List do człowieka, który ucieka przed ciszą

List do człowieka, który ucieka przed ciszą
fot. depositphotos.com

Nie masz problemu z ciszą. Masz problem z tym, co w ciszy wychodzi na powierzchnię. Dlatego robisz wszystko, żeby do niej nie dopuścić. Nie mówisz tego na głos. Nawet przed sobą. Nazywasz to inaczej: nawykiem, współczesnością, zmęczeniem, potrzebą rozrywki. Mówisz, że to nic wielkiego. Że wszyscy tak żyją. Że to normalne. Ale prawda jest prostsza: nie potrafisz zostać sam ze sobą.

Zawsze musi być coś pomiędzy. Ekran. Dźwięk. Obraz. Jakikolwiek szum, który sprawi, że nie będziesz musiał słyszeć własnych myśli w ich surowej, nieprzygotowanej formie.

DEON.PL POLECA


Sięgasz po telefon nie dlatego, że coś jest na nim ważne. Sięgasz po niego, bo boisz się momentu, w którym nic nie będzie się działo. Bo kiedy nic się nie dzieje na zewnątrz, zaczyna się coś dziać w środku. A tego nie kontrolujesz.

Nie chodzi o ciekawość. Nie chodzi o informację. Chodzi o ucieczkę.

Twój dzień jest serią drobnych uników. Każda wolna sekunda natychmiast zostaje wypełniona. Stoisz w kolejce – telefon. Jedziesz windą – telefon. Siedzisz sam w pokoju – telefon. Nawet kiedy nic konkretnego nie sprawdzasz, sam gest sięgnięcia po niego daje ci ulgę. Bo oznacza, że znowu nie jesteś sam. Że znowu coś oddziela cię od ciebie.

Nie zauważasz nawet, jak bardzo stałeś się zależny od tego stanu permanentnego rozproszenia. Nie potrafisz już po prostu być. Zawsze musisz coś konsumować. Dźwięk, obraz, informację. Cokolwiek, byle nie ciszę.

Uciekasz przed ciszą, bo w ciszy nie możesz być nikim innym niż sobą.

A z jakiegoś powodu to właśnie ten człowiek jest dla ciebie najtrudniejszy do zniesienia.

Nie świat cię męczy. Męczy cię konfrontacja z własnym wnętrzem. Z pytaniami, które nie mają prostych odpowiedzi. Z poczuciem, że coś w tobie od dawna nie jest w porządku, choć nie potrafisz tego precyzyjnie nazwać. Z doświadczeniem, że możesz przeżyć cały dzień, robiąc setki rzeczy, a jednocześnie ani przez moment nie być naprawdę obecnym.

Zauważ, jak nerwowo reagujesz, kiedy nagle robi się cicho. Kiedy nie ma nic, co mogłoby cię zająć. Jak szybko pojawia się napięcie, które natychmiast próbujesz zneutralizować. Jak automatycznie twoje ciało sięga po coś, co przywróci znajomy poziom hałasu.

To nie jest przypadek. To mechanizm obronny.

Bo cisza nie daje ci możliwości udawania. Nie pozwala ci być wersją siebie, którą pokazujesz innym. Nie daje ci gotowych narracji, w które możesz się schować. W ciszy nie ma żadnej roli do odegrania. Jest tylko surowe doświadczenie bycia tym, kim jesteś naprawdę – bez filtrów, bez interpretacji, bez ucieczki.

I może właśnie dlatego jej unikasz.

Bo boisz się, że kiedy naprawdę się zatrzymasz, zobaczysz, jak bardzo jesteś zmęczony. Nie obowiązkami. Nie ludźmi. Sobą. Zobaczysz, ile rzeczy w twoim życiu dzieje się bez twojego świadomego udziału. Ile decyzji podejmujesz automatycznie. Ile dni przeżywasz w stanie "półobecności", reagując na bodźce, zamiast naprawdę istnieć.

Można tak żyć bardzo długo. Można spędzić całe lata w stanie permanentnego rozproszenia, nigdy nie dopuszczając do siebie pełnej świadomości własnego życia. To nie boli w oczywisty sposób. To nie jest ostry ból, który zmusza do reakcji. To raczej powolne odrętwienie. Stopniowa utrata kontaktu z czymś fundamentalnym.

Z czasem przestajesz nawet pamiętać, że mogło być inaczej.

Zaczynasz wierzyć, że ten stan ciągłego rozproszenia jest twoją naturą, a nie czymś, do czego się przyzwyczaiłeś. Że to normalne, że nie potrafisz usiedzieć w ciszy dłużej niż kilka minut. Że to normalne, że każda chwila bez bodźców wydaje się pusta i nieznośna.

Ale to nie jest normalne. To jest wyuczone.

Nauczyłeś się uciekać przed sobą, bo nikt nigdy nie nauczył cię, jak ze sobą wytrzymać.

Prawda jest taka, że cisza niczego ci nie zabiera. Ona tylko odsłania to, co już w tobie jest. Wszystko, co zostało zagłuszone przez lata nieustannego hałasu. Wszystkie pytania, które odkładałeś. Wszystkie emocje, których nie chciałeś czuć. Wszystkie fragmenty ciebie, które przestały pasować do wersji życia, jaką próbowałeś utrzymać.

To nie cisza jest problemem. Problemem jest to, co odkrywasz, kiedy w końcu przestajesz przed nią uciekać.

Możliwe, że zobaczysz rzeczy, których wolałbyś nie widzieć. Możliwe, że poczujesz ciężar własnych decyzji. Możliwe, że zrozumiesz, jak wiele czasu spędziłeś, unikając siebie, zamiast naprawdę ze sobą być.

Ale tylko tam, po drugiej stronie tego dyskomfortu, istnieje jakakolwiek szansa na odzyskanie życia, które nie jest tylko serią reakcji na zewnętrzne bodźce.

Dopóki uciekasz, nic się nie zmieni.

Możesz wypełnić swoje dni dowolną ilością hałasu. Możesz otoczyć się niekończącym się strumieniem obrazów, dźwięków i informacji. Możesz skutecznie zagłuszyć wszystko, co niewygodne.

Ale nie możesz uciec przed sobą w nieskończoność.

Bo ty nie znikasz. Ty tylko czekasz.

Czekasz w tych rzadkich momentach, kiedy ekran gaśnie. Kiedy nie ma nic, co mogłoby cię odwrócić od siebie. Kiedy przez ułamek sekundy jesteś zmuszony stanąć twarzą w twarz z własnym istnieniem, bez pośredników.

I może właśnie dlatego ten list istnieje.

Nie po to, żeby cię pocieszyć. Nie po to, żeby dać ci ulgę.

Ale po to, żebyś przynajmniej raz nie uciekł.

Twoje życie nie dzieje się w hałasie. Twoje życie dzieje się w tych momentach, których najbardziej unikasz.

W ciszy, przed którą uciekasz, nie ma niczego, co mogłoby cię zniszczyć.

 

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Joanna Święcicka

Wiara rodzi się w dialogu

Z pewną obawą piszę ten list do Ciebie, nieznanego przyjaciela. Trochę ośmieliły mnie książki, które wpadły mi ostatnio w ręce: Gołubiew i Rahner. To oczywiście wysokie progi, przez które nie...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

List do człowieka, który ucieka przed ciszą
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.