Ból po aborcji. Rekolekcje dla kobiet po najtrudniejszej decyzji

Ból po aborcji. Rekolekcje dla kobiet po najtrudniejszej decyzji
Fot. maxime caron / Unsplash
3 tygodnie temu

"Mocno wierzymy, że na rekolekcjach uzdrawia i uwalnia Bóg. Natomiast niemniej ważne jest, aby były one przeprowadzone w sposób profesjonalny, a prowadzący - posiadali wiedzę i doświadczenie psychologiczne" - mówi siostra zakonna wspierająca kobiety, które zdecydowały się na aborcję.

Piotr Kosiarski: Osoby, które dzwonią do Siostry, dźwigają olbrzymi ciężar.

Małgorzata Słomka SM: Powiem więcej; często wyczerpały już inne możliwości i zrobiły wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby zapomnieć o bólu.

Kto decyduje się na „Winnicę Racheli”?

M. S.: Kobiety, które zdecydowały się na aborcję; najczęściej przyjeżdżają po kilku lub kilkudziesięciu latach.

Anna Pęcak: Kobiety często decydują się na przyjazd, bo nie wiedzą, co z sobą zrobić. Czują się źle, cierpią, szukają rozwiązania, ale nie zawsze łączą to z tym, że nie przepracowały swojej decyzji o aborcji.

Kiedy zaczynają się pojawiać wyrzuty sumienia?

M. S.: Wyrzuty sumienia to tylko część problemu. Kobieta przed aborcją i kobieta po aborcji to nie jest ta sama osoba. Decyzja aborcyjna dotyka ciała kobiety, jej psychiki, wrażliwości. Pierwszą ofiarą aborcji jest dziecko, drugą – kobieta. I w pewnym sensie ofiarą jest również tato, bo dziecko jest także częścią ojca.

A. P.: Kiedy kobieta dowiaduje się o nieplanowanej ciąży, pojawia się w niej pragnienie, by cofnąć czas. Chce, żeby tego dziecka nie było. I wydaje jej się, że gdy zdecyduje się na aborcję, wróci do dawnej siebie sprzed poczęcia.

M. S.: Faktu zostania matką nie da się wymazać, nawet jeśli to trwało tylko kilka godzin. Poczęcie się dokonało – kobieta nosiła w sobie życie.

Czy na „Winnicę” przyjeżdżają mężczyźni?

M. S.: Mężczyźni zwykle przywożą kobiety i odjeżdżają. Chociaż staram się ich zachęcać, by zostali, czują strach i nie wiedzą, co robić.

Bardzo ciekawa jest historia mężczyzny, który przywiózł do nas swoją żonę. Była w depresji i leczyła się farmakologicznie. Przeszła terapię, była na psychotropach; nie spełniała swoich obowiązków jako matka. Jej mąż nie wiedział, jak jej pomóc. Przywiózł ją na rekolekcje i postanowił wrócić – mimo że byli z bardzo daleka. Było mi go żal. Próbowałam go zachęcić, żeby został, mówiłam, że nie musi uczestniczyć w rekolekcjach. Ale mimo to nie był w stanie. Oczywiście w niedzielę przyjechał po swoją żonę i zabrał ją do domu. Po dwóch tygodniach dostałam od niego telefon: „Siostro! Moja żona jest inna! Funkcjonuje normalnie. Dba o dom, zajmuje się dziećmi. Lekarz podjął decyzję o odstawieniu leków”. I – nie wiedząc, jak się odwdzięczyć – przesłał wsparcie finansowe. To pokazuje, jak reagują kobiety, a jak mężczyźni.

A jeśli mężczyźni decydują się zostać?

M. S.: Wspierają swoje żony. Nie chcą, żeby były same. Czasami cierpią równie mocno jak one i uczestniczą w rekolekcjach wspólnie z nimi.

Mężczyźni często zostają z kobietami, kiedy utrata dziecka nastąpiła wskutek zażycia tabletki.

Co mówi siostra kobietom, które zastanawiają się nad przyjazdem?

