy milczenie jest oznaką mądrości i pokory, a kiedy staje się wygodną ucieczką? I dlaczego Jezus, choć miał do przekazania najważniejszą wiadomość w dziejach, tak często wybierał ciszę? O przymusie ciągłego „nadawania”, słuchaniu, cyfrowym hałasie i zapomnianej cnocie milczenia rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu „Katoliczka w sieci”.
Piszę ten tekst w rodzinnych stronach, gdzie wpadłam odwiedzić dzieciaki bawiące na wakacjach u babci. Zza okna dochodzą do mnie odgłosy rodem z potyczki Hunów z Wizygotami w Lasku Bulońskim. Kiedy ostatni raz wyszłam do nich na podwórko z uprzejmą prośbą o uciszenie się, zostałam poinformowana, że trwa właśnie finał zawodów szermierczych - co przy okazji wyjaśniło mi zniknięcie z domu wszystkich łapek na muchy z teleskopową rączką - i że nie mogę oczekiwać, że trybuny kibiców będą zachowywały ciszę. Faktycznie. Gdzieżbym mogła.
Piszę ten tekst w rodzinnych stronach, gdzie wpadłam odwiedzić dzieciaki bawiące na wakacjach u babci. Zza okna dochodzą do mnie odgłosy rodem z potyczki Hunów z Wizygotami w Lasku Bulońskim. Kiedy ostatni raz wyszłam do nich na podwórko z uprzejmą prośbą o uciszenie się, zostałam poinformowana, że trwa właśnie finał zawodów szermierczych - co przy okazji wyjaśniło mi zniknięcie z domu wszystkich łapek na muchy z teleskopową rączką - i że nie mogę oczekiwać, że trybuny kibiców będą zachowywały ciszę. Faktycznie. Gdzieżbym mogła.
Internet każdego dnia podsuwa nam setki pięknych obrazów – idealne krajobrazy, wnętrza, twarze i miejsca, o których jeszcze chwilę wcześniej nie wiedzieliśmy. A jednak im więcej widzimy, tym trudniej naprawdę się zatrzymać i czymś zachwycić. Czy ekran smartfona sprawia, że świat oglądamy, zamiast go doświadczać? Czy algorytmy wpływają nie tylko na to, co widzimy, ale także na nasz gust i to, co uznajemy za piękne? I czym różni się prawdziwy zachwyt od krótkiej ekscytacji, po której po prostu scrollujemy dalej? O naturze, „programowaniu” naszego zachwytu, cyfrowym cynizmie i chrześcijańskiej sztuce kontemplacji rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu „Katoliczka w sieci”.
Internet każdego dnia podsuwa nam setki pięknych obrazów – idealne krajobrazy, wnętrza, twarze i miejsca, o których jeszcze chwilę wcześniej nie wiedzieliśmy. A jednak im więcej widzimy, tym trudniej naprawdę się zatrzymać i czymś zachwycić. Czy ekran smartfona sprawia, że świat oglądamy, zamiast go doświadczać? Czy algorytmy wpływają nie tylko na to, co widzimy, ale także na nasz gust i to, co uznajemy za piękne? I czym różni się prawdziwy zachwyt od krótkiej ekscytacji, po której po prostu scrollujemy dalej? O naturze, „programowaniu” naszego zachwytu, cyfrowym cynizmie i chrześcijańskiej sztuce kontemplacji rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu „Katoliczka w sieci”.
Po raz pierwszy zobaczyłam ten billboard, wracając z wakacji. „Mówisz: Chodź do pańci! Myślisz: Perła". Uśmiechnięta kobieta, wesoły pies, smycz. Na naszej trasie przez Polskę były i inne warianty: „Mówisz: żelazko. Myślisz: Perła". „Mówisz: Tak!" - na grafice facet klęka z pierścionkiem - i wiesz, co niby myśli kobieta. Wiem, wiem. To tylko reklama. Ktoś ją wymyślił, zapewne specjalnie kontrowersyjnie, by długo w sieci hulało jej echo, ktoś kupił, ktoś na tym na pewno zarobi, a za pół roku nikt jej nie będzie pamiętał. A jednak mimo wszystko wciąż mam nadzieję, że rozmawianie o niej nie tylko przyniesie zyski pewnemu browarowi.
