Od kiedy zdarzyło mi się śledzić słynny stream Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters, algorytm nie ustaje w próbach przechwycenia mojej uwagi nietuzinkowymi akcjami o charytatywnym wydźwięku. W ten weekend mu się udało. Raz po raz zaglądałam na YouTube'a, żeby z zapartym tchem obserwować niesamowity wyczyn dwojga Polaków, próbujących przepłynąć wpław Bałtyk na trasie Szwecja-Polska.
Od kiedy zdarzyło mi się śledzić słynny stream Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters, algorytm nie ustaje w próbach przechwycenia mojej uwagi nietuzinkowymi akcjami o charytatywnym wydźwięku. W ten weekend mu się udało. Raz po raz zaglądałam na YouTube'a, żeby z zapartym tchem obserwować niesamowity wyczyn dwojga Polaków, próbujących przepłynąć wpław Bałtyk na trasie Szwecja-Polska.
- Wiesz, gdy o tym myślę, czuję się trochę nieswojo: moja wyszukiwarka wie, jakiego objawu się wystraszyłam, zanim komukolwiek się przyznałam, że się boję. Wie, z czym sobie nie radzę, bo przecież to w niej od razu szukam rozwiązań. Wie więcej niż mój spowiednik, bo on wie tyle, ile zdecydujesz się powiedzieć, a algorytm systematycznie mnie lustruje, nie pytając o zgodę. Ale to jemu ludzie coraz częściej oddają znacznie więcej prawdy o sobie niż drugiemu człowiekowi - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską. 
- Wiesz, gdy o tym myślę, czuję się trochę nieswojo: moja wyszukiwarka wie, jakiego objawu się wystraszyłam, zanim komukolwiek się przyznałam, że się boję. Wie, z czym sobie nie radzę, bo przecież to w niej od razu szukam rozwiązań. Wie więcej niż mój spowiednik, bo on wie tyle, ile zdecydujesz się powiedzieć, a algorytm systematycznie mnie lustruje, nie pytając o zgodę. Ale to jemu ludzie coraz częściej oddają znacznie więcej prawdy o sobie niż drugiemu człowiekowi - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską. 
Jeździmy tam od kilku lat. Plaża niedaleko rezerwatu ptaków - jedno z ostatnich znanych mi miejsc na polskim wybrzeżu, gdzie nie ma frytek, kukurydzy, gofrów, dmuchanej zjeżdżalni ani ryczących megafonów zapraszających na rejs statkiem piratów albo przejażdżkę autkiem Nemo. Rezerwatowe obostrzenia przynajmniej od strony prawnej dają luksus ciszy i obcowania z naturą.
Jeździmy tam od kilku lat. Plaża niedaleko rezerwatu ptaków - jedno z ostatnich znanych mi miejsc na polskim wybrzeżu, gdzie nie ma frytek, kukurydzy, gofrów, dmuchanej zjeżdżalni ani ryczących megafonów zapraszających na rejs statkiem piratów albo przejażdżkę autkiem Nemo. Rezerwatowe obostrzenia przynajmniej od strony prawnej dają luksus ciszy i obcowania z naturą.
Smartfon miał ułatwiać codzienność, a coraz częściej staje się źródłem zmęczenia, rozproszenia i przebodźcowania. Dlaczego tak trudno odłożyć telefon, nawet wtedy, gdy wiemy, że wcale nam nie służy? Czy cisza, modlitwa i świadomie wyznaczane granice mogą stać się skuteczną odpowiedzią na mental load współczesnego świata? O cyfrowym przeciążeniu, odpoczynku i miejscu wiary w rzeczywistości pełnej ekranów rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Smartfon miał ułatwiać codzienność, a coraz częściej staje się źródłem zmęczenia, rozproszenia i przebodźcowania. Dlaczego tak trudno odłożyć telefon, nawet wtedy, gdy wiemy, że wcale nam nie służy? Czy cisza, modlitwa i świadomie wyznaczane granice mogą stać się skuteczną odpowiedzią na mental load współczesnego świata? O cyfrowym przeciążeniu, odpoczynku i miejscu wiary w rzeczywistości pełnej ekranów rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Czy osoba konsekrowana to bohater o żelaznej sile ducha, który nie potrzebuje zwykłej bliskości? O przekraczaniu sztucznego dystansu, pułapce osamotnienia i o tym, dlaczego warto czasem zapytać o proste, ludzkie: „Jak się siostra/brat/ksiądz dzisiaj miewa?”.
