W ostatnim tygodniu przeczytałam coś, czego do dziś nijak nie potrafię wyrzucić z głowy. Pewne kobiety poinformowały z wyraźną dumą w mediach społecznościowych, że gdy zgłosiła się do ich organizacji ciężarna z bliźniakami, udzielono jej bardzo „przydatnej” porady: skoro chcesz tylko jedno dziecko, możesz skorzystać z aborcji selektywnej. Napisały o tym z satysfakcją, jakby to było coś, z czego wypada być zadowoloną. Siedziałam z tym „newsem” dojmująco smutna i nie mogłam opędzić się od jednego pytania.
W ostatnim tygodniu przeczytałam coś, czego do dziś nijak nie potrafię wyrzucić z głowy. Pewne kobiety poinformowały z wyraźną dumą w mediach społecznościowych, że gdy zgłosiła się do ich organizacji ciężarna z bliźniakami, udzielono jej bardzo „przydatnej” porady: skoro chcesz tylko jedno dziecko, możesz skorzystać z aborcji selektywnej. Napisały o tym z satysfakcją, jakby to było coś, z czego wypada być zadowoloną. Siedziałam z tym „newsem” dojmująco smutna i nie mogłam opędzić się od jednego pytania.
- Jedyną rzeczą, która dziś cokolwiek mi utrudnia w sieci, jest hejt. Kiedyś bardzo brałam do siebie każdy atak, zastanawiałam się co jest ze mną nie tak, że jestem atakowana w taki sposób. Czym sobie zasłużyłam na to, że ktoś wprost życzy mi śmierci. Dziś wiem, że aby działać w sieci, trzeba mieć nie tylko grubą skórę, ale również dużo rozsądku i głębszego rozeznania tego, co i ile pokazuję, na jakie współprace się zgadzam, z kim i dlaczego współpracuję - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek.
- Jedyną rzeczą, która dziś cokolwiek mi utrudnia w sieci, jest hejt. Kiedyś bardzo brałam do siebie każdy atak, zastanawiałam się co jest ze mną nie tak, że jestem atakowana w taki sposób. Czym sobie zasłużyłam na to, że ktoś wprost życzy mi śmierci. Dziś wiem, że aby działać w sieci, trzeba mieć nie tylko grubą skórę, ale również dużo rozsądku i głębszego rozeznania tego, co i ile pokazuję, na jakie współprace się zgadzam, z kim i dlaczego współpracuję - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek.
Widzę w polskim Kościele dwa bieguny: tych bardzo charyzmatycznych i tych, co od wszelkich charyzmatów trzymają się z daleka. Sama nie mam daru języków. Ani razu w życiu nie zasnęłam w Duchu Świętym. Ale nie czuję się z tego powodu uboższa w mojej wierze. Mam za to jeden duchowy nawyk: zanim zacznę pracę, rozmowę, czytanie Pisma Świętego, trudny telefon, ważną rozmowę - modlę się czterema slowami: „Duchu Święty, przyjdź i ogarnij”. To jak otwieranie okna na Jego działanie. I On nie zawodzi.
Widzę w polskim Kościele dwa bieguny: tych bardzo charyzmatycznych i tych, co od wszelkich charyzmatów trzymają się z daleka. Sama nie mam daru języków. Ani razu w życiu nie zasnęłam w Duchu Świętym. Ale nie czuję się z tego powodu uboższa w mojej wierze. Mam za to jeden duchowy nawyk: zanim zacznę pracę, rozmowę, czytanie Pisma Świętego, trudny telefon, ważną rozmowę - modlę się czterema slowami: „Duchu Święty, przyjdź i ogarnij”. To jak otwieranie okna na Jego działanie. I On nie zawodzi.
- Ludzie łakną normalności. Kogoś takiego, jak oni. Kogoś, kto żyje, sprząta, modli się gdzieś pomiędzy, upada i wstaje. Ale nawet przy najlepszych intencjach internetowego twórcy, który chce się dzielić swoim prawdziwym wizerunkiem, i tak do jego społeczności trafia jakiś wycinek życia. Jako odbiorcy wciąż zapominamy, że w sieci nie widać wszystkiego. Mimo to tego spece od marketingu trąbią, że jeśli chcesz budować wokół siebie społeczność, to musisz wpuszczać ludzi za kulisy i raz po raz uchylać rąbka prywatności - mówią Agata Rusek i Magda Urbańska w rozmowie o presji autentyczności.
