Jest coś głęboko niepokojącego w tym, jak często Skolim pojawia się dziś w przestrzeni medialnej nie jako kontrowersyjny artysta disco polo, lecz jako… przykład wiary. Człowiek, o którym portale piszą z nabożnym tonem: „Jezus jest moim idolem”, „nie wstydzi się chrześcijańskich wartości”, „dziękował Matce Bożej”, „regularnie chodzi do kościoła”. Obraz niemal wzorcowy. Prawie katechetyczny.
Jest coś głęboko niepokojącego w tym, jak często Skolim pojawia się dziś w przestrzeni medialnej nie jako kontrowersyjny artysta disco polo, lecz jako… przykład wiary. Człowiek, o którym portale piszą z nabożnym tonem: „Jezus jest moim idolem”, „nie wstydzi się chrześcijańskich wartości”, „dziękował Matce Bożej”, „regularnie chodzi do kościoła”. Obraz niemal wzorcowy. Prawie katechetyczny.
Początek roku działa na nas jak obietnica nowego życia. Czujemy presję, by wszystko poukładać od nowa, naprawić błędy, zmienić siebie, wreszcie „zacząć na serio”. Powstają listy celów, plany na każdy miesiąc, ambitne założenia dotyczące pracy, relacji, zdrowia i rozwoju. Problem w tym, że im więcej chcemy zmienić naraz, tym szybciej się gubimy. A nowy rok, zamiast być początkiem, bardzo szybko zamienia się w źródło frustracji.
Początek roku działa na nas jak obietnica nowego życia. Czujemy presję, by wszystko poukładać od nowa, naprawić błędy, zmienić siebie, wreszcie „zacząć na serio”. Powstają listy celów, plany na każdy miesiąc, ambitne założenia dotyczące pracy, relacji, zdrowia i rozwoju. Problem w tym, że im więcej chcemy zmienić naraz, tym szybciej się gubimy. A nowy rok, zamiast być początkiem, bardzo szybko zamienia się w źródło frustracji.
Święta mają w sobie coś paradoksalnego. Z jednej strony są obietnicą bliskości, ciepła i zatrzymania. Z drugiej, dla wielu osób stają się momentem szczególnego napięcia, smutku i emocjonalnego przeciążenia. To czas, w którym to, co zwykle udaje się przykryć codziennym biegiem spraw, nagle wychodzi na powierzchnię. Relacje, które nie działają. Braki, które bolą. Straty, których nie udało się przeżyć do końca. Pytanie, dlaczego właśnie święta tak bezlitośnie to wydobywają, nie jest ani banalne, ani czysto emocjonalne.
Święta mają w sobie coś paradoksalnego. Z jednej strony są obietnicą bliskości, ciepła i zatrzymania. Z drugiej, dla wielu osób stają się momentem szczególnego napięcia, smutku i emocjonalnego przeciążenia. To czas, w którym to, co zwykle udaje się przykryć codziennym biegiem spraw, nagle wychodzi na powierzchnię. Relacje, które nie działają. Braki, które bolą. Straty, których nie udało się przeżyć do końca. Pytanie, dlaczego właśnie święta tak bezlitośnie to wydobywają, nie jest ani banalne, ani czysto emocjonalne.
Puste miejsce przy wigilijnym stole najczęściej tłumaczymy jednym zdaniem: "dla niespodziewanego gościa". Brzmi bezpiecznie, wzruszająco i poprawnie. Ale to tylko jedna z możliwych interpretacji. W rzeczywistości puste miejsce bywa znakiem znacznie trudniejszym. Czasem jest po kimś, kto nie wrócił. Po kimś, z kim się pokłóciliśmy. Po kimś, kogo wykluczyliśmy milczeniem. Albo po kimś, kto żyje obok nas, lecz nie ma odwagi usiąść przy żadnym stole.
