Ewa Szelburg-Zarembina (1899-1986), powieściopisarka, poetka, dramaturg, eseistka, jednak najbardziej znana jako autorka książek i wierszy dla dzieci. Pochodziła z Nałęczowa i miłość do tego miasta zachowała w sercu przez całe życie.
Ewa Szelburg-Zarembina (1899-1986), powieściopisarka, poetka, dramaturg, eseistka, jednak najbardziej znana jako autorka książek i wierszy dla dzieci. Pochodziła z Nałęczowa i miłość do tego miasta zachowała w sercu przez całe życie.
Być może problem jest całkowicie wydumany, bo przecież nikt normalny nie myśli o własnym pogrzebie – niech się o to martwią ci, co pozostaną. Jednak w moim kościelnym środowisku pytanie to odżywa co roku – i bynajmniej nie tyle jest wyrazem troski o przebieg żałobnych egzekwii, podczas których to my – a właściwie to, co po nas zostanie – będziemy w centrum uwagi, ale jest wyrazem niepokoju o dramatyczną statystykę powołań. Jesteśmy w połowie wakacji, czas więc, aby po raz kolejny zadać to sakramentalne pytanie.
Być może problem jest całkowicie wydumany, bo przecież nikt normalny nie myśli o własnym pogrzebie – niech się o to martwią ci, co pozostaną. Jednak w moim kościelnym środowisku pytanie to odżywa co roku – i bynajmniej nie tyle jest wyrazem troski o przebieg żałobnych egzekwii, podczas których to my – a właściwie to, co po nas zostanie – będziemy w centrum uwagi, ale jest wyrazem niepokoju o dramatyczną statystykę powołań. Jesteśmy w połowie wakacji, czas więc, aby po raz kolejny zadać to sakramentalne pytanie.
Ignacy Krasicki, biskup warmiński i gnieźnieński, urodził się w Dubiecku nad Sanem w 1735 roku. Wychowanek kolegium jezuitów we Lwowie, uważany jest za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego Oświecenia i nazywany bywa księciem polskich poetów. Zasłynął przede wszystkim jako autor Bajek – pouczających historii, pisanych na wzór ewangelicznych przypowieści, w których ukazywał życiowe prawdy, demaskował obłudę i głupotę. Na „dobranoc” przeczytajmy jedną z nich, którą można zadedykować niejednej z postaci z pierwszych stron serwisów informacyjnych. Bajka ta jednak ważna jest dla wszystkich z nas, bo grzech pychy – na który niby jesteśmy odporni – w rzeczywistości jest bardzo zaraźliwy…
Ignacy Krasicki, biskup warmiński i gnieźnieński, urodził się w Dubiecku nad Sanem w 1735 roku. Wychowanek kolegium jezuitów we Lwowie, uważany jest za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego Oświecenia i nazywany bywa księciem polskich poetów. Zasłynął przede wszystkim jako autor Bajek – pouczających historii, pisanych na wzór ewangelicznych przypowieści, w których ukazywał życiowe prawdy, demaskował obłudę i głupotę. Na „dobranoc” przeczytajmy jedną z nich, którą można zadedykować niejednej z postaci z pierwszych stron serwisów informacyjnych. Bajka ta jednak ważna jest dla wszystkich z nas, bo grzech pychy – na który niby jesteśmy odporni – w rzeczywistości jest bardzo zaraźliwy…
O Melchiorze Wańkowiczu, pisarzu i dziennikarzu, opowiada się taką anegdotę. Ponoć, gdy był jeszcze dzieckiem, zapytał ojca: „Tato, wujek Stefan uprawia warzywa i modli się o deszcz, a wujek Alfred uprawia zboże i modli się o słońce. Przecież tego nie da się pogodzić”. „Nie martw się, Melchiorku – odpowiedział ojciec. – Pan Bóg znajdzie sposób, by zaszkodzić i jednemu, i drugiemu”. To oczywiste, że historię tę należy odczytać z przymrużeniem oka. Ale czy nigdy nie zdarzyło się wam chwila wątpliwości co do tego, że Bogu rzeczywiście na was zależy i że nie chce wam zaszkodzić?