- Ludzie łakną normalności. Kogoś takiego, jak oni. Kogoś, kto żyje, sprząta, modli się gdzieś pomiędzy, upada i wstaje. Ale nawet przy najlepszych intencjach internetowego twórcy, który chce się dzielić swoim prawdziwym wizerunkiem, i tak do jego społeczności trafia jakiś wycinek życia. Jako odbiorcy wciąż zapominamy, że w sieci nie widać wszystkiego. Mimo to tego spece od marketingu trąbią, że jeśli chcesz budować wokół siebie społeczność, to musisz wpuszczać ludzi za kulisy i raz po raz uchylać rąbka prywatności - mówią Agata Rusek i Magda Urbańska w rozmowie o presji autentyczności.
Jestem humanistką i jakiś czas temu wróciłam na rynek pracy po urlopie wychowawczym z żywą obawą, iż moje wykształcenie na nic się przyda w obecnych realiach technologicznych. Dość szybko okazało się jednak, że paradoksalnie to właśnie teraz, w środku rewolucji AI, pracodawcy dramatycznie potrzebują ludzi z umiejętnością… czytania ze zrozumieniem i komunikatywnego formułowania myśli.
Jestem humanistką i jakiś czas temu wróciłam na rynek pracy po urlopie wychowawczym z żywą obawą, iż moje wykształcenie na nic się przyda w obecnych realiach technologicznych. Dość szybko okazało się jednak, że paradoksalnie to właśnie teraz, w środku rewolucji AI, pracodawcy dramatycznie potrzebują ludzi z umiejętnością… czytania ze zrozumieniem i komunikatywnego formułowania myśli.
Trwają matury. Tysiące osiemnastolatków siada do egzaminu, który oficjalnie nazywa się egzaminem dojrzałości. Piękna nazwa. Sugeruje, że dojrzałość to coś, co można zdać, że jest jakiś próg, za którym człowiek wchodzi w dorosłość i zostaje w niej na zawsze. Tyle, że matura sprawdza wiele rzeczy... ale nie dojrzałość. Egzamin z dojrzałości zdaje się właściwie przez całe życie. I można być siedemdziesięciolatkiem i wciąż reagować jak rozkapryszone dziecko, a można mieć osiemnaście lat i umieć patrzeć na świat szeroko, dostrzegając, że kiedy ktoś obok ciebie potrzebuje pomocy, to bywa to ważniejsze niż własne plany.
Trwają matury. Tysiące osiemnastolatków siada do egzaminu, który oficjalnie nazywa się egzaminem dojrzałości. Piękna nazwa. Sugeruje, że dojrzałość to coś, co można zdać, że jest jakiś próg, za którym człowiek wchodzi w dorosłość i zostaje w niej na zawsze. Tyle, że matura sprawdza wiele rzeczy... ale nie dojrzałość. Egzamin z dojrzałości zdaje się właściwie przez całe życie. I można być siedemdziesięciolatkiem i wciąż reagować jak rozkapryszone dziecko, a można mieć osiemnaście lat i umieć patrzeć na świat szeroko, dostrzegając, że kiedy ktoś obok ciebie potrzebuje pomocy, to bywa to ważniejsze niż własne plany.
Ta akcja „zadziałała” z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że była konsekwentnie apolityczna, skoncentrowana na najsłabszych (chorujących dzieciach), autentyczna i twórcza. Nie wiem, co bardziej mnie wzrusza: sama kwota, milion osób oglądających finał streamu na żywo, zdjęcia z kawalerki i korytarza, gwiazdy golące głowy czy Piotr Garkowski bezkompromisowo stawiający granicę wszelkim społecznym podziałom.
Ta akcja „zadziałała” z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że była konsekwentnie apolityczna, skoncentrowana na najsłabszych (chorujących dzieciach), autentyczna i twórcza. Nie wiem, co bardziej mnie wzrusza: sama kwota, milion osób oglądających finał streamu na żywo, zdjęcia z kawalerki i korytarza, gwiazdy golące głowy czy Piotr Garkowski bezkompromisowo stawiający granicę wszelkim społecznym podziałom.
Nie chodzi o to, żeby stworzyć więcej i lepiej niż inni: to jest chyba najgłębsza lekcja z bycia współtwórcą, a nie Panem Stworzenia. Chodzi o to, żeby w ogóle tworzyć. Żeby nie siedzieć z założonymi rękami, czekając, aż będziemy gotowi na coś wielkiego - bo dobro nie wymaga wielkości. Wymaga udziału. Zaangażowania.
