Hejt to lustro hejtera. Dowiedz się, dlaczego agresja mówi więcej o nim niż o Tobie

Hejt to lustro hejtera. Dowiedz się, dlaczego agresja mówi więcej o nim niż o Tobie
Fot. Depositphotos

Każdy kto prowadzi działalność publiczną lub chociaż trochę bardziej niż inni zaangażowany jest w Internecie, prędzej czy później spotka się z hejtem. To znak naszych czasów, bo jeszcze kilkanaście lat temu, jak komuś się coś nie podobało, to mógł co najwyżej pokrzyczeć sobie do telewizora, a teraz ma nieograniczone możliwości wyrażania swojego zdania. Z przykrością musimy stwierdzić, że często to zdanie jest nie tylko negatywne, ale też obraźliwe, nieadekwatne i poniżające.

W ostatnim czasie pojawia się ileś wypowiedzi dotyczących hejtu chociażby w kontekście absurdalnych zarzutów wobec naszych sportowców na olimpiadzie.  Przede wszystkim warto zauważyć, że hejt mówi o wiele więcej o osobie hejtującej niż o hejtowanej. Ten, kto wypisuje w Internecie słowa, których nigdy nie wypowiedziałby nikomu w twarz, zdradza tym samym swoje niskie poczucie wartości, nieprzepracowaną frustrację i kompleksy. Jeżeli ktoś potrzebuje poniżać innych, żeby sam poczuć się lepiej, to zdecydowanie źle o nim świadczy. Niestety jednak to ten, który czyta niewybredne komentarze na swój temat, zazwyczaj czuje się źle lub nawet wpada w depresję, a w skrajnym przypadku może otrzeć się o samobójstwo.

Jezus doświadczył hejtu i agresji w czystej postaci podczas swojego procesu, kiedy to rzymscy żołnierze opluwali go i wyśmiewali, żeby go poniżyć. Jego reakcją zazwyczaj było milczenie. Nie dlatego, że przyzwalał na zło, ale dlatego, że odpowiadanie ludziom opętanym nienawiścią zazwyczaj do niczego nie prowadzi. Raz zdecydował się zabrać głos – rzeczowo i spokojnie: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18,23).

DEON.PL POLECA


Czasem jednak doświadczamy nieco bardziej subtelnej odmiany hejtu, który nie zawsze swój cel upatruje w poniżaniu i bezmyślnej agresji, ale polega na rzucaniu oskarżeń, podważaniu kompetencji, często jeszcze pod pozorem troski o innych. Z takimi reakcjami na swoje działania, Jezus spotykał się na porządku dziennym. Szczególnie od faryzeuszy, którzy byli przekonani, że wiedzą lepiej jak powinien postępować pobożny żyd, kim powinien być oczekiwany Mesjasz i czego Jezus powinien nauczać. Byli zupełnie zamknięci na zweryfikowanie swoich schematów i chcieli pochwycić Go na słowie. Z taką krytyką możemy również i my stykać się w naszej codzienności.

W tym kontekście warto przytoczyć znaną historię z Ewangelii, która może nam pokazać jak sobie radzić w takich sytuacjach. Jest to historia dwóch kobiet, które w swoim domu przyjmowały Przyjaciela. Jedna postanowiła usiąść i Go słuchać, a druga zadbać o to, by gość był najedzony. Obie z pewnością miały najlepsze intencje, ale nie do końca sytuacja potoczyła się tak, jak tego chciały. Przyjrzyjmy się bliżej reakcji Marty: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła” (Łk 10,40). W tym zdaniu widzimy aż dwa oskarżenia i jedno żądanie. Maria jest zła, bo nie pomogła, a Jezus, bo na to pozwolił. Teraz niech ktoś to naprawi. Tymczasem ten komunikat mówi tak wiele o samej Marcie – o jej relacji z siostrą; o jej wewnętrznej niezgodzie na to co robi; o stawianiu sobie wymagań, których nikt od niej nie oczekiwał. To właśnie na to wszystko próbuje zwrócić uwagę Jezus, mówiąc: „martwisz się i niepokoisz o wiele”, ale zupełnie niepotrzebnie.

Drugą częścią tej historii jest Maria. Ciekawa jestem co byśmy zobaczyli, wnikając w jej uczucia i sposób przeżywania tej sytuacji. Mogła skulić się wewnętrznie w poczuciu winy i nie umieć nawet spojrzeć Marcie w oczy. Przecież nikt nie lubi być posądzony o brak uczynności i troski. Mogła żałować, że jednak nie wybrała inaczej, by tylko nie czuć teraz na sobie karcącego wzroku siostry. Równie dobrze jednak mogła mieć w sercu pokój i być pewna, że postąpiła właściwie (na co miała potwierdzenie samego Jezusa). Mogła spojrzeć na Martę z prawdziwym współczuciem i uświadomić sobie jej przeciążenie i brak zadbania o swoje potrzeby. Taka postawa wcale nie jest prosta. Wymaga osadzenia w tożsamości Bożego dziecka, które zna swoją wartość i świadomie wybiera to, co ważne, nawet jeśli w tym samym czasie nie spełni oczekiwań innych.

Jak zatem zachować się, kiedy słyszymy albo czytamy na swój temat coś, co nam się nie podoba? Najpierw warto zobaczyć czy przypadkiem nie da się z tej  (nawet agresywnej) krytyki czegoś wziąć dla siebie. Może zobaczymy szerszą perspektywę i dowiemy się czegoś o sobie? Jeśli jednak odkrywamy, że nic pozytywnego dana opinia nie wnosi, wtedy pomyślmy sobie: „To nie jest o mnie. To jest o nim/niej” i spróbujmy wzbudzić w sobie współczucie wobec naszego hejtera. To on z czymś sobie nie radzi. Na koniec oddawajmy wszystko Bogu. On potrafi nam pokazać prawdę o naszej grzeszności w taki sposób, że będziemy chcieli stawać się coraz lepsi, ale też nieustannie będzie nam przypominał o naszej wyjątkowości, staraniach, nieskończonej wartości w Jego oczach. Jego pytajmy o to jak działać i co pisać i niech On weryfikuje nasze intencje. W każdym położeniu starajmy się czerpać z zakorzenienia w Nim i na agresję odpowiadać Jego miłością.    

DEON.PL POLECA


Ewa Bartosiewicz - informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii. Prowadzi bloga "Spojrzenie serca".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Paweł Chmielewski

Żadna heretycka idea nie ginie. Stare herezje przebierają się tylko w nowe szaty. Trzeba przyznać, że ten ponawiany przez wieki, żmudny wysiłek, musi budzić zadumę nad wytrwałością i celowością działań wrogów Chrystusa. Zastanawia, jak zgodnie...

Skomentuj artykuł

Hejt to lustro hejtera. Dowiedz się, dlaczego agresja mówi więcej o nim niż o Tobie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.