To drugi talent z puli naszych kobiecych talentów, któremu chcemy się przyjrzeć w Wielkim Poście: zauważanie emocji. Swoich i cudzych. Bez oceniania, bez prób zmieniania ich tak, by były mniej trudne, bez wymądrzania się i bez psychologizowania. To talent prostego uznawania, że ktoś teraz coś konkretnego przeżywa, i nazywania tego, co przeżywa, w nieinwazyjny, wspierający sposób.
To drugi talent z puli naszych kobiecych talentów, któremu chcemy się przyjrzeć w Wielkim Poście: zauważanie emocji. Swoich i cudzych. Bez oceniania, bez prób zmieniania ich tak, by były mniej trudne, bez wymądrzania się i bez psychologizowania. To talent prostego uznawania, że ktoś teraz coś konkretnego przeżywa, i nazywania tego, co przeżywa, w nieinwazyjny, wspierający sposób.
To jest jeden z naszych kobiecych talentów: bezinteresowne docenianie umiejętności, osiągnięć i wartości drugiego człowieka. Mówienie o tym głośno. Tak często jesteśmy wychowywane inaczej. W duchu „nie chwal, bo się zepsuje”. W przekonaniu, że przyznanie komuś, że jest świetny, sprawi, że same zaczniemy wyglądać tak jakoś blado.
To jest jeden z naszych kobiecych talentów: bezinteresowne docenianie umiejętności, osiągnięć i wartości drugiego człowieka. Mówienie o tym głośno. Tak często jesteśmy wychowywane inaczej. W duchu „nie chwal, bo się zepsuje”. W przekonaniu, że przyznanie komuś, że jest świetny, sprawi, że same zaczniemy wyglądać tak jakoś blado.
„Zdaliśmy sobie sprawę, zwłaszcza podczas przygotowań i trwania Synodu, że nie słuchaliśmy głosu kobiet w Kościele w wystarczającym stopniu i że Kościół wciąż ma wiele do nauczenia się od nich” – napisał właśnie papież Franciszek w przedmowie do pewnej teologicznej książki*. Informacja o niej pokazała się przedwczoraj i jednocześnie mnie ujęła oraz zrobiła mi dziurę w sercu.
„Zdaliśmy sobie sprawę, zwłaszcza podczas przygotowań i trwania Synodu, że nie słuchaliśmy głosu kobiet w Kościele w wystarczającym stopniu i że Kościół wciąż ma wiele do nauczenia się od nich” – napisał właśnie papież Franciszek w przedmowie do pewnej teologicznej książki*. Informacja o niej pokazała się przedwczoraj i jednocześnie mnie ujęła oraz zrobiła mi dziurę w sercu.
Jest taki moment w życiu niemal każdego człowieka, w którym szarość bierze górę nad kolorem. Nagle łapiemy się na tym, że przestały nas cieszyć drobne rzeczy. Że w lustrze widzimy smutną twarz. Że ten entuzjazm, który kiedyś budziły w nas nasze ulubione zajęcia, gdzieś odpłynął. I co gorsza - nie wraca. Co wtedy?
Jest taki moment w życiu niemal każdego człowieka, w którym szarość bierze górę nad kolorem. Nagle łapiemy się na tym, że przestały nas cieszyć drobne rzeczy. Że w lustrze widzimy smutną twarz. Że ten entuzjazm, który kiedyś budziły w nas nasze ulubione zajęcia, gdzieś odpłynął. I co gorsza - nie wraca. Co wtedy?
Nasz nowy rząd z przytupem zabrał się do wprowadzania zmian i jak zazwyczaj trzymam się od polityki z daleka, tak tym razem nie zdzierżę, bo sytuacja wokół pigułki „dzień po”, czyli tak zwanej antykoncepcji awaryjnej, zaczyna być potężnie absurdalna, a skutki tego eksperymentu na naszych dzieciach będą opłakane.
Nasz nowy rząd z przytupem zabrał się do wprowadzania zmian i jak zazwyczaj trzymam się od polityki z daleka, tak tym razem nie zdzierżę, bo sytuacja wokół pigułki „dzień po”, czyli tak zwanej antykoncepcji awaryjnej, zaczyna być potężnie absurdalna, a skutki tego eksperymentu na naszych dzieciach będą opłakane.
Którą historię z czwartego sezonu serialu "The Chosen" najbardziej lubi Jonathan Roumie, odtwórca roli Jezusa? Jaką wiadomość ma dziś dla świata grana przez Elisabeth Tabish Maria Magdalena? I co serialowy Jezus nosi w swoim plecaku? O to i o więcej w rozmowie z aktorami odwiedzającymi Polskę przy okazji przedpremierowego pokazu pierwszych odcinków nowego sezonu "The Chosen" zapytali Marta Łysek i Dominik Dubiel SJ. 