Nie chodzi o to, żeby stworzyć więcej i lepiej niż inni: to jest chyba najgłębsza lekcja z bycia współtwórcą, a nie Panem Stworzenia. Chodzi o to, żeby w ogóle tworzyć. Żeby nie siedzieć z założonymi rękami, czekając, aż będziemy gotowi na coś wielkiego - bo dobro nie wymaga wielkości. Wymaga udziału. Zaangażowania.
Nie sądzę, żebyśmy nagle odłożyli wszystkie narzędzia i wrócili do świata sprzed kilku dekad. To ani możliwe, ani dobre. Ale coraz mocniej czuję, że potrzebujemy odzyskać coś znacznie ważniejszego niż kontrolę nad technologią.
Nie sądzę, żebyśmy nagle odłożyli wszystkie narzędzia i wrócili do świata sprzed kilku dekad. To ani możliwe, ani dobre. Ale coraz mocniej czuję, że potrzebujemy odzyskać coś znacznie ważniejszego niż kontrolę nad technologią.
Zmartwychwstanie nie zmieniło świata w jednej chwili w taki sposób, żebyśmy nie mieli już żadnych pytań i żadnych trudności. Nie chodzi o nagły przełom, który wszystko ustawia na swoim miejscu, tylko o drogę światła, które potrzebuje czasu. Światła, które nie omija naszych słabości, tylko wchodzi w nie bardzo cierpliwie. I czasem tak dyskretnie, że łatwo je przeoczyć.
Zmartwychwstanie nie zmieniło świata w jednej chwili w taki sposób, żebyśmy nie mieli już żadnych pytań i żadnych trudności. Nie chodzi o nagły przełom, który wszystko ustawia na swoim miejscu, tylko o drogę światła, które potrzebuje czasu. Światła, które nie omija naszych słabości, tylko wchodzi w nie bardzo cierpliwie. I czasem tak dyskretnie, że łatwo je przeoczyć.
- W naszej codzienności „groby” to nie są tylko wielkie dramaty. To są też te wszystkie momenty, kiedy coś w naszym życiu się kończy i nie bardzo wiemy, jak to unieść, miejsca, gdzie nie ma życia. I wtedy pojawia się w nas taka pokusa, żeby albo od tego uciec, albo bardzo szybko to „zamknąć”, zagadać, przykryć czymś nowym - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską.
- W naszej codzienności „groby” to nie są tylko wielkie dramaty. To są też te wszystkie momenty, kiedy coś w naszym życiu się kończy i nie bardzo wiemy, jak to unieść, miejsca, gdzie nie ma życia. I wtedy pojawia się w nas taka pokusa, żeby albo od tego uciec, albo bardzo szybko to „zamknąć”, zagadać, przykryć czymś nowym - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską.
Przytłoczenie - to słowo, które od dłuższego czasu najlepiej opisuje naszą codzienność. Kakofonia nieustających potrzeb dzieci, niekończące się obowiązki zawodowe, choroby i niespodzianki z kategorii „full hardcore”, które - jak wiadomo - nigdy nie przychodzą pojedynczo. Bywa, że nasza duchowa codzienność bardziej przypomina zarządzanie kryzysem niż tankowanie u Źródła nadziei i pokoju. I w tej perspektywie, wchodząc w Wielki Tydzień, powtarzam sobie i bliskim: no zobaczcie, jak dobry jest Pan Bóg, jak dobrze, że znowu możemy przeżywać Triduum. Dlaczego?
Przytłoczenie - to słowo, które od dłuższego czasu najlepiej opisuje naszą codzienność. Kakofonia nieustających potrzeb dzieci, niekończące się obowiązki zawodowe, choroby i niespodzianki z kategorii „full hardcore”, które - jak wiadomo - nigdy nie przychodzą pojedynczo. Bywa, że nasza duchowa codzienność bardziej przypomina zarządzanie kryzysem niż tankowanie u Źródła nadziei i pokoju. I w tej perspektywie, wchodząc w Wielki Tydzień, powtarzam sobie i bliskim: no zobaczcie, jak dobry jest Pan Bóg, jak dobrze, że znowu możemy przeżywać Triduum. Dlaczego?
- Moja mama odeszła w trakcie pandemii, nie mogłam być przy niej, gdy umierała. Jednak pamiętam nasze ostatnie spotkanie, gdy mama traciła już świadomość. To było najczulsze trzydzieści minut mojego życia, gdy mogłam po prostu przy niej być i trzymać ją za rękę. Patrzę na tę boleść Maryi i widzę właśnie tę czułość. Ten wyjątkowy moment relacji. Taki, które zapada w sercu do końca życia - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek.