M. S.: Staram się opowiedzieć im jak najwięcej o rekolekcjach, aby podjęły tę decyzję w pokoju serca. I gdy mówię im, że najbardziej uzdrawiającym momentem jest „spotkanie ze swoim dzieckiem”, czyli wpuszczenie go w przestrzeń świadomości, danie mu prawa do życia i że właśnie w tym momencie Pan Bóg uzdrawia, zaczyna się płacz i zostaje podjęta decyzja.

Mam czasem wrażenie, że kobiety, szukając argumentów za aborcją, biorą pod uwagę okoliczności, myślą o dobru swoim i mężczyzny, całkowicie zapominając o dziecku. Gdyby ono wcześniej zaistniało w ich świadomości jako człowiek, konkretna osoba, to przeważyłoby to szalę na korzyść dziecka. Czasami dzwonią do nas kobiety po terapii, które intelektualnie przepracowały swoją traumę. Natomiast emocje i to, co dzieje się w sercu, nadal wymaga uzdrowienia. Decyzja o przyjechaniu na rekolekcje prawie zawsze zaczyna się wtedy, kiedy poruszamy temat dziecka. Od tego uciekają kobiety decydujące się na aborcję. Z kolei Pan Bóg uzdrawia, gdy stajemy na fundamencie prawdy. A prawda jest taka, że zaistniało życie, pojawiło się dziecko, którego życie przerwano. A ono żyje teraz w Bogu; kocha swoją mamę, chce wiedzieć, jak ma na imię. Rekolekcje dają szanse zbudowania relacji matka–dziecko, to bardzo pomaga w procesie uzdrowienia.

A. P.: Bardzo ważne jest to, aby pokazać kobiecie, że została matką, nawet jeśli trwało to tylko kilka dni, a dziecko jest wciąż obecne w przestrzeni duchowej.

Na czyją pomoc mogą liczyć uczestnicy rekolekcji?

A. P.: „Winnica Racheli” ma konkretny, opracowany przez specjalistów program, który jest bezpieczny. Rekolekcje zbudowane są na dwóch płaszczyznach – duchowej i psychologicznej. Jeśli chodzi o treść teologiczną – jest zgodna z nauczaniem Kościoła, a cała reszta została opracowana przez psychologów.

M. S.: To nie jest program stworzony przez jakiegoś laika, ale cały zespół specjalistów, którzy znają się na traumie i opracowali to zagadnienie z dwóch stron – teologicznej, która pokazuje Boga obecnego w cierpieniu tych kobiet, oraz psychologicznej – ukazującej przebieg traumy, co jest konieczne, aby doszło do uzdrowienia.

Sporo mówimy o konsekwencjach aborcji. Dlaczego kobiety się na nią decydują?

M. S.: Z moich doświadczeń pracy z kobietami wynika, że ta decyzja nigdy nie jest wyłącznie decyzją kobiety. Składa się na nią wiele czynników – przede wszystkim postawa ojca dziecka, który nie zawsze jest mężem, nie zawsze jest związany z kobietą sakramentalnie, nie zawsze jest z nią w stałym związku. Na decyzję o aborcji mają również wpływ inne okoliczności: sytuacja materialna, moment zajścia w ciążę – to, czy jest on dla kobiety dogodny, wyczekiwany…

A. P.: Myślę, że dużą rolę odgrywa strach. Znam przypadki, w których aborcje były przeprowadzane w małżeństwach właśnie ze strachu, „bo to już czwarte dziecko” i „co ludzie powiedzą”. Często towarzyszy temu także lęk o bezpieczeństwo finansowe.

Gdzie w tym wszystkim są mężczyźni-ojcowie dziecka?

A. P.: Mężczyźni często kierują do kobiet komunikat: „Będę z tobą, cokolwiek zdecydujesz”. Jest w tym stwierdzeniu zawarta sugestia, że to kobieta ma podjąć decyzję. Czasami ojcowie dziecka mówią wprost: „Masz coś zrobić z tym problemem”. Oczywiście wtedy unika się słowa „dziecko”. Jest tylko „problem”, „sytuacja kryzysowa”.

Co powinna usłyszeć kobieta, żeby nie zdecydować się na aborcję?