Puste miejsce przy wigilijnym stole najczęściej tłumaczymy jednym zdaniem: "dla niespodziewanego gościa". Brzmi bezpiecznie, wzruszająco i poprawnie. Ale to tylko jedna z możliwych interpretacji. W rzeczywistości puste miejsce bywa znakiem znacznie trudniejszym. Czasem jest po kimś, kto nie wrócił. Po kimś, z kim się pokłóciliśmy. Po kimś, kogo wykluczyliśmy milczeniem. Albo po kimś, kto żyje obok nas, lecz nie ma odwagi usiąść przy żadnym stole.
Jak pogodzić opisy plag egipskich i śmierci pierworodnych z obrazem Boga, który kocha i ratuje? Czy te fragmenty naprawdę mówią o Bożej karze, czy może my odczytujemy je w błędnym kluczu? W tym adwentowym odcinku rozmawiamy o najtrudniejszych i najbardziej poruszających scenach Pisma Świętego. Wyjaśniamy, jak starożytni rozumieli „karę”, dlaczego autorzy przypisywali Bogu coś, co wynikało z decyzji człowieka, i co właściwie symbolizują plagi.
Jak pogodzić opisy plag egipskich i śmierci pierworodnych z obrazem Boga, który kocha i ratuje? Czy te fragmenty naprawdę mówią o Bożej karze, czy może my odczytujemy je w błędnym kluczu? W tym adwentowym odcinku rozmawiamy o najtrudniejszych i najbardziej poruszających scenach Pisma Świętego. Wyjaśniamy, jak starożytni rozumieli „karę”, dlaczego autorzy przypisywali Bogu coś, co wynikało z decyzji człowieka, i co właściwie symbolizują plagi.
Od dzieciństwa wdrukowuje się nam w głowę bardzo konkretny obraz Adwentu. Ma być cicho, nastrojowo, spokojnie. Ma być wewnętrzne poruszenie, modlitwa, skupienie, duchowa świeżość. Od pierwszej świecy coś "powinno" się w nas zmieniać. Serce ma mięknąć. Głowa ma się wyciszać. Wiara ma nagle odżywać. I jeśli nic z tego się nie dzieje, bardzo szybko pojawia się myśl, że coś z nami jest nie tak.
Od dzieciństwa wdrukowuje się nam w głowę bardzo konkretny obraz Adwentu. Ma być cicho, nastrojowo, spokojnie. Ma być wewnętrzne poruszenie, modlitwa, skupienie, duchowa świeżość. Od pierwszej świecy coś "powinno" się w nas zmieniać. Serce ma mięknąć. Głowa ma się wyciszać. Wiara ma nagle odżywać. I jeśli nic z tego się nie dzieje, bardzo szybko pojawia się myśl, że coś z nami jest nie tak.
Współczesny człowiek żyje w kulturze natychmiastowości. Można powiedzieć, że świat został zaprojektowany tak, byśmy nie mieli czasu myśleć, zatrzymywać się ani uczyć cierpliwości. Psychologowie określają to jako "kulturę natychmiastowej dopaminy". Oznacza to, że mózg przyzwyczaja się do szybkich, powtarzalnych bodźców, które natychmiast przynoszą krótkotrwałe poczucie przyjemności. Wystarczy przewinąć ekran telefonu, zobaczyć nowy filmik, otrzymać powiadomienie lub reakcję w mediach społecznościowych – wszystko to są małe, ale intensywne impulsowe nagrody. Nasze ciało zaczyna ich pragnąć coraz częściej, aż w końcu trudno nam wytrzymać ciszę i brak stymulacji.
Współczesny człowiek żyje w kulturze natychmiastowości. Można powiedzieć, że świat został zaprojektowany tak, byśmy nie mieli czasu myśleć, zatrzymywać się ani uczyć cierpliwości. Psychologowie określają to jako "kulturę natychmiastowej dopaminy". Oznacza to, że mózg przyzwyczaja się do szybkich, powtarzalnych bodźców, które natychmiast przynoszą krótkotrwałe poczucie przyjemności. Wystarczy przewinąć ekran telefonu, zobaczyć nowy filmik, otrzymać powiadomienie lub reakcję w mediach społecznościowych – wszystko to są małe, ale intensywne impulsowe nagrody. Nasze ciało zaczyna ich pragnąć coraz częściej, aż w końcu trudno nam wytrzymać ciszę i brak stymulacji.