- Moja mama odeszła w trakcie pandemii, nie mogłam być przy niej, gdy umierała. Jednak pamiętam nasze ostatnie spotkanie, gdy mama traciła już świadomość. To było najczulsze trzydzieści minut mojego życia, gdy mogłam po prostu przy niej być i trzymać ją za rękę. Patrzę na tę boleść Maryi i widzę właśnie tę czułość. Ten wyjątkowy moment relacji. Taki, które zapada w sercu do końca życia - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek.
Wielkanoc nie jest nagrodą za dobrze wykonany projekt duchowy ani dyplomem za czterdzieści dni wysiłku. Pan Bóg nie oczekuje od nas przecież wielkopostnych raportów. Nie siada w Niedzielę Palmową z notesem i nie podlicza, ile razy odprawiliśmy drogę krzyżową, ile słodyczy sobie odmówiliśmy i ile razy udało nam się być cierpliwymi wobec bliźnich. Zmartwychwstanie jest łaską, a nie premią za dobre zachowanie.
Wielkanoc nie jest nagrodą za dobrze wykonany projekt duchowy ani dyplomem za czterdzieści dni wysiłku. Pan Bóg nie oczekuje od nas przecież wielkopostnych raportów. Nie siada w Niedzielę Palmową z notesem i nie podlicza, ile razy odprawiliśmy drogę krzyżową, ile słodyczy sobie odmówiliśmy i ile razy udało nam się być cierpliwymi wobec bliźnich. Zmartwychwstanie jest łaską, a nie premią za dobre zachowanie.
- Im dłużej jestem mamą, tym wyraźniej widzę, jak w krajobraz mojej duchowości wpisane są małe Golgoty. Miejsca, które wydają mi się bez życia, gdzie serce przeszywa ból pytań bez odpowiedzi. Każdy rodzic w jakimś momencie życia znajdzie się w takiej sytuacji, czy tego chce, czy nie. Tak wiele osób przed nimi ucieka, nie chce ich widzieć - o cierpieniu ukrytym w rodzicielstwie rozmawiają nasze publicystki, Magda Urbańska i Agata Rusek.
- Im dłużej jestem mamą, tym wyraźniej widzę, jak w krajobraz mojej duchowości wpisane są małe Golgoty. Miejsca, które wydają mi się bez życia, gdzie serce przeszywa ból pytań bez odpowiedzi. Każdy rodzic w jakimś momencie życia znajdzie się w takiej sytuacji, czy tego chce, czy nie. Tak wiele osób przed nimi ucieka, nie chce ich widzieć - o cierpieniu ukrytym w rodzicielstwie rozmawiają nasze publicystki, Magda Urbańska i Agata Rusek.
Jedno wydaje się coraz bardziej oczywiste: z cyfrowym światem jest coś nie tak, a zostawianie go bez nadzoru prowadzi do coraz większych problemów społecznych. Pełen jest dziś historii o tym, że wystarczy jeden genialny pomysł, by prowadzić łatwe życie bez ograniczeń, że młodość musi być spektakularna, intensywna, kolorowa, pełna niezwykłych doświadczeń, które dobrze wyglądają na zdjęciach. A jeśli nie jesteś szczęśliwy, to znaczy, że za mało nad sobą pracujesz Nic dziwnego, że masz za mało lajków...
Jedno wydaje się coraz bardziej oczywiste: z cyfrowym światem jest coś nie tak, a zostawianie go bez nadzoru prowadzi do coraz większych problemów społecznych. Pełen jest dziś historii o tym, że wystarczy jeden genialny pomysł, by prowadzić łatwe życie bez ograniczeń, że młodość musi być spektakularna, intensywna, kolorowa, pełna niezwykłych doświadczeń, które dobrze wyglądają na zdjęciach. A jeśli nie jesteś szczęśliwy, to znaczy, że za mało nad sobą pracujesz Nic dziwnego, że masz za mało lajków...
Nie możemy przeżyć życia za nasze dziecko. A tak często chciałybyśmy cierpieć zamiast naszych dzieci. Uchronić je jak najbardziej. Scena spod krzyża pokazuje, że to nie jest możliwe. I każda mama ma czasem takie chwile, w których stoi w bezsilności i nie może zrobić nic poza byciem obok, towarzyszeniem - mówią Magda Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu rozmów o cierpieniu.
