Zbliżamy się do końca wakacji. Wieczory są coraz chłodniejsze, a zatem czas kończyć tradycyjne przeciągające się do późna, z angielska nazywane przez nas „grillem” (choć ci, którzy na co dzień mówią po angielsku, wolą nazywać ze z francuska „barbeque”). Już niedługo zostanie po nich tylko wspomnienie i parę wstydliwych fałdek na boczkach. Tadeusz Śliwiak – aktor i poeta – napisał na tę okazję doskonały wiersz, który warto przypomnieć sobie na koniec dnia.
Zbliżamy się do końca wakacji. Wieczory są coraz chłodniejsze, a zatem czas kończyć tradycyjne przeciągające się do późna, z angielska nazywane przez nas „grillem” (choć ci, którzy na co dzień mówią po angielsku, wolą nazywać ze z francuska „barbeque”). Już niedługo zostanie po nich tylko wspomnienie i parę wstydliwych fałdek na boczkach. Tadeusz Śliwiak – aktor i poeta – napisał na tę okazję doskonały wiersz, który warto przypomnieć sobie na koniec dnia.
Powoli dobiega końca sierpień, który ze starych, dobrych PRL-owskich czasów zapamiętaliśmy jako miesiąc trzeźwości. Nie miał on wprawdzie tej rangi co czas trzeźwości w Wielkim Poście, ale i tak w niektórych środowiskach traktowany był jak prawdziwa świętość. Zachowanie abstynencji w tym miesiącu urosło wręcz do rangi manifestacji przynależności do Kościoła. Co z tego zostało do naszych czasów?
Powoli dobiega końca sierpień, który ze starych, dobrych PRL-owskich czasów zapamiętaliśmy jako miesiąc trzeźwości. Nie miał on wprawdzie tej rangi co czas trzeźwości w Wielkim Poście, ale i tak w niektórych środowiskach traktowany był jak prawdziwa świętość. Zachowanie abstynencji w tym miesiącu urosło wręcz do rangi manifestacji przynależności do Kościoła. Co z tego zostało do naszych czasów?
W połowie lat 90. studiowałem w Rzymie. Patrząc wtedy na Włochów, skądinąd bardzo sympatycznych ludzi, nie mogłem się nadziwić ich sympatii do lewicowych ideologii i powodzeniu, jakie wtedy miała tamtejsza Partito Comunista. Tłumaczyłem sobie jednak, że jest to tylko polityczna zabawa, bo gdyby przyszło im żyć pod takimi rządami, szybko zmieniliby zdanie. Od tamtego czasu minęło kilka dekad. U nas nastały nowe czasy. Nie mogę się jednak nadziwić, z jaką nostalgią sami zaczęliśmy wspominać PRL.
W połowie lat 90. studiowałem w Rzymie. Patrząc wtedy na Włochów, skądinąd bardzo sympatycznych ludzi, nie mogłem się nadziwić ich sympatii do lewicowych ideologii i powodzeniu, jakie wtedy miała tamtejsza Partito Comunista. Tłumaczyłem sobie jednak, że jest to tylko polityczna zabawa, bo gdyby przyszło im żyć pod takimi rządami, szybko zmieniliby zdanie. Od tamtego czasu minęło kilka dekad. U nas nastały nowe czasy. Nie mogę się jednak nadziwić, z jaką nostalgią sami zaczęliśmy wspominać PRL.
Jedną z najważniejszych postaci literatury dla dzieci jest Maria Konopnicka (choć ten dział literatury to zaledwie część jej twórczości). Żyła w latach 1842-1910. Właściwie to jej zawdzięczamy wprowadzenie do literatury i do świata bajek małych, dobrych, choć nie stroniących od żartów stworzeń – krasnoludków.
Jedną z najważniejszych postaci literatury dla dzieci jest Maria Konopnicka (choć ten dział literatury to zaledwie część jej twórczości). Żyła w latach 1842-1910. Właściwie to jej zawdzięczamy wprowadzenie do literatury i do świata bajek małych, dobrych, choć nie stroniących od żartów stworzeń – krasnoludków.