Po raz pierwszy zobaczyłam ten billboard, wracając z wakacji. „Mówisz: Chodź do pańci! Myślisz: Perła". Uśmiechnięta kobieta, wesoły pies, smycz. Na naszej trasie przez Polskę były i inne warianty: „Mówisz: żelazko. Myślisz: Perła". „Mówisz: Tak!" - na grafice facet klęka z pierścionkiem - i wiesz, co niby myśli kobieta. Wiem, wiem. To tylko reklama. Ktoś ją wymyślił, zapewne specjalnie kontrowersyjnie, by długo w sieci hulało jej echo, ktoś kupił, ktoś na tym na pewno zarobi, a za pół roku nikt jej nie będzie pamiętał. A jednak mimo wszystko wciąż mam nadzieję, że rozmawianie o niej nie tylko przyniesie zyski pewnemu browarowi.
.Nikt nie zmusza nas do zakładania kont w mediach społecznościowych czy instalowania kolejnych aplikacji. A jednak coraz częściej okazuje się, że bez nich trudno normalnie funkcjonować – załatwić sprawy urzędowe, skorzystać z promocji, odebrać informacje ze szkoły czy utrzymać kontakt z bliskimi. Gdzie kończy się wygoda, a zaczyna cyfrowy przymus? Czy bycie offline stało się dziś luksusem? I co na temat technologii, wolności oraz nowych form wykluczenia ma do powiedzenia chrześcijaństwo? O "pluszowych kajdanach", cyfrowym wykluczeniu i duchowości w świecie aplikacji rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
.Nikt nie zmusza nas do zakładania kont w mediach społecznościowych czy instalowania kolejnych aplikacji. A jednak coraz częściej okazuje się, że bez nich trudno normalnie funkcjonować – załatwić sprawy urzędowe, skorzystać z promocji, odebrać informacje ze szkoły czy utrzymać kontakt z bliskimi. Gdzie kończy się wygoda, a zaczyna cyfrowy przymus? Czy bycie offline stało się dziś luksusem? I co na temat technologii, wolności oraz nowych form wykluczenia ma do powiedzenia chrześcijaństwo? O "pluszowych kajdanach", cyfrowym wykluczeniu i duchowości w świecie aplikacji rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Od kiedy zdarzyło mi się śledzić słynny stream Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters, algorytm nie ustaje w próbach przechwycenia mojej uwagi nietuzinkowymi akcjami o charytatywnym wydźwięku. W ten weekend mu się udało. Raz po raz zaglądałam na YouTube'a, żeby z zapartym tchem obserwować niesamowity wyczyn dwojga Polaków, próbujących przepłynąć wpław Bałtyk na trasie Szwecja-Polska.
Od kiedy zdarzyło mi się śledzić słynny stream Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters, algorytm nie ustaje w próbach przechwycenia mojej uwagi nietuzinkowymi akcjami o charytatywnym wydźwięku. W ten weekend mu się udało. Raz po raz zaglądałam na YouTube'a, żeby z zapartym tchem obserwować niesamowity wyczyn dwojga Polaków, próbujących przepłynąć wpław Bałtyk na trasie Szwecja-Polska.
- Wiesz, gdy o tym myślę, czuję się trochę nieswojo: moja wyszukiwarka wie, jakiego objawu się wystraszyłam, zanim komukolwiek się przyznałam, że się boję. Wie, z czym sobie nie radzę, bo przecież to w niej od razu szukam rozwiązań. Wie więcej niż mój spowiednik, bo on wie tyle, ile zdecydujesz się powiedzieć, a algorytm systematycznie mnie lustruje, nie pytając o zgodę. Ale to jemu ludzie coraz częściej oddają znacznie więcej prawdy o sobie niż drugiemu człowiekowi - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską. 