Nie możemy przeżyć życia za nasze dziecko. A tak często chciałybyśmy cierpieć zamiast naszych dzieci. Uchronić je jak najbardziej. Scena spod krzyża pokazuje, że to nie jest możliwe. I każda mama ma czasem takie chwile, w których stoi w bezsilności i nie może zrobić nic poza byciem obok, towarzyszeniem - mówią Magda Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu rozmów o cierpieniu.
Zapraszanie dzieci do domu nie jest już takie oczywiste jak kiedyś. Wiele rzeczy nas, dorosłych, powstrzymuje. Czasem wstyd przed nieporządkiem, czasem przekonanie, że najmłodszym trzeba koniecznie jakoś atrakcyjnie zorganizować czas, czasem zwykłe zmęczenie i wizja, że nie wiesz, kto przyjdzie i jak go ugościć, ale jednego można być pewnym – będzie głośno i poza rutyną. Łatwiej spotykać się gdzieś „na mieście” - kawiarni, w sali zabaw, w miejscu, gdzie ktoś inny posprząta po wszystkim i z którego łatwo wyjść wtedy, kiedy się chce.
Zapraszanie dzieci do domu nie jest już takie oczywiste jak kiedyś. Wiele rzeczy nas, dorosłych, powstrzymuje. Czasem wstyd przed nieporządkiem, czasem przekonanie, że najmłodszym trzeba koniecznie jakoś atrakcyjnie zorganizować czas, czasem zwykłe zmęczenie i wizja, że nie wiesz, kto przyjdzie i jak go ugościć, ale jednego można być pewnym – będzie głośno i poza rutyną. Łatwiej spotykać się gdzieś „na mieście” - kawiarni, w sali zabaw, w miejscu, gdzie ktoś inny posprząta po wszystkim i z którego łatwo wyjść wtedy, kiedy się chce.
Nastolatek często ginie rodzicom w wirtualnym świecie. Jak nie zgubić go na zawsze? [Siedem Boleści]
"Świątynią", w której można dziś bardzo łatwo zgubić dziecko, jest dzisiaj świat wirtualny. Możemy nawet nie zauważyć tego momentu, gdy nastolatek znika. Patrząc na kolegów syna mam czasem poczucie, że świat wirtualny, gry, media społecznościowe staje się dla nich miejscem, w którym mogą być sobą, czują się zauważeni i wysłuchani jak Jezus w świątyni - mówi Magdalena Urbańska.
"Świątynią", w której można dziś bardzo łatwo zgubić dziecko, jest dzisiaj świat wirtualny. Możemy nawet nie zauważyć tego momentu, gdy nastolatek znika. Patrząc na kolegów syna mam czasem poczucie, że świat wirtualny, gry, media społecznościowe staje się dla nich miejscem, w którym mogą być sobą, czują się zauważeni i wysłuchani jak Jezus w świątyni - mówi Magdalena Urbańska.
Wybuchła kolejna wojna. Informacja przyszła jak wszystkie inne: czerwonym paskiem na portalu, feedem w social mediach zalanym kadrami z dronów wbijających się w wieżowce Dubaju, Kataru czy Kuwejtu i kolejnymi nazwiskami zabitych ludzi. Gdzieś daleko znowu z decyzji możnych tego świata rozpada się czyjś świat, a zaskakująco blisko ten dramat pojawia się i w naszym domu. Przy stole. I to niezależnie od tego, że ani nie mamy telewizora, ani nasze dzieci nie mają własnych smartfonów. Wojna w Ukrainie już nas o tym mocno przekonała - nie uchronisz dziś dziecka przed obrazami z frontu. Ale to nie znaczy, że jako rodzic, jesteś bezsilny.
Wybuchła kolejna wojna. Informacja przyszła jak wszystkie inne: czerwonym paskiem na portalu, feedem w social mediach zalanym kadrami z dronów wbijających się w wieżowce Dubaju, Kataru czy Kuwejtu i kolejnymi nazwiskami zabitych ludzi. Gdzieś daleko znowu z decyzji możnych tego świata rozpada się czyjś świat, a zaskakująco blisko ten dramat pojawia się i w naszym domu. Przy stole. I to niezależnie od tego, że ani nie mamy telewizora, ani nasze dzieci nie mają własnych smartfonów. Wojna w Ukrainie już nas o tym mocno przekonała - nie uchronisz dziś dziecka przed obrazami z frontu. Ale to nie znaczy, że jako rodzic, jesteś bezsilny.
{{ article.published_at }}
{{ article.description }}
{{ article.description }}