Pamiętacie ewangeliczne opowiadanie o Syrofenicjance? Tej kobiecie, która nie była Żydówką, ale przyszła do Jezusa prosić o uzdrowienie swojej córki (Mk 7, 24-30). Nauczyciel odpowiedział jej twardo: „Nie zabiera się chleba dzieciom, żeby rzucić go psiakom”. Ona jednak, nie zrażona tym, odpowiedziała, że pieski jedzą to, co spada ze stołu ludzi. Ujęła tym Jezusa i spełnił jej prośbę, a przy okazji wszystkim dokoła powiedział, jak zachwycająca jest jej wiarą. No właśnie – czy wiara jest czymś, co można zobaczyć gołym okiem?
Pamiętacie ewangeliczne opowiadanie o Syrofenicjance? Tej kobiecie, która nie była Żydówką, ale przyszła do Jezusa prosić o uzdrowienie swojej córki (Mk 7, 24-30). Nauczyciel odpowiedział jej twardo: „Nie zabiera się chleba dzieciom, żeby rzucić go psiakom”. Ona jednak, nie zrażona tym, odpowiedziała, że pieski jedzą to, co spada ze stołu ludzi. Ujęła tym Jezusa i spełnił jej prośbę, a przy okazji wszystkim dokoła powiedział, jak zachwycająca jest jej wiarą. No właśnie – czy wiara jest czymś, co można zobaczyć gołym okiem?
Kolejny „Pogodny wierszyk na dobranoc” to znów rym bliski sercu wielu z nas. A czy wiemy, kto jest jego autorem? Założę się, że nie! Otóż napisał go urodzony pod koniec XVIII wieku Stanisław Jachowicz, wychowawca, pedagog i poeta, uważany za jednego z pionierów literatury dziecięcej.
Kolejny „Pogodny wierszyk na dobranoc” to znów rym bliski sercu wielu z nas. A czy wiemy, kto jest jego autorem? Założę się, że nie! Otóż napisał go urodzony pod koniec XVIII wieku Stanisław Jachowicz, wychowawca, pedagog i poeta, uważany za jednego z pionierów literatury dziecięcej.
Ewa Szelburg-Zarembina (1899-1986), powieściopisarka, poetka, dramaturg, eseistka, jednak najbardziej znana jako autorka książek i wierszy dla dzieci. Pochodziła z Nałęczowa i miłość do tego miasta zachowała w sercu przez całe życie.
Ewa Szelburg-Zarembina (1899-1986), powieściopisarka, poetka, dramaturg, eseistka, jednak najbardziej znana jako autorka książek i wierszy dla dzieci. Pochodziła z Nałęczowa i miłość do tego miasta zachowała w sercu przez całe życie.
Być może problem jest całkowicie wydumany, bo przecież nikt normalny nie myśli o własnym pogrzebie – niech się o to martwią ci, co pozostaną. Jednak w moim kościelnym środowisku pytanie to odżywa co roku – i bynajmniej nie tyle jest wyrazem troski o przebieg żałobnych egzekwii, podczas których to my – a właściwie to, co po nas zostanie – będziemy w centrum uwagi, ale jest wyrazem niepokoju o dramatyczną statystykę powołań. Jesteśmy w połowie wakacji, czas więc, aby po raz kolejny zadać to sakramentalne pytanie.
Być może problem jest całkowicie wydumany, bo przecież nikt normalny nie myśli o własnym pogrzebie – niech się o to martwią ci, co pozostaną. Jednak w moim kościelnym środowisku pytanie to odżywa co roku – i bynajmniej nie tyle jest wyrazem troski o przebieg żałobnych egzekwii, podczas których to my – a właściwie to, co po nas zostanie – będziemy w centrum uwagi, ale jest wyrazem niepokoju o dramatyczną statystykę powołań. Jesteśmy w połowie wakacji, czas więc, aby po raz kolejny zadać to sakramentalne pytanie.
