Pomysł o wprowadzeniu w Polsce zakazu mediów społecznościowych dla dzieci i pojawienie się w naszych skrzynkach "Poradnika bezpieczeństwa" - czy jest coś, co łączy te dwa wydarzenia? Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy, jest raczej smutna, bo efektem pojawienia się obu tych wątków w tzw. debacie publicznej jest wysyp krytyki, szyderstwa i kpin.
Pomysł o wprowadzeniu w Polsce zakazu mediów społecznościowych dla dzieci i pojawienie się w naszych skrzynkach "Poradnika bezpieczeństwa" - czy jest coś, co łączy te dwa wydarzenia? Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy, jest raczej smutna, bo efektem pojawienia się obu tych wątków w tzw. debacie publicznej jest wysyp krytyki, szyderstwa i kpin.
Gdy przebywam w ich towarzystwie, udziela mi się ich dystans do świata, wewnętrzny pokój i hart ducha, którego nie łamią życiowe niepowodzenia i dostatki. Ich wyjątkowość tworzy suma doświadczeń, które przeżyli. Mają w sobie wewnętrzną wolność, spełnienie, gotowość do służenia innym, mądrość płynącą z doświadczenia, ale też kruchość i słabość, która daje do myślenia. 
Gdy przebywam w ich towarzystwie, udziela mi się ich dystans do świata, wewnętrzny pokój i hart ducha, którego nie łamią życiowe niepowodzenia i dostatki. Ich wyjątkowość tworzy suma doświadczeń, które przeżyli. Mają w sobie wewnętrzną wolność, spełnienie, gotowość do służenia innym, mądrość płynącą z doświadczenia, ale też kruchość i słabość, która daje do myślenia. 
Niedziela. Słucham podsumowania minionego roku z perspektywy naszego proboszcza. Uśmiecham się w duchu, bo brzmi to w sumie jak litania wdzięczności, a przecież, jak ktoś w tej parafii żyje w środku, to wie, że trosk i trudów mu nie brakuje. W jego wypowiedzi nie ma jednak "malowania trawników", tylko bardzo ludzkie, mądre i wyrozumiałe postawienie akcentu. Słyszę w jego wypowiedzi wielkie pragnienie: "chcę, byście się czuli w tym kościele jak w domu i wiem, że proste >dziękuję< łatwiej dociera do serc niż miliony >proszę<". Od razu staje mi przed oczami bożonarodzeniowa liturgia w moich rodzinnych stronach. Dlaczego?
Niedziela. Słucham podsumowania minionego roku z perspektywy naszego proboszcza. Uśmiecham się w duchu, bo brzmi to w sumie jak litania wdzięczności, a przecież, jak ktoś w tej parafii żyje w środku, to wie, że trosk i trudów mu nie brakuje. W jego wypowiedzi nie ma jednak "malowania trawników", tylko bardzo ludzkie, mądre i wyrozumiałe postawienie akcentu. Słyszę w jego wypowiedzi wielkie pragnienie: "chcę, byście się czuli w tym kościele jak w domu i wiem, że proste >dziękuję< łatwiej dociera do serc niż miliony >proszę<". Od razu staje mi przed oczami bożonarodzeniowa liturgia w moich rodzinnych stronach. Dlaczego?
W ramach porządków noworocznych w komputerze trafiłam na swój niedokończony tekst z wakacji. Uśmiechnęłam się do siebie, wspominając okoliczności, w jakich zaczęłam go pisać. Bezpośrednią inspiracją do jego napisania były bowiem plony z naszego ogródka warzywnego. Rachityczne, mizerne i z całą pewnością nie „instagramowe”. Opis mikrusowych, nadżartych przez ślimaki i niezbyt oszałamiających pod względem wolumenu zbiorów, zakończyłam pytaniem: „Czy potrafisz cieszyć się owocami swoich wysiłków?”. Jakże ono wydało mi się aktualne dziś, w styczniu, u progu nowego roku.
