Cztery śluby i pogrzeb. O tym co najważniejsze

Cztery śluby i pogrzeb. O tym co najważniejsze
Fot. Depositphotos

Rano był pogrzeb, zupełnie nieoczekiwany. Nazywała się Aśka Chudzik RSCJ. Nie Joanna, nie Asia, zawsze Aśka (siostry z zagranicy piszą o niej Ashka). Odeszła tak nagle, że wszystkich pozostawiła w szoku. Z dnia na dzień, w pełni sił i zdrowia, z wieloma planami. Jeszcze wieczorem była na modlitwie, żartowała ze wspólnotą. Rano już Pan zabrał ją do siebie. W biegu. To cała ona - wzięła i sobie umarła. Jak dowiedzieliśmy się na pogrzebie, w taki sam sposób wstępowała do zakonu. Przyjechała do Warszawy do znajomego księdza, kazała się zawieść do klasztoru na Tanecznej i powiedziała, że tu już zostaje. Nikt nie wiedział. Po prostu wzięła i wstąpiła.

Jej pożegnanie było pełne wzruszeń. Kolejne osoby wychodziły na ambonę wspominając zarówno jej dzieciństwo jak i ostatnie dni. Łzy płynęły mi po policzkach co chwilę. Aśka rzeczywiście była wyjątkowa - nie dała się zamknąć w schematach, była wulkanem energii, miała doskonały zmysł organizacyjny i twardą rękę do zarządzania, ale też poczucie humoru i niesamowite podejście do ludzi - wychowawczyni z prawdziwego zdarzenia. To co zapamiętam, to telefon od niej w trudnym momencie, kiedy prawie nikt inny nie zadzwonił. Nie bała się mieć własnego zdania i głośno go wyrażać.

To jednak, co najbardziej mnie poruszyło na pogrzebie, to homilia. Usłyszeliśmy, że to jest łaska, że możemy się tutaj spotkać i to łaska, że Aśka odeszła do Pana. To łaska, bo wszystko jest łaską. Wszystko jest w Jego rękach i nic nie wydarza się przypadkowo. Ona jest już po tej lepszej stronie, gdzie - jestem przekonana - doświadcza już pełni miłości Boga, ale dla nas też to wydarzenie może być darem. Wystarczy, że przez chwilę pomyślimy sobie o tym, że życie jest zbyt kruche i nieprzewidywalne, by marnować je na głupoty. Zbyt mało jest czasu by narzekać, wykłócać się i bezsensownie scrollować Internet. Warto zająć się tym co naprawdę istotne i nie odkładać ważnych spotkań na później, bo możemy ich nie doczekać.

DEON.PL POLECA




Wieczorem były śluby. Wszystkie cztery na raz. Michał Karnawalski SJ składał swoją uroczystą profesję zakonną, czyli po raz ostatni potwierdził swoje oddanie życia Jezusowi, a Towarzystwo Jezusowe potwierdziło, że chce go na zawsze w swoich szeregach. To wydarzenie pod wieloma względami było czymś na przeciwległym biegunie do porannego pogrzebu. Przede wszystkim nie było w nim nic nagłego. Michał czekał na ten dzień prawie 24 lata od swojego wstąpienia. Przechodził formację w wielu miejscach w Polsce i na świecie, studiował na najlepszych uczelniach, rozwijał się na różnych polach. Mogłoby się wydawać, że teraz już dobiegł do jakiejś mety i może odpocząć, ale nic bardziej mylnego. Teraz przed nim czas dalszego życia czterema ślubami. Trzy z nich zapewne są Wam znane - to rady ewangeliczne czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, ale czwarty (składany przez niektórych jezuitów) może być tajemniczy. To ślub posłuszeństwa papieżowi w sprawach misji. Czyli jak papież potrzebuje wsparcia, to może poprosić takiego jezuitę o zostawienie całego dotychczasowego życia, by służyć Kościołowi gdzieś na końcu świata.

Drugim, co wyróżniało wieczorną uroczystość, to punkt koncentracji naszej uwagi. Poranny pogrzeb, z naturalnych względów, skupiony był na zmarłej i pustce, którą pozostawiła w naszym życiu. Michał natomiast zadbał, by ten dzień nie był tylko o nim. Jako badacz Starego Testamentu spędził nieco czasu na Bliskim Wschodzie i bardzo osobiście odczuwa ból tych, którzy w trwających wojnach tracą bliskich i dobytek życia. Najbardziej wzruszającym momentem liturgii ślubów był psalm oraz hymn wykonany w języku arabskim w akcie modlitwy za tych, którzy cierpią z powodu konfliktów, po wszystkich stronach.

W czym to może być inspiracją dla nas? Może w tym, by mieć serce cały czas otwarte na nowe zaproszenia od Pana i by nasz wzrok kierować szerzej niż tylko nasze małe bezpieczne podwórko. Może nie będziemy proszeni o wyjazd na koniec świata, ale może przez różne okoliczności okazać się, że nasz własny świat tu i teraz wywróci się do góry nogami. Może odejść nam ktoś bliski, możemy mieć wypadek i stracić zdrowie, możemy być zwolnieni z pracy, a w końcu i nas może dotknąć wojna. Równie dobrze jednak może w naszym życiu nieoczekiwanie pojawić się nowy bliski człowiek, możemy zostać uzdrowieni czy to fizycznie czy duchowo, wymarzona praca może nas znaleźć, gdy najmniej się tego spodziewamy, a pokój może stać się naszym udziałem nawet pośrodku trudnych wydarzeń. Życie jest pełne niespodzianek, ale jeśli chcemy przeżyć je w pełni, dobrze jeśli będziemy pamiętać, że wszystko jest darem.

 

DEON.PL POLECA


Ewa Bartosiewicz - informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii. Prowadzi bloga "Spojrzenie serca".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Katarzyna Stoparczyk

Kamil Stoch padł na kolana w błoto, by poprosić ukochaną kobietę o rękę. 
Martyna Wojciechowska wskoczy z tobą w kałużę, a jak trzeba będzie, to raz jeszcze spojrzy na nas z dachu świata. 

Skomentuj artykuł

Cztery śluby i pogrzeb. O tym co najważniejsze
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.