Kiedy dni stają się coraz krótsze, a poranki chłodne i mgliste, nasz organizm zaczyna funkcjonować w zupełnie innym rytmie. Zmiana pór roku nie dotyczy jedynie krajobrazu – to także silny sygnał biologiczny, który wpływa na naszą psychikę, emocje i energię. Jesień i zima to czas, gdy wielu z nas doświadcza obniżonego nastroju, trudności z koncentracją czy uczucia ciężkości, które trudno jednoznacznie wyjaśnić. Psychologia nazywa to zjawisko sezonowym obniżeniem nastroju, a w bardziej nasilonej formie – depresją sezonową (Seasonal Affective Disorder, SAD).
Kiedy dni stają się coraz krótsze, a poranki chłodne i mgliste, nasz organizm zaczyna funkcjonować w zupełnie innym rytmie. Zmiana pór roku nie dotyczy jedynie krajobrazu – to także silny sygnał biologiczny, który wpływa na naszą psychikę, emocje i energię. Jesień i zima to czas, gdy wielu z nas doświadcza obniżonego nastroju, trudności z koncentracją czy uczucia ciężkości, które trudno jednoznacznie wyjaśnić. Psychologia nazywa to zjawisko sezonowym obniżeniem nastroju, a w bardziej nasilonej formie – depresją sezonową (Seasonal Affective Disorder, SAD).
Każde dziecko chce po prostu należeć. Do klasy, do grupy, do świata. Ale wystarczy kilka słów, kilka spojrzeń, by poczuło, że nie ma na to szans. Wtedy zaczyna się coś, czego nie widać – codzienny lęk, że znowu będzie ostatnie, że znowu ktoś się zaśmieje. To nie jest jedna sytuacja. To setki drobnych momentów, które składają się na początek tragedii.
Każde dziecko chce po prostu należeć. Do klasy, do grupy, do świata. Ale wystarczy kilka słów, kilka spojrzeń, by poczuło, że nie ma na to szans. Wtedy zaczyna się coś, czego nie widać – codzienny lęk, że znowu będzie ostatnie, że znowu ktoś się zaśmieje. To nie jest jedna sytuacja. To setki drobnych momentów, które składają się na początek tragedii.
kobieta.wp.pl / polskieradio24.pl / trojka.polskieradio.pl
Od początku października 2025 roku Polska żyje dramatycznymi informacjami o nagłych zaginięciach nastolatków – niektóre z nich zakończyły się tragicznie. W tle tych zdarzeń narasta medialna narracja o powrocie niebezpiecznego challenge’u: "48 Hours Challenge", czyli "zniknij bez śladu na 48 godzin".
Od początku października 2025 roku Polska żyje dramatycznymi informacjami o nagłych zaginięciach nastolatków – niektóre z nich zakończyły się tragicznie. W tle tych zdarzeń narasta medialna narracja o powrocie niebezpiecznego challenge’u: "48 Hours Challenge", czyli "zniknij bez śladu na 48 godzin".
Wielu chrześcijan utożsamia świętość z doskonałością – bezbłędnym życiem, spełnianiem wszystkich norm i unikaniem potknięć. Ale czy perfekcjonizm to droga, którą proponuje nam Bóg? Psychologia i duchowość pokazują, że pogoń za ideałem może być bardziej pułapką niż pomocą.
Wielu chrześcijan utożsamia świętość z doskonałością – bezbłędnym życiem, spełnianiem wszystkich norm i unikaniem potknięć. Ale czy perfekcjonizm to droga, którą proponuje nam Bóg? Psychologia i duchowość pokazują, że pogoń za ideałem może być bardziej pułapką niż pomocą.
Każdy związek to podróż – czasem piękna i pełna przygód, a czasem wymagająca cierpliwości i kompromisów. Wspólne życie nie opiera się jedynie na romantycznych chwilach, lecz przede wszystkim na codziennych wyborach i drobnych gestach. To właśnie one decydują, czy relacja rozwija się i pogłębia, czy też zaczyna się oddalać.
