Z pewnością pomoc udzielona potrzebującym pod namiotem, ma swoją wartość. Ale czy nie chodzi o coś innego? O relację.
W Wielkanocny Poniedziałek astronauci uczestniczący w misji Artemis II, znajdą się po ciemnej stronie Srebrnego Globu. Mają nadzieję zobaczyć tereny, których żaden człowiek jeszcze bezpośrednio nie widział.
Wielkanoc ma już bez mała 2000 lat. Nie jest więc aż taką ‘nowinką’. A jednak wciąż nas zaskakuje i wydaje się, jakbyśmy nigdy nie byli gotowi na dobre jej przeżycie. No i te szalone nasze czasy. Kiedyś to było inaczej! Naprawdę?
Bycie w Kościele dla wielu osób robi się coraz trudniejsze. Powodów jest sto – chciałoby się rzec, ale nie, wcale nie, zazwyczaj jest ich tylko kilka rodzajów. Tyle, że są jak kolejne krople wpadające do beczki na wodę albo jak kolejne kamienie wkładane do plecaka.
Judasz jest postacią, nad którą wiele debat przetoczyło się wśród teologów, choć z Ewangelii nie wiemy wiele. Jego zdrada była tak ewidentna, że nawet Jezus powiedział, że lepiej dla niego, żeby się nie urodził, a jednak ja nieustannie miałabym ochotę w sercu go ocalić. Może dlatego, że jeśli uda się uratować Judasza, to wszyscy inni też mają szansę na miłosierdzie? Przecież jednak nie tylko on zdradził. Pod krzyżem nie było nikogo oprócz Jana, a cała reszta się rozproszyła, dokładnie tak, jak zostało zapowiedziane podczas Ostatniej Wieczerzy. Dlaczego więc Judasz jest tak wyjątkową postacią? Oto cztery lekcje, przez które może nas przeprowadzić.
Wiem, że tak postawione pytanie w Wielki Czwartek jest błędne już na starcie. Dziś nie ma albo-albo. Jezus w Wieczerniku daje nam dwa sakramenty. Eucharystię i kapłaństwo. Pierwsze bez drugiego się nie wydarzy. Książa są nam potrzebni, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Czy jednak składanie długich życzeń na Mszy Wieczerzy Pańskiej nie przysłoniło nam czegoś ważnego?
W połowie marca opublikowano kolejny już raport "Ochrona małoletnich i bezbronnych oraz pomoc skrzywdzonym wykorzystywaniem seksualnym w Kościele w Polsce". Dokument przygotowany przez Biuro Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, Fundację Świętego Józefa oraz Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego nie spotkał się właściwie z żadnym zainteresowaniem w mediach.
Pierwszy dzień kwietnia przepełniony jest różnymi zaskakującymi żartami. To właściwy moment, aby zastanowić się nad śmiechem, któremu towarzyszą różne emocje i intencje. Mówi się, że śmiech to najlepsze lekarstwo. Może być on wyrazem radości i sposobem na rozładowanie napięcia, ale bywa także narzędziem wyszydzenia albo bagatelizowania problemów.
Przytłoczenie - to słowo, które od dłuższego czasu najlepiej opisuje naszą codzienność. Kakofonia nieustających potrzeb dzieci, niekończące się obowiązki zawodowe, choroby i niespodzianki z kategorii „full hardcore”, które - jak wiadomo - nigdy nie przychodzą pojedynczo. Bywa, że nasza duchowa codzienność bardziej przypomina zarządzanie kryzysem niż tankowanie u Źródła nadziei i pokoju. I w tej perspektywie, wchodząc w Wielki Tydzień, powtarzam sobie i bliskim: no zobaczcie, jak dobry jest Pan Bóg, jak dobrze, że znowu możemy przeżywać Triduum. Dlaczego?
Podejście Kościoła do kwestii wojny ma znaczenie, ponieważ stanowi on autorytet moralny, uznawany nie tylko przez wierzących katolików. Historia pokazuje, że zmagał się z tym tematem wiele razy.
Okazuje się, że nie potrzeba wcale wiele czasu, by ‘rozmontować’ ułomny, bo ułomny, ale jakoś tam stabilny mechanizm funkcjonowania świata, zarówno tego polityczno-administracyjnego, ale nawet tego przyrodniczego. Nie umiemy rozmawiać ze sobą, nie liczy się dobro wspólne, ale korzyści tej czy innej grupy etnicznej czy politycznej. Nie jesteśmy w stanie ustalić jakiegoś wspólnego zestawu zasad i praw, do których wszyscy by się chcieli dostosować. Ten, kto silniejszy, a tak naprawdę bardziej bezczelny i bez skrupułów wydaje się być dominujący i dyktujący obowiązujące teraz ‘reguły gry’.
