Niezwykła zwykłość Leona XIV. Trzy poruszające sceny z afrykańskiej pielgrzymki
W ostatnich dniach w mediach sporo mówi się o Leonie XIV. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nie o tym, o czym sam papież chciałby, by mówiono. Gdy świat krzyczy, komentuje i dyskutuje o polityce, Ojciec Święty przemierza Afrykę, pokazując nie logikę siły, lecz logikę miłości i miłosierdzia. A czyni to nie tylko słowami homilii, ale przede wszystkim odsłaniając swoją ludzką twarz.
Od kilku dni obserwujemy historyczną pielgrzymkę papieża Leona XIV na kontynent afrykański. Śledząc jednak medialne nagłówki, można odnieść wrażenie, że świat bardzo mocno próbuje zawłaszczyć osobę głowy Kościoła na potrzeby własnych, politycznych narracji. W kontekście ostatnich napięć między papieżem a Donaldem Trumpem, Leon XIV jasno podkreślił, że dyskutowanie z prezydentem Stanów Zjednoczonych nie stanowi dla niego żadnego interesu.
Postawa papieża pokazuje, że jego rolą nie jest udowadnianie racji ani realizowanie celów wizerunkowych czy politycznych, ale głoszenie Ewangelii – także wbrew światu. Papieskie gesty na afrykańskiej ziemi świadczą wyraźnie, że w centrum pozostaje dla niego dobro człowieka. Kilka scen z tej podróży zostanie z nami na długo i być może będzie jeszcze wspominane przez kolejne pokolenia. Tymczasem łatwo nam je przeoczyć w natłoku politycznych analiz, choć Ewangelia dzieje się na naszych oczach. Te trzy obrazy szczególnie przykuwają uwagę.
Wujek Bob pamięta o bliskich
Pierwsza scena z udziałem papieża Leona XIV, która na pewno zostanie zapamiętana, rozegrała się w Algierii. Podczas wizyty w Centrum Przyjęcia i Przyjaźni w Algierze prowadzonym przez siostry augustianki w dzielnicy Bab El Oued Ojciec Święty na moment zatrzymał się przy stoisku z biżuterią. Jego uwagę przyciągnęły tradycyjne ozdoby – wisiorki, kolczyki i bransoletki ręcznie wykonane przez miejscowe kobiety. Szczególnie zainteresował go jeden z wisiorków, zwany „Drzewem życia”. Papież z wyraźnym zaangażowaniem podkreślił, że chce go kupić jako prezent dla bratanicy – córki swojego brata Louisa.
https://www.instagram.com/reel/DXK6koxDXn7/?utm_source=ig_web_copy_link
Nie wydarzyło się nic szczególnego. Wujek szuka dla swojej bratanicy prezentu z podróży do Afryki. Przecież i nasi bliscy nieraz przywożą nam rozmaite pamiątki z wyjazdów. I właśnie w tym kryje się siła i fenomen tej sceny. Zwykły wujek – tyle że w białej sutannie, stojący na czele Kościoła powszechnego. Brzmi to jak pewien paradoks, bo na papieża często patrzymy z życzliwym, ale jednak wyraźnym dystansem, wynikającym z jego urzędu. Tymczasem on pokazuje swoją zwykłą, ludzką twarz – kogoś, kto po prostu pamięta o bliskich, nawet w takich drobnych gestach. Bez długich zdań, jednym prostym gestem Ojciec Święty przypomina ewangeliczne zdanie: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny” (Łk 16, 10).