Czy osoba konsekrowana to bohater o żelaznej sile ducha, który nie potrzebuje zwykłej bliskości? O przekraczaniu sztucznego dystansu, pułapce osamotnienia i o tym, dlaczego warto czasem zapytać o proste, ludzkie: „Jak się siostra/brat/ksiądz dzisiaj miewa?”.
Nie każde internetowe kliknięcie jest moralnie obojętne, a rachunek sumienia w dzisiejszych czasach coraz częściej obejmuje także to, co robimy w mediach społecznościowych. Czy publikowanie wyidealizowanego życia, pogoń za lajkami, bezrefleksyjne korzystanie ze sztucznej inteligencji albo przypisywanie sobie pracy wykonanej przez AI to już kwestia sumienia? O nowych duchowych wyzwaniach chrześcijan w świecie algorytmów rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Nie każde internetowe kliknięcie jest moralnie obojętne, a rachunek sumienia w dzisiejszych czasach coraz częściej obejmuje także to, co robimy w mediach społecznościowych. Czy publikowanie wyidealizowanego życia, pogoń za lajkami, bezrefleksyjne korzystanie ze sztucznej inteligencji albo przypisywanie sobie pracy wykonanej przez AI to już kwestia sumienia? O nowych duchowych wyzwaniach chrześcijan w świecie algorytmów rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Jakiś czas temu wróciłam w pełni na rynek pracy. I udało mi się to zrobić dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam przez dziesięć lat karmienia naszych maluchów i odprowadzania starszaków do placówek (przed)szkolnych. Elastyczność ponad wszystko - takie było hasło. Żadnego sztywnego etatu, żadnej korporacyjnej klatki. No i udało się. Pracuję więc na zleceniach: tu książka do redakcji, tu kampania marketingowa do opracowania, tu raport z badań do napisania. Przeważnie w domu, czasem u Klienta, najczęściej z nosem w laptopie i z kubkiem melisy, która stygnie w tempie, jakiego fizyka jeszcze nie opisała.
Jakiś czas temu wróciłam w pełni na rynek pracy. I udało mi się to zrobić dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam przez dziesięć lat karmienia naszych maluchów i odprowadzania starszaków do placówek (przed)szkolnych. Elastyczność ponad wszystko - takie było hasło. Żadnego sztywnego etatu, żadnej korporacyjnej klatki. No i udało się. Pracuję więc na zleceniach: tu książka do redakcji, tu kampania marketingowa do opracowania, tu raport z badań do napisania. Przeważnie w domu, czasem u Klienta, najczęściej z nosem w laptopie i z kubkiem melisy, która stygnie w tempie, jakiego fizyka jeszcze nie opisała.
Internet daje dostęp do modlitwy, rekolekcji i wspólnot z całego świata. Ale razem z wartościowymi treściami łatwo trafić na duchowe uproszczenia, fałszywe autorytety czy pokusę zastąpienia realnego Kościoła wygodną wersją online. Gdzie przebiega granica między pomocą a namiastką? Wirtualne parafie, katocelebryci i wspólnota błogosławionego Chata z GPT – czyli na co zwracać uwagę, karmiąc duchowość online. O tym rozmawiają Magda Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku serii „Katoliczka w sieci”.
Internet daje dostęp do modlitwy, rekolekcji i wspólnot z całego świata. Ale razem z wartościowymi treściami łatwo trafić na duchowe uproszczenia, fałszywe autorytety czy pokusę zastąpienia realnego Kościoła wygodną wersją online. Gdzie przebiega granica między pomocą a namiastką? Wirtualne parafie, katocelebryci i wspólnota błogosławionego Chata z GPT – czyli na co zwracać uwagę, karmiąc duchowość online. O tym rozmawiają Magda Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku serii „Katoliczka w sieci”.
