Spacerując niedawno po ulicach Brukseli, wypatrzyłam na jednej z witryn sklepowych plakat z takim hasłem: „If you’re looking for a sign, this is it” („Jeśli szukasz znaku, oto on”). Pomyślałam sobie, że hasło to jest genialne w swej prostocie. Każdy przecież szuka jakiegoś znaku, a jeśli nawet nie szukał, to może właśnie w tym momencie uświadomi sobie, że jednak szukać powinien. Pewnie dla kogoś to może być impuls, żeby wejść do tego sklepu z ubraniami i zakupić tam niebotycznie drogą sukienkę. Dla wielu innych może być to prawdziwy znak od Opatrzności w sprawie, w której czekali na jakąś odpowiedź. Czy tak może działać Pan Bóg? Przez sklepową witrynę?
Spacerując niedawno po ulicach Brukseli, wypatrzyłam na jednej z witryn sklepowych plakat z takim hasłem: „If you’re looking for a sign, this is it” („Jeśli szukasz znaku, oto on”). Pomyślałam sobie, że hasło to jest genialne w swej prostocie. Każdy przecież szuka jakiegoś znaku, a jeśli nawet nie szukał, to może właśnie w tym momencie uświadomi sobie, że jednak szukać powinien. Pewnie dla kogoś to może być impuls, żeby wejść do tego sklepu z ubraniami i zakupić tam niebotycznie drogą sukienkę. Dla wielu innych może być to prawdziwy znak od Opatrzności w sprawie, w której czekali na jakąś odpowiedź. Czy tak może działać Pan Bóg? Przez sklepową witrynę?
Ostatnio miałam okazję obejrzeć jeden z najbardziej popularnych w ostatnim czasie seriali na świecie, czyli „Pluribus„. Sam tytuł jest już intrygujący (i jak zwykle fatalnie przetłumaczony na polski jako „Jedyna”…). Pluribus po łacinie oznacza „z wielu” i np. użyty jest w motto na Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych: „E pluribus unum”, czyli „Z wielu, jeden”. Wskazuje zatem na pewną różnorodność, która połączona w jedno daje coś większego, potężniejszego i piękniejszego niż tylko zbiór jednostek. Serialowy pluribus jest oparty na futurystycznym pomyśle, że cała ludzkość mogłaby połączyć się w jedno (za pomocą fal radiowych z kosmosu) i stworzyć doskonałą całość, która posiada wiedzę i umiejętności całego wszechświata, pozbawiona jest wszelkiej przemocy, nigdy nie kłamie i komunikuje się za pomocą samej świadomości.
Ostatnio miałam okazję obejrzeć jeden z najbardziej popularnych w ostatnim czasie seriali na świecie, czyli „Pluribus„. Sam tytuł jest już intrygujący (i jak zwykle fatalnie przetłumaczony na polski jako „Jedyna”…). Pluribus po łacinie oznacza „z wielu” i np. użyty jest w motto na Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych: „E pluribus unum”, czyli „Z wielu, jeden”. Wskazuje zatem na pewną różnorodność, która połączona w jedno daje coś większego, potężniejszego i piękniejszego niż tylko zbiór jednostek. Serialowy pluribus jest oparty na futurystycznym pomyśle, że cała ludzkość mogłaby połączyć się w jedno (za pomocą fal radiowych z kosmosu) i stworzyć doskonałą całość, która posiada wiedzę i umiejętności całego wszechświata, pozbawiona jest wszelkiej przemocy, nigdy nie kłamie i komunikuje się za pomocą samej świadomości.
Dzisiaj obchodzimy wspomnienie Najświętszego Imienia Jezus. To Imię, na którego dźwięk zegnie się kiedyś każde kolano i które przez wieki inspirowało do największego dobra, szlachetnych postaw i męczeństwa, ale jednocześnie Imię, z którym na ustach wielokrotnie mordowano i czyniono zło.
Dzisiaj obchodzimy wspomnienie Najświętszego Imienia Jezus. To Imię, na którego dźwięk zegnie się kiedyś każde kolano i które przez wieki inspirowało do największego dobra, szlachetnych postaw i męczeństwa, ale jednocześnie Imię, z którym na ustach wielokrotnie mordowano i czyniono zło.
Watykańska komisja wykluczyła na razie możliwość diakonatu kobiet rozumianego jako stopień święceń. Informacja szczególnie nie zaskakuje, choć lata pracy nad tym tematem mogły dawać niektórym nadzieję, że decyzja będzie inna. Nie jest to obszar, który jakoś szczególnie zwraca moją uwagę, ale też nie jest mi on zupełnie obcy – choćby w ramach pracy na liturgikę analizowałam modlitwę konsekracji diakona w kontekście możliwości powrotu do służby diakonis, które były obecne w pierwotnym Kościele.
Watykańska komisja wykluczyła na razie możliwość diakonatu kobiet rozumianego jako stopień święceń. Informacja szczególnie nie zaskakuje, choć lata pracy nad tym tematem mogły dawać niektórym nadzieję, że decyzja będzie inna. Nie jest to obszar, który jakoś szczególnie zwraca moją uwagę, ale też nie jest mi on zupełnie obcy – choćby w ramach pracy na liturgikę analizowałam modlitwę konsekracji diakona w kontekście możliwości powrotu do służby diakonis, które były obecne w pierwotnym Kościele.
