Zaczął się październik. To właśnie teraz w Kościele katolickim częściej wyciągamy i odkurzamy swoje różańce. Gdy rozmawiam z innymi katolikami o tym, czym dla nich jest modlitwa różańcowa, odnoszę wrażenie, że to wciąż nieodkryty skarb… Trudno nazwać skarbem modlitwę, którą nie do końca się rozumie i podczas jej odmawiania myśli uciekają gdzieś daleko. Jeśli dołożyć do tego, że nie sięgamy po nią sami z siebie, za to często dostajemy za pokutę, która – nie oszukujmy się – kojarzy się z jakąś formą kary (niestety!), to nie jest to zbyt pociągająca perspektywa, prawda? Tymczasem ta modlitwa może okazać się niezwykle życiodajna, szczególnie dla osób, które nie potrafią się skupić i których myśli biegną jak konie w galopie.
Zaczął się październik. To właśnie teraz w Kościele katolickim częściej wyciągamy i odkurzamy swoje różańce. Gdy rozmawiam z innymi katolikami o tym, czym dla nich jest modlitwa różańcowa, odnoszę wrażenie, że to wciąż nieodkryty skarb… Trudno nazwać skarbem modlitwę, którą nie do końca się rozumie i podczas jej odmawiania myśli uciekają gdzieś daleko. Jeśli dołożyć do tego, że nie sięgamy po nią sami z siebie, za to często dostajemy za pokutę, która – nie oszukujmy się – kojarzy się z jakąś formą kary (niestety!), to nie jest to zbyt pociągająca perspektywa, prawda? Tymczasem ta modlitwa może okazać się niezwykle życiodajna, szczególnie dla osób, które nie potrafią się skupić i których myśli biegną jak konie w galopie.
Od wielu dni dostaję na Instagramie wiadomości z linkami do rolek, które nagrano w sklepach dużej, wciąż rozrastającej się w Polsce, sieci marketów. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że odwiedzam ten sklep regularnie, szczególnie jego dział papierniczy. Jednak nie ten dział budzi tyle emocji moich obserwatorów, ale wystawa ozdób świątecznych. Tak, wiem, że mamy wrzesień. Wiem również, że akcesoria bożonarodzeniowe są tam dostępne już od 2 września. Gdy to zobaczyłam, nie wzbudziło to jednak we mnie żadnych odczuć, choć po reakcjach osób piszących do mnie wiadomości, widzę że nie tyle nas to dziś oburza, co smuci. Ja jednak poszłabym w refleksji o krok dalej…
Od wielu dni dostaję na Instagramie wiadomości z linkami do rolek, które nagrano w sklepach dużej, wciąż rozrastającej się w Polsce, sieci marketów. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że odwiedzam ten sklep regularnie, szczególnie jego dział papierniczy. Jednak nie ten dział budzi tyle emocji moich obserwatorów, ale wystawa ozdób świątecznych. Tak, wiem, że mamy wrzesień. Wiem również, że akcesoria bożonarodzeniowe są tam dostępne już od 2 września. Gdy to zobaczyłam, nie wzbudziło to jednak we mnie żadnych odczuć, choć po reakcjach osób piszących do mnie wiadomości, widzę że nie tyle nas to dziś oburza, co smuci. Ja jednak poszłabym w refleksji o krok dalej…
Kilka dni temu umieściłam w social mediach spontaniczny wpis. Taki z serii: myślę i czuję, więc się podzielę. Ów wpis dotyczył spowiedzi, więc spodziewałam się tego, że wywoła jakieś reakcje. Jednak – jak często bywa w takich sytuacjach – nie spodziewałam się, że odzew będzie aż taki… Nie chodzi nawet o to, że ma jakieś kosmiczne ilości wyświetleń (choć na tle pozostałych, bardziej merytorycznych czy niosących jakąś treść, widać ogromną różnicę). Bardziej zaskoczyło mnie to, że część odbiorców poczuła się głęboko dotknięta moimi przemyśleniami. Nie spodziewałam się, że wzbudzą w nich jakiś rodzaj zazdrości czy złości. Zszokowało mnie to, że inni wierzący będą za wszelką cenę próbować mi umniejszyć i udowodnić jaka ze mnie słaba katoliczka.