Którą historię z czwartego sezonu serialu "The Chosen" najbardziej lubi Jonathan Roumie, odtwórca roli Jezusa? Jaką wiadomość ma dziś dla świata grana przez Elisabeth Tabish Maria Magdalena? I co serialowy Jezus nosi w swoim plecaku? O to i o więcej w rozmowie z aktorami odwiedzającymi Polskę przy okazji przedpremierowego pokazu pierwszych odcinków nowego sezonu "The Chosen" zapytali Marta Łysek i Dominik Dubiel SJ. 
Rozmawiam z kobietami z mojego środowiska, które antykoncepcji nie potrzebują, a jest im nieustannie, na siłę i przy każdej okazji proponowana. Są tym zmęczone. Przychodzą do ginekologa, specjalisty od spraw kobiecych, a on dziwi się, że w ogóle znają swój cykl. Standardy nauczania o płodności w Polsce nie są może wszędzie najwyższych lotów, ale na litość, to jest wiedza na poziomie podstawówki! Trenerzy na siłowniach potrafią opowiedzieć, co się dzieje w jakim tygodniu cyklu i jak w związku z tym ćwiczyć, jeść i czego się spodziewać - ale nie ginekolodzy.
Rozmawiam z kobietami z mojego środowiska, które antykoncepcji nie potrzebują, a jest im nieustannie, na siłę i przy każdej okazji proponowana. Są tym zmęczone. Przychodzą do ginekologa, specjalisty od spraw kobiecych, a on dziwi się, że w ogóle znają swój cykl. Standardy nauczania o płodności w Polsce nie są może wszędzie najwyższych lotów, ale na litość, to jest wiedza na poziomie podstawówki! Trenerzy na siłowniach potrafią opowiedzieć, co się dzieje w jakim tygodniu cyklu i jak w związku z tym ćwiczyć, jeść i czego się spodziewać - ale nie ginekolodzy.
Wśród polskich biskupów rocznikowo jest tylko czterech mężczyzn przed pięćdziesiątką. Powołani przez papieża Franciszka, swoją posługę pełnią od niedawna: wszyscy przyjęli święcenia biskupie w 2022 roku. 
Wśród polskich biskupów rocznikowo jest tylko czterech mężczyzn przed pięćdziesiątką. Powołani przez papieża Franciszka, swoją posługę pełnią od niedawna: wszyscy przyjęli święcenia biskupie w 2022 roku. 
Czy naprawdę mamy dziś najbardziej depresyjny poniedziałek w 2024 roku? Skąd wiadomo, że to właśnie dziś jest Blue Monday? I czy wszyscy są wystawieni na wpływ tego mało sympatycznego dnia?
Czy naprawdę mamy dziś najbardziej depresyjny poniedziałek w 2024 roku? Skąd wiadomo, że to właśnie dziś jest Blue Monday? I czy wszyscy są wystawieni na wpływ tego mało sympatycznego dnia?
Jak często się zdarza, by któryś ksiądz, odwiedzając parafian po kolędzie, szczerze podzielił się swoim życiem? Jest raczej jak uprzejmy wizytator. Pyta: co u was, jak dzieci, gdzie pracujecie, pada jakiś żarcik, próba rekrutacji do wspólnoty, scholi, oazy, grupy różańcowej. A co u księdza? A wszystko dobrze. Jak na służbie: oszczędność w słowach i zero prywaty.
Jak często się zdarza, by któryś ksiądz, odwiedzając parafian po kolędzie, szczerze podzielił się swoim życiem? Jest raczej jak uprzejmy wizytator. Pyta: co u was, jak dzieci, gdzie pracujecie, pada jakiś żarcik, próba rekrutacji do wspólnoty, scholi, oazy, grupy różańcowej. A co u księdza? A wszystko dobrze. Jak na służbie: oszczędność w słowach i zero prywaty.
Nie chcę nikogo pouczać, zmuszać. Bardziej dzielę się tym, co przeżywam, mając nadzieję, że ludzie w tych moich historiach, które są zwykłe i mogą się zdarzyć każdemu, zobaczą swoje własne. Bo one przecież się zdarzają każdemu. Więc moja historia jest tylko lustrem, żeby zobaczyć swoją. Może dlatego wtedy nie ma hejtu? - mówi Monika Górska w rozmowie z Martą Łysek. 