W ramach porządków noworocznych w komputerze trafiłam na swój niedokończony tekst z wakacji. Uśmiechnęłam się do siebie, wspominając okoliczności, w jakich zaczęłam go pisać. Bezpośrednią inspiracją do jego napisania były bowiem plony z naszego ogródka warzywnego. Rachityczne, mizerne i z całą pewnością nie „instagramowe”. Opis mikrusowych, nadżartych przez ślimaki i niezbyt oszałamiających pod względem wolumenu zbiorów, zakończyłam pytaniem: „Czy potrafisz cieszyć się owocami swoich wysiłków?”. Jakże ono wydało mi się aktualne dziś, w styczniu, u progu nowego roku.
Ludzie, których Pismo Święte i Kościół stawia nam za wzór, nie walczyli z otaczającym ich światem ani zbrojnie, ani słowami, ani buntem. Było coś, co ich umacniało i pomagało przejść przez sprawy i decyzje, na które nie mieli żadnego wpływu. Dlatego zmieniali świat i wpływali na bieg historii. Dla mnie to ważne przypomnienie i myśl, którą biorą dla siebie jako drogowskaz u progu nowego roku.
Ludzie, których Pismo Święte i Kościół stawia nam za wzór, nie walczyli z otaczającym ich światem ani zbrojnie, ani słowami, ani buntem. Było coś, co ich umacniało i pomagało przejść przez sprawy i decyzje, na które nie mieli żadnego wpływu. Dlatego zmieniali świat i wpływali na bieg historii. Dla mnie to ważne przypomnienie i myśl, którą biorą dla siebie jako drogowskaz u progu nowego roku.
No więc niemal całą sobotę przepłakałam. Ze wzruszenia na szczęście - jedna chwila sprawiła, że miałam naprawdę wilgotne oczy przez cały dzień. I poczułam się nawet nieco, jak bohaterka kultowego "Love actually". A wszystko zaczęło się od frazy: "ale - ponieważ idą święta - to...".
No więc niemal całą sobotę przepłakałam. Ze wzruszenia na szczęście - jedna chwila sprawiła, że miałam naprawdę wilgotne oczy przez cały dzień. I poczułam się nawet nieco, jak bohaterka kultowego "Love actually". A wszystko zaczęło się od frazy: "ale - ponieważ idą święta - to...".
Do Bożego Narodzenia zostało już tylko kilka dni. Jeszcze tu i ówdzie trwają zbiórki żywności, ubrań czy leków. Ale na tej ostatniej prostej może warto pomyśleć o tym, czy jako osoba wierząca, nie jestem w stanie zaopiekować czyjejś potrzeby duchowej.
Do Bożego Narodzenia zostało już tylko kilka dni. Jeszcze tu i ówdzie trwają zbiórki żywności, ubrań czy leków. Ale na tej ostatniej prostej może warto pomyśleć o tym, czy jako osoba wierząca, nie jestem w stanie zaopiekować czyjejś potrzeby duchowej.
Jestem głęboko przekonana, że sprawczość jest Bożym pomysłem na człowieka. Kiedy patrzę na swoje dzieci, bardzo wyraźnie to widzę: jak ogromna jest w człowieku ta twórcza siła, iskra, która sprawia, że w naszej głowie funkcjonuje myśl "jestem w stanie to zrobić", "potrafię", "wiem", "dam radę". Z drugiej strony jako ludzie cudownie ten dar potrafimy roztrwonić, schować głęboko pod poduszkę czy podciąć u korzenia tak, by żadne drzewo przekonania "Moje Życie Jest Także w Moim Ręku" nie rozrosło się w naszym wnętrzu czy we wnętrzu drugiego człowieka.
Jestem głęboko przekonana, że sprawczość jest Bożym pomysłem na człowieka. Kiedy patrzę na swoje dzieci, bardzo wyraźnie to widzę: jak ogromna jest w człowieku ta twórcza siła, iskra, która sprawia, że w naszej głowie funkcjonuje myśl "jestem w stanie to zrobić", "potrafię", "wiem", "dam radę". Z drugiej strony jako ludzie cudownie ten dar potrafimy roztrwonić, schować głęboko pod poduszkę czy podciąć u korzenia tak, by żadne drzewo przekonania "Moje Życie Jest Także w Moim Ręku" nie rozrosło się w naszym wnętrzu czy we wnętrzu drugiego człowieka.