Ignacy Krasicki, biskup warmiński i gnieźnieński, urodził się w Dubiecku nad Sanem w 1735 roku. Wychowanek kolegium jezuitów we Lwowie, uważany jest za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego Oświecenia i nazywany bywa księciem polskich poetów. Zasłynął przede wszystkim jako autor Bajek – pouczających historii, pisanych na wzór ewangelicznych przypowieści, w których ukazywał życiowe prawdy, demaskował obłudę i głupotę. Na „dobranoc” przeczytajmy jedną z nich, którą można zadedykować niejednej z postaci z pierwszych stron serwisów informacyjnych. Bajka ta jednak ważna jest dla wszystkich z nas, bo grzech pychy – na który niby jesteśmy odporni – w rzeczywistości jest bardzo zaraźliwy…
Ignacy Krasicki, biskup warmiński i gnieźnieński, urodził się w Dubiecku nad Sanem w 1735 roku. Wychowanek kolegium jezuitów we Lwowie, uważany jest za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego Oświecenia i nazywany bywa księciem polskich poetów. Zasłynął przede wszystkim jako autor Bajek – pouczających historii, pisanych na wzór ewangelicznych przypowieści, w których ukazywał życiowe prawdy, demaskował obłudę i głupotę. Na „dobranoc” przeczytajmy jedną z nich, którą można zadedykować niejednej z postaci z pierwszych stron serwisów informacyjnych. Bajka ta jednak ważna jest dla wszystkich z nas, bo grzech pychy – na który niby jesteśmy odporni – w rzeczywistości jest bardzo zaraźliwy…
O Melchiorze Wańkowiczu, pisarzu i dziennikarzu, opowiada się taką anegdotę. Ponoć, gdy był jeszcze dzieckiem, zapytał ojca: „Tato, wujek Stefan uprawia warzywa i modli się o deszcz, a wujek Alfred uprawia zboże i modli się o słońce. Przecież tego nie da się pogodzić”. „Nie martw się, Melchiorku – odpowiedział ojciec. – Pan Bóg znajdzie sposób, by zaszkodzić i jednemu, i drugiemu”. To oczywiste, że historię tę należy odczytać z przymrużeniem oka. Ale czy nigdy nie zdarzyło się wam chwila wątpliwości co do tego, że Bogu rzeczywiście na was zależy i że nie chce wam zaszkodzić?
O Melchiorze Wańkowiczu, pisarzu i dziennikarzu, opowiada się taką anegdotę. Ponoć, gdy był jeszcze dzieckiem, zapytał ojca: „Tato, wujek Stefan uprawia warzywa i modli się o deszcz, a wujek Alfred uprawia zboże i modli się o słońce. Przecież tego nie da się pogodzić”. „Nie martw się, Melchiorku – odpowiedział ojciec. – Pan Bóg znajdzie sposób, by zaszkodzić i jednemu, i drugiemu”. To oczywiste, że historię tę należy odczytać z przymrużeniem oka. Ale czy nigdy nie zdarzyło się wam chwila wątpliwości co do tego, że Bogu rzeczywiście na was zależy i że nie chce wam zaszkodzić?
W ostatnim czasie znów odżyła sprawa umożliwienia świeckim głoszenia kazań. Ale to oczywiście nie u nas, gdzie panują zdrowe zasady, ale za naszą zachodnią granicą, gdzie jak wiemy, z tymi zasadami jest znacznie gorzej. Watykan odpowiedział krótko, że nie ma takiej możliwości, bo czas po odczytaniu Ewangelii zarezerwowany jest dla duchownych. Jednak moim zdaniem to nie tylko ten konkretny moment powinien być zarezerwowany dla treści religijnych, ale cała liturgia: aż do końca.