Obchodzimy dziś wspomnienie błogosławionej Karoliny Kózkówny i jak co roku usłyszymy na Mszy podsumowanie jej notki biograficznej: „zginęła, broniąc cnoty czystości”. Jak co roku coś się we mnie burzy na te słowa, szczególnie, że mam w głowie arystotelesowskie pojęcie cnoty (greckiego ἀρετή). Z wielką trudnością łączy mi się „trwała zdolność do czynienia dobra” z historią śmierci Karoliny, która u początków pierwszej wojny światowej uciekała w lesie przed rosyjskim żołnierzem.
Obchodzimy dziś wspomnienie błogosławionej Karoliny Kózkówny i jak co roku usłyszymy na Mszy podsumowanie jej notki biograficznej: „zginęła, broniąc cnoty czystości”. Jak co roku coś się we mnie burzy na te słowa, szczególnie, że mam w głowie arystotelesowskie pojęcie cnoty (greckiego ἀρετή). Z wielką trudnością łączy mi się „trwała zdolność do czynienia dobra” z historią śmierci Karoliny, która u początków pierwszej wojny światowej uciekała w lesie przed rosyjskim żołnierzem.
Listopad to taki moment roku, w którym częściej myślimy o przemijaniu, śmierci i wieczności. Może bardziej zastanawiamy się nad tym, co ważne. Ja, jak co roku, odwiedzając moich bliskich na cmentarzu, postawiłam też znicz na grobie mojego nauczyciela geografii, który zmarł zupełnie nagle w dniu mojej ustnej matury z polskiego, czyli już ponad 23 lata temu. Nadal przed oczami mam jego dobrotliwą twarz i choć naprawdę niewiele niestety zdołał mnie nauczyć geografii, to jednak zapisał się w mojej pamięci. Może dlatego, że był zawsze po stronie uczniów; może dlatego, że był ludzki i życzliwy, a może po prostu dlatego, że miał dla nas czas.
Listopad to taki moment roku, w którym częściej myślimy o przemijaniu, śmierci i wieczności. Może bardziej zastanawiamy się nad tym, co ważne. Ja, jak co roku, odwiedzając moich bliskich na cmentarzu, postawiłam też znicz na grobie mojego nauczyciela geografii, który zmarł zupełnie nagle w dniu mojej ustnej matury z polskiego, czyli już ponad 23 lata temu. Nadal przed oczami mam jego dobrotliwą twarz i choć naprawdę niewiele niestety zdołał mnie nauczyć geografii, to jednak zapisał się w mojej pamięci. Może dlatego, że był zawsze po stronie uczniów; może dlatego, że był ludzki i życzliwy, a może po prostu dlatego, że miał dla nas czas.
Opadł już kurz po aferze u Wojewódzkiego, kiedy Julia Wieniawa zgodziła się z tezą, że bieda to stan umysłu. Drama ta wywołała tak duże oburzenie społeczne, że wyszła poza bańkę światka celebrytów. Tymczasem sam papież Leon XIV jakby postanowił odpowiedzieć Julii, pisząc w swojej pierwszej adhortacji Dilexi Te: „Ubóstwo nie jest wyborem. Są jednak wciąż tacy, którzy ośmielają się tak twierdzić, wykazując się ślepotą i okrucieństwem.” (DT 14) Wydaje się oczywiste, że człowiekowi nie przybędzie pieniędzy od samego myślenia o nich, ale czy jednak przewrotnie nie może okazać się, że w tej kontrowersyjnej tezie jednak coś jest?
Opadł już kurz po aferze u Wojewódzkiego, kiedy Julia Wieniawa zgodziła się z tezą, że bieda to stan umysłu. Drama ta wywołała tak duże oburzenie społeczne, że wyszła poza bańkę światka celebrytów. Tymczasem sam papież Leon XIV jakby postanowił odpowiedzieć Julii, pisząc w swojej pierwszej adhortacji Dilexi Te: „Ubóstwo nie jest wyborem. Są jednak wciąż tacy, którzy ośmielają się tak twierdzić, wykazując się ślepotą i okrucieństwem.” (DT 14) Wydaje się oczywiste, że człowiekowi nie przybędzie pieniędzy od samego myślenia o nich, ale czy jednak przewrotnie nie może okazać się, że w tej kontrowersyjnej tezie jednak coś jest?
spojrzenieserca.blog.deon.pl / mł
Ktoś mógłby pomyśleć, że tak właśnie będzie wyglądać niebo: Bóg nareszcie przeniesie nas z tego łez padołu do nowej rzeczywistości, w której zapomnimy o cierpieniu, bólu i krzywdzie nam zadanej. Zaczniemy z czystą kartą i nie będziemy się już mierzyć z naszymi własnymi błędami. Otóż nie! - pisze na swoim blogu Ewa Bartosiewicz.
Ktoś mógłby pomyśleć, że tak właśnie będzie wyglądać niebo: Bóg nareszcie przeniesie nas z tego łez padołu do nowej rzeczywistości, w której zapomnimy o cierpieniu, bólu i krzywdzie nam zadanej. Zaczniemy z czystą kartą i nie będziemy się już mierzyć z naszymi własnymi błędami. Otóż nie! - pisze na swoim blogu Ewa Bartosiewicz.
{{ article.published_at }}
{{ article.description }}
{{ article.description }}