Kilka dni temu umieściłam w social mediach spontaniczny wpis. Taki z serii: myślę i czuję, więc się podzielę. Ów wpis dotyczył spowiedzi, więc spodziewałam się tego, że wywoła jakieś reakcje. Jednak – jak często bywa w takich sytuacjach – nie spodziewałam się, że odzew będzie aż taki… Nie chodzi nawet o to, że ma jakieś kosmiczne ilości wyświetleń (choć na tle pozostałych, bardziej merytorycznych czy niosących jakąś treść, widać ogromną różnicę). Bardziej zaskoczyło mnie to, że część odbiorców poczuła się głęboko dotknięta moimi przemyśleniami. Nie spodziewałam się, że wzbudzą w nich jakiś rodzaj zazdrości czy złości. Zszokowało mnie to, że inni wierzący będą za wszelką cenę próbować mi umniejszyć i udowodnić jaka ze mnie słaba katoliczka.
Zaczął się nowy rok szkolny i formacyjny, więc w parafiach pojawiają się ogłoszenia o przygotowaniach do sakramentów pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej. Dla rodziców to rok pełen wyzwań, ale niejednokrotnie też ogromnej nadziei na ożywienie i pogłębienie relacji z Bogiem, choć do tego drugiego potrzeba nas – innych, zaangażowanych w Kościele ludzi świeckich.
Zaczął się nowy rok szkolny i formacyjny, więc w parafiach pojawiają się ogłoszenia o przygotowaniach do sakramentów pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej. Dla rodziców to rok pełen wyzwań, ale niejednokrotnie też ogromnej nadziei na ożywienie i pogłębienie relacji z Bogiem, choć do tego drugiego potrzeba nas – innych, zaangażowanych w Kościele ludzi świeckich.
Już jakiś czas temu miałam ogromną nadzieję, że era kultu szczupłego ciała minie bezpowrotnie... Wszem i wobec mówi się o akceptacji siebie, ciałopozytywności, o zmieniających się w ekspresowym tempie kanonach piękna oraz tym, że szczupły nie zawsze znaczy zdrowy. Jakże te nadzieje są płonne! Patrzę na zdjęcia pewnej katolickiej twórczyni… Przerabia je w AI, by wyglądać młodziej i szczuplej. Gdyby nie to, że zdradza ją „różaniec”, który trzyma w ręku, pewnie sama uwierzyłabym w tę przemianę. Ale AI pomylił liczbę koralików, wydało się. Gdyby nie to, że koleżanki wysyłają mi swoje zdjęcia, gdy szukają sukienki na wesele i ciągle widzą na nich za duży, wystający brzuch, to bym uwierzyła, że jednak z akceptacją siebie jest u nas całkiem dobrze. Gdyby nie to, że sama mam problem z dobraniem ubrań w odpowiednim rozmiarze, byłoby naprawdę fajnie.
Już jakiś czas temu miałam ogromną nadzieję, że era kultu szczupłego ciała minie bezpowrotnie... Wszem i wobec mówi się o akceptacji siebie, ciałopozytywności, o zmieniających się w ekspresowym tempie kanonach piękna oraz tym, że szczupły nie zawsze znaczy zdrowy. Jakże te nadzieje są płonne! Patrzę na zdjęcia pewnej katolickiej twórczyni… Przerabia je w AI, by wyglądać młodziej i szczuplej. Gdyby nie to, że zdradza ją „różaniec”, który trzyma w ręku, pewnie sama uwierzyłabym w tę przemianę. Ale AI pomylił liczbę koralików, wydało się. Gdyby nie to, że koleżanki wysyłają mi swoje zdjęcia, gdy szukają sukienki na wesele i ciągle widzą na nich za duży, wystający brzuch, to bym uwierzyła, że jednak z akceptacją siebie jest u nas całkiem dobrze. Gdyby nie to, że sama mam problem z dobraniem ubrań w odpowiednim rozmiarze, byłoby naprawdę fajnie.