Nie chcę nikogo pouczać, zmuszać. Bardziej dzielę się tym, co przeżywam, mając nadzieję, że ludzie w tych moich historiach, które są zwykłe i mogą się zdarzyć każdemu, zobaczą swoje własne. Bo one przecież się zdarzają każdemu. Więc moja historia jest tylko lustrem, żeby zobaczyć swoją. Może dlatego wtedy nie ma hejtu? - mówi Monika Górska w rozmowie z Martą Łysek. 
Nowa deklaracja Dykasterii Nauki Wiary. „Fiducia supplicans”, została opublikowana na stronie Watykanu 18 grudnia. W ciągu pierwszej doby do przestrzeni publicznej trafiło mnóstwo interpretacji, w tym jedna wybijająca się: że papież pochwala związki homoseksualne. Dlaczego żaden biskup jeszcze nic o deklaracji nie powiedział? Dlaczego nie ma oficjalnego tłumaczenia na polski? Dlaczego nie ma wyjaśnień, konkretów, jasnej informacji ze strony polskiego Episkopatu, co w deklaracji jest, dlaczego tam jest i jak nasz Episkopat się do tematu odnosi? 
Nowa deklaracja Dykasterii Nauki Wiary. „Fiducia supplicans”, została opublikowana na stronie Watykanu 18 grudnia. W ciągu pierwszej doby do przestrzeni publicznej trafiło mnóstwo interpretacji, w tym jedna wybijająca się: że papież pochwala związki homoseksualne. Dlaczego żaden biskup jeszcze nic o deklaracji nie powiedział? Dlaczego nie ma oficjalnego tłumaczenia na polski? Dlaczego nie ma wyjaśnień, konkretów, jasnej informacji ze strony polskiego Episkopatu, co w deklaracji jest, dlaczego tam jest i jak nasz Episkopat się do tematu odnosi? 
KAI / lancellottifrancesca.com /mł
Choć jej edukacja zakończyła się w trzeciej klasie podstawówki, pod jej domem w Rzymie ustawiały się kolejki ludzi, którzy czekali na rozmowę z nią, jej radę i modlitwę. Posłuchała polecenia, jakie przyniósł jej archanioł Michał, i przeniosła się do Rzymu, a w ciągu 40 lat nawróciło się dzięki niej tysiące osób dalekich od wiary.  To nie jest historia o świętej ze średniowiecza; to historia włoskiej żony i matki, która w 2000 roku mieszkała w pobliżu Koloseum.  
Choć jej edukacja zakończyła się w trzeciej klasie podstawówki, pod jej domem w Rzymie ustawiały się kolejki ludzi, którzy czekali na rozmowę z nią, jej radę i modlitwę. Posłuchała polecenia, jakie przyniósł jej archanioł Michał, i przeniosła się do Rzymu, a w ciągu 40 lat nawróciło się dzięki niej tysiące osób dalekich od wiary.  To nie jest historia o świętej ze średniowiecza; to historia włoskiej żony i matki, która w 2000 roku mieszkała w pobliżu Koloseum.  
Za każdym razem, kiedy dociera do mnie informacja, że spadł kolejny kapłański samolot, myślę sobie, że to już musi być ostatni. No musi. Niemożliwe, żeby jeszcze byli kolejni. Tylu ich już było, mimo tych wszystkich zapewnień, że wiemy, pilnujemy, robimy profilaktykę, dbamy, wyjaśniamy, tłumaczymy. Ale wciąż spadają. Z hukiem. Z krzykiem, dymem, skandalem generującym u zwykłych ludzi poczucie zgrozy, bezsilność i ciężki, twardy gniew.   
Za każdym razem, kiedy dociera do mnie informacja, że spadł kolejny kapłański samolot, myślę sobie, że to już musi być ostatni. No musi. Niemożliwe, żeby jeszcze byli kolejni. Tylu ich już było, mimo tych wszystkich zapewnień, że wiemy, pilnujemy, robimy profilaktykę, dbamy, wyjaśniamy, tłumaczymy. Ale wciąż spadają. Z hukiem. Z krzykiem, dymem, skandalem generującym u zwykłych ludzi poczucie zgrozy, bezsilność i ciężki, twardy gniew.   
- Jestem po doświadczeniu czasu wielkich prób, takich nawet hiobowych, w których po kolei Pan Bóg przez różne dramatyczne i traumatyczne sytuacje zadawał mi pytanie, czy ja tak serio, czy rzeczywiście Mu ufam - mówi Monika Górska, autorka książki "Zaufaj i puść", w rozmowie z Martą Łysek. 
- Jestem po doświadczeniu czasu wielkich prób, takich nawet hiobowych, w których po kolei Pan Bóg przez różne dramatyczne i traumatyczne sytuacje zadawał mi pytanie, czy ja tak serio, czy rzeczywiście Mu ufam - mówi Monika Górska, autorka książki "Zaufaj i puść", w rozmowie z Martą Łysek. 