O Melchiorze Wańkowiczu, pisarzu i dziennikarzu, opowiada się taką anegdotę. Ponoć, gdy był jeszcze dzieckiem, zapytał ojca: „Tato, wujek Stefan uprawia warzywa i modli się o deszcz, a wujek Alfred uprawia zboże i modli się o słońce. Przecież tego nie da się pogodzić”. „Nie martw się, Melchiorku – odpowiedział ojciec. – Pan Bóg znajdzie sposób, by zaszkodzić i jednemu, i drugiemu”. To oczywiste, że historię tę należy odczytać z przymrużeniem oka. Ale czy nigdy nie zdarzyło się wam chwila wątpliwości co do tego, że Bogu rzeczywiście na was zależy i że nie chce wam zaszkodzić?
W ostatnim czasie znów odżyła sprawa umożliwienia świeckim głoszenia kazań. Ale to oczywiście nie u nas, gdzie panują zdrowe zasady, ale za naszą zachodnią granicą, gdzie jak wiemy, z tymi zasadami jest znacznie gorzej. Watykan odpowiedział krótko, że nie ma takiej możliwości, bo czas po odczytaniu Ewangelii zarezerwowany jest dla duchownych. Jednak moim zdaniem to nie tylko ten konkretny moment powinien być zarezerwowany dla treści religijnych, ale cała liturgia: aż do końca.
W ostatnim czasie znów odżyła sprawa umożliwienia świeckim głoszenia kazań. Ale to oczywiście nie u nas, gdzie panują zdrowe zasady, ale za naszą zachodnią granicą, gdzie jak wiemy, z tymi zasadami jest znacznie gorzej. Watykan odpowiedział krótko, że nie ma takiej możliwości, bo czas po odczytaniu Ewangelii zarezerwowany jest dla duchownych. Jednak moim zdaniem to nie tylko ten konkretny moment powinien być zarezerwowany dla treści religijnych, ale cała liturgia: aż do końca.
Jan Brzechwa (właściwie: Lesman) urodził się w 1898 roku w Żmerynce na Ukrainie (inżynierem kolejowym i często zmieniał miejsce zamieszkania), a zmarł w Warszawie w 1966 roku. Studiował weterynarię, polonistykę i prawo; jako ochotnik walczył też w wojnie polsko-bolszewickiej. Powszechnie uznawany był za biernego przeciwnika ustroju, w którym przyszło mu żyć. W literaturze znany jest jako autor wierszy dla dzieci. A oto jeden z nich – o kocie.
Jan Brzechwa (właściwie: Lesman) urodził się w 1898 roku w Żmerynce na Ukrainie (inżynierem kolejowym i często zmieniał miejsce zamieszkania), a zmarł w Warszawie w 1966 roku. Studiował weterynarię, polonistykę i prawo; jako ochotnik walczył też w wojnie polsko-bolszewickiej. Powszechnie uznawany był za biernego przeciwnika ustroju, w którym przyszło mu żyć. W literaturze znany jest jako autor wierszy dla dzieci. A oto jeden z nich – o kocie.
Koniec maja, czerwiec i początek lipca to czas święceń kapłańskich i prymicji. Kiedyś pierwsza msza odprawiana samodzielnie w rodzinnej parafii była świętem całej lokalnej społeczności. Cała impreza zwykle kosztowała życie jednej świnki oraz była sporą mobilizacją dla rodziny i całej parafii. Dziś wiele w tym względzie się zmieniło, a kto wie, może jeszcze doczekamy czasów, gdy uroczystość prymicyjna w całej jej oprawie będzie odgrywana wyłącznie przez zespoły folklorystyczne, jak to jest w przypadku wesela, oczepin i błogosławienia młodej pary. Trochę szkoda. Ech! Kiedyś to były prymicje!
Koniec maja, czerwiec i początek lipca to czas święceń kapłańskich i prymicji. Kiedyś pierwsza msza odprawiana samodzielnie w rodzinnej parafii była świętem całej lokalnej społeczności. Cała impreza zwykle kosztowała życie jednej świnki oraz była sporą mobilizacją dla rodziny i całej parafii. Dziś wiele w tym względzie się zmieniło, a kto wie, może jeszcze doczekamy czasów, gdy uroczystość prymicyjna w całej jej oprawie będzie odgrywana wyłącznie przez zespoły folklorystyczne, jak to jest w przypadku wesela, oczepin i błogosławienia młodej pary. Trochę szkoda. Ech! Kiedyś to były prymicje!