Kilka dni temu umieściłam w mediach społecznościowych wpis o pewnej książce. To “Pamiętnik duchowy” św. Małgorzaty Marii Alacoque, kojarzonej głównie z pierwszymi piątkami miesiąca. Za każdym razem, gdy piszę w mediach społecznościowych o sakramencie spowiedzi, moja skrzynka odbiorcza zapychana jest wiadomościami. Tym razem dotyczyły one zacytowanych słów Jezusa, które zanotowała św. Małgorzata w chwili zwątpienia i lęku o to, czy potrafi się dobrze wyspowiadać: “Dlaczego tak się dręczysz? Czyń, co w twojej mocy, a gdyby na końcu jeszcze czegoś brakowało, Ja to uzupełnię. W sakramencie tym oczekuję jedynie na skruszone i pokorne serce, które ma szczerą wolę nieobrażania Mnie więcej, a oskarża się bez ukrywania czegokolwiek. W takim przypadku natychmiast udzielam przebaczenia i dusza staje się czysta”.
Kilka dni temu umieściłam w mediach społecznościowych wpis o pewnej książce. To “Pamiętnik duchowy” św. Małgorzaty Marii Alacoque, kojarzonej głównie z pierwszymi piątkami miesiąca. Za każdym razem, gdy piszę w mediach społecznościowych o sakramencie spowiedzi, moja skrzynka odbiorcza zapychana jest wiadomościami. Tym razem dotyczyły one zacytowanych słów Jezusa, które zanotowała św. Małgorzata w chwili zwątpienia i lęku o to, czy potrafi się dobrze wyspowiadać: “Dlaczego tak się dręczysz? Czyń, co w twojej mocy, a gdyby na końcu jeszcze czegoś brakowało, Ja to uzupełnię. W sakramencie tym oczekuję jedynie na skruszone i pokorne serce, które ma szczerą wolę nieobrażania Mnie więcej, a oskarża się bez ukrywania czegokolwiek. W takim przypadku natychmiast udzielam przebaczenia i dusza staje się czysta”.
Internet daje dostęp do modlitwy, rekolekcji i wspólnot z całego świata. Ale razem z wartościowymi treściami łatwo trafić na duchowe uproszczenia, fałszywe autorytety czy pokusę zastąpienia realnego Kościoła wygodną wersją online. Gdzie przebiega granica między pomocą a namiastką? Wirtualne parafie, katocelebryci i wspólnota błogosławionego Chata z GPT – czyli na co zwracać uwagę, karmiąc duchowość online. O tym rozmawiają Magda Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku serii „Katoliczka w sieci”.
Internet daje dostęp do modlitwy, rekolekcji i wspólnot z całego świata. Ale razem z wartościowymi treściami łatwo trafić na duchowe uproszczenia, fałszywe autorytety czy pokusę zastąpienia realnego Kościoła wygodną wersją online. Gdzie przebiega granica między pomocą a namiastką? Wirtualne parafie, katocelebryci i wspólnota błogosławionego Chata z GPT – czyli na co zwracać uwagę, karmiąc duchowość online. O tym rozmawiają Magda Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku serii „Katoliczka w sieci”.
Książka może być oknem na świat. Czymś, przy czym możemy się zrelaksować, poczuć coś głębiej, pozwolić naszej wyobraźni wybudzić się z hibernacji. Nie potrzeba spędzać całego dnia nad książką, by się nią nasycić. Wystarczy kilkanaście minut dziennie, może zamiast kolejnej serii bezmyślnego scrollowania rolek na Instagramie.
Książka może być oknem na świat. Czymś, przy czym możemy się zrelaksować, poczuć coś głębiej, pozwolić naszej wyobraźni wybudzić się z hibernacji. Nie potrzeba spędzać całego dnia nad książką, by się nią nasycić. Wystarczy kilkanaście minut dziennie, może zamiast kolejnej serii bezmyślnego scrollowania rolek na Instagramie.
