Uważajmy z oceną. Kilka myśli po aborcji z Lublina
Organizatorzy Winnicy Racheli - rekolekcji skierowanych do kobiet i mężczyzn po doświadczeniu aborcji - zwracają uwagę, że odpowiedzialność za podjęcie takiej decyzji rzadko spoczywa wyłącznie na matce dziecka.
Polskie media obiegła w piątek wiadomość o wydarzeniu, do którego doszło w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie. W placówce w 2025 roku miała zostać przeprowadzona aborcja, w wyniku której urodziło się żywe dziecko. Szpital zabrał w tej sprawie głos w poniedziałek. Medycy powołali się na procedury, zgodnie z którymi każde dziecko przychodzące na świat w szpitalu - bez względu na okoliczności - niezwłocznie przekazywane jest pod opiekę zespołu neonatologicznego, którego celem jest zapewnienie mu odpowiedniej opieki. W oświadczeniu wspomniano również, że dziecko, które mimo podjętej próby ratowania życia, zmarło, zostało wcześniej ochrzczone na życzenie matki.
Sytuacja z Lublina daje do myślenia. Analizując to, co wydarzyło się w szpitalu im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego i opierając się niestety tylko na niepełnych danych, które ze zrozumiałych powodów nie mogą zostać ujawnione, warto zwrócić uwagę na dwie kwestie.
Pierwsza z nich dotyczy podejścia do życia dziecka i procedur, które prowadzą do paradoksalnej sytuacji: dziecko najpierw jest poddawane aborcji, a chwilę później lekarze walczą o jego życie. Wszystko to może dziać się pod dachem tego samego szpitala. Próba wyjaśniania tego, kiedy zaczyna się ludzkie życie i tak nie zmieni podejścia nieprzekonanych lub utwierdzonych w swoim przekonaniu. Paradoks polega na tym, że ten sam organizm (celowo używam słowa "organizm", by podkreślić wspomnianą sprzeczność), który wcześniej miał zostać unicestwiony, chwilę później staje się przedmiotem intensywnej walki o życie. Czy naprawdę poród, który nie oznacza przecież zmiany natury człowieka, a jedynie zmianę sposobu jego funkcjonowania poza organizmem matki, jest aż tak wielkim "skokiem jakościowym"? Wyda się, że nie. Ale refleksja nad tym, pojawia się dopiero przy okazji takich wydarzeń, jak to z lubelskiej placówki.
Druga kwestia, nad którą warto się pochylić, to nasze podejście do rodziców decydujących się na przeprowadzanie aborcji, w tym matki z lubelskiego szpitala, na którą posypała się lawina krytycznych komentarzy - nie tylko dlatego, że zdecydowała się na aborcję, ale również dlatego, że poprosiła o chrzest dziecka. Nie wiemy, w jakiej sytuacji była ta kobieta i jaki szok przeżyła, dowiadując się o tym, że dokonał się poród żywego dziecka. Być może zdecydowała się na aborcję, ponieważ nie znalazła wsparcia, które powinien jej okazać ojciec dziecka. Może na aborcję namawiali ją znajomi lub rodzice. Kto wie, może nawet została do tego zmuszona? Jedno jest pewne - jeśli cierpi i rozumie swój błąd, dokładnie jej kolejnych cierpień jest wyjątkowo okrutne i nie ma nic wspólnego z Ewangelią.
O okolicznościach, które mogą prowadzić do tak trudnej decyzji, jaką jest aborcja, wiele mówią organizatorzy Winnicy Racheli - rekolekcji skierowanych do kobiet i mężczyzn po doświadczeniu aborcji. Zwracają oni uwagę, że odpowiedzialność za podjęcie takiej decyzji rzadko spoczywa wyłącznie na matce dziecka. Równie dużą, a czasem nawet większą rolę odgrywa jej najbliższe otoczenie.
Nie mam tu na myśli osób, które świadomie i konsekwentnie promują aborcję jako zwykły zabieg medyczny. Myślę raczej o kobietach i mężczyznach, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji i nie potrafili dostrzec innego wyjścia. Gdyby część kobiet (mężczyzn również) wiedziało, że znajdzie pomoc po urodzeniu dziecka, z pewnością nigdy nie zdecydowałoby się na aborcję. Tak mogło być także w przypadku matki z Lublina. Tym bardziej, że poprosiła o chrzest dziecka.
Być może aborcji byłoby mniej, gdybyśmy więcej energii poświęcali na pomaganie przyszłym matkom w kryzysie, a mniej na wydawanie wyroków wobec tych, które już podjęły tę decyzję. Nie chodzi o to, by przestać nazywać grzech grzechem, lecz o to, by zrobić wszystko, aby do takich dramatów dochodziło jak najrzadziej.


Skomentuj artykuł