W ostatnim czasie znów odżyła sprawa umożliwienia świeckim głoszenia kazań. Ale to oczywiście nie u nas, gdzie panują zdrowe zasady, ale za naszą zachodnią granicą, gdzie jak wiemy, z tymi zasadami jest znacznie gorzej. Watykan odpowiedział krótko, że nie ma takiej możliwości, bo czas po odczytaniu Ewangelii zarezerwowany jest dla duchownych. Jednak moim zdaniem to nie tylko ten konkretny moment powinien być zarezerwowany dla treści religijnych, ale cała liturgia: aż do końca.
Jan Brzechwa (właściwie: Lesman) urodził się w 1898 roku w Żmerynce na Ukrainie (inżynierem kolejowym i często zmieniał miejsce zamieszkania), a zmarł w Warszawie w 1966 roku. Studiował weterynarię, polonistykę i prawo; jako ochotnik walczył też w wojnie polsko-bolszewickiej. Powszechnie uznawany był za biernego przeciwnika ustroju, w którym przyszło mu żyć. W literaturze znany jest jako autor wierszy dla dzieci. A oto jeden z nich – o kocie.
Jan Brzechwa (właściwie: Lesman) urodził się w 1898 roku w Żmerynce na Ukrainie (inżynierem kolejowym i często zmieniał miejsce zamieszkania), a zmarł w Warszawie w 1966 roku. Studiował weterynarię, polonistykę i prawo; jako ochotnik walczył też w wojnie polsko-bolszewickiej. Powszechnie uznawany był za biernego przeciwnika ustroju, w którym przyszło mu żyć. W literaturze znany jest jako autor wierszy dla dzieci. A oto jeden z nich – o kocie.
Koniec maja, czerwiec i początek lipca to czas święceń kapłańskich i prymicji. Kiedyś pierwsza msza odprawiana samodzielnie w rodzinnej parafii była świętem całej lokalnej społeczności. Cała impreza zwykle kosztowała życie jednej świnki oraz była sporą mobilizacją dla rodziny i całej parafii. Dziś wiele w tym względzie się zmieniło, a kto wie, może jeszcze doczekamy czasów, gdy uroczystość prymicyjna w całej jej oprawie będzie odgrywana wyłącznie przez zespoły folklorystyczne, jak to jest w przypadku wesela, oczepin i błogosławienia młodej pary. Trochę szkoda. Ech! Kiedyś to były prymicje!
Koniec maja, czerwiec i początek lipca to czas święceń kapłańskich i prymicji. Kiedyś pierwsza msza odprawiana samodzielnie w rodzinnej parafii była świętem całej lokalnej społeczności. Cała impreza zwykle kosztowała życie jednej świnki oraz była sporą mobilizacją dla rodziny i całej parafii. Dziś wiele w tym względzie się zmieniło, a kto wie, może jeszcze doczekamy czasów, gdy uroczystość prymicyjna w całej jej oprawie będzie odgrywana wyłącznie przez zespoły folklorystyczne, jak to jest w przypadku wesela, oczepin i błogosławienia młodej pary. Trochę szkoda. Ech! Kiedyś to były prymicje!
W niedzielę świętowaliśmy Wniebowstąpienie Pana Jezusa. To wydarzenie zamyka prawie 34 niezwykłe lata życia z Bogiem na ziemi (licząc od Zwiastowania, bo już od tamtego momentu jego obecność w życiu niektórych ludzi stała się bardzo realna). Kiedy Jezus pojawił się na świecie, dla wielu ludzi oznaczało to nowy rozdział w życiu, kiedy odchodził do nieba, wielu miało poczucie końca czegoś ważnego. Jezus cieszył się idąc do nieba, ale apostołom wcale nie było do śmiechu. Bali się, że bez niego sobie nie poradzą.