W drogerii stałyśmy z córką dłużej, niż planowałam. Układ półek się zmienił - ewidentnie dawno nas tu nie było - i zupełnie nie mogłyśmy sobie poradzić ze znalezieniem jednej, konkretnej rzeczy. Rozglądałyśmy się bezradnie, aż w końcu mój wzrok przykuł elegancki cyfrowy panel z podświetlonym napisem: „Zapytaj mnie”. Spojrzałam na córkę. Ona spojrzała na mnie. I obie, zupełnie bez słów, zgodnie postanowiłyśmy, że nie chcemy pytać chatbota. Ruszyłyśmy na poszukiwanie człowieka. Sympatyczną pracownicę sklepu znalazłyśmy dopiero po dłuższej chwili, gdzieś w głębi alejki z szamponami. Zagadnęłyśmy i niemal za rękę zostałyśmy doprowadzone tam, gdzie potrzebowałyśmy. Uff, jaka to była ulga móc poprosić o pomoc człowieka!
W drogerii stałyśmy z córką dłużej, niż planowałam. Układ półek się zmienił - ewidentnie dawno nas tu nie było - i zupełnie nie mogłyśmy sobie poradzić ze znalezieniem jednej, konkretnej rzeczy. Rozglądałyśmy się bezradnie, aż w końcu mój wzrok przykuł elegancki cyfrowy panel z podświetlonym napisem: „Zapytaj mnie”. Spojrzałam na córkę. Ona spojrzała na mnie. I obie, zupełnie bez słów, zgodnie postanowiłyśmy, że nie chcemy pytać chatbota. Ruszyłyśmy na poszukiwanie człowieka. Sympatyczną pracownicę sklepu znalazłyśmy dopiero po dłuższej chwili, gdzieś w głębi alejki z szamponami. Zagadnęłyśmy i niemal za rękę zostałyśmy doprowadzone tam, gdzie potrzebowałyśmy. Uff, jaka to była ulga móc poprosić o pomoc człowieka!
Zbyt szybko chcemy zbudować relację, która w codzienności budowana byłaby latami. Zbyt wiele i za szybko mówimy o sobie innym ludziom - również o bardzo intymnych sprawach - nie myśląc o tym, że w zasadzie to zupełnie obcy człowiek. Z tęsknoty za relacjami karmimy się ich namiastką. Znaczna część ludzkich relacji tka się obecnie w social mediach. To jest bardzo kuszące, bo łatwiej jest posiedzieć i pogadać na Insta z followersami niż z człowiekiem, z którym mieszkasz. Sama widzę, że ciągnie mnie do internetu, gdy relacje w życiu codziennym rodzą napięcia i trudności. Od trudu chcę się odciąć, oderwać, zapomnieć - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek w kolejnym odcinku serii "Katoliczka w sieci". 
Zbyt szybko chcemy zbudować relację, która w codzienności budowana byłaby latami. Zbyt wiele i za szybko mówimy o sobie innym ludziom - również o bardzo intymnych sprawach - nie myśląc o tym, że w zasadzie to zupełnie obcy człowiek. Z tęsknoty za relacjami karmimy się ich namiastką. Znaczna część ludzkich relacji tka się obecnie w social mediach. To jest bardzo kuszące, bo łatwiej jest posiedzieć i pogadać na Insta z followersami niż z człowiekiem, z którym mieszkasz. Sama widzę, że ciągnie mnie do internetu, gdy relacje w życiu codziennym rodzą napięcia i trudności. Od trudu chcę się odciąć, oderwać, zapomnieć - mówi Magda Urbańska w rozmowie z Agatą Rusek w kolejnym odcinku serii "Katoliczka w sieci". 
Możesz być zadeklarowaną fanką rodzicielstwa tak, jak ja, ale fakty są takie, że dzieci w domu i praca zawodowa to jednocześnie ekwilibrystyka koncentracji, rodzinnej logistyki i deficytów cierpliwości wszystkich stron. Dodajmy do tego skwary i upały - i jakże naturalnie człowiekowi się ciśnie na usta warkot irytacji. Nie zmienia to jednak faktu, że to, co ten mały człowiek słyszy od nas, dorosłych, na co dzień, kształtuje jego poczucie wartości. Więc zanim w żartach pożalimy się znowu koleżance przez telefon, że „teraz wakacje, dzieciaki w domu, więc wiesz, mam ochotę ich wsadzić do szafy i wyrzucić kluczyk”, zatrzymajmy się chociaż na sekundę. 