W tym roku Niedziela Dobrego Pasterza budzi we mnie inne skojarzenia i refleksje niż w poprzednich latach. Z jednej strony umiera Łukasz Litewka, który pociągał rzesze ludzi - nie za sobą, ale za realnym i namacalnym dobrem wobec chorych i potrzebujących. Z drugiej wciąż gorące emocje budzi Piotr "Łatwogang" Garkowski i jego niesamowita akcja. Młody chłopak prowadził 9-dniowy stream na YouTubie, jednocząc wiele serc. Jego charytatywna transmisja dla Fundacji Cancer Fighters zakończyła się kwotą ponad 251 mln złotych. Dwoje młodych ludzi i tyle dobra!
W tym roku Niedziela Dobrego Pasterza budzi we mnie inne skojarzenia i refleksje niż w poprzednich latach. Z jednej strony umiera Łukasz Litewka, który pociągał rzesze ludzi - nie za sobą, ale za realnym i namacalnym dobrem wobec chorych i potrzebujących. Z drugiej wciąż gorące emocje budzi Piotr "Łatwogang" Garkowski i jego niesamowita akcja. Młody chłopak prowadził 9-dniowy stream na YouTubie, jednocząc wiele serc. Jego charytatywna transmisja dla Fundacji Cancer Fighters zakończyła się kwotą ponad 251 mln złotych. Dwoje młodych ludzi i tyle dobra!
"Sam cierpiałem, znosiłem ten ból, który mi zadawano przez tak długi czas. Znosiłem ten hejt, który na mnie spadł, nie wiem czemu. Te upokorzenia, poniżanie i pobicie. Przecież ja byłem taki sam jak Wy. Dobrze się uczyłem, byłem grzeczny, miałem marzenia". Słowa odczytane na pogrzebie 14 letniego Mateusza powinny wybrzmieć. Jego oprawcy i ich rodzice, którzy chowali głowę w piasek oraz nauczyciele, którzy widzieli i nie reagowali - was pewnie nie ruszą. Boicie się teraz czegoś innego. Wydało się, jest głośno, ktoś może za to oberwać. Jednak wam nie jest wstyd, bo dawno przestaliście go czuć. Bo gdyby tak nie było, Mateusz by żył.
"Sam cierpiałem, znosiłem ten ból, który mi zadawano przez tak długi czas. Znosiłem ten hejt, który na mnie spadł, nie wiem czemu. Te upokorzenia, poniżanie i pobicie. Przecież ja byłem taki sam jak Wy. Dobrze się uczyłem, byłem grzeczny, miałem marzenia". Słowa odczytane na pogrzebie 14 letniego Mateusza powinny wybrzmieć. Jego oprawcy i ich rodzice, którzy chowali głowę w piasek oraz nauczyciele, którzy widzieli i nie reagowali - was pewnie nie ruszą. Boicie się teraz czegoś innego. Wydało się, jest głośno, ktoś może za to oberwać. Jednak wam nie jest wstyd, bo dawno przestaliście go czuć. Bo gdyby tak nie było, Mateusz by żył.
Za kilka dni obchodzić będziemy Niedzielę Miłosierdzia, uroczystość ustanowioną w 2000 roku przez św. Jana Pawła II. Słusznie kojarzy się nam z Koronką do Miłosierdzia Bożego i ze św. Faustyną Kowalską. Jednak nie byłabym sobą, nie pytając: i co z tego? Co z tej uroczystości bierzesz dla siebie? Dlaczego ona jest tak ważna? Nie w teorii, wyczytanej z dokumentów Kościoła, ale dla mnie - tu i teraz.
Za kilka dni obchodzić będziemy Niedzielę Miłosierdzia, uroczystość ustanowioną w 2000 roku przez św. Jana Pawła II. Słusznie kojarzy się nam z Koronką do Miłosierdzia Bożego i ze św. Faustyną Kowalską. Jednak nie byłabym sobą, nie pytając: i co z tego? Co z tej uroczystości bierzesz dla siebie? Dlaczego ona jest tak ważna? Nie w teorii, wyczytanej z dokumentów Kościoła, ale dla mnie - tu i teraz.
