Czy wiara jest dla mnie skarbem?
Kilka dni temu przeżywaliśmy Niedzielę Chrztu Pańskiego. Wielu z nas usłyszało tego dnia pytanie o chrzest: czy znamy datę swojego, albo czy świadomie prosiliśmy Kościół o ten sakrament dla naszych dzieci? We mnie ta niedziela zostawiła jednak dużo więcej pytań…
Czy wierzę w to, że Bóg słyszy moje modlitwy? Czy przyjmując Komunię, wierzę i wiem, że Hostia to nie jakiś symbol, ale prawdziwy Bóg? Czy wiem, że Jezus mnie kocha tak szalenie, że za mnie umarł i nic nie jest w stanie tego cofnąć, a jednocześnie ja nie muszę zasługiwać na tę miłość? Czy spowiedź jest dla mnie spotkaniem z Miłosiernym, który wyczekuje mnie ze wzruszeniem oraz czy szukam w tym sakramencie relacji z Nim? A może ten sakrament jest dla mnie tylko trudnym do przebrnięcia rytuałem? Reasumując: jestem dzieckiem, niewolnikiem czy może aktorem, któremu grają, więc tańczy?
Pytania wydają się banalne, ale do czasu. Gdy przyjrzymy się swoim kryzysom, wątpliwościom i niewiernościom – możemy zacząć zastanawiać się nad tym, że to nie zawsze trzyma się kupy. Nie chodzi o bycie idealnym, bezgrzesznym. Nie chodzi też o świadomość i znajomość prawa, ale o relację. O to, że świadomie uciekamy. Wybieramy z nauczania Kościoła fragmenty, które nam odpowiadają, a inne odrzucamy, bo są dla nas niewygodne. Modlimy się tylko wtedy, gdy czujemy się nieskazitelni, a gdy krzyczymy z niemocy, nie chcemy się takimi Bogu pokazać. Jakby było w nas przekonanie, że możemy jakoś ograniczyć Jego spojrzenie. Jakbyśmy wierzyli tylko trochę w Jego miłość. Tylko trochę w sakramenty. Tylko trochę w zbawienie.
Dla mnie dobrym sprawdzianem świadomości i głębi mojej wiary są dzieci. Moi synowie zadają niezliczoną ilość pytań. O obecność Boga w cierpieniu; o to, czy ksiądz jest nam potrzebny by Bóg mógł nam przebaczać; o to co się dzieje z człowiekiem po śmierci i dlaczego konsekrowana Hostia nie zmienia smaku, choć nie jest już przecież zwykłym opłatkiem. Pytania konfrontują. Zatrzymują. Zmuszają do zajęcia stanowiska, weryfikacji swojej wiedzy, poglądów, często też stanu swojego sumienia. A dzieci mają w sobie naturalną zdolność poszukiwań, podważania tego co widzą i szukania odpowiedzi do skutku.
Wiara jest przekonaniem i decyzją. Za nią czasem idą uczucia, czasem nie czujemy nic przez lata. Jednak możemy wpływać na kształt naszych przekonań. Możemy – jak dzieci – pytać i szukać odpowiedzi. Modlić się tak długo i wytrwale, aż zobaczymy przemianę. Nie na zewnątrz, ale wewnątrz nas samych. Kościół daje nam wiele możliwości wzrostu: we wspólnotach, spotkaniach, a przede wszystkim w sakramentach. Bóg chce naszego szczęścia, więc też i wzrostu, spełnienia, trwania w miłości. Chce nam dawać swoje siły, byśmy co dnia mogli żyć jeszcze piękniej, pełniej, świadomiej.
Decyzja to pewnego rodzaju klucz. Czy wiara jest dla mnie skarbem? Czy chcę ją pielęgnować i wejść na drogę, która wcale nie jest ani popularna, ani prosta? Czy widzę w tym sens? Jeśli tak, warto się zatrzymać i zobaczyć w jakim miejscu jestem. Nie po to, by się karcić, smucić, dołować. Po to, by świadomie poprosić Boga by prowadził mnie dalej. By ta droga krok po kroku, wypełniała moje najgłębsze tęsknoty i pragnienia. Nieważne, że większość ludzi wokół nie zadaje sobie głębokich pytań, albo nie szuka swojej drogi wiary. Ty możesz. Jeśli tylko chcesz…


Skomentuj artykuł