Rekord świata pobity! Łatwogang zebrał 251 mln zł dla dzieci chorych na raka
To już nie tylko głośny stream, ale wydarzenie, które weszło do historii polskiego internetu. Charytatywna transmisja Łatwoganga dla Fundacji Cancer Fighters zakończyła się kwotą ponad 251 mln zł, a w ostatnich minutach padły wielomilionowe wpłaty od dużych marek. Skala akcji, liczba widzów i reakcje w sieci pokazują, że Polacy wciąż potrafią zjednoczyć się wokół dobra.
Rekord, który przebił wszystko
Zbiórka prowadzona przez Piotrka "Łatwogang" Garkowskiego trwała od 17 do 26 kwietnia w formule nieprzerwanego, 9-dniowego streamu na YouTubie. Finał nastąpił 26 kwietnia o symbolicznej godzinie 21:37, a licznik zatrzymał się na kwocie przekraczającej 251 mln zł. To rekord świata pod względem kwoty zebranej podczas transmisji na żywo na cele charytatywne. W ostatnich chwilach ogromne wpłaty przekazały m.in. XTB, WK Dzik, ZEN i Kuchnia Vikinga.
Wyświetl ten post na Instagramie
To nie był zwykły stream
Impulsem do akcji była piosenka Bedoesa i Mai Mecan "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)", która nagłośniła temat dziecięcych nowotworów. Sam stream zaczął się od prostego pomysłu: tyle sekund transmisji, ile polubień zdobędzie film Łatwoganga na TikToku. Skończyło się na dziewięciu dobach transmisji, dziesiątkach gości i potężnym społecznym poruszeniu. Do akcji dołączyli artyści, sportowcy i twórcy internetowi, a część z nich wykonywała symboliczne gesty solidarności, jak golenie głów na żywo.
W sieci dominował zachwyt, nie cynizm
Z raportu Res Futury, cytowanego przez PAP, wynika, że 97 proc. komentarzy wokół zbiórki miało wydźwięk pozytywny, a tylko 3 proc. było krytycznych lub neutralnych. Medioznawczyni prof. Monika Kaczmarek-Śliwińska oceniła wręcz, że ta formuła może stać się "WOŚP-em młodego pokolenia", choć w innej, streamingowej odsłonie. Ważna okazała się też apolityczność całej akcji, bo właśnie ona pozwoliła zbudować poparcie ponad plemiennymi podziałami.
"Łatwogang obnażył pewną hipokryzję"
Jedną z mocniej komentowanych reakcji w serwisie X był wpis jezuity Grzegorza Kramera, który napisał, że akcja Łatwoganga "wyciągnęła z Polaków to, co najlepsze" i jednocześnie pokazała podwójne standardy części komentatorów. Zwrócił uwagę, że tym razem zabrakło znanych z innych zbiórek religijnych połajanek o "trąbieniu przed sobą", a osoby zwykle używające takich argumentów tym razem same zachęcały do wpłat. To nie był marginalny komentarz, ale jeden z symboli szerszej refleksji, że internet potrafi czasem bardziej jednoczyć niż dzielić.
Daleki zasięg
Skala tej akcji była tak duża, że wyszła daleko poza TikToka i YouTube. O zbiórce Łatwoganga mówiły już nie tylko media społecznościowe, ale także telewizja i największe serwisy informacyjne. To pokazuje, że nie był to już tylko internetowy stream, ale jedno z najgłośniejszych medialnych wydarzeń ostatnich dni.
Na Instagramie ogromną popularność zdobywały krótkie materiały pokazujące kolejne progi zbiórki: 10 mln zł, 100 mln zł i wreszcie finał przekraczający 251 mln zł. Rolki i posty budowały atmosferę wspólnego "śrubowania" wyniku, a sama akcja bardzo szybko wyszła poza YouTube i stała się wydarzeniem ogólnospołecznym, śledzonym na różnych platformach. To właśnie ten efekt wieloplatformowego zaangażowania pomógł zamienić internetowy stream w masowy ruch wsparcia.
Liczby robią wrażenie, ale najważniejsze jest to, co dalej
Fundacja Cancer Fighters zapowiedziała, że środki zostaną przeznaczone m.in. na leczenie, rehabilitację, leki, transport do klinik, konsultacje specjalistyczne, wsparcie codziennego funkcjonowania chorych oraz pomoc w zakupie protez i specjalistycznego sprzętu. Równolegle prowadzi rozmowy z klinikami w całej Polsce, a cały proces ma być publicznie rozliczany w specjalnym serwisie internetowym. Przy takiej skali pieniędzy transparentność stała się jednym z najczęściej powtarzanych oczekiwań internautów.
Co właściwie wydarzyło się w polskim internecie?
Łatwogang nie tylko zebrał gigantyczną kwotę. Pokazał też, że internet nie musi być wyłącznie miejscem hałasu, cynizmu i kolejnych "dram". Może stać się przestrzenią realnego dobra, jeśli ktoś uruchomi emocje, wspólnotę i zaufanie w odpowiednim momencie. W tym sensie to była nie tylko zbiórka, ale test społeczny, który polski internet zdał zaskakująco dobrze. To wniosek wspierany zarówno przez skalę wpłat, jak i przez dominujący ton reakcji w sieci.
Polska górą!


Skomentuj artykuł