Życie to nie projekt medialny. Jak oddaliśmy swoją prywatność social mediom?

Życie to nie projekt medialny. Jak oddaliśmy swoją prywatność social mediom?
Fot. Depositphotos

Narracja o ciemnych stronach mediów społecznościowych bardzo często kończy się stwierdzeniem, że zbyt mocno kształtują współczesnego człowieka. Nadajemy im wręcz osobowy charakter, jakby były samodzielnym bytem wpływającym na nasze życie. Tymczasem łatwo zapominamy, że są one przestrzenią tworzoną również przez nas samych. To właśnie my przenosimy do niej swoją codzienność, relacje i najbardziej prywatne momenty życia.

Czy w ogóle warto jeszcze pytać drugiego człowieka: „co u ciebie słychać?”. Coraz częściej podobne pytania stają się jedynie kurtuazyjnym zwrotem. Nie potrzebujemy już rozmowy z sąsiadem, znajomym czy członkiem rodziny, by dowiedzieć się, co dzieje się w jego życiu. Wszystko wiemy z mediów społecznościowych: gdzie pracuje, dokąd wyjechał na wakacje, z kim jest w związku i co jadł na śniadanie.

A może właśnie fakt, że widzimy te wszystkie rzeczy w sieci, sprawia, że bardziej interesujemy się drugim człowiekiem? Opublikowane zdjęcie może przecież stać się pretekstem do rozmowy, telefonu czy odnowienia kontaktu. Czasami wystarczy krótka wiadomość albo pytanie do przyjaciela: „Jak było na wakacjach? Wszystko w porządku?”.

W tym miejscu trzeba jednak uczciwie zapytać samego siebie, czy naprawdę zależy nam jeszcze na budowaniu relacji. Bo prawdziwa więź nie sprowadza się do obserwowania czyjegoś konta na Instagramie albo Facebooku. W podobny sposób można przecież śledzić wakacje Roberta Lewandowskiego i zostawić komentarz pod zdjęciem.

DEON.PL POLECA




Relacje zanikają jak pocztówki

Przestaliśmy wysyłać pocztówki z pozdrowieniami do konkretnych osób. Zamiast przesłać zdjęcia przyjacielowi, bratu czy rodzicom, publikujemy je „dla wszystkich” w mediach społecznościowych. Nasi bliscy stoją więc dziś w jednym szeregu z ludźmi, których mamy w znajomych tylko dlatego, że spotkaliśmy ich kiedyś, raz w życiu. Coraz rzadziej wysyłamy sobie również świąteczne życzenia, bo przecież jeden post do wszystkich wydaje się wystarczający. Nie trzeba wtedy pisać wiadomości do kolejnych osób. Oszczędzamy czas, a jednocześnie coraz częściej tracimy coś znacznie ważniejszego. Jak pisał bł. Stefan Wyszyński: „Ludzie mówią: czas to pieniądz, a ja wam mówię: czas to miłość”. I trudno nie odnieść wrażenia, że słowa te pozostają wyjątkowo aktualne właśnie dziś – w cyfrowej erze mediów społecznościowych.

Problemem nie jest samo aktualizowanie miejsca pracy czy wskazanie uczelni, na której studiuję. Są to informacje związane z życiem zawodowym, a więc z natury mniej prywatne. Większego zagrożenia upatruję raczej w przeniesieniu do mediów społecznościowych niemal całego życia prywatnego. Coraz mniej ludzi zostawia dziś coś wyłącznie dla siebie i najbliższych. Publikujemy niemal wszystko i dla wszystkich. Nawet związki coraz częściej zaczynają przypominać spektakl odgrywany przed publicznością Instagrama czy TikToka.

Obcy w pokoju twojego dziecka

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że wpuszczając obcych ludzi do naszej prywatności, pozwoliliśmy im również komentować nasze relacje, decyzje i życiowe wybory. A czasem nawet realnie na nie wpływać. Może warto zadać sobie pytanie, czy naprawdę wpuścilibyśmy do własnego domu wszystkich ludzi obserwujących nas w mediach społecznościowych. Upubliczniając niemal wszystko, co dzieje się w naszym życiu, właśnie to robimy. Być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Co więcej, wielu rodziców publikuje dziś w internecie praktycznie całe życie swoich dzieci – od zdjęć po narodzinach, przez chrzest, urodziny i Pierwszą Komunię Świętą, aż po codzienność. W ten sposób wpuszczamy obcych ludzi nie tylko do własnych domów, ale również do pokojów naszych dzieci. Problem ten coraz częściej pojawia się również w kampaniach społecznych dotyczących zjawiska sharentingu, czyli nadmiernego publikowania wizerunku dzieci w internecie. I trudno nie odnieść wrażenia, że wielu dorosłych nadal nie zdaje sobie sprawy ze skali zagrożeń, jakie mogą się z tym wiązać.

Budowanie relacji offline

Łatwo jest powiedzieć, że dzisiejsze czasy to epoka samotnego człowieka. Spora część społeczeństwa zgodzi się z tym, że media społecznościowe oddziałują negatywnie na relacje interpersonalne. Ale mówimy tak, bo chyba stało się to trochę modne. Każdy z nas przytacza jakieś dane, statystyki czy przykłady, lecz mamy trudności z rozpoczęciem zmiany od siebie samych – zarówno ja, jak i ty. Szukamy winy w systemie, w innych ludziach, a zapominamy, że my również ponosimy taką samą odpowiedzialność za kształt mediów społecznościowych. Tymczasem oddaliśmy internetowi swoją przestrzeń osobistą. Mamy lajki pod zdjęciami, ale nie mamy z kim porozmawiać. Mamy listę sukcesów na naszym profilu, ale zamiast radości bliskich, pozostają komentarze.

Czas postawić sobie granice i zastanowić się, co by się stało, gdyby nagle wyłączono wszystkie platformy mediów społecznościowych. Zniknęłyby polubienia, reakcje, komentarze i emotki. Co wtedy by nam zostało? A może raczej: kto?

Może nagle okazałoby się, że jesteśmy dużo bardziej samotni, niż nam się wydawało, a przez media społecznościowe żyliśmy jedynie iluzją bliskości z innymi ludźmi. Prawdziwe relacje buduje się bowiem w ciszy, prywatności i obecności. Nie przed obiektywem telefonu i nie za pomocą kolejnych postów na Instagramie. Życie to dar, a nie projekt medialny.

DEON.PL POLECA


Dziennikarz i publicysta. Pisze o Kościele i wyzwaniach współczesnego świata. Ukończył z wyróżnieniem Dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. W 2023 roku nominowany do Nagrody Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Tomasz P. Terlikowski

Quo vadis, Leo XIV?

Dokąd zmierzasz, Leonie XIV?

Czy pontyfikat pierwszego w historii papieża z USA będzie kamieniem milowym w dziejach Kościoła, podobnie jak pontyfikat jego imiennika Leona XIII?

Jakie myśli przewodnie i kierunki działań...

Skomentuj artykuł

Życie to nie projekt medialny. Jak oddaliśmy swoją prywatność social mediom?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.