- Wiesz, gdy o tym myślę, czuję się trochę nieswojo: moja wyszukiwarka wie, jakiego objawu się wystraszyłam, zanim komukolwiek się przyznałam, że się boję. Wie, z czym sobie nie radzę, bo przecież to w niej od razu szukam rozwiązań. Wie więcej niż mój spowiednik, bo on wie tyle, ile zdecydujesz się powiedzieć, a algorytm systematycznie mnie lustruje, nie pytając o zgodę. Ale to jemu ludzie coraz częściej oddają znacznie więcej prawdy o sobie niż drugiemu człowiekowi - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską. 
Jeździmy tam od kilku lat. Plaża niedaleko rezerwatu ptaków - jedno z ostatnich znanych mi miejsc na polskim wybrzeżu, gdzie nie ma frytek, kukurydzy, gofrów, dmuchanej zjeżdżalni ani ryczących megafonów zapraszających na rejs statkiem piratów albo przejażdżkę autkiem Nemo. Rezerwatowe obostrzenia przynajmniej od strony prawnej dają luksus ciszy i obcowania z naturą.
Jeździmy tam od kilku lat. Plaża niedaleko rezerwatu ptaków - jedno z ostatnich znanych mi miejsc na polskim wybrzeżu, gdzie nie ma frytek, kukurydzy, gofrów, dmuchanej zjeżdżalni ani ryczących megafonów zapraszających na rejs statkiem piratów albo przejażdżkę autkiem Nemo. Rezerwatowe obostrzenia przynajmniej od strony prawnej dają luksus ciszy i obcowania z naturą.
Smartfon miał ułatwiać codzienność, a coraz częściej staje się źródłem zmęczenia, rozproszenia i przebodźcowania. Dlaczego tak trudno odłożyć telefon, nawet wtedy, gdy wiemy, że wcale nam nie służy? Czy cisza, modlitwa i świadomie wyznaczane granice mogą stać się skuteczną odpowiedzią na mental load współczesnego świata? O cyfrowym przeciążeniu, odpoczynku i miejscu wiary w rzeczywistości pełnej ekranów rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Smartfon miał ułatwiać codzienność, a coraz częściej staje się źródłem zmęczenia, rozproszenia i przebodźcowania. Dlaczego tak trudno odłożyć telefon, nawet wtedy, gdy wiemy, że wcale nam nie służy? Czy cisza, modlitwa i świadomie wyznaczane granice mogą stać się skuteczną odpowiedzią na mental load współczesnego świata? O cyfrowym przeciążeniu, odpoczynku i miejscu wiary w rzeczywistości pełnej ekranów rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Czy osoba konsekrowana to bohater o żelaznej sile ducha, który nie potrzebuje zwykłej bliskości? O przekraczaniu sztucznego dystansu, pułapce osamotnienia i o tym, dlaczego warto czasem zapytać o proste, ludzkie: „Jak się siostra/brat/ksiądz dzisiaj miewa?”.
Czy osoba konsekrowana to bohater o żelaznej sile ducha, który nie potrzebuje zwykłej bliskości? O przekraczaniu sztucznego dystansu, pułapce osamotnienia i o tym, dlaczego warto czasem zapytać o proste, ludzkie: „Jak się siostra/brat/ksiądz dzisiaj miewa?”.
Nie każde internetowe kliknięcie jest moralnie obojętne, a rachunek sumienia w dzisiejszych czasach coraz częściej obejmuje także to, co robimy w mediach społecznościowych. Czy publikowanie wyidealizowanego życia, pogoń za lajkami, bezrefleksyjne korzystanie ze sztucznej inteligencji albo przypisywanie sobie pracy wykonanej przez AI to już kwestia sumienia? O nowych duchowych wyzwaniach chrześcijan w świecie algorytmów rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Nie każde internetowe kliknięcie jest moralnie obojętne, a rachunek sumienia w dzisiejszych czasach coraz częściej obejmuje także to, co robimy w mediach społecznościowych. Czy publikowanie wyidealizowanego życia, pogoń za lajkami, bezrefleksyjne korzystanie ze sztucznej inteligencji albo przypisywanie sobie pracy wykonanej przez AI to już kwestia sumienia? O nowych duchowych wyzwaniach chrześcijan w świecie algorytmów rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".