Myślę o obchodzonym wczoraj dniu świętości życia i o tym, z czym się nam kojarzy. Walka o życie nienarodzonych i duchowa adopcja to piękne i bardzo potrzebne przestrzenie. Cieszę się, że mówi się o nich głośno. Jednocześnie bardzo brakuje mi głosów o dalszej walce, tak jakby dziecko zaraz po narodzinach stało się zakończonym projektem. Tymczasem dzieci rosną, dojrzewają, stają się dorosłymi. I przestają patrzeć na swoje życie jak na świętość.
Myślę o obchodzonym wczoraj dniu świętości życia i o tym, z czym się nam kojarzy. Walka o życie nienarodzonych i duchowa adopcja to piękne i bardzo potrzebne przestrzenie. Cieszę się, że mówi się o nich głośno. Jednocześnie bardzo brakuje mi głosów o dalszej walce, tak jakby dziecko zaraz po narodzinach stało się zakończonym projektem. Tymczasem dzieci rosną, dojrzewają, stają się dorosłymi. I przestają patrzeć na swoje życie jak na świętość.
Gdy myślę o nabożeństwach drogi krzyżowej dla dzieci, przypominają mi się artykuły, które czytałam na świeckich portalach i które były skierowane przeciwko lekcjom religii w szkole. Jednymi z głównych argumentów jakie się tam pojawiały były myśli w stylu: nie będę dziecka straszyć cierpieniem; nie będę pokazywać mu krzyża; nie dla promowania przemocy!
Gdy myślę o nabożeństwach drogi krzyżowej dla dzieci, przypominają mi się artykuły, które czytałam na świeckich portalach i które były skierowane przeciwko lekcjom religii w szkole. Jednymi z głównych argumentów jakie się tam pojawiały były myśli w stylu: nie będę dziecka straszyć cierpieniem; nie będę pokazywać mu krzyża; nie dla promowania przemocy!
Gdy podczas niedzielnej Eucharystii usłyszałam w trakcie kazania słowa: „nie musisz być biblistą, by sięgać po Słowo”, szeroko się uśmiechnęłam. Tak bardzo oddawały moje myśli i wątpliwości, z którymi borykałam się bardzo długi czas.
Gdy podczas niedzielnej Eucharystii usłyszałam w trakcie kazania słowa: „nie musisz być biblistą, by sięgać po Słowo”, szeroko się uśmiechnęłam. Tak bardzo oddawały moje myśli i wątpliwości, z którymi borykałam się bardzo długi czas.
Kilka dni temu przeżywaliśmy Niedzielę Chrztu Pańskiego. Wielu z nas usłyszało tego dnia pytanie o chrzest: czy znamy datę swojego, albo czy świadomie prosiliśmy Kościół o ten sakrament dla naszych dzieci? We mnie ta niedziela zostawiła jednak dużo więcej pytań…
Kilka dni temu przeżywaliśmy Niedzielę Chrztu Pańskiego. Wielu z nas usłyszało tego dnia pytanie o chrzest: czy znamy datę swojego, albo czy świadomie prosiliśmy Kościół o ten sakrament dla naszych dzieci? We mnie ta niedziela zostawiła jednak dużo więcej pytań…
Ksiądz przemykając z kropidłem między kartonami, szedł w stronę pokoju, w którym szybko wrzuciliśmy cały bałagan i zamknęliśmy drzwi z ulgą, że nikt go nie zobaczy. Na nasze przerażone "nie wchodź tam!", ksiądz odpowiedział z uśmiechem "małżeńską sypialnię należy poświęcić, zrobię to z zamkniętymi oczami".
Ksiądz przemykając z kropidłem między kartonami, szedł w stronę pokoju, w którym szybko wrzuciliśmy cały bałagan i zamknęliśmy drzwi z ulgą, że nikt go nie zobaczy. Na nasze przerażone "nie wchodź tam!", ksiądz odpowiedział z uśmiechem "małżeńską sypialnię należy poświęcić, zrobię to z zamkniętymi oczami".