Możesz być zadeklarowaną fanką rodzicielstwa tak, jak ja, ale fakty są takie, że dzieci w domu i praca zawodowa to jednocześnie ekwilibrystyka koncentracji, rodzinnej logistyki i deficytów cierpliwości wszystkich stron. Dodajmy do tego skwary i upały - i jakże naturalnie człowiekowi się ciśnie na usta warkot irytacji. Nie zmienia to jednak faktu, że to, co ten mały człowiek słyszy od nas, dorosłych, na co dzień, kształtuje jego poczucie wartości. Więc zanim w żartach pożalimy się znowu koleżance przez telefon, że „teraz wakacje, dzieciaki w domu, więc wiesz, mam ochotę ich wsadzić do szafy i wyrzucić kluczyk”, zatrzymajmy się chociaż na sekundę. 
- Nie każda mama w sieci celowo "robi content:" na dziecku, a już na pewno nie każda ma świadomość tego, jak się może skończyć publikowanie jego zdjęć. W internecie nie ma czegoś takiego jak “bezpieczne miejsce” i “prywatność”. Jeśli chcesz mieć dziś naprawdę prywatne życie, to ono musi być odcięte od technologii. Każde zdjęcie można albo ściągnąć, albo zrobić screen. Przerobić je, wykorzystać dla swoich celów. Nie zawsze dobrych.  Tworzymy cyfrową historię życia naszych pociech, ale wrzucając ją do sieci, zupełnie tracimy kontrolę - mówią Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnej rozmowie z cyklu "Katoliczka w sieci".  
- Nie każda mama w sieci celowo "robi content:" na dziecku, a już na pewno nie każda ma świadomość tego, jak się może skończyć publikowanie jego zdjęć. W internecie nie ma czegoś takiego jak “bezpieczne miejsce” i “prywatność”. Jeśli chcesz mieć dziś naprawdę prywatne życie, to ono musi być odcięte od technologii. Każde zdjęcie można albo ściągnąć, albo zrobić screen. Przerobić je, wykorzystać dla swoich celów. Nie zawsze dobrych.  Tworzymy cyfrową historię życia naszych pociech, ale wrzucając ją do sieci, zupełnie tracimy kontrolę - mówią Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnej rozmowie z cyklu "Katoliczka w sieci".  
Po co zabieramy dzieci w wakacyjną podróż? Dla dziecka hotelowy basen i rzeka pełna kamyków mogą być atrakcją zupełnie tej samej wartości. I często najważniejszy jest czas, w którym leży się obok siebie na kocu i rozmawia - nieważne, czy na Bali, czy nad Bałtykiem, czy w ogródku babci. Z drugiej strony mamy tendencję, by z odpoczynku robić sobie bożka i gloryfikować leniuchowanie. Tylko jak to wpływa na dzieci? 
Po co zabieramy dzieci w wakacyjną podróż? Dla dziecka hotelowy basen i rzeka pełna kamyków mogą być atrakcją zupełnie tej samej wartości. I często najważniejszy jest czas, w którym leży się obok siebie na kocu i rozmawia - nieważne, czy na Bali, czy nad Bałtykiem, czy w ogródku babci. Z drugiej strony mamy tendencję, by z odpoczynku robić sobie bożka i gloryfikować leniuchowanie. Tylko jak to wpływa na dzieci? 