Dlaczego parafialne rekolekcje adwentowe już na wejściu wzbudzają we mnie mizerną ekscytację? Bo by wziąć w nich udział, muszę pokonać kilka mentalnych barier. Nie przejąć się tym, że kompletnie nie znam prowadzącego, nie dać się zniechęcić tematowi rekolekcji, zgodzić się na dodatkowy punkt dnia w napchanym obowiązkami codziennymi kalendarzu. Parafialne rekolekcje to dużo osobistego trudu i wysiłku - ale przynoszą coś, czego nie dają mi nawet najbardziej inspirujące konferencje wysłuchane w onlajnach ani piękne momenty duchowych uniesień podczas wyjazdowych rekolekcji w ciszy. 
Dlaczego parafialne rekolekcje adwentowe już na wejściu wzbudzają we mnie mizerną ekscytację? Bo by wziąć w nich udział, muszę pokonać kilka mentalnych barier. Nie przejąć się tym, że kompletnie nie znam prowadzącego, nie dać się zniechęcić tematowi rekolekcji, zgodzić się na dodatkowy punkt dnia w napchanym obowiązkami codziennymi kalendarzu. Parafialne rekolekcje to dużo osobistego trudu i wysiłku - ale przynoszą coś, czego nie dają mi nawet najbardziej inspirujące konferencje wysłuchane w onlajnach ani piękne momenty duchowych uniesień podczas wyjazdowych rekolekcji w ciszy. 
Przez lata przyzwyczailiśmy się i z pewnym nawet rozczuleniem zerkaliśmy w biegu na przesyłane prezentacje w stylu "słodkiej kawusi i dobrego poranka", "Matka Boska dziś nad Tobą czuwa" i kotkami wszelkiej maści, którymi szczodrze dzielą się z nami starsi członkowie rodziny czy sąsiedzi. W ostatnich miesiącach lawinowo rośnie jednak ilość filmików generowanych przez AI. Kotki kotkami, ale kiedy wygenerowany przez AI kontrowersyjny polityk "mówi" rzeczy rozpalające do czerwoności komunikatory członków klubu seniora, kto myśli o tym, jakie spustoszenie sieje to w życiu naszych kochanych "staruszków"? 
Przez lata przyzwyczailiśmy się i z pewnym nawet rozczuleniem zerkaliśmy w biegu na przesyłane prezentacje w stylu "słodkiej kawusi i dobrego poranka", "Matka Boska dziś nad Tobą czuwa" i kotkami wszelkiej maści, którymi szczodrze dzielą się z nami starsi członkowie rodziny czy sąsiedzi. W ostatnich miesiącach lawinowo rośnie jednak ilość filmików generowanych przez AI. Kotki kotkami, ale kiedy wygenerowany przez AI kontrowersyjny polityk "mówi" rzeczy rozpalające do czerwoności komunikatory członków klubu seniora, kto myśli o tym, jakie spustoszenie sieje to w życiu naszych kochanych "staruszków"? 
Niedawno miałam okazję spędzić kilka dni w Paryżu. Przywiozłam stamtąd kilka duchowych, zupełnie niespodziewanych poruszeń, które wróciły do mnie z całą mocą, gdy algorytm bombardował mnie filmikami nawiązującymi do rozmowy Marcina Zielińskiego i Dawida Misiora u Bogdana Rymanowskiego. Dlaczego?
Niedawno miałam okazję spędzić kilka dni w Paryżu. Przywiozłam stamtąd kilka duchowych, zupełnie niespodziewanych poruszeń, które wróciły do mnie z całą mocą, gdy algorytm bombardował mnie filmikami nawiązującymi do rozmowy Marcina Zielińskiego i Dawida Misiora u Bogdana Rymanowskiego. Dlaczego?
