Dlaczego noworoczne postanowienia mogą dać nam dużo dobra?
Pierwszy dzień nowego roku może nie być idealnym czasem na głębsze rozmyślania i refleksje, ale w kolejne dni, które mamy przed sobą warto zatrzymać się - choćby na chwilę przy ulubionej kawie - i nazwać to, na czym najbardziej zależy nam w kolejnym, rozpoczynającym się roku.
Mimo, że nie jestem fanką sztucznego napędzania różnych wyzwań, podsumowań i planów, widzę ile dobra daje mi w codzienności regularnie praktykowany ignacjański rachunek sumienia. To właśnie tu codziennie, przez kilkanaście minut, mogę się zatrzymać i nazwać to za co jestem wdzięczna i podziękować Bogu za dobro, którego doświadczam, nazywając je wprost. Przyglądam się sobie w szczerości, prosząc Ducha Świętego by pomógł mi spojrzeć na miniony dzień. Na te momenty, w których reagowałam tak a nie inaczej, czułam to czy tamto, kierowałam się ku dobru albo się od niego odwracałam itd. Mogę wtedy świadomie żałować zła, raz jeszcze podziękować za dobro (które przyszło też przeze mnie) i podjąć małą, ale konkretną decyzję na kolejny dzień. Gdy taką refleksję praktykuje się regularnie, może się wydawać, że nie potrzeba wielkich, noworocznych postanowień. Mimo to uważam, że warto, choćby dlatego by wiedzieć do jakich celów dążymy.
Gdy zaczynał się rok 2025, wybrałam sobie jedno krótkie zdanie z Pisma Świętego, które miało być dla mnie drogowskazem. Słowa „nie bój się, bo Ja jestem z tobą” napisane wieki temu przez proroka Izajasza były dla mnie prorocze. Wracałam do nich często, gdy wokół mnie panował zamęt, ból, gdy musiałam podejmować kolejne – często bardzo trudne i niezrozumiałe dla otoczenia – decyzje. Jakie będą „moje” słowa na rok 2026? Jeszcze nie wiem, ale chcę je wybrać dla siebie świadomie i wracać do nich zawsze, gdy będzie taka potrzeba.
Czy losując świętego patrona na rok 2025 wiedziałam, że spotkam kilku proboszczów, z którymi nie do końca będzie mi po drodze? Nie, nie wiedziałam, ale św. Jan Maria Vianney, którego wylosowałam okazał się być kimś, do czyjej historii często wracałam. Po to, by uczyć się patrzeć na drugiego człowieka ze zrozumieniem, miłością i empatią. Po to też, by mieć odwagę by zwrócić mu uwagę, gdy robi źle, pochwalić i podziękować za dobro oraz milczeć, gdy nie ma się nic budującego do powiedzenia. Jakże potrzebowałam właśnie takiego patrona! Kim będzie kolejny, na obecny rok? Wylosowałam (uwaga!) św. Ignacego Loyolę. Zaczęłam się śmiać, bo znamy się z Ignacym od prawie 20 lat. Później jednak pomyślałam, że to idealny patron dla mnie na wyzwania, które już dziś widać na moim horyzoncie. Ignacy, mistrzu rozeznawania, wiesz, że ze mną nie będzie ci łatwo…
Te dwie praktyki są dla mnie cenne i bardzo do nich zachęcam. Choć jest jeszcze kilka innych, na które sama chcę zwrócić w najbliższych dniach uwagę. Podobnie jak w ignacjańskim rachunku sumienia planuję się zatrzymać i zapisać wszystko to, za co jestem wdzięczna. Za rzeczy małe i duże, znaczące wiele i takie, które dla osób z zewnątrz mogą nie znaczyć nic. Zrobię to choćby po to, by wracać do tego dziękczynienia, gdy w życiu będzie trudniej, gdy będę widzieć przed sobą tylko troski i problemy.
Planuję spisać imiona osób, z którymi relacja jest dla mnie ważna i chcę bardziej pielęgnować ją w przyszłym roku. Spiszę też trzy najważniejsze marzenia, by wracać do nich w ciągu roku i w codzienności podejmować decyzje. Jakie małe kroki mogą prowadzić mnie do ich realizacji?
Często chcemy dużych zmian w życiu, ale nie doceniamy jednocześnie siły małych kroków. Tych świadomych, które są skierowane w konkretnym kierunku. Kroki na tyle małe, by ich za szybko nie porzucić w przypływie zniechęcenia i na tyle duże, że znaczące na drodze do realnej zmiany. Nie, to nie jest tani chwyt motywacyjny. To wytrwałość. Dzień po dniu, ku konkretnemu celowi. Dobrze jest go sobie nazwać, spisać i do niego wracać, zapraszając do tego Jezusa i – być może – jakiegoś świętego patrona. Nowy rok jest ku temu czasem idealnym, choć ma to sens tylko wtedy, gdy jest w nas przekonanie, że warto zawalczyć o samego siebie. Kolejny raz.
Magdalena Urbańska

Skomentuj artykuł