Belfast w płomieniach, pakt migracyjny i papież Leon XIV. Nad Europę nadciąga huragan
Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy papież Leon XIV na wyspie Gran Canaria zwracał uwagę na problem migracji, wypowiadając poruszające słowa o morzach i oceanach, które zmieniają się w cmentarze, w Irlandii Północnej trwały największe od lat protesty po ataku nożownika z Sudanu na obywatela Wielkiej Brytanii. Jakby tego było mało, od piątku obowiązuje w Europie pakt migracyjny - nowe unijne prawo, które podzieliło nie tylko Europę, ale i Polskę, jeszcze bardziej pogłębiając polityczne spory w naszej ojczyźnie.
Jednak nie chcę rozstrzygać, które rozwiązania polityczne są najlepsze. Nie chcę również szukać gotowych rozwiązań na wyzwania współczesności, w których odpowiedzialność za bezpieczeństwo na ulicach europejskich miesza się z wynikającą z wiary w Jezusa Chrystusa troską o drugiego człowieka.
Zamiast tego chcę napisać o dwóch kwestiach, które w kontekście wspomnianych wydarzeń wydają się szczególnie istotne.
Po pierwsze, uważam, że papież Leon XIV, jako głowa Kościoła katolickiego, następca świętego Piotra, bezbłędnie wypełnia swoją misję. Nie ucieka od trudnych tematów (migracja bez wątpienia do nich należy), ale stawia im czoła, w dodatku w bardzo symbolicznym miejscu - na wyspie, przez którą próbują dotrzeć do Europy ludzie poszukujący nadziei. Wśród nich byli i są także naprawdę potrzebujący, jak choćby Nigeryjka o imieniu Blessing, która w drodze do Europy "została zgwałcona, odebrano jej dziecko, zmuszono do prostytucji, więziono i wyceniono na 25 tys. euro" - czytamy na Vatican News. Co odpowiedział papież? "Bóg nadal ogłasza nad tobą obietnicę przyszłości. Jeśli potraktowali cię jak rzecz, Kościół chce ci dziś powiedzieć: jesteś córką i siostrą, jesteś błogosławieństwem". To bardzo symboliczne słowa, które Kościół wypowiada do każdego człowieka - również uchodźcy i migranta. I nie chciałbym, aby papież, który jest na Ziemi namiestnikiem Chrystusa, wypowiadał się na ten temat w jakikolwiek inny sposób.
A teraz druga kwestia, chyba znacznie trudniejsza, odnosząca się stricte do tragicznych i brutalnych wydarzeń, które rozegrały się na ulicach Belfastu, a które od lat dzieją się i będą się działy na ulicach wielu miast Starego Kontynentu. Jeszcze raz chcę podkreślić, że nie mam tutaj gotowych rozwiązań. Z rezerwą podchodzę do tych, którzy przekonują, że mają dziś proste i ostateczne odpowiedzi. Nie ufam im, bo nie wierzę, że kryje się za nimi coś więcej niż próba wykorzystania ludzkich dramatów do osiągania własnych celów albo powtarzanie sztampowych haseł z "algorytmowej bańki" (nie ważne, po której są stronie sceny politycznej). Jedyną uczciwą odpowiedzią, na jaką dziś mnie stać, jest: "nie wiem". I od razu wyjaśniam, dlaczego.
"Kto sieje wiatr, zbiera burzę" - mówi stare powiedzenie, które bierze swój początek w Księdze Ozeasza (Oz 8,7). To metafora mówiąca o tym, że każdy nasz grzech, każdy zły czyn - nawet gdy jest wybaczony i odpuszczony - ma swoje konsekwencje. Myślę, że to coś, o czym często zapominamy, a co ma ogromne znaczenie nie tylko w naszym osobistym życiu, ale również w dużo większej skali.
O tym, jak na przestrzeni wieków Europa i kraje z nią związane wykorzystywały nie tylko Afrykę, ale niemal wszystkie obszary wpływów, chyba pisać nie trzeba. Niemniej skala tego nieprawdopodobnego wyzysku, która była i - w wielu krajach, szczególnie w Afryce - wciąż przytłacza, wymaga uświadomienia. Począwszy od handlu ludźmi i niewolnictwa, poprzez grabież surowców, sztuczne wyznaczanie granic na obszarach zamieszkiwanych przez wrogie sobie plemiona, skończywszy na nierównych umowach handlowych i pozbywaniu się odpadów prowadzącym do degradacji środowiska… Nie wspominam nawet o przemocy i morderstwach, które liczyć można pewnie w milionach. Wszystko to woła o pomstę do nieba i jest wielką skazą na historii ludzkości. Ktoś może powiedzieć, że Europa może ma na sumieniu grzechy, ale przecież zaniosła cywilizację w miejsca, w których nie mogłaby się rozwinąć. Zgoda, ale czy na pewno możemy to samo powiedzieć o Afryce, która nadal bywa traktowana przede wszystkim jako źródło surowców oraz taniej siły roboczej i z której właśnie teraz przybywa najwięcej migrantów? Trzeba to przyznać - cywilizacja Zachodu zasiała sporo wiatru, który teraz przeradza się w zmierzający ku nam huragan.
Co dziś Europa powinna zrobić? Jeszcze raz powtórzę: "nie wiem". Chyba nie pozostaje nam nic innego, jak pogodzić się z tym, że pewnych spraw, które wynikają z decyzji elit i polityków z ostatnich dwóch wieków, naprawić się nie da. Pewna nadzieja płynie jednak ze słów Leona XIV, również wypowiedzianych na Gran Canarii: "Jeśli istnieje prawo do szukania schronienia wtedy, gdy życie jest zagrożone, istnieje także prawo do tego, by nie musieć migrować: prawo do pozostania we własnym domu - bez głodu, bez wojny, bez prześladowań, bez przemocy, bez ziemi, która przestaje nadawać się do życia, bez korupcji, która odbiera chleb ubogim, bez broni niszczącej przyszłość dzieci". Aby to jednak stało się rzeczywistością, musimy postarać się wszyscy - nie dlatego, by pozbyć się problemu, ale z miłości do naszych sióstr i braci.
Z tą myślą chcę zostawić czytelników, apelując jednocześnie, by zbyt łatwo nie ulegali wypowiedziom polityków (nieważne, z której są strony), a nawet niektórych duchownych, którzy powinni - szczególnie jeśli w ich postawie jest choćby cień zdradzający polityczne nastawienie albo, co gorsza, pogarda dla ludzi myślących inaczej - zachować szczególną ostrożność w swoich ocenach, by nie pogłębiać podziałów (żeby była jasność - to również dotyczy każdej ze stron sceny politycznej). Tak jak już wspomniałem - łatwe rozwiązania i proste odpowiedzi rzadko niosą dobro.
.webp)
.webp)
Skomentuj artykuł