W niedzielę świętowaliśmy Wniebowstąpienie Pana Jezusa. To wydarzenie zamyka prawie 34 niezwykłe lata życia z Bogiem na ziemi (licząc od Zwiastowania, bo już od tamtego momentu jego obecność w życiu niektórych ludzi stała się bardzo realna). Kiedy Jezus pojawił się na świecie, dla wielu ludzi oznaczało to nowy rozdział w życiu, kiedy odchodził do nieba, wielu miało poczucie końca czegoś ważnego. Jezus cieszył się idąc do nieba, ale apostołom wcale nie było do śmiechu. Bali się, że bez niego sobie nie poradzą.
Maj w pełni. Pogoda w końcu się poprawiła. Polacy rzucili się na przypalone kiełbaski, bo wiadomo, grill został stworzony po to, żeby mężczyznom dać złudzenie, że potrafią gotować. Maturzyści rozpoczęli zmagania egzaminacyjne, a w Kościele zaczął się czas pierwszych komunii. Ale czy tylko w Kościele? Skądże znowu! Komunie to cały wielki biznes, a ich duchowy wymiar jest wyłącznie pretekstem, napędzającym wielką machinę finansową.
Maj w pełni. Pogoda w końcu się poprawiła. Polacy rzucili się na przypalone kiełbaski, bo wiadomo, grill został stworzony po to, żeby mężczyznom dać złudzenie, że potrafią gotować. Maturzyści rozpoczęli zmagania egzaminacyjne, a w Kościele zaczął się czas pierwszych komunii. Ale czy tylko w Kościele? Skądże znowu! Komunie to cały wielki biznes, a ich duchowy wymiar jest wyłącznie pretekstem, napędzającym wielką machinę finansową.
Wszyscy wiemy, dlaczego księża rezygnują z raz obranej drogi i odchodzą – temat ten budzi ciekawość, no i jest systematycznie analizowany. Niespełnione ambicje, kobieta, samotność, konflikty i rozczarowanie – to najczęściej wymieniane powody rezygnacji. I to wszystko prawda. Dlaczego jednak wciąż są tacy, którzy nie dają się zniechęcić i wstępują na tę drogę? Co jest w tym stanie życia, co ich przyciąga i daje im siłę, aby wytrwać?
Wszyscy wiemy, dlaczego księża rezygnują z raz obranej drogi i odchodzą – temat ten budzi ciekawość, no i jest systematycznie analizowany. Niespełnione ambicje, kobieta, samotność, konflikty i rozczarowanie – to najczęściej wymieniane powody rezygnacji. I to wszystko prawda. Dlaczego jednak wciąż są tacy, którzy nie dają się zniechęcić i wstępują na tę drogę? Co jest w tym stanie życia, co ich przyciąga i daje im siłę, aby wytrwać?
Kościół zawsze angażował się w politykę, ale też starał się trzymać rozsądny dystans, traktując te interwencje jako konieczne opowiedzenie się po stronie ludzi marginalizowanych. Robił to w imię Ewangelii i z poczucia obowiązku. Stąd na życzliwość Kościoła mogli kiedyś liczyć niewolnicy, potem uciskani chłopi, robotnicy, migranci i inni. Przez całą historię były to jednak interwencje okazjonalne, dokonywane w miarę potrzeby. W naszych czasach nastąpiło wyraźne przesunięcie: Kościół przestał „interweniować” w politykę, a zaczął nią „żyć”, a nawet rościć sobie prawo do jej „kreowania”.
Kościół zawsze angażował się w politykę, ale też starał się trzymać rozsądny dystans, traktując te interwencje jako konieczne opowiedzenie się po stronie ludzi marginalizowanych. Robił to w imię Ewangelii i z poczucia obowiązku. Stąd na życzliwość Kościoła mogli kiedyś liczyć niewolnicy, potem uciskani chłopi, robotnicy, migranci i inni. Przez całą historię były to jednak interwencje okazjonalne, dokonywane w miarę potrzeby. W naszych czasach nastąpiło wyraźne przesunięcie: Kościół przestał „interweniować” w politykę, a zaczął nią „żyć”, a nawet rościć sobie prawo do jej „kreowania”.
