Oto jak zabiliśmy dziennikarstwo (i dlaczego mi z tym źle)

Oto jak zabiliśmy dziennikarstwo (i dlaczego mi z tym źle)
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. depositphotos.com

To nie jest tekst zoptymalizowany pod SEO. Nie znajdziesz tu słów kluczowych, które sprawią, że algorytm Google’a wypchnie mnie na pierwszą stronę. Prawdę mówiąc, jeśli dotrwasz do trzeciego akapitu bez sprawdzania nowych powiadomień, uznam to za sukces narodowy. Bo właśnie tu jesteśmy: w świecie, gdzie tekst bez krzykliwego zdjęcia albo obietnicy skandalu jest dla nas "zbyt gęsty".

Siedząc rano przy laptopie, nie mogłam przestać myśleć o jednym: czy w świecie zdominowanym przez algorytmy jest jeszcze miejsce na autentyczność? Skończyłam studia dziennikarskie kilka lat temu, wchodząc w ten świat z nadzieją, że będę "głosem czegoś ważnego". Nikt nie uczył mnie tam, jak manipulować emocjami dla zasięgów, a jednak rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię. Zamiast rozwijać warsztat, jestem zmuszona brać udział w jakiejś toksycznej relacji z "klikiem".

Bo jeśli sama nie zrobię z tytułu taniego efekciarstwa, to mój tekst zginie. Zostanie zwyczajnie przykryty przez kolejną aferę, której nikt nie zapamięta jutro. I to nie jest wina "złych mediów". To wina nas samych.

Scrollowanie zamiast czytania

Media społecznościowe nie tylko przejęły dziennikarstwo, one stały się nowym sumieniem. Jesteśmy tak przebodźcowani, że artykuł bez "ładnego zdjęcia" jest dla nas jak randka bez chemii: odrzucamy go po sekundzie. Zresztą, komu chce się jeszcze dzisiaj cokolwiek czytać? Prawdziwe "informacje" czerpiemy z Rolek i Shortsów. To tam, między jednym a drugim memem, oglądamy świat w pigułce, bo nasz mózg odmawia już współpracy z tekstem dłuższym niż dwa zdania.

DEON.PL POLECA

Fajnie, że newsy docierają do nas szybciej niż kiedykolwiek, że wiemy o nowym papieżu, zanim gazety w ogóle pójdą do druku. Ale co z treścią? Gdzie jest przestrzeń na felieton, na opinię, na coś, co zmusi nas do myślenia, a nie tylko do bezmyślnego przesuwania palcem po ekranie w poszukiwaniu kolejnego piętnastosekundowego filmiku, który wyjaśni nam rzeczywistość szybciej, niż zdążymy mrugnąć?

Staliśmy się społeczeństwem nagłówkowym. I co najgorsze robimy to sobie nawzajem. Wybieramy treści, które są paszą, a nie pokarmem. Analizujemy każdą głupotę w sposób pseudo-psychologiczny, byle tylko nabić statystyki:

DEON.PL POLECA


"On nie napisał pierwszy? To świadczy o takich zaburzeniach!"

Naprawdę? Jesteśmy tacy świadomi, tacy "terapeutyczni", a i tak dajemy się łapać na najtańsze clickbaity. Ile jeszcze tekstów o tym, czy picie herbaty jest zdrowe, musi powstać, żebyśmy zrozumieli, że kręcimy się w kółko?

Patrzę na moje pokolenie, na Gen Z, i widzę zmęczenie. Mamy dość bycia "na już", bycia dostępnym 24/7 i ciągłego porównywania się do wyidealizowanych obrazków. I nie mogłam przestać się zastanawiać: czy to właśnie my nie będziemy tymi, którzy wrócą do gazet? Nie do tych cyfrowych, które krzyczą powiadomieniami, ale do tych prawdziwych, szeleszczących, które wymagają zwolnienia tempa.

Może potrzebujemy detoksu od "wszystkiego dużo". Może potrzebujemy powrotu do tradycyjnej formy, gdzie nie trzeba walczyć o każde spojrzenie i cyfrowe uznanie, bo wartość tekstu broni się sama, a nie dzięki algorytmowi AI. Absolutnie nie jestem przeciwniczką rozwoju, ale czuję, że poszło to o jeden swipe za daleko i pędzi dalej, nie czekając, aż nadążymy.

Droga, nie cel

W życiu zawsze powtarzam sobie jedną zasadę: to nie cel jest najważniejszy, a droga. Bo to ona nas kształtuje i uczy, kim naprawdę jesteśmy. Cel to tylko dodatek, często tak ulotny i pusty jak powiadomienie na zablokowanym ekranie. Chciałabym, żebyśmy tę drogę (jako twórcy i jako czytelnicy) pokonywali w pełnej prawdzie. I nie mogłam przestać się zastanawiać: czy jeśli ceną za autentyczność jest bycie poza głównym nurtem, to czy nie warto jej zapłacić, by ocalić siebie? Jeśli mam wybierać między tłumem a własnym głosem, wybieram to drugie. Nawet jeśli oznacza to, że będę szła tą drogą w pojedynkę.

Zastanawiam się tylko czy my w ogóle jeszcze wybieramy to, co czytamy, czy po prostu pozwalamy algorytmom decydować o tym, kim mamy się jutro stać?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Loreth Anne White

Thriller, który uzależnia

Czy myślisz, że znasz tę idealną rodzinę z najbogatszego domu przy twojej ulicy?
Nie próbuj im zazdrościć, bo za zamkniętymi drzwiami skrywają wiele mrocznych tajemnic.

Kit Darling jest pokojówką sprzątającą w...

Skomentuj artykuł

Oto jak zabiliśmy dziennikarstwo (i dlaczego mi z tym źle)
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.