Ile dzieci musi jeszcze umrzeć, byśmy zaczęli traktować hejt poważnie?
"Sam cierpiałem, znosiłem ten ból, który mi zadawano przez tak długi czas. Znosiłem ten hejt, który na mnie spadł, nie wiem czemu. Te upokorzenia, poniżanie i pobicie. Przecież ja byłem taki sam jak Wy. Dobrze się uczyłem, byłem grzeczny, miałem marzenia". Słowa odczytane na pogrzebie 14 letniego Mateusza powinny wybrzmieć. Jego oprawcy i ich rodzice, którzy chowali głowę w piasek oraz nauczyciele, którzy widzieli i nie reagowali - was pewnie nie ruszą. Boicie się teraz czegoś innego. Wydało się, jest głośno, ktoś może za to oberwać. Jednak wam nie jest wstyd, bo dawno przestaliście go czuć. Bo gdyby tak nie było, Mateusz by żył.
Jeden z moich synów przeżył to samo co Mateusz. Bicie, poniżanie, niszczenie jego własności, hejt na grupie klasowej, kopniaki w szatni (bo tam nie ma kamer). Rodzice oprawców śmiali mi się w twarz. Mówili, że jak ich syn sobie nie życzy, to mój nie ma być szybszy na wfie, bo oberwie. Przecież dostał ostrzeżenie. Nie, to nie żart. To patologia wielu polskich szkół. Dziś, dwa lata po tym co na co dzień przeżywało moje dziecko, mam odwagę powiedzieć w imieniu wielu prześladowanych dzieci: dość! Ile dzieci musi jeszcze umrzeć, zanim rodzice i nauczyciele zaczną reagować na agresję, hejt i nienawiść?
To nie jest zjawisko marginalne. Nienawiść i przemoc w szkołach dzieje się od lat. Kiedyś, 20 lat temu, było łatwiej. Dziecko poniżane w klasie wracało do bezpiecznego domu, zamykało się w pokoju i miało spokój. Dziś tego nie ma. Wraca do mieszkania i dostaje kolejne powiadomienie na grupie klasowej - prześmiewczy filmik, nagie zdjęcia z jego twarzą wygenerowane przez AI, które ktoś rozsyła po szkole jako prawdziwe. Nie ma sekundy by nie było bombardowane czyjąś bezsensowną nienawiścią. Czy da się to znieść? Nie, nie da się. Nie da się naciągać struny w nieskończoność, w końcu pęknie i dochodzi do tragedii. Wtedy pojawia się lament: dlaczego nikt nie widział, dlaczego nie pomógł? A czasem naprawdę możemy zareagować na czas.
To, co było ogromnym wsparciem dla mojego dziecka, to parafialna oaza. Miejsce, gdzie zawsze czuł się bezpiecznie, bo miał tam kolegów, na których mógł liczyć i z którymi spotykał się po szkole. Wypisał się z klasowej grupy, więc nie widział tych wszystkich filmików, w których "grał" główną rolę. Przetrwał dzięki przyjaźni. Wiedział też, że ma nas - rodziców - i to, że będziemy walczyć w jego obronie.
Jeśli w klasie twojego dziecka jest ktoś nielubiany, hejtowany, wyśmiewany - zobacz co możecie zrobić. Być może twoje dziecko i jego "zwykłe" towarzyszenie będzie tym, co uratuje prześladowanego przed stanięciem na torach… Być może ono potrzebuje spędzić popołudnie w czyimś - przyjaznym - towarzystwie. Zapewniam, że nie ma tutaj gestów nieznaczących, one mogą być przełomowe… A jeśli to twoje dziecko jest ofiarą przemocy, uciekaj! Nie licz na to, że przestaną. Nie przestaną…
Dużo zależy od nas, dorosłych. Od tego jak sami wypowiadamy się w mediach społecznościowych. Dzieci widzą nasze komentarze. Widzą te ślady, które po sobie zostawiamy. Warto się czasem zatrzymać i pomyśleć, zanim coś wrzucimy do sieci. Czy dziecko, albo wnuk czyta moje słowa pełne nienawiści i hejtu? Czy czuję się bezkarnie pisząc komuś w komentarzu, że jest głupi, brzydki i beznadziejny? Jeśli choć raz wrzuciłeś taki komentarz, to najwyższy czas na autorefleksję. Nie wymagajmy od dzieci kultury, której ich sami nie uczymy… Pamiętajmy też o tym, że "Internet nie zapomina". I o tym, że dzieci słyszą to, co mówimy o innych przy stole albo w innych okolicznościach. Słowa uczą, ale przykłady pociągają…
"Przecież ja byłem taki sam jak Wy" - napisał w swoim pożegnaniu śp. Mateusz. Nie naprawimy całego świata, ale zacznijmy od swojego małego podwórka… By kolejne dziecko nie stanęło na torach. By zło nie miało ostatniego słowa.

Skomentuj artykuł