Dziś już niewielu z nas wysyła świąteczne kartki, na których w wersji zlaicyzowanej były pisanki i zajączki, a w wersji pobożnej artystyczne albo kiczowate wyobrażenia Jezusa wychodzącego triumfalnie z grobu. Na odwrocie życzenia „Wesołych świąt” mówiły niewiele, ale były miłym świadectwem pamięci. A samo wyobrażenie Zmartwychwstałego? Niestety, fałszowało prawdę o tamtym wydarzeniu, bo jak było naprawdę, musimy się domyślić. Niestety, pusty grób wciąż pozostaje wielką tajemnicą…
Dziś już niewielu z nas wysyła świąteczne kartki, na których w wersji zlaicyzowanej były pisanki i zajączki, a w wersji pobożnej artystyczne albo kiczowate wyobrażenia Jezusa wychodzącego triumfalnie z grobu. Na odwrocie życzenia „Wesołych świąt” mówiły niewiele, ale były miłym świadectwem pamięci. A samo wyobrażenie Zmartwychwstałego? Niestety, fałszowało prawdę o tamtym wydarzeniu, bo jak było naprawdę, musimy się domyślić. Niestety, pusty grób wciąż pozostaje wielką tajemnicą…
Jedna z najpiękniejszych, najdłuższych i zarazem najbardziej poruszających scen ewangelicznych rozgrywa się przed grobem Łazarza. Opisuje ją naoczny świadek Jan, który musiał być tak poruszony całym zdarzeniem, że przekazał nam go z wyjątkową jak na ewangelistów dokładnością. Zresztą nie tylko jego poruszyła ta scena: wielu, którzy tam byli, uwierzyło w Jezusa, co do tego stopnia rozwścieczyło władze, że postanowili zabić nie tylko Jezusa, ale także Łazarza. Pośród obecnych tam ludzi, na próbę wiary wystawiona została też siostra Łazarza – Marta. Czy naprawdę wierzyła w to, co za chwilę miało nastąpić?
Jedna z najpiękniejszych, najdłuższych i zarazem najbardziej poruszających scen ewangelicznych rozgrywa się przed grobem Łazarza. Opisuje ją naoczny świadek Jan, który musiał być tak poruszony całym zdarzeniem, że przekazał nam go z wyjątkową jak na ewangelistów dokładnością. Zresztą nie tylko jego poruszyła ta scena: wielu, którzy tam byli, uwierzyło w Jezusa, co do tego stopnia rozwścieczyło władze, że postanowili zabić nie tylko Jezusa, ale także Łazarza. Pośród obecnych tam ludzi, na próbę wiary wystawiona została też siostra Łazarza – Marta. Czy naprawdę wierzyła w to, co za chwilę miało nastąpić?
Domowe zwierzęta mają dziś tak dobrze jak nigdy wcześniej. Dbamy o nie, doceniamy ich rolę pośród nas, w końcu nauczyliśmy się widzieć w nich istoty, które przywiązują się do nas i nas kochają, ale także za nami tęsknią, a nawet bez nas na swój sposób cierpią. I dobrze, że tak się stało, tym bardziej, że miłość do zwierząt wcale nie jest odkryciem współczesnych czasów, ale poniekąd wpisana jest w naturę człowieka – czyli tak nas stworzył Bóg.
Domowe zwierzęta mają dziś tak dobrze jak nigdy wcześniej. Dbamy o nie, doceniamy ich rolę pośród nas, w końcu nauczyliśmy się widzieć w nich istoty, które przywiązują się do nas i nas kochają, ale także za nami tęsknią, a nawet bez nas na swój sposób cierpią. I dobrze, że tak się stało, tym bardziej, że miłość do zwierząt wcale nie jest odkryciem współczesnych czasów, ale poniekąd wpisana jest w naturę człowieka – czyli tak nas stworzył Bóg.