Bóg jest poza czasem. Dla Niego zawsze jest teraz. Czas jest dla nas, ludzi, i to my potrzebujemy, nomen omen, od czasu do czasu specjalnej motywacji. Po to właśnie są różne "specjalne momenty" w ciągu roku, jak na przykład tak ostatnio dyskutowana godzina łaski - żeby zmotywować nas do wysiłku wiary, żeby otworzyć nas na Boże działanie.
Bóg jest poza czasem. Dla Niego zawsze jest teraz. Czas jest dla nas, ludzi, i to my potrzebujemy, nomen omen, od czasu do czasu specjalnej motywacji. Po to właśnie są różne "specjalne momenty" w ciągu roku, jak na przykład tak ostatnio dyskutowana godzina łaski - żeby zmotywować nas do wysiłku wiary, żeby otworzyć nas na Boże działanie.
Czy w tym Adwencie spróbujesz wreszcie zadbać o siebie? Tak, to nie jest popularna myśl. Adwent kojarzy się raczej z duchowymi wyzwaniami, z robieniem dobrych uczynków, ze zdrapkami, rekolekcjami, z działaniem na zewnątrz, dla innych, dla Boga. Z zapominaniem o sobie i stawianiem siebie na drugim miejscu.
Czy w tym Adwencie spróbujesz wreszcie zadbać o siebie? Tak, to nie jest popularna myśl. Adwent kojarzy się raczej z duchowymi wyzwaniami, z robieniem dobrych uczynków, ze zdrapkami, rekolekcjami, z działaniem na zewnątrz, dla innych, dla Boga. Z zapominaniem o sobie i stawianiem siebie na drugim miejscu.
Przeczytałam niedawno „Siostry” Moniki Białkowskiej. To dobra książka, proste słowa i poruszające historie. I jasny przekaz: są rzeczy, które w zakonach powinny się zmienić. Może dlatego te opowieści o powołaniu i rozczarowaniu zakonem budzą tyle emocji, przede wszystkim złości: bo w dość spokojny i wyważony sposób wskazują, co należałoby przemyśleć. A naprawdę trudno jest przyznać, że zachowując tradycje, w których mądrość i słuszność mocno się wierzy, można nie mieć racji.
Przeczytałam niedawno „Siostry” Moniki Białkowskiej. To dobra książka, proste słowa i poruszające historie. I jasny przekaz: są rzeczy, które w zakonach powinny się zmienić. Może dlatego te opowieści o powołaniu i rozczarowaniu zakonem budzą tyle emocji, przede wszystkim złości: bo w dość spokojny i wyważony sposób wskazują, co należałoby przemyśleć. A naprawdę trudno jest przyznać, że zachowując tradycje, w których mądrość i słuszność mocno się wierzy, można nie mieć racji.
Czy kobieta mogłaby zostać przewodniczącą Episkopatu? Nawet gdyby to było technicznie możliwe, nie sądzę, żeby któraś z nas chciała się podjąć tego wyzwania. Ale gdybym miała pełnić ten urząd przez jeden dzień, jest pięć rzeczy, które w przestrzeni współpracy z mediami zmieniłabym w Kościele na cito.
Czy kobieta mogłaby zostać przewodniczącą Episkopatu? Nawet gdyby to było technicznie możliwe, nie sądzę, żeby któraś z nas chciała się podjąć tego wyzwania. Ale gdybym miała pełnić ten urząd przez jeden dzień, jest pięć rzeczy, które w przestrzeni współpracy z mediami zmieniłabym w Kościele na cito.
Przez ostatnie kilka tygodni moje wolne popołudnia spędzam na wsparciu. Wspieram moje własne dzieci, co jest ze wszech miar dobre i wskazane. Nie wyręczam. Nie zlecam wykonywania moich pomysłów. Wspieram, by wymyśliły same i pomagam tam, gdzie im możliwości brakuje. W czym? W kolejnych i kolejnych projektach, zadaniach, wyzwaniach i innych paskudztwach, wrzuconych do wora z napisem „zadania domowe”.
Przez ostatnie kilka tygodni moje wolne popołudnia spędzam na wsparciu. Wspieram moje własne dzieci, co jest ze wszech miar dobre i wskazane. Nie wyręczam. Nie zlecam wykonywania moich pomysłów. Wspieram, by wymyśliły same i pomagam tam, gdzie im możliwości brakuje. W czym? W kolejnych i kolejnych projektach, zadaniach, wyzwaniach i innych paskudztwach, wrzuconych do wora z napisem „zadania domowe”.