W świecie, w którym wszyscy mówią, a coraz mniej osób naprawdę słucha, otwarcie ‘Przestrzeni Słuchania’ w sercu Watykanu brzmi jak znak czasu. Ale czy potrafimy jeszcze słuchać – siebie, innych, Boga?
W świecie, w którym wszyscy mówią, a coraz mniej osób naprawdę słucha, otwarcie ‘Przestrzeni Słuchania’ w sercu Watykanu brzmi jak znak czasu. Ale czy potrafimy jeszcze słuchać – siebie, innych, Boga?
Mateusz Filipowski OCD organizuje rekolekcje dla rodziców dzieci LGBTQ+ - ta informacja wywołała burzę w katolickim światku. Na karmelitę wylano potężną ilość błota i hejtu tylko dlatego, że na bazie swoich duszpasterskich doświadczeń rozeznał potrzebę towarzyszenia pewnej grupie cierpiących ludzi. Bo ich cierpienie, samotność, lęk, frustracja, ból, żałoba  duszpastersko nie są w żaden sposób w naszym Kościele zaopiekowane.
Mateusz Filipowski OCD organizuje rekolekcje dla rodziców dzieci LGBTQ+ - ta informacja wywołała burzę w katolickim światku. Na karmelitę wylano potężną ilość błota i hejtu tylko dlatego, że na bazie swoich duszpasterskich doświadczeń rozeznał potrzebę towarzyszenia pewnej grupie cierpiących ludzi. Bo ich cierpienie, samotność, lęk, frustracja, ból, żałoba  duszpastersko nie są w żaden sposób w naszym Kościele zaopiekowane.
Ile sekund potrzeba, by wyprodukować piosenkę przy pomocy AI? Choć technologia tak zawrotnie i nieustająco się zmienia, bez wątpienia wpływając na rozmaite aspekty naszego funkcjonowania, to ludzie ciągle i ciągle szukają doświadczeń związanych z obecnością; wrażeń zmysłowych, piękna i głębszego sensu. W świecie zagrabianym przez cyfrowe falsyfikaty to jest coś, czego mamy mnóstwo... w Kościele. 
Ile sekund potrzeba, by wyprodukować piosenkę przy pomocy AI? Choć technologia tak zawrotnie i nieustająco się zmienia, bez wątpienia wpływając na rozmaite aspekty naszego funkcjonowania, to ludzie ciągle i ciągle szukają doświadczeń związanych z obecnością; wrażeń zmysłowych, piękna i głębszego sensu. W świecie zagrabianym przez cyfrowe falsyfikaty to jest coś, czego mamy mnóstwo... w Kościele. 
Podświadomie szkodliwych trendów w mediach mamy dziś na pęczki. Niepostrzeżenie normalizujemy mnóstwo negatywnych zachowań i skutecznie zabijamy w sobie empatię. Pracując w mediach społecznościowych, spotkałam się już z dramami, w których to, że ktoś kogoś nie zalajkował, sprawiało, że traktowało się go jako osobistego wroga.
Podświadomie szkodliwych trendów w mediach mamy dziś na pęczki. Niepostrzeżenie normalizujemy mnóstwo negatywnych zachowań i skutecznie zabijamy w sobie empatię. Pracując w mediach społecznościowych, spotkałam się już z dramami, w których to, że ktoś kogoś nie zalajkował, sprawiało, że traktowało się go jako osobistego wroga.
Jeżeli miałabym wskazać jedną osobę, która w jakiś zasadniczy sposób wpłynęła na moją miłość do Pisma Świętego, to byłby to o. Wojciech Jędrzejewski OP. Jego komentarze do Słowa Bożego były pierwszymi, które otworzyły mi oczy, że Biblią można żyć na co dzień i pokazywały, jak czerpać z niej inspiracje do lepszego życia w konkrecie mojej codzienności.