W niedzielę świętowaliśmy Wniebowstąpienie Pana Jezusa. To wydarzenie zamyka prawie 34 niezwykłe lata życia z Bogiem na ziemi (licząc od Zwiastowania, bo już od tamtego momentu jego obecność w życiu niektórych ludzi stała się bardzo realna). Kiedy Jezus pojawił się na świecie, dla wielu ludzi oznaczało to nowy rozdział w życiu, kiedy odchodził do nieba, wielu miało poczucie końca czegoś ważnego. Jezus cieszył się idąc do nieba, ale apostołom wcale nie było do śmiechu. Bali się, że bez niego sobie nie poradzą.
W niedzielę świętowaliśmy Wniebowstąpienie Pana Jezusa. To wydarzenie zamyka prawie 34 niezwykłe lata życia z Bogiem na ziemi (licząc od Zwiastowania, bo już od tamtego momentu jego obecność w życiu niektórych ludzi stała się bardzo realna). Kiedy Jezus pojawił się na świecie, dla wielu ludzi oznaczało to nowy rozdział w życiu, kiedy odchodził do nieba, wielu miało poczucie końca czegoś ważnego. Jezus cieszył się idąc do nieba, ale apostołom wcale nie było do śmiechu. Bali się, że bez niego sobie nie poradzą.
Maj w pełni. Pogoda w końcu się poprawiła. Polacy rzucili się na przypalone kiełbaski, bo wiadomo, grill został stworzony po to, żeby mężczyznom dać złudzenie, że potrafią gotować. Maturzyści rozpoczęli zmagania egzaminacyjne, a w Kościele zaczął się czas pierwszych komunii. Ale czy tylko w Kościele? Skądże znowu! Komunie to cały wielki biznes, a ich duchowy wymiar jest wyłącznie pretekstem, napędzającym wielką machinę finansową.
Maj w pełni. Pogoda w końcu się poprawiła. Polacy rzucili się na przypalone kiełbaski, bo wiadomo, grill został stworzony po to, żeby mężczyznom dać złudzenie, że potrafią gotować. Maturzyści rozpoczęli zmagania egzaminacyjne, a w Kościele zaczął się czas pierwszych komunii. Ale czy tylko w Kościele? Skądże znowu! Komunie to cały wielki biznes, a ich duchowy wymiar jest wyłącznie pretekstem, napędzającym wielką machinę finansową.
Wszyscy wiemy, dlaczego księża rezygnują z raz obranej drogi i odchodzą – temat ten budzi ciekawość, no i jest systematycznie analizowany. Niespełnione ambicje, kobieta, samotność, konflikty i rozczarowanie – to najczęściej wymieniane powody rezygnacji. I to wszystko prawda. Dlaczego jednak wciąż są tacy, którzy nie dają się zniechęcić i wstępują na tę drogę? Co jest w tym stanie życia, co ich przyciąga i daje im siłę, aby wytrwać?
Wszyscy wiemy, dlaczego księża rezygnują z raz obranej drogi i odchodzą – temat ten budzi ciekawość, no i jest systematycznie analizowany. Niespełnione ambicje, kobieta, samotność, konflikty i rozczarowanie – to najczęściej wymieniane powody rezygnacji. I to wszystko prawda. Dlaczego jednak wciąż są tacy, którzy nie dają się zniechęcić i wstępują na tę drogę? Co jest w tym stanie życia, co ich przyciąga i daje im siłę, aby wytrwać?
Kościół zawsze angażował się w politykę, ale też starał się trzymać rozsądny dystans, traktując te interwencje jako konieczne opowiedzenie się po stronie ludzi marginalizowanych. Robił to w imię Ewangelii i z poczucia obowiązku. Stąd na życzliwość Kościoła mogli kiedyś liczyć niewolnicy, potem uciskani chłopi, robotnicy, migranci i inni. Przez całą historię były to jednak interwencje okazjonalne, dokonywane w miarę potrzeby. W naszych czasach nastąpiło wyraźne przesunięcie: Kościół przestał „interweniować” w politykę, a zaczął nią „żyć”, a nawet rościć sobie prawo do jej „kreowania”.
