Ukrzyżowanie w obronie krzyża? Gdy emocje wyprzedzają fakty

Ukrzyżowanie w obronie krzyża? Gdy emocje wyprzedzają fakty

Nie wiem, co tak naprawdę stało się w szkole w Kielnie. Czy przedmiot, który nauczycielka wrzuciła do kosza, był „krzyżem z przeznaczeniem do kultu”, czy plastikowym „fragmentem halloweenowego przebrania”? Media, których podstawowym zadaniem jest zarówno informowanie, jak i pomaganie odbiorcom w zrozumieniu tego, o czym powiadamiają, w tym przypadku tej powinności nie sprostały – zwłaszcza te mieniące się katolickimi czy prawicowymi, od których z oczywistych powodów należałoby oczekiwać najwyższej solidności.

Z ich przekazów można było wywnioskować, że oto znowu jakaś lewacka, antykatolicka i antynarodowa nauczycielka dopuściła się profanacji świętych symboli tożsamości religijnej i narodowej. A jeśli tak, to należy dać takiemu działaniu skuteczny odpór. Stąd demonstracja przed szkołą, listy protestacyjne do władz oświatowych i rządowych oraz oświadczenie Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, która wyraziła oburzenie „faktem, że dochodzi do tego rodzaju aktów wymierzonych przeciwko chrześcijaństwu oraz prawu dzieci do wychowania zgodnego ze światopoglądem ich rodziców” i „oczekuje od instytucji państwowych zdecydowanych działań na rzecz zagwarantowania szacunku do symbolu krzyża”.

A tak przy okazji – mamy tu błąd składniowy. Rzeczownik „szacunek” w języku polskim łączy się z przyimkiem „dla”, a nie „do”. Poprawna wersja brzmi: „zagwarantowania szacunku dla symbolu krzyża”. Poza tym, co właściwie znaczy sformułowanie „symbol krzyża”? Ale nie tu miejsce, by o tym rozmawiać – choć rozmawiać warto. Może więc warto byłoby zatrudnić adiustatora lub korektora, który zadbałby o czystość naszej narodowej i kościelnej wartości, jaką niewątpliwie jest język.

DEON.PL POLECA

 

 

Wracając do meritum – w tym wszystkim najbardziej przeraża jedna rzecz: że jakoś nikt nie wpadł na pomysł, by w porę zapytać nauczycielkę z Kielna o przebieg rzeczonego wydarzenia i o jej motywy działania. Czyżbyśmy już zapomnieli o zasadzie audiatur et altera pars („niechaj wysłuchana będzie i druga strona”)? Zrobiono natomiast coś wprost przeciwnego – z góry uznano nauczycielkę za winną, co najmniej wykroczenia, jeśli nie czegoś jeszcze gorszego.

Żyjemy w kraju ponoć od zawsze katolickim, do szpiku kości przesiąkniętym katolicką tradycją, oddanym w niewolę miłości Królowej Polski, a wygląda na to, że obce nam jest to, co przez Biblię Duch Boży mówi Kościołowi: „Dla orzeczenia czyjejś winy lub grzechu nie wystarczy tylko jeden świadek. Takie orzeczenie, w każdym przypadku dotyczącym popełnionego grzechu, musi się opierać na zeznaniu dwóch lub trzech świadków. Jeżeli przeciw komuś wystąpi fałszywy świadek, aby go oskarżyć o przestępstwo, wtedy obaj mężczyźni, między którymi powstał spór, stawią się przed Panem, wobec kapłanów i sędziów, którzy w tym czasie będą sprawować urząd. Sędziowie pilnie zbadają sprawę, a gdy się okaże, że fałszywy świadek złożył kłamliwe świadectwo przeciwko bratu, wtedy uczynicie mu to samo, co on zamierzał uczynić swojemu bratu. W ten sposób usuniecie zło spośród was. Gdy inni dowiedzą się o tym, będą się bać i już nigdy więcej nie zostanie popełniona podobna niegodziwość wśród was. Nie okażesz litości: życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę, noga za nogę” (Pwt 19, 15–21).

Mocno powiedziane, ale nie chodzi tu o plotkarstwo, lecz o prawdomówność, bez której nie można nawiązać żadnych więzów społecznych, a tym samym budować wspólnoty. Autor Ewangelii według Jana, opisując proces Jezusa, zauważa, że do sędziów prących za wszelką cenę do jak najszybszego skazania Go na śmierć „odezwał się jeden z nich – Nikodem, który wcześniej spotkał się z Jezusem: Czy nasze Prawo sądzi człowieka, zanim go przesłucha i zbada, jak postępuje?” (J 7, 50–51).

Zapytany o kielniańską sprawę kard. Grzegorz Ryś powiedział: „Nie znam tej osoby i nie znam powodów, ale takich rzeczy robić nie wolno. Po prostu nie wolno. Nigdy i w odniesieniu do nikogo. Niezależnie od tego, jakie przekonania ma ta pani i w jakiej jest sytuacji osobistej – takich rzeczy robić nie wolno”.

Otóż to. Można? Można. Zamiast płonąć świętym gniewem i ciskać gromy, zamiast z góry osądzać, można odezwać się jak człowiek do człowieka – nie mówiąc już o tym, by jak dziecko Boże do dziecka Bożego. Nie przesądzając z góry o winie czy niewinności, