Nic nie spędza człowiekowi snu z powiek tak bardzo jak obawa o jutro. Ludzie XXI wieku żyją pod nieustanną presją posiadania planu na przyszłość. I często bardziej niż sama wizja przyszłości wyniszcza nas poczucie, że nie mamy gotowego scenariusza na kolejny dzień, miesiąc czy następne lata. Ten lęk ogarnia zwłaszcza młodego człowieka.
Nic nie spędza człowiekowi snu z powiek tak bardzo jak obawa o jutro. Ludzie XXI wieku żyją pod nieustanną presją posiadania planu na przyszłość. I często bardziej niż sama wizja przyszłości wyniszcza nas poczucie, że nie mamy gotowego scenariusza na kolejny dzień, miesiąc czy następne lata. Ten lęk ogarnia zwłaszcza młodego człowieka.
Widzę w polskim Kościele dwa bieguny: tych bardzo charyzmatycznych i tych, co od wszelkich charyzmatów trzymają się z daleka. Sama nie mam daru języków. Ani razu w życiu nie zasnęłam w Duchu Świętym. Ale nie czuję się z tego powodu uboższa w mojej wierze. Mam za to jeden duchowy nawyk: zanim zacznę pracę, rozmowę, czytanie Pisma Świętego, trudny telefon, ważną rozmowę - modlę się czterema slowami: „Duchu Święty, przyjdź i ogarnij”. To jak otwieranie okna na Jego działanie. I On nie zawodzi. 
Widzę w polskim Kościele dwa bieguny: tych bardzo charyzmatycznych i tych, co od wszelkich charyzmatów trzymają się z daleka. Sama nie mam daru języków. Ani razu w życiu nie zasnęłam w Duchu Świętym. Ale nie czuję się z tego powodu uboższa w mojej wierze. Mam za to jeden duchowy nawyk: zanim zacznę pracę, rozmowę, czytanie Pisma Świętego, trudny telefon, ważną rozmowę - modlę się czterema slowami: „Duchu Święty, przyjdź i ogarnij”. To jak otwieranie okna na Jego działanie. I On nie zawodzi. 
Poprzednia wizyta Następcy św. Piotra na tym uniwersytecie miała miejsce trzydzieści pięć lat temu. Odbywała się w innej atmosferze, niż duszpasterskie odwiedziny Leona XIV.
Poprzednia wizyta Następcy św. Piotra na tym uniwersytecie miała miejsce trzydzieści pięć lat temu. Odbywała się w innej atmosferze, niż duszpasterskie odwiedziny Leona XIV.
Miał dawać wolność i nieograniczone możliwości. Cyfrowy świat coraz częściej zamyka nas jednak w informacyjnych bańkach, śledzi wybory i odbiera poczucie indywidualności. Czy potrafimy jeszcze zachować niezależność?
Miał dawać wolność i nieograniczone możliwości. Cyfrowy świat coraz częściej zamyka nas jednak w informacyjnych bańkach, śledzi wybory i odbiera poczucie indywidualności. Czy potrafimy jeszcze zachować niezależność?
Kilka dni temu katolicką cześć internetu zelektryzowała wiadomość o tym, że w archidiecezji lubelskiej biskup ogłosił „konkurs” na proboszczów szesnastu parafii. Pojawiły się natychmiast głosy zachwytu i zwątpienia: super, że można „kandydować”, do kitu, że świeccy dalej nie mają wpływu. A ja przekornie myślę, że problem jest trochę gdzie indziej.
Kilka dni temu katolicką cześć internetu zelektryzowała wiadomość o tym, że w archidiecezji lubelskiej biskup ogłosił „konkurs” na proboszczów szesnastu parafii. Pojawiły się natychmiast głosy zachwytu i zwątpienia: super, że można „kandydować”, do kitu, że świeccy dalej nie mają wpływu. A ja przekornie myślę, że problem jest trochę gdzie indziej.
Od czasu covidowej pandemii zaczął mnie pasjonować świat roślin i pierwsze ciepłe dni przypomniały mi, że czas zająć się przydomowym, leśnym ogródkiem. Troska o ogród była podstawowym zajęciem pierwszego człowieka. Gdy Bóg stworzył Adama, „umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz 2,15). Dotykanie roślin budzi we mnie jakiś nadprzyrodzony zmysł, jakbym pieścił stworzony przez Boga świat.
Od czasu covidowej pandemii zaczął mnie pasjonować świat roślin i pierwsze ciepłe dni przypomniały mi, że czas zająć się przydomowym, leśnym ogródkiem. Troska o ogród była podstawowym zajęciem pierwszego człowieka. Gdy Bóg stworzył Adama, „umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz 2,15). Dotykanie roślin budzi we mnie jakiś nadprzyrodzony zmysł, jakbym pieścił stworzony przez Boga świat.
Kilka dni temu zamieściłam w swoich mediach społecznościowych wpis, który wywołał falę reakcji... Wspominałam w nim o tym, że gdy było mi ciężko, jeden ze znajomych księży zapytał co możemy zrobić, by mi choć trochę pomóc. "Nie wiem" - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Na co kapłan stwierdził, że wie. Stanął obok mnie, wyciągnął ręce nad moja głową i udzielił mi błogosławieństwa. Prosty gest, prawda? Wszak kapłani są nam w życiu potrzebni m.in. dlatego, że mogą udzielać nam sakramentów, czy właśnie błogosławieństwa. Jednak większość wiadomości, które dostałam po opublikowaniu tego wpisu pokazały mi, że to wcale takie oczywiste nie jest…
Kilka dni temu zamieściłam w swoich mediach społecznościowych wpis, który wywołał falę reakcji... Wspominałam w nim o tym, że gdy było mi ciężko, jeden ze znajomych księży zapytał co możemy zrobić, by mi choć trochę pomóc. "Nie wiem" - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Na co kapłan stwierdził, że wie. Stanął obok mnie, wyciągnął ręce nad moja głową i udzielił mi błogosławieństwa. Prosty gest, prawda? Wszak kapłani są nam w życiu potrzebni m.in. dlatego, że mogą udzielać nam sakramentów, czy właśnie błogosławieństwa. Jednak większość wiadomości, które dostałam po opublikowaniu tego wpisu pokazały mi, że to wcale takie oczywiste nie jest…
To nie jest tekst zoptymalizowany pod SEO. Nie znajdziesz tu słów kluczowych, które sprawią, że algorytm Google’a wypchnie mnie na pierwszą stronę. Prawdę mówiąc, jeśli dotrwasz do trzeciego akapitu bez sprawdzania nowych powiadomień, uznam to za sukces narodowy. Bo właśnie tu jesteśmy: w świecie, gdzie tekst bez krzykliwego zdjęcia albo obietnicy skandalu jest dla nas "zbyt gęsty".
To nie jest tekst zoptymalizowany pod SEO. Nie znajdziesz tu słów kluczowych, które sprawią, że algorytm Google’a wypchnie mnie na pierwszą stronę. Prawdę mówiąc, jeśli dotrwasz do trzeciego akapitu bez sprawdzania nowych powiadomień, uznam to za sukces narodowy. Bo właśnie tu jesteśmy: w świecie, gdzie tekst bez krzykliwego zdjęcia albo obietnicy skandalu jest dla nas "zbyt gęsty".
Archidiecezja lubelska ogłosiła konkursy na proboszczów, co wielu komentatorów uznało za przełom w polskim Kościele. Warto jednak ostudzić emocje, przypominając, że podobne praktyki i egzaminy funkcjonują od lat, a ich podstawy sięgają prawa kanonicznego i Soboru Trydenckiego. Prawdziwą rewolucją byłoby dopiero realne włączenie wiernych świeckich w proces wyboru duszpasterzy.
Archidiecezja lubelska ogłosiła konkursy na proboszczów, co wielu komentatorów uznało za przełom w polskim Kościele. Warto jednak ostudzić emocje, przypominając, że podobne praktyki i egzaminy funkcjonują od lat, a ich podstawy sięgają prawa kanonicznego i Soboru Trydenckiego. Prawdziwą rewolucją byłoby dopiero realne włączenie wiernych świeckich w proces wyboru duszpasterzy.
W sieci pojawiały się już informacje o osobach, które miały "zakochiwać się" w sztucznej inteligencji. Wiadomo, że użytkownicy chatbotów dzielą się z nimi wszelkimi możliwymi informacjami ze swojego życia. Okazuje się jednak, że AI może być wykorzystywana również w życiu duchowym. W internecie pojawiły się platformy oferujące możliwość rozmowy z "Jezusem AI".
W sieci pojawiały się już informacje o osobach, które miały "zakochiwać się" w sztucznej inteligencji. Wiadomo, że użytkownicy chatbotów dzielą się z nimi wszelkimi możliwymi informacjami ze swojego życia. Okazuje się jednak, że AI może być wykorzystywana również w życiu duchowym. W internecie pojawiły się platformy oferujące możliwość rozmowy z "Jezusem AI".
Jestem humanistką i jakiś czas temu wróciłam na rynek pracy po urlopie wychowawczym z żywą obawą, iż moje wykształcenie na nic się przyda w obecnych realiach technologicznych. Dość szybko okazało się jednak, że paradoksalnie to właśnie teraz, w środku rewolucji AI, pracodawcy dramatycznie potrzebują ludzi z umiejętnością… czytania ze zrozumieniem i komunikatywnego formułowania myśli.
Jestem humanistką i jakiś czas temu wróciłam na rynek pracy po urlopie wychowawczym z żywą obawą, iż moje wykształcenie na nic się przyda w obecnych realiach technologicznych. Dość szybko okazało się jednak, że paradoksalnie to właśnie teraz, w środku rewolucji AI, pracodawcy dramatycznie potrzebują ludzi z umiejętnością… czytania ze zrozumieniem i komunikatywnego formułowania myśli.
Znalazłem w Internecie listę najpopularniejszych prezentów komunijnych. Ostanie miejsce w tej klasyfikacji zajęły rowery i konsole, przedostatnie, piąte – złoto inwestycyjne, czwarte – tablety i telefony, trzecie – koperta z pieniędzmi, drugie – komputer stacjonarny i pierwsze – laptop. Dla fasonu, jako prezent „uzupełniający” można dorzucić złoty lub srebrny medalik, słodycze itp. Ostatecznie może być komiks biblijny. Nieodłączną częścią uroczystości jest oczywiście wystawny obiad najlepiej w restauracji, którego zachwycającym zwieńczeniem będzie „tiramisu gdyż dobrze wpisuje się w modę na desery z pistacjami. Zielony krem, orzechowy (…) Nie trzeba go kroić, równo porcjować” i tym podobne, i tak dalej…
Znalazłem w Internecie listę najpopularniejszych prezentów komunijnych. Ostanie miejsce w tej klasyfikacji zajęły rowery i konsole, przedostatnie, piąte – złoto inwestycyjne, czwarte – tablety i telefony, trzecie – koperta z pieniędzmi, drugie – komputer stacjonarny i pierwsze – laptop. Dla fasonu, jako prezent „uzupełniający” można dorzucić złoty lub srebrny medalik, słodycze itp. Ostatecznie może być komiks biblijny. Nieodłączną częścią uroczystości jest oczywiście wystawny obiad najlepiej w restauracji, którego zachwycającym zwieńczeniem będzie „tiramisu gdyż dobrze wpisuje się w modę na desery z pistacjami. Zielony krem, orzechowy (…) Nie trzeba go kroić, równo porcjować” i tym podobne, i tak dalej…
W ostatnich latach Kościół w Polsce doświadczył bolączek obecnego sposobu wyboru biskupów diecezjalnych. Wielomiesięczne oczekiwanie skłaniało do wielu pytań. Nie tylko o procedury.
W ostatnich latach Kościół w Polsce doświadczył bolączek obecnego sposobu wyboru biskupów diecezjalnych. Wielomiesięczne oczekiwanie skłaniało do wielu pytań. Nie tylko o procedury.
To był dobry rok dla Kościoła. Wiele rzeczy się działo i zmieniało, ale zaskakujący wybór Roberta Prevosta na papieża i perspektywy, jakie przed nami zarysował, są dobrym prognostykiem i już można mówić o wielkiej perspektywie, choć to dopiero początek.
To był dobry rok dla Kościoła. Wiele rzeczy się działo i zmieniało, ale zaskakujący wybór Roberta Prevosta na papieża i perspektywy, jakie przed nami zarysował, są dobrym prognostykiem i już można mówić o wielkiej perspektywie, choć to dopiero początek.
Jest maj, więc temat pierwszej komunii hula mocno w mediach wszelakich: wyliczenia, ile do koperty, narzekanie na rodziców, którzy dzieciom kupują quady, robią przyjęcia za miliony monet i co tam jeszcze jest na liście komunijnych brejking newsów. I powiem szczerze: mam dość słuchania tych narzekań, oburzenia, dissowania rodziców i dzieci. I całego tego napuszonego lamentu nad pierwszokomunijnym "materializmem". 
Jest maj, więc temat pierwszej komunii hula mocno w mediach wszelakich: wyliczenia, ile do koperty, narzekanie na rodziców, którzy dzieciom kupują quady, robią przyjęcia za miliony monet i co tam jeszcze jest na liście komunijnych brejking newsów. I powiem szczerze: mam dość słuchania tych narzekań, oburzenia, dissowania rodziców i dzieci. I całego tego napuszonego lamentu nad pierwszokomunijnym "materializmem". 
Zanim w Antiochii nazwano uczniów Jezusa chrześcijanami, posługiwano się inną nazwą: „zwolennicy tej drogi”. Nie zwolennicy nowej doktryny, religii czy prawa. To znamienne, że właśnie „droga” definiowała pierwotny Kościół i to słowo również dzisiaj wydaje się mieć nam wiele do powiedzenia.
Zanim w Antiochii nazwano uczniów Jezusa chrześcijanami, posługiwano się inną nazwą: „zwolennicy tej drogi”. Nie zwolennicy nowej doktryny, religii czy prawa. To znamienne, że właśnie „droga” definiowała pierwotny Kościół i to słowo również dzisiaj wydaje się mieć nam wiele do powiedzenia.
Maj w pełni. Pogoda w końcu się poprawiła. Polacy rzucili się na przypalone kiełbaski, bo wiadomo, grill został stworzony po to, żeby mężczyznom dać złudzenie, że potrafią gotować. Maturzyści rozpoczęli zmagania egzaminacyjne, a w Kościele zaczął się czas pierwszych komunii. Ale czy tylko w Kościele? Skądże znowu! Komunie to cały wielki biznes, a ich duchowy wymiar jest wyłącznie pretekstem, napędzającym wielką machinę finansową.
Maj w pełni. Pogoda w końcu się poprawiła. Polacy rzucili się na przypalone kiełbaski, bo wiadomo, grill został stworzony po to, żeby mężczyznom dać złudzenie, że potrafią gotować. Maturzyści rozpoczęli zmagania egzaminacyjne, a w Kościele zaczął się czas pierwszych komunii. Ale czy tylko w Kościele? Skądże znowu! Komunie to cały wielki biznes, a ich duchowy wymiar jest wyłącznie pretekstem, napędzającym wielką machinę finansową.
Pracując nad serią nagrań o snach w Biblii, zastanawiałem się, czy Bóg przemawia dziś do nas w sennych marzeniach? Czytamy w Księdze Joela, że przyjdzie taki czas, że nasi starcy będą mieli sny. Gdy rzeczywistość staje się koszmarem i nie mamy nadziei na przyszłość, śnimy nieraz o lepszym świecie lub o powrocie do tego, co było kiedyś. Czy to są sny od Boga?
Pracując nad serią nagrań o snach w Biblii, zastanawiałem się, czy Bóg przemawia dziś do nas w sennych marzeniach? Czytamy w Księdze Joela, że przyjdzie taki czas, że nasi starcy będą mieli sny. Gdy rzeczywistość staje się koszmarem i nie mamy nadziei na przyszłość, śnimy nieraz o lepszym świecie lub o powrocie do tego, co było kiedyś. Czy to są sny od Boga?
Oburzam się coraz bardziej, widząc kolejne artykuły i nagłówki opisujące "komunijną" rzeczywistość. Od paru tygodni odnoszę wrażenie, że z każdej możliwej strony wyskakują mi artykuły w stylu "dzieci w czwartych klasach masowo wypisują się z lekcji religii", "Pierwsza Komunia to szopka", "ile włożyć do koperty chrześniakowi w dniu Komunii"? Jeden styl, podobna narracja, zupełne spłycienie tematu i – jak to zwykle bywa – budzenie niepotrzebnej sensacji tam gdzie jej tak naprawdę nie ma.
Oburzam się coraz bardziej, widząc kolejne artykuły i nagłówki opisujące "komunijną" rzeczywistość. Od paru tygodni odnoszę wrażenie, że z każdej możliwej strony wyskakują mi artykuły w stylu "dzieci w czwartych klasach masowo wypisują się z lekcji religii", "Pierwsza Komunia to szopka", "ile włożyć do koperty chrześniakowi w dniu Komunii"? Jeden styl, podobna narracja, zupełne spłycienie tematu i – jak to zwykle bywa – budzenie niepotrzebnej sensacji tam gdzie jej tak naprawdę nie ma.
Odszedł arcybiskup Józef Michalik. Miał 85 lat. W jednym z wywiadów, którego udzielił mi mając lat 75, stwierdził, że nigdy nie spodziewał się, że będzie żył tak długo. Wskazywał, że rodzeństwo nie dożyło lat 50, matka też zmarła stosunkowo wcześnie, jedynie ojciec żył prawie 80 lat. Wyznał mi wtedy, że właściwie tęskni za śmiercią, bo już chciałby być TAM.
Odszedł arcybiskup Józef Michalik. Miał 85 lat. W jednym z wywiadów, którego udzielił mi mając lat 75, stwierdził, że nigdy nie spodziewał się, że będzie żył tak długo. Wskazywał, że rodzeństwo nie dożyło lat 50, matka też zmarła stosunkowo wcześnie, jedynie ojciec żył prawie 80 lat. Wyznał mi wtedy, że właściwie tęskni za śmiercią, bo już chciałby być TAM.