A. P.: Jonathan Jeffes, który sam uczestniczył w decyzji aborcyjnej swojej ówczesnej dziewczyny, napisał książkę, w której wyjaśnia ten proces z męskiej perspektywy i wskazuje, co dokładnie powinien powiedzieć mężczyzna, gdy dowiaduje się o nieplanowanej ciąży.

M. S.: „Jeśli chcesz urodzić to dziecko, będę cię zawsze wspierał i będę z tobą. Jeśli nie chcesz się nim opiekować, to zdecydujemy się je urodzić, a ja będę je wychowywał i troszczył się o nie. Jeżeli rozeznamy, że ani ty, ani ja nie chcemy być rodzicami tego dziecka, zdecydujemy się je urodzić i oddajmy do adopcji”.

Liczba mnoga nie jest przypadkowa.

A. P.: Tak. Mężczyzna ma dać pewność kobiecie, że jest współodpowiedzialny za życie, które się w niej poczęło, że to nie będzie nigdy tylko jej odpowiedzialność.

M. S.: To bardzo ważne. Kobiety, które zaczynają rekolekcje, często mówią, że gdyby dostały choćby jeden sygnał od mężczyzny, że on chce być ojcem, nigdy nie poddałyby się aborcji.

Kiedy jesteśmy otoczeni bliskimi, wspierającymi nas ludźmi, łatwiej wybrać życie?

M. S.: Młoda dziewczyna często na początku ukrywa to, że jest w ciąży. Boi się reakcji rodziców, że nie dostanie wsparcia albo będzie obwiniana. Izoluje się – zakłada, że będzie odrzucona lub potępiona.

A. P.: Często brak jest zaufania, że rodzice będą ją wspierać ponad wszystko. Myślę, że w rodzinach, w których panuje atmosfera miłości, łatwiej jest o tym powiedzieć. Bardzo ważni są również przyjaciele. Jedna z kobiet uczestniczących w rekolekcjach powiedziała mi, że ma pretensje do swoich znajomych, bo kiedy powiedziała im, że jest w ciąży, wszyscy zaczęli jej doradzać aborcję. Ani jedna osoba nie powiedziała, żeby tego nie robić… Wielu kobietom trudno jest zadzwonić do specjalnych ośrodków lud domów samotnej matki, a oczekują wsparcia najbliższej przyjaciółki.

Na to, czym się Siostra zajmuje, miało wpływ pewne doświadczenie misyjne.

M. S.: Przez kilka lat pracowałam w Magadanie w Rosji, na terenie dawnych łagrów sowieckich. Było tam zesłanych wiele kobiet, Finek, Polek, Żydówek, Ukrainek, Białorusinek. Zsyłki zaczęły się w czasie II wojny światowej, ale największa fala przypadła na lata pięćdziesiąte – czasy Stalina. Kobiety, z którymi tam pracowałam, miały po sześćdziesiąt, siedemdziesiąt lat i były dawnymi więźniarkami. W łagrach był zakaz rodzenia dzieci, a ponieważ kobiety były gwałcone, poddawano je przymusowej aborcji. Często ukrywały swój stan, bo instynkt podpowiadał im, że może dziecku uda się jednak przyjść na świat. Niestety, prawie zawsze ciąża kończyła się aborcją. I na starość, wyrzuty sumienia wracały z taką siłą, że nic nie było w stanie ich uciszyć. Kobiety te przychodziły się spowiadać z tego, że zabiły własne dzieci, choć aborcja była w ich przypadku często wymuszona. Ojciec Michael, pracujący tam kapłan, rozgrzeszał je, a one za kilka dni wracały ciągle z tym samym. Opowiadały o snach, o tym, że chciałyby się spotkać ze swoimi dziećmi. Często spowiedź sakramentalna nie wystarczała, żeby uwolnić je od cierpienia. Dlatego zaczęliśmy szukać dodatkowej formy pomocy i wtedy znaleźliśmy program rekolekcji „Winnica Racheli”.

Postanowiliście pomóc tym kobietom.

M. S.: W Krasnojarsku przeszłam kurs psychologiczny. To bardzo ważne, bo przeprowadzenie naszych rekolekcji wymaga wiedzy psychologicznej i zrozumienia tego, czym jest trauma. Rekolekcje muszą odbyć się w taki sposób, by trauma nie została pogłębiona, a kobieta doświadczyła uwolnienia i uzdrowienia.