Każdy związek to podróż – czasem piękna i pełna przygód, a czasem wymagająca cierpliwości i kompromisów. Wspólne życie nie opiera się jedynie na romantycznych chwilach, lecz przede wszystkim na codziennych wyborach i drobnych gestach. To właśnie one decydują, czy relacja rozwija się i pogłębia, czy też zaczyna się oddalać.
Są słowa, które brzmią jak wyjęte z wielkich powieści o miłości. Partner patrzy ci w oczy i mówi: „zabiłbym dla ciebie”. Rodzic, tuląc dziecko, szepcze: „oddałbym za ciebie życie”.
Są słowa, które brzmią jak wyjęte z wielkich powieści o miłości. Partner patrzy ci w oczy i mówi: „zabiłbym dla ciebie”. Rodzic, tuląc dziecko, szepcze: „oddałbym za ciebie życie”.
Poczucie własnej wartości to fundament, na którym budujemy całe życie. Od niego zależy, czy wierzymy w swoje możliwości, jak wchodzimy w relacje, jak reagujemy na krytykę i czy mamy odwagę podejmować wyzwania. Problem w tym, że wielu z nas – często nieświadomie – dzień po dniu je osłabia. Psychologowie mówią wręcz, że niska samoocena rzadko jest czymś wrodzonym. Zwykle rodzi się z błędów, które powtarzamy latami.
Poczucie własnej wartości to fundament, na którym budujemy całe życie. Od niego zależy, czy wierzymy w swoje możliwości, jak wchodzimy w relacje, jak reagujemy na krytykę i czy mamy odwagę podejmować wyzwania. Problem w tym, że wielu z nas – często nieświadomie – dzień po dniu je osłabia. Psychologowie mówią wręcz, że niska samoocena rzadko jest czymś wrodzonym. Zwykle rodzi się z błędów, które powtarzamy latami.
Samotność nigdy nie miała tylu masek co dziś. Niegdyś oznaczała ciszę w domu, pustą ławkę w parku, wieczory spędzane bez rozmówcy. Dziś może przychodzić w środku największego zgiełku: kiedy powiadomienia na telefonie migają jak sztuczne gwiazdy, a mimo to w sercu panuje ciemność. Możemy być otoczeni setkami znajomych na Facebooku, dziesiątkami obserwujących na Instagramie, tysiącami wirtualnych "znajomych", a jednak czuć się bardziej samotni niż kiedykolwiek.
Samotność nigdy nie miała tylu masek co dziś. Niegdyś oznaczała ciszę w domu, pustą ławkę w parku, wieczory spędzane bez rozmówcy. Dziś może przychodzić w środku największego zgiełku: kiedy powiadomienia na telefonie migają jak sztuczne gwiazdy, a mimo to w sercu panuje ciemność. Możemy być otoczeni setkami znajomych na Facebooku, dziesiątkami obserwujących na Instagramie, tysiącami wirtualnych "znajomych", a jednak czuć się bardziej samotni niż kiedykolwiek.
Jestem królową lęku. Tak o sobie myślałam przez wiele lat – jakby to była moja tożsamość, tytuł, który noszę bez korony, ale z ciężarem na sercu. Bałam się wszystkiego: nieznajomych ludzi, nowych miejsc, decyzji, które mogły zmienić mój ustalony rytm dnia. I chociaż strach mnie paraliżował, to jednocześnie czułam dziwną ekscytację, drżenie serca, które przypominało, że zmiana jest także obietnicą czegoś więcej.
Jestem królową lęku. Tak o sobie myślałam przez wiele lat – jakby to była moja tożsamość, tytuł, który noszę bez korony, ale z ciężarem na sercu. Bałam się wszystkiego: nieznajomych ludzi, nowych miejsc, decyzji, które mogły zmienić mój ustalony rytm dnia. I chociaż strach mnie paraliżował, to jednocześnie czułam dziwną ekscytację, drżenie serca, które przypominało, że zmiana jest także obietnicą czegoś więcej.