Jak wychować dziecko, dla którego smartfon i nieustanny dostęp do sieci jest oczywistą częścią życia? - Mam super wspomnienia z dzieciństwa. Ale dowodów moich "wyczynów" nie ma w internecie. Nikt ich nie wyciągnie, żeby zrobić mem. Widzę też, jak całkiem małe dzieci pochłaniane są przez TikToka czy Facebooka i patrzę na to z ogromnym przerażeniem. Nie mamy kontroli nad tym, co tam zobaczą - a często to jest zwykłe szambo - mówi Magda Urbańska. - A mnie naprawdę złości, gdy na zebraniu rodzicielskim w szkole moich dzieci słyszę, jak wielu rodziców wzdycha w bezsilności: “nie zmienimy świata, te telefony zniszczyły dzieciństwo, nic z tym już nie zrobimy” - dodaje Agata Rusek. Oto kolejna rozmowa w naszym cyklu "Katoliczka w sieci" 
Jak wychować dziecko, dla którego smartfon i nieustanny dostęp do sieci jest oczywistą częścią życia? - Mam super wspomnienia z dzieciństwa. Ale dowodów moich "wyczynów" nie ma w internecie. Nikt ich nie wyciągnie, żeby zrobić mem. Widzę też, jak całkiem małe dzieci pochłaniane są przez TikToka czy Facebooka i patrzę na to z ogromnym przerażeniem. Nie mamy kontroli nad tym, co tam zobaczą - a często to jest zwykłe szambo - mówi Magda Urbańska. - A mnie naprawdę złości, gdy na zebraniu rodzicielskim w szkole moich dzieci słyszę, jak wielu rodziców wzdycha w bezsilności: “nie zmienimy świata, te telefony zniszczyły dzieciństwo, nic z tym już nie zrobimy” - dodaje Agata Rusek. Oto kolejna rozmowa w naszym cyklu "Katoliczka w sieci" 
Zbliża się koniec roku szkolnego i już teraz, na rodzicielskich komunikatorach, rozpoczynają się coroczne debaty o tym, czy kupować kwiatka nauczycielowi, a jeśli tak, to czy wspólnie, czy każdy osobno, czy może zamiast kwiatka bon na książki, a może wcale, bo przecież to nieważne. Niezależnie od tego, czym zakończą się te dyskusje, każdy z nas może spróbować samemu wyrazić wdzięczność. Podjąć wysiłek i - poza rzeczami, do których zawsze można się przyczepić - zobaczyć i nazwać dobro, które dziecko w tym roku dostało.
Zbliża się koniec roku szkolnego i już teraz, na rodzicielskich komunikatorach, rozpoczynają się coroczne debaty o tym, czy kupować kwiatka nauczycielowi, a jeśli tak, to czy wspólnie, czy każdy osobno, czy może zamiast kwiatka bon na książki, a może wcale, bo przecież to nieważne. Niezależnie od tego, czym zakończą się te dyskusje, każdy z nas może spróbować samemu wyrazić wdzięczność. Podjąć wysiłek i - poza rzeczami, do których zawsze można się przyczepić - zobaczyć i nazwać dobro, które dziecko w tym roku dostało.
- W sieci łatwo jest pokazać wiarę od strony konkretnych informacji. Dużo trudniej jest próbować pokazywać wiarę od strony osobistego doświadczenia. Bo jakimi środkami wyrazu to zaprezentować? Postawić sobie kamerkę na czole i streamować nieustannie, jak się modlę, jak się odzywam do bliskich, jak traktuję współpracowników w pracy? - mówi Agata Rusek. - Są tacy twórcy, którzy “wpuszczają” obcych na swoją prywatną audiencję z Panem. Ja w tym widzę takie zagrożenie, że to spotkanie jest nie do końca otwarte i szczere. Odbieramy sobie w tym bycie autentycznym przed Panem - dodaje Magda Urbańska. Oto kolejny odcinek naszego piątkowego cyklu "Katoliczka w sieci". 
- W sieci łatwo jest pokazać wiarę od strony konkretnych informacji. Dużo trudniej jest próbować pokazywać wiarę od strony osobistego doświadczenia. Bo jakimi środkami wyrazu to zaprezentować? Postawić sobie kamerkę na czole i streamować nieustannie, jak się modlę, jak się odzywam do bliskich, jak traktuję współpracowników w pracy? - mówi Agata Rusek. - Są tacy twórcy, którzy “wpuszczają” obcych na swoją prywatną audiencję z Panem. Ja w tym widzę takie zagrożenie, że to spotkanie jest nie do końca otwarte i szczere. Odbieramy sobie w tym bycie autentycznym przed Panem - dodaje Magda Urbańska. Oto kolejny odcinek naszego piątkowego cyklu "Katoliczka w sieci". 