Jeżeli miałabym wskazać jedną osobę, która w jakiś zasadniczy sposób wpłynęła na moją miłość do Pisma Świętego, to byłby to o. Wojciech Jędrzejewski OP. Jego komentarze do Słowa Bożego były pierwszymi, które otworzyły mi oczy, że Biblią można żyć na co dzień i pokazywały, jak czerpać z niej inspiracje do lepszego życia w konkrecie mojej codzienności.
Tak łatwo w naszym języku nadajemy AI cechy ludzkie, by nie powiedzieć nadprzyrodzone - mówimy, że ona za nas coś zrobi, wymyśli, stworzy, wykreuje. Na poziomie werbalnym dajemy jej ludzkie cechy i stawiamy ją w roli jakiegoś bóstwa, które potrafi więcej i lepiej niż człowiek.
Tak łatwo w naszym języku nadajemy AI cechy ludzkie, by nie powiedzieć nadprzyrodzone - mówimy, że ona za nas coś zrobi, wymyśli, stworzy, wykreuje. Na poziomie werbalnym dajemy jej ludzkie cechy i stawiamy ją w roli jakiegoś bóstwa, które potrafi więcej i lepiej niż człowiek.
Odmawiam różaniec codziennie, ale bardziej z rozsądku, niż z ochoty serca. Kompletnie nie przemawiają do mnie argumenty bojowe (różaniec jako ultraskuteczna broń) ani obietnice, że po odmówieniu wydarzy się konkretny cud. Za to różaniec z jego ścisłą formą pozwala mi nie kręcić się wokół własnych spraw, ale wokół Boga, a powtarzanie słów z Pisma Świętego sprawia, że nasiąkam błogosławieństwem. 
Odmawiam różaniec codziennie, ale bardziej z rozsądku, niż z ochoty serca. Kompletnie nie przemawiają do mnie argumenty bojowe (różaniec jako ultraskuteczna broń) ani obietnice, że po odmówieniu wydarzy się konkretny cud. Za to różaniec z jego ścisłą formą pozwala mi nie kręcić się wokół własnych spraw, ale wokół Boga, a powtarzanie słów z Pisma Świętego sprawia, że nasiąkam błogosławieństwem. 
Zaufanie to fundament każdej więzi – rodzinnej i wspólnotowej. Tymczasem zarówno w domu, jak i w Kościele, doświadczenie pokazuje, że nie da się go zbudować raz na zawsze. Sondaż o niskim poziomie zaufania do Kościoła nie musi być jednak tylko powodem do goryczy. Może stać się zaproszeniem do rachunku sumienia i odkrywania, że jedyną niezawodną ostoją w każdej relacji pozostaje Chrystus.
Zaufanie to fundament każdej więzi – rodzinnej i wspólnotowej. Tymczasem zarówno w domu, jak i w Kościele, doświadczenie pokazuje, że nie da się go zbudować raz na zawsze. Sondaż o niskim poziomie zaufania do Kościoła nie musi być jednak tylko powodem do goryczy. Może stać się zaproszeniem do rachunku sumienia i odkrywania, że jedyną niezawodną ostoją w każdej relacji pozostaje Chrystus.
Jesteśmy utkani z relacji, a Pan Bóg przychodzi do nas bardzo często przez drugiego człowieka. Ale nie da się doświadczyć poruszenia czyimś świadectwem, jeśli nie znajdziemy czasu i motywacji, nie pokonamy trudności, by je usłyszeć. I nie zgodzimy się na to, że możemy usłyszeć niewygodne stwierdzenia, które "zmuszą" nas do namysłu pomagającego odkryć, co naprawdę mamy w sercu.
Jesteśmy utkani z relacji, a Pan Bóg przychodzi do nas bardzo często przez drugiego człowieka. Ale nie da się doświadczyć poruszenia czyimś świadectwem, jeśli nie znajdziemy czasu i motywacji, nie pokonamy trudności, by je usłyszeć. I nie zgodzimy się na to, że możemy usłyszeć niewygodne stwierdzenia, które "zmuszą" nas do namysłu pomagającego odkryć, co naprawdę mamy w sercu.