Nuda na Mszy Świętej to doświadczenie, o którym rzadko się mówi. A przecież każdy z nas (prawdopodobnie) kiedyś jej doświadczył. Przychodzimy do kościoła, siadamy w ławce, zaczynają się śpiewy, modlitwy, czytania... i po chwili myśli odpływają. Zamiast skupienia pojawia się znużenie, rozkojarzenie, czasem nawet irytacja. Wydaje nam się, że to znak naszej słabości, braku wiary, albo wręcz grzechu. Tymczasem nuda jest częścią naszej kondycji, oznaką tego, że jesteśmy ludźmi, którzy potrzebują uczyć się trwania.
Nuda na Mszy Świętej to doświadczenie, o którym rzadko się mówi. A przecież każdy z nas (prawdopodobnie) kiedyś jej doświadczył. Przychodzimy do kościoła, siadamy w ławce, zaczynają się śpiewy, modlitwy, czytania... i po chwili myśli odpływają. Zamiast skupienia pojawia się znużenie, rozkojarzenie, czasem nawet irytacja. Wydaje nam się, że to znak naszej słabości, braku wiary, albo wręcz grzechu. Tymczasem nuda jest częścią naszej kondycji, oznaką tego, że jesteśmy ludźmi, którzy potrzebują uczyć się trwania.
Deon.pl
W świecie mroku i beznadziei, w obozie koncentracyjnym Auschwitz, rozbłysło światło, którego nie zdołała zgasić nawet śmierć. Triumf serca Anthony’ego D’Ambrosio to przejmująca opowieść o ostatnich dniach św. Maksymiliana Kolbego – o miłości, która zwycięża nienawiść, i o nadziei, która rodzi się w celi głodowej.
W świecie mroku i beznadziei, w obozie koncentracyjnym Auschwitz, rozbłysło światło, którego nie zdołała zgasić nawet śmierć. Triumf serca Anthony’ego D’Ambrosio to przejmująca opowieść o ostatnich dniach św. Maksymiliana Kolbego – o miłości, która zwycięża nienawiść, i o nadziei, która rodzi się w celi głodowej.
Współczesny obraz religijny w Polsce i na świecie coraz częściej wypełniają osoby, które deklarują wiarę w Boga, uznają się za katolików, ale nie uczestniczą w życiu Kościoła. Na pytanie o przynależność religijną odpowiadają bez wahania: "Jestem wierzący, ale niepraktykujący".
Współczesny obraz religijny w Polsce i na świecie coraz częściej wypełniają osoby, które deklarują wiarę w Boga, uznają się za katolików, ale nie uczestniczą w życiu Kościoła. Na pytanie o przynależność religijną odpowiadają bez wahania: "Jestem wierzący, ale niepraktykujący".
Jeszcze nigdy temat posiadania dzieci nie był tak... polityczny. Wystarczy kilka minut w mediach społecznościowych, by poczuć, że społeczeństwo rozpadło się na dwa obozy. Po jednej stronie mamy "super mamy", dla których dziecko to cud, spełnienie i największa duma życia. Po drugiej – dumnych childfree, którzy głośno powtarzają, że dzieci nie chcą nigdy i za żadne skarby. Każda ze stron jest przekonana o swojej racji, każda broni się zaciekle, a w środku jest przestrzeń, w której brakuje szacunku, zrozumienia i zwykłej ciekawości drugiego człowieka.
Jeszcze nigdy temat posiadania dzieci nie był tak... polityczny. Wystarczy kilka minut w mediach społecznościowych, by poczuć, że społeczeństwo rozpadło się na dwa obozy. Po jednej stronie mamy "super mamy", dla których dziecko to cud, spełnienie i największa duma życia. Po drugiej – dumnych childfree, którzy głośno powtarzają, że dzieci nie chcą nigdy i za żadne skarby. Każda ze stron jest przekonana o swojej racji, każda broni się zaciekle, a w środku jest przestrzeń, w której brakuje szacunku, zrozumienia i zwykłej ciekawości drugiego człowieka.
{{ article.published_at }}
{{ article.description }}
{{ article.description }}