Kościół zawsze angażował się w politykę, ale też starał się trzymać rozsądny dystans, traktując te interwencje jako konieczne opowiedzenie się po stronie ludzi marginalizowanych. Robił to w imię Ewangelii i z poczucia obowiązku. Stąd na życzliwość Kościoła mogli kiedyś liczyć niewolnicy, potem uciskani chłopi, robotnicy, migranci i inni. Przez całą historię były to jednak interwencje okazjonalne, dokonywane w miarę potrzeby. W naszych czasach nastąpiło wyraźne przesunięcie: Kościół przestał „interweniować” w politykę, a zaczął nią „żyć”, a nawet rościć sobie prawo do jej „kreowania”.
Dziś już niewielu z nas wysyła świąteczne kartki, na których w wersji zlaicyzowanej były pisanki i zajączki, a w wersji pobożnej artystyczne albo kiczowate wyobrażenia Jezusa wychodzącego triumfalnie z grobu. Na odwrocie życzenia „Wesołych świąt” mówiły niewiele, ale były miłym świadectwem pamięci. A samo wyobrażenie Zmartwychwstałego? Niestety, fałszowało prawdę o tamtym wydarzeniu, bo jak było naprawdę, musimy się domyślić. Niestety, pusty grób wciąż pozostaje wielką tajemnicą…
Dziś już niewielu z nas wysyła świąteczne kartki, na których w wersji zlaicyzowanej były pisanki i zajączki, a w wersji pobożnej artystyczne albo kiczowate wyobrażenia Jezusa wychodzącego triumfalnie z grobu. Na odwrocie życzenia „Wesołych świąt” mówiły niewiele, ale były miłym świadectwem pamięci. A samo wyobrażenie Zmartwychwstałego? Niestety, fałszowało prawdę o tamtym wydarzeniu, bo jak było naprawdę, musimy się domyślić. Niestety, pusty grób wciąż pozostaje wielką tajemnicą…
Jedna z najpiękniejszych, najdłuższych i zarazem najbardziej poruszających scen ewangelicznych rozgrywa się przed grobem Łazarza. Opisuje ją naoczny świadek Jan, który musiał być tak poruszony całym zdarzeniem, że przekazał nam go z wyjątkową jak na ewangelistów dokładnością. Zresztą nie tylko jego poruszyła ta scena: wielu, którzy tam byli, uwierzyło w Jezusa, co do tego stopnia rozwścieczyło władze, że postanowili zabić nie tylko Jezusa, ale także Łazarza. Pośród obecnych tam ludzi, na próbę wiary wystawiona została też siostra Łazarza – Marta. Czy naprawdę wierzyła w to, co za chwilę miało nastąpić?
Jedna z najpiękniejszych, najdłuższych i zarazem najbardziej poruszających scen ewangelicznych rozgrywa się przed grobem Łazarza. Opisuje ją naoczny świadek Jan, który musiał być tak poruszony całym zdarzeniem, że przekazał nam go z wyjątkową jak na ewangelistów dokładnością. Zresztą nie tylko jego poruszyła ta scena: wielu, którzy tam byli, uwierzyło w Jezusa, co do tego stopnia rozwścieczyło władze, że postanowili zabić nie tylko Jezusa, ale także Łazarza. Pośród obecnych tam ludzi, na próbę wiary wystawiona została też siostra Łazarza – Marta. Czy naprawdę wierzyła w to, co za chwilę miało nastąpić?
Domowe zwierzęta mają dziś tak dobrze jak nigdy wcześniej. Dbamy o nie, doceniamy ich rolę pośród nas, w końcu nauczyliśmy się widzieć w nich istoty, które przywiązują się do nas i nas kochają, ale także za nami tęsknią, a nawet bez nas na swój sposób cierpią. I dobrze, że tak się stało, tym bardziej, że miłość do zwierząt wcale nie jest odkryciem współczesnych czasów, ale poniekąd wpisana jest w naturę człowieka – czyli tak nas stworzył Bóg.