Przed kilkoma dniami młoda Hiszpanka, Noelia Ramos, została poddana eutanazji. Na własne życzenie – powiedzą jedni. Zgodnie z prawem – dodadzą inni. W cieniu tych dwóch zdań łatwo jednak przeoczyć coś znacznie ważniejszego. Tego dnia utracono nie tylko jedno niepowtarzalne życie. Utracono także szansę, aby medycyna pokazała swoją prawdziwą twarz.
Gdy w kościołach był czytany wiadomy list, miałam weekend offline. Kazanie było do dzieci i do poniedziałku rano nie wiedziałam nawet, że był jakiś list. Gdy zajrzałam w media społecznościowe, zalała mnie… niespotykanych rozmiarów fala wpisów o Żydach, Izraelu i judaizmie. I może dlatego ten list przyniósł tyle oburzenia i komentarzy: bo był napisany w jednej przestrzeni myślowej, a trafił do odbiorców, którzy są w zupełnie innej.
Wciąż podgrzewana w przestrzeni publicznej kłótliwość produkuje zastępy ślepców, którzy twierdzą, że widzą lepiej niż inni, a tymczasem „własna złość ich zaślepiła” (Mdr 2,21b). Ich świat jest pełen wrogów i zagrożeń, spisków i pułapek, gdzie każdy gest otwartości i hojności jest podejrzany, gdzie każda życzliwość i dobry czyn budzą nieufność. To nigdy nie był mój świat.
Myślę o obchodzonym wczoraj dniu świętości życia i o tym, z czym się nam kojarzy. Walka o życie nienarodzonych i duchowa adopcja to piękne i bardzo potrzebne przestrzenie. Cieszę się, że mówi się o nich głośno. Jednocześnie bardzo brakuje mi głosów o dalszej walce, tak jakby dziecko zaraz po narodzinach stało się zakończonym projektem. Tymczasem dzieci rosną, dojrzewają, stają się dorosłymi. I przestają patrzeć na swoje życie jak na świętość.
List biskupów z okazji rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze mógłby przejść bez większego echa, gdyby nie to, że dotyka jednego z najbardziej wrażliwych punktów współczesnego katolicyzmu: relacji z judaizmem. A tam, gdzie emocje splatają się z teologią i historią, łatwo o spór, który wykracza daleko poza sam dokument. Tyle tylko, że to spór w jakimś sensie groteskowy.
Świat pełen możliwości stał się codziennością współczesnego człowieka. Każdego dnia stajemy przed kolejnymi wyborami. O ile te mniejsze nie stanowią większego problemu, o tyle te naprawdę ważne potrafią spędzać sen z powiek. Z lęku przed odpowiedzialnością zaczęliśmy więc od nich uciekać. Tak stworzyliśmy rzeczywistość otwartych opcji, w której decyzje przestały być definitywne, a słowo „zobowiązanie” zaczęło budzić niepokój.
Episkopat opublikował list do wiernych z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze. Dokument, który dotyka relacji chrześcijańsko-żydowskich oraz problemu antysemityzmu, wywołał burzę. Skala reakcji jest bezprecedensowa: od rzeczowej krytyki po zarzuty o herezję. Jeśli mierzyć temperaturę debaty liczbą komentarzy, mamy do czynienia z jednym z najgłośniejszych listów biskupów w historii.
Wielkanoc nie jest nagrodą za dobrze wykonany projekt duchowy ani dyplomem za czterdzieści dni wysiłku. Pan Bóg nie oczekuje od nas przecież wielkopostnych raportów. Nie siada w Niedzielę Palmową z notesem i nie podlicza, ile razy odprawiliśmy drogę krzyżową, ile słodyczy sobie odmówiliśmy i ile razy udało nam się być cierpliwymi wobec bliźnich. Zmartwychwstanie jest łaską, a nie premią za dobre zachowanie.
Wiadomo, że większość amerykańskich katolików w wyborach zagłosowała na obecnego prezydenta ich kraju. Czy chcieliby też, aby Donald Trump został katolikiem?
{{ article.description }}