Osądzamy zbyt łatwo. I rzadko mamy rację
Każdy przynajmniej kilka razy w życiu tego doświadczył. Kiedy było ciężko i nie mogłeś sobie poradzić z rozterkami, zamiast usłyszeć słowa wsparcia, spotkałeś kogoś, kto powalił cię na ziemię. I nie było to żadne popchnięcie, cios ani inne fizyczne działanie. Być może padło tylko jedno słowo. Ale wypowiedziane w złym momencie stało się solą na rany.
Wystarczy poświęcić trochę więcej czasu drugiemu człowiekowi, porozmawiać z nim i go wysłuchać, by zrozumieć, jak wielu ludzi zmaga się z trudnościami. Gdy tylko zdążymy pomyśleć, że jest nam ciężko, szybko okazuje się, że w najlepszym wypadku ktoś ma równie trudno. A często, słuchając innych, dowiadujemy się, że borykają się z problemami, których nigdy byśmy się nie domyślali. I nie chodzi o stwierdzenie, że świat to jeden wielki problem. Sedno tkwi w tym, że czasem najcięższe krzyże niosą ci, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali. Nie zmienia tego fakt, że na zewnątrz są młodzi, wykształceni, majętni, dobrze zbudowani, uśmiechnięci i z poczuciem humoru. Ta historia, którą kiedyś usłyszałem, może sprawić, że odtąd spojrzymy na drugiego człowieka inaczej i odpuścimy słowa osądu.
Lekcja bez słów z tramwaju
Każdego dnia w komunikacji miejskiej mijają się tysiące mieszkańców miast. Wszyscy gdzieś się spieszą, myślą o ważnych sprawach – o tym, co już się wydarzyło i co jeszcze przed nimi. Nie znają się, ale każdy wnosi do autobusu czy tramwaju swoją własną historię. Nie ulega wątpliwości, że gdyby je zebrać i spisać – zarówno te dobre, jak i trudne – mogłaby powstać niejedna książka. Tym razem będzie to jednak krótka opowieść o spotkaniu dwóch kobiet – jednej starszej, drugiej młodszej.
Pani Brygida codziennie rano wsiada do tramwaju, żeby udać się na targowisko. Z jednej strony chodzi o zakupy, ale też o zwykłe wyjście do ludzi. Na trzecim przystanku zawsze wsiada jej wieloletnia przyjaciółka Gosia. Robią razem zakupy od lat. Znają się jeszcze z podstawówki. Lat przybyło, ale energii im nie brakuje.
Tym samym tramwajem od pewnego czasu jeździ około trzydziestoletnia Hania. Tego dnia siedziała zamyślona, patrząc przez okno. Wpatrzona w rozmazujące się za szybą budynki, myślała o swojej pięcioletniej córeczce.
Na jednym z przystanków ich drogi się przecięły. Hania siedziała dalej, a dwie starsze kobiety rozglądały się za wolnym miejscem, bezskutecznie. Po chwili pojawiła się irytacja. "Żeby taka gówniara siedziała, a stary człowiek musiał stać…". "Jeszcze czapkę będzie nosiła w czerwcu…". Tak przez chwilę wymieniały się opiniami na temat braku wychowania młodszej kobiety i dziwactwa dzisiejszej mody. Hania wszystko słyszała. Kilka przystanków dalej wstała, uśmiechnęła się i powiedziała: "Przepraszam. Proszę sobie usiąść, ja już wysiadam". Po czym wyszła z tramwaju.
To była jej ostatnia podróż komunikacją miejską. Od pewnego czasu walczyła z nowotworem złośliwym, samotnie wychowując swoją kilkuletnią córkę. Tego dnia nie potrafiła ustać na nogach. A czapka? Tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Uśmiech i życzliwość wobec drugiego człowieka jednak jej nie opuszczały. Nie miała żalu, że została pochopnie oceniona. Było jej po prostu przykro, że nie mogła wcześniej ustąpić miejsca.
Gdybyśmy wiedzieli…
Niezależnie od tego, ile w tej historii jest faktów, a ile legendy, wystarczy, że mogłaby się wydarzyć naprawdę. Jej celem nie jest ocena starszego pokolenia ani pokazywanie kogokolwiek jako nieczułego. Chodzi o coś innego – o uświadomienie, jak łatwo możemy się pomylić, oceniając drugiego człowieka. I dotyczy to każdego z nas, bo każdemu zdarza się ocenić kogoś po tak zwanej okładce. Ilu spotkaliśmy na swojej drodze ludzi, którzy na pierwszy rzut oka zabijali wzrokiem, a później okazywali się życzliwi i pomocni?
Takich historii można przytoczyć wiele – z innymi ludźmi, w innych miejscach i okolicznościach. Nie trzeba wiele do nich dopowiadać, bo ich sens jest jasny. Trudniej przyjąć inną prawdę, że nie zawsze jesteśmy tylko ofiarą osądu. Częściej to my oceniamy. To my najpierw mówimy, a dopiero potem myślimy. To my upraszczamy rzeczywistość, widząc ją tak, jak jest nam wygodnie. Tymczasem prawda o drugim człowieku jest zawsze bardziej złożona, niż nam się wydaje.
Każdy zna słowa: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Nikt nie chce być niesprawiedliwie oceniany. Pytanie, czy sami nie robimy tego samego. Bo czasem wystarczy jedno zdanie, wypowiedziane w złym momencie, żeby naprawdę kogoś zranić i rozłożyć na łopatki. A gdybyśmy znali historię człowieka, którego oceniamy, być może częściej potrafilibyśmy ugryźć się w język.


Skomentuj artykuł