Uroczystość Wszystkich Świętych za nami, można przestać zastanawiać się nad sensem życia i świętością aż do następnego roku, no, może ewentualnie do czasu Wielkiego Postu. Można jednak też podejść do sprawy inaczej, choćby po to, by mądrzej i świadomiej żyć…
Uroczystość Wszystkich Świętych za nami, można przestać zastanawiać się nad sensem życia i świętością aż do następnego roku, no, może ewentualnie do czasu Wielkiego Postu. Można jednak też podejść do sprawy inaczej, choćby po to, by mądrzej i świadomiej żyć…
Przed nami dzień zaduszny, znany również jako wspomnienie wszystkich zmarłych. Dawniej był to w Polsce dzień zadumy, rodzinnych spotkań na cmentarzu oraz modlitwy za tych, których już z nami nie ma. Jesień i ogólna atmosfera panująca wokół wręcz skłaniały do refleksji, zatrzymania się, spojrzenia w głąb siebie, w swoje tęsknoty i lęki. Zastanawiam się gdzie i dlaczego to zgubiliśmy? Dlaczego tak bardzo staramy się to zagłuszyć?
Przed nami dzień zaduszny, znany również jako wspomnienie wszystkich zmarłych. Dawniej był to w Polsce dzień zadumy, rodzinnych spotkań na cmentarzu oraz modlitwy za tych, których już z nami nie ma. Jesień i ogólna atmosfera panująca wokół wręcz skłaniały do refleksji, zatrzymania się, spojrzenia w głąb siebie, w swoje tęsknoty i lęki. Zastanawiam się gdzie i dlaczego to zgubiliśmy? Dlaczego tak bardzo staramy się to zagłuszyć?
Gdy dochodzi do ataku na kościoły i różne miejsca sakralne, często niszczony jest krzyż albo tabernakulum. Ci, którzy chcą sprofanować sacrum, uderzają właśnie tam. Osoby niewierzące, albo z głęboko nieuporządkowaną duchowością, niejednokrotnie traktują krzyż wyłącznie jako miejsce cierpienia. Wtedy śmieszną staje się adoracja krzyża, głupotą noszenie krzyża na szyi (no chyba że jako biżuterii!), a ludzie, którzy mówią, że krzyż pomaga im dźwigać ich niepełnosprawność czy żałobę, uważani są za odklejonych od rzeczywistości.
Gdy dochodzi do ataku na kościoły i różne miejsca sakralne, często niszczony jest krzyż albo tabernakulum. Ci, którzy chcą sprofanować sacrum, uderzają właśnie tam. Osoby niewierzące, albo z głęboko nieuporządkowaną duchowością, niejednokrotnie traktują krzyż wyłącznie jako miejsce cierpienia. Wtedy śmieszną staje się adoracja krzyża, głupotą noszenie krzyża na szyi (no chyba że jako biżuterii!), a ludzie, którzy mówią, że krzyż pomaga im dźwigać ich niepełnosprawność czy żałobę, uważani są za odklejonych od rzeczywistości.
Wielkimi krokami zbliża się uroczystość Zesłania Ducha Świętego, na parafialnych stronach pojawiają się zaproszenia na czuwania, różne wydarzenia katolickie i pierwsze "katolickie" naparzanki. Ci, którzy modlą się tylko w ciszy i na klęcząco, walą w "tańczących protestantów". Ci, których karmią wspólnoty charyzmatyczne, patrzą z politowaniem na osoby modlące się na różańcu. I tak w kółko, kolejny rok z rzędu, choć coraz mniej mnie to dziwi i zaskakuje.
Wielkimi krokami zbliża się uroczystość Zesłania Ducha Świętego, na parafialnych stronach pojawiają się zaproszenia na czuwania, różne wydarzenia katolickie i pierwsze "katolickie" naparzanki. Ci, którzy modlą się tylko w ciszy i na klęcząco, walą w "tańczących protestantów". Ci, których karmią wspólnoty charyzmatyczne, patrzą z politowaniem na osoby modlące się na różańcu. I tak w kółko, kolejny rok z rzędu, choć coraz mniej mnie to dziwi i zaskakuje.