Przez ostatnie dwa tygodnie medialna Polska żyła kilkoma sprawami naraz. Wisienką na torcie była pszczyńska lodziarnia „Pod Dębem”, która ogłosiła ze smutkiem, że po ćwierć wieku kończy tradycję rozdawania darmowych lodów dzieciom ze świadectwem z czerwonym paskiem, ponieważ Rzeczniczka Praw Dziecka zainterweniowała, że może to być formą dyskryminacji.
Przez ostatnie dwa tygodnie medialna Polska żyła kilkoma sprawami naraz. Wisienką na torcie była pszczyńska lodziarnia „Pod Dębem”, która ogłosiła ze smutkiem, że po ćwierć wieku kończy tradycję rozdawania darmowych lodów dzieciom ze świadectwem z czerwonym paskiem, ponieważ Rzeczniczka Praw Dziecka zainterweniowała, że może to być formą dyskryminacji.
- Perfekcyjna katoliczka. Zamykam oczy i widzę zadbaną kobietę, w sukience, z gromadką uśmiechniętych dzieci. Ma uśmiech i łagodność wypisaną na twarzy. Ej, otwieram oczy, bo to nie o mnie! Ale mam takie poczucie, że niestety sami to sobie robimy. Wiele osób mocno koloryzuje obraz swojej osoby, by po prostu wypaść lepiej w oczach innych. A dopóki nie miałam świadomości, jak działa algorytm, to bardzo głęboko odczuwałam ten okropny ból wynikający z porównywania swojego życia z czyimiś perfekcyjnymi kadrami. - mówią Magda Urbańska i Agata Rusek. To kolejna rozmowa z cyklu "Katoliczka w sieci". 
- Perfekcyjna katoliczka. Zamykam oczy i widzę zadbaną kobietę, w sukience, z gromadką uśmiechniętych dzieci. Ma uśmiech i łagodność wypisaną na twarzy. Ej, otwieram oczy, bo to nie o mnie! Ale mam takie poczucie, że niestety sami to sobie robimy. Wiele osób mocno koloryzuje obraz swojej osoby, by po prostu wypaść lepiej w oczach innych. A dopóki nie miałam świadomości, jak działa algorytm, to bardzo głęboko odczuwałam ten okropny ból wynikający z porównywania swojego życia z czyimiś perfekcyjnymi kadrami. - mówią Magda Urbańska i Agata Rusek. To kolejna rozmowa z cyklu "Katoliczka w sieci". 
Czy kultura, w której oklaskujemy każdą kropkę i każdą plamkę podarowaną nam przez potomstwo, rzeczywiście jest kulturą, która buduje poczucie własnej wartości? A może jednak, przy całej swojej życzliwości, po cichu coś w naszych dzieciach psuje? 
Czy kultura, w której oklaskujemy każdą kropkę i każdą plamkę podarowaną nam przez potomstwo, rzeczywiście jest kulturą, która buduje poczucie własnej wartości? A może jednak, przy całej swojej życzliwości, po cichu coś w naszych dzieciach psuje? 
Każdy słodki kotek albo zabawny mem ma szansę "pobić" Jezusa w zasięgach. Czy na pewno potrzebujemy tego, by duchowe treści stawały się viralami? Długi tekst nie zachęca, by się przy nim zatrzymać, bo social media nauczyły nas tego, że jest kolorowy obraz, jedno zdanie i scrollujesz dalej. Ale nie da się głębszej myśli zawrzeć w jednym zdaniu... Najpopularniejsza homilia w internecie nie pobije wyświetleń nagrania "faceta jedzącego kebaba" - a mimo to coraz więcej ludzi szuka w sieci dobrych duchowych treści. 
Każdy słodki kotek albo zabawny mem ma szansę "pobić" Jezusa w zasięgach. Czy na pewno potrzebujemy tego, by duchowe treści stawały się viralami? Długi tekst nie zachęca, by się przy nim zatrzymać, bo social media nauczyły nas tego, że jest kolorowy obraz, jedno zdanie i scrollujesz dalej. Ale nie da się głębszej myśli zawrzeć w jednym zdaniu... Najpopularniejsza homilia w internecie nie pobije wyświetleń nagrania "faceta jedzącego kebaba" - a mimo to coraz więcej ludzi szuka w sieci dobrych duchowych treści.