Ojciec przy łożu chorego dziecka
Nie wszystkie obrazy z papieskiej podróży na kontynent afrykański są tak lekkie jak ten z zakupem podarunku dla bratanicy. Druga scena jest zupełnie inna i może właśnie dlatego niemal niezauważona. Podczas pobytu w Kamerunie papież Leon XIV złożył prywatną wizytę w szpitalu św. Pawła w dzielnicy Nylon w Duali. Bez kamer, bez transmisji, bez medialnego szumu. W przestrzeni publicznej pojawiło się zaledwie kilka zdjęć, opublikowanych przez Vatican News. Widzimy na nich Ojca Świętego pochylającego się nad dziećmi przebywającymi w szpitalu.
https://x.com/VaticanNewsPL/status/2045237323248423280?s=20
Kiedy spoglądałem na te fotografie, od razu pojawiła się myśl: w ilu mediach pojawiło się właśnie to zdjęcie papieża towarzyszącego cierpiącym dzieciom? Ale jest też drugie pytanie, być może ważniejsze: ile takich obrazów papieża bliskiego ludziom widzieliśmy w ostatnich dniach jego pielgrzymki? Jeśli ktoś śledził media katolickie, z pewnością miał okazję je zobaczyć. Jednak dużo częściej byliśmy bombardowani zestawieniami wizerunku Leona XIV z prezydentem USA Donaldem Trumpem – często w tonie kontrastu, a czasem wręcz konfrontacji. Bo Ewangelia nie dla wszystkich jest „medialna” i być medialna nie musi. Najczęściej dzieje się ona w ciszy, z dala od fleszy aparatów i obiektywów kamer. Gdy wielcy tego świata za zamkniętymi drzwiami decydują o jego losach, Ojciec Święty niesie pocieszenie za drzwiami szpitalnych sal, troszcząc się o najmniejszych – chorych i bezbronnych.
Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie
Niedługo po wyborze na Stolicę Piotrową papież Leon XIV wykonał niezapomniany w moich oczach gest wobec małej dziewczynki. Gdy otrzymał od niej podarunek w postaci ciasteczka, ucieszył się i bez wahania je zjadł. Już wtedy nie miałem wątpliwości, że będzie to pontyfikat małych wielkich gestów. Takie momenty w oczach świata często nie mają większego znaczenia – podobnie jak zakup wisiorka dla bratanicy. A jednak, gdy spojrzeć na nie głębiej, można w nich dostrzec Ewangelię w czystej, najprostszej formie.
Skojarzenie z tamtym wydarzeniem wzbudziła trzecia scena z wizyty papieża na afrykańskiej ziemi. Po zakończeniu Mszy świętej na lotnisku w kameruńskiej Bamendzie do Ojca Świętego podbiegła mała dziewczynka w niebieskiej sukience z jego wizerunkiem. Reakcja Leona XIV szybko zachwyciła internautów. Gdy dziecko było już blisko, papież czekał na nie z otwartymi ramionami, odwzajemniając radość kameruńskiej dziewczynki. Otrzymała też błogosławieństwo i pamiątkowy różaniec. I ta scena chyba nie wymaga już zbyt wielu słów, bo mówi sama za siebie. Pozostaje jedynie przypomnieć słowa z Ewangelii: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im […]. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je” (Mk 10, 14. 16).
https://www.instagram.com/reel/DXOYLECjFBB/?utm_source=ig_web_button_share_sheet
Leon XIV nie daje sprowadzić się do polityki
Słowa papieża Leona XIV o braku zainteresowania dyskusją z Donaldem Trumpem nie były ani dyplomatycznym zabiegiem, ani próbą zajęcia pozycji wyższości. Ojciec Święty doskonale zdaje sobie sprawę, że polityka i dyplomacja – choć stanowią istotny obszar działalności Watykanu – nie są centrum posługi następcy św. Piotra.
Z pewnością doświadczenie misyjne papieża pomogło mu zrozumieć, że ewangelizacja i głoszenie logiki miłosierdzia nie zawsze dokonują się poprzez wielką retorykę. Ludzi łowi się także czynem – zaczynając od najprostszych gestów wobec bliskich, ale i tych, którzy są obok nas tu i teraz. W tej ewangelicznej logice wielkie rzeczy nie dzieją się na szczytach władzy, ale w codziennej relacji z drugim człowiekiem.


Skomentuj artykuł