Mocno wierzymy, że na rekolekcjach uzdrawia i uwalnia Bóg. Natomiast niemniej ważne jest, aby były one przeprowadzone w sposób profesjonalny, a prowadzący – posiadali wiedzę i doświadczenie psychologiczne. Bardzo ważna jest dla mnie delikatność w podejściu do przyjeżdżających kobiet, aby wchodząc do domu rekolekcyjnego, od razu wiedziały, że nikt ich tutaj nie będzie osądzał. Na rekolekcjach muszą od samego początku czuć się bezpieczne i kochane. Żadnego osądu i potępienia. To jest gwarancja i podstawa, od której powinniśmy w ogóle zacząć.

Dlaczego tak ważne jest nieocenianie kobiet i podchodzenie do nich z miłością?

M. S.: Ponieważ taki jest Bóg. Kocha nas nie tylko wtedy, gdy się nawracamy, podejmujemy decyzję o wyjściu z jakiegoś grzechu. Kocha nas, gdy jesteśmy w samym środku naszego grzechu. On właśnie w tym momencie oddaje za nas życie. I to jest dla mnie „duchowa ilustracja” tego, co dzieje się na rekolekcjach.

Szukasz pomocy w tym obszarze? Zadzwoń do siostry Małgorzaty: 730 278 555

Małgorzata Słomka SM – Siostra Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, pracowała na misjach na Ukrainie i w Rosji – na terenach dawnych łagrów stalinowskich, gdzie rozpoczęła pomoc kobietom cierpiącym z powodu decyzji aborcyjnej. Od 2015 roku prowadzi rekolekcje uzdrowienia po aborcji „Winnica Racheli” oraz rekolekcje dla kobiet i mężczyzn przeżywających utratę swoich dzieci na skutek poronienia w Domu Rekolekcyjnym w Piwnicznej-Zdroju.

Anna Pęcak – osoba świecka zaangażowana w działalność ewangelizacyjną: pomoc drugiemu człowiekowi, a zwłaszcza kobietom, od 2015 roku w zespole Domu Rekolekcyjnego w Piwnicznej-Zdroju.

Redaktor DEON.pl, dziennikarz, bloger i podróżnik. Interesuje się turystyką kolejową i przyrodniczą. Lubi chodzić po górach. Prowadzi autorskiego bloga podróżniczego Mapa bezdroży

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
57,00 zł

Opowieść o natolatce, która dowiaduje się, że rodzice adoptowali ją, gdy była niemowlakiem, a jednocześnie dzieckiem, które przeżyło aborcję. Dziewczyna wyrusza w podróż, by poznać okoliczności swoich narodzin i poznać własną matkę. 

Pełnometrażowy film...

Skomentuj artykuł

Ból po aborcji. Rekolekcje dla kobiet po najtrudniejszej decyzji
Komentarze (5)
MK
Marcin Konopka
31 lipca 2020, 16:44
"Rekolekcje dla kobiet po najtrudniejszej decyzji". Myślę, że pierwszym krokiem do uzdrowienia jest stanięcie w prawdzie i szczery żal. I myślę też, że nazywanie zabicia swojego dziecka "najtrudniejszą decyzją" (jak w tytule) temu nie służy.
MK
Marcin Konopka
31 lipca 2020, 16:33
"Rekolekcje dla kobiet po najtrudniejszej decyzji". Myślę, że pierwszym krokiem do uzdrowienia jest stanięcie w prawdzie i szczery żal. I myślę też, że nazywanie decyzji o zabiciu swojego dziecka "najtrudniejszą decyzją" (jak w tytule) temu nie służy.
MK
Maria Kielawa
23 lipca 2020, 11:37
Dlaczego, w tym niewątpliwym dramacie, tylko kobieta ma mieć poczucie winy? Czy mężczyżni nie mają w nim swojego udziału i równych powodów do skruchy ?

Skomentuj artykuł

Ból po aborcji. Rekolekcje dla kobiet po najtrudniejszej decyzji
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.