Domowe zwierzęta mają dziś tak dobrze jak nigdy wcześniej. Dbamy o nie, doceniamy ich rolę pośród nas, w końcu nauczyliśmy się widzieć w nich istoty, które przywiązują się do nas i nas kochają, ale także za nami tęsknią, a nawet bez nas na swój sposób cierpią. I dobrze, że tak się stało, tym bardziej, że miłość do zwierząt wcale nie jest odkryciem współczesnych czasów, ale poniekąd wpisana jest w naturę człowieka – czyli tak nas stworzył Bóg.
Najwięcej informacji w mediach odnosi się do polityków: im bardziej „błaznują”, tym chętniej o nich czytamy. Na kolejnym miejscu są celebryci. Nie wiadomo dlaczego są sławni, bo zasadniczo nic sensownego nie mają do powiedzenia. Nieco w cieniu mediów żyją „tłuste koty”: działacze. Oni to m.in. opanowali świat sportu, ale słyszymy o nich wyłącznie wtedy, gdy dojdzie do jakiegoś skandalu. Za to wytworem naszych czasów są aktywiści, czyli sympatyczni „zadymiarze”, żyjący od akcji do akcji, głośno krzyczący, że ogólnie jest źle i że ktoś coś powinien z tym zrobić. Ale czy zdajemy sobie sprawę, że wszystkie te grupy spotkać można także w świecie Kościoła?
Najwięcej informacji w mediach odnosi się do polityków: im bardziej „błaznują”, tym chętniej o nich czytamy. Na kolejnym miejscu są celebryci. Nie wiadomo dlaczego są sławni, bo zasadniczo nic sensownego nie mają do powiedzenia. Nieco w cieniu mediów żyją „tłuste koty”: działacze. Oni to m.in. opanowali świat sportu, ale słyszymy o nich wyłącznie wtedy, gdy dojdzie do jakiegoś skandalu. Za to wytworem naszych czasów są aktywiści, czyli sympatyczni „zadymiarze”, żyjący od akcji do akcji, głośno krzyczący, że ogólnie jest źle i że ktoś coś powinien z tym zrobić. Ale czy zdajemy sobie sprawę, że wszystkie te grupy spotkać można także w świecie Kościoła?
Tytuł tego tekstu nie jest przypadkowy. Zdanie to jest fragmentem spontanicznej modlitwy starego kapucyna z Argentyny, o. Dri, którego pod koniec życia Papież Franciszek mianował kardynałem. Ojciec Dri był niestrudzonym spowiednikiem, który codziennie wiele godzin spędzał w konfesjonale i zasłynął z tego, że… wszystkich rozgrzeszał. Czy właśnie tak powinni się zachowywać wszyscy księża?
Tytuł tego tekstu nie jest przypadkowy. Zdanie to jest fragmentem spontanicznej modlitwy starego kapucyna z Argentyny, o. Dri, którego pod koniec życia Papież Franciszek mianował kardynałem. Ojciec Dri był niestrudzonym spowiednikiem, który codziennie wiele godzin spędzał w konfesjonale i zasłynął z tego, że… wszystkich rozgrzeszał. Czy właśnie tak powinni się zachowywać wszyscy księża?
Pierwszy sondaż popularności Kościoła w Polsce, jaki opublikowano z początkiem roku, a przygotowano na zlecenie Wirtualnej Polski jeszcze w grudniu, wypadł źle. Można powiedzieć, że znowu pokazano Kościołowi żółtą kartkę. Wprawdzie z jednej strony już nam to trochę spowszedniało i przyzwyczailiśmy się do tych „żółtych kartek”, bo od lat wszystkie sondaże wypadają tak samo, z drugiej jednak budzi to niepokój: w końcu to naturalna kolej rzeczy, że po żółtych kartkach przychodzi czas na kartkę… czerwoną.
Pierwszy sondaż popularności Kościoła w Polsce, jaki opublikowano z początkiem roku, a przygotowano na zlecenie Wirtualnej Polski jeszcze w grudniu, wypadł źle. Można powiedzieć, że znowu pokazano Kościołowi żółtą kartkę. Wprawdzie z jednej strony już nam to trochę spowszedniało i przyzwyczailiśmy się do tych „żółtych kartek”, bo od lat wszystkie sondaże wypadają tak samo, z drugiej jednak budzi to niepokój: w końcu to naturalna kolej rzeczy, że po żółtych kartkach przychodzi czas na kartkę… czerwoną.
Kiedyś wydawało nam się, że żyjemy w dość spokojnych i stabilnych czasach. Wprawdzie PRL to nie było żadne marzenie, i choć dziś wielu wspomina go z dziwną nostalgią, to wtedy kto tylko mógł, to od niego uciekał. Z drugiej strony ci, którzy nie mogli uciec, wiedzieli, jak sobie w tamtej rzeczywistości poradzić. Podobnie było w Kościele, rządzonym twardą ręką prymasa Wyszyńskiego, zapewniającym względne bezpieczeństwo pod opieką Jana Pawła II. Dziś jednak tamte czasy to już tylko wspomnienie, za to raz po raz pojawiają się dziwne zjawiska, o których wcześniej nawet nam się nie śniło.
Kiedyś wydawało nam się, że żyjemy w dość spokojnych i stabilnych czasach. Wprawdzie PRL to nie było żadne marzenie, i choć dziś wielu wspomina go z dziwną nostalgią, to wtedy kto tylko mógł, to od niego uciekał. Z drugiej strony ci, którzy nie mogli uciec, wiedzieli, jak sobie w tamtej rzeczywistości poradzić. Podobnie było w Kościele, rządzonym twardą ręką prymasa Wyszyńskiego, zapewniającym względne bezpieczeństwo pod opieką Jana Pawła II. Dziś jednak tamte czasy to już tylko wspomnienie, za to raz po raz pojawiają się dziwne zjawiska, o których wcześniej nawet nam się nie śniło.
Niektóre pieśni adwentowe wyrażają naszą tęsknotę za Bogiem i jego obecnością w świecie, pokazują też opłakaną sytuację człowieka, który sam na siebie ściągnął nieszczęście grzechu. Inne opowiadają historię oczekiwania. Jeszcze inne kierują naszą uwagę na powtórne (i ostateczne) przyjście Chrystusa. Niektóre nakazują nam się smucić, inne wprost przeciwnie: przekonują do radości. Ukazują nam też adwentowe postacie, oczekujące na spełnienie się obietnicy. Pośród nich na pierwszy plan wysuwa się Maryja.
Niektóre pieśni adwentowe wyrażają naszą tęsknotę za Bogiem i jego obecnością w świecie, pokazują też opłakaną sytuację człowieka, który sam na siebie ściągnął nieszczęście grzechu. Inne opowiadają historię oczekiwania. Jeszcze inne kierują naszą uwagę na powtórne (i ostateczne) przyjście Chrystusa. Niektóre nakazują nam się smucić, inne wprost przeciwnie: przekonują do radości. Ukazują nam też adwentowe postacie, oczekujące na spełnienie się obietnicy. Pośród nich na pierwszy plan wysuwa się Maryja.
Adwentowa pieśń „Spuśćcie nam, na ziemskie niwy”, na pierwszy rzut oka do złudzenia przypomina tę, o której pisałem przed tygodniem: „Niebiosa, rosę spuśćcie nam z góry”. Głównie za sprawą tego klasycznego obrazu „zstąpienia z nieba na ziemię”, symbolizowanego przez obrazy deszczu lub rosy. Ale to podobieństwo to tylko pierwsze wrażenie. Zapraszam do wnikliwej lektury.
Adwentowa pieśń „Spuśćcie nam, na ziemskie niwy”, na pierwszy rzut oka do złudzenia przypomina tę, o której pisałem przed tygodniem: „Niebiosa, rosę spuśćcie nam z góry”. Głównie za sprawą tego klasycznego obrazu „zstąpienia z nieba na ziemię”, symbolizowanego przez obrazy deszczu lub rosy. Ale to podobieństwo to tylko pierwsze wrażenie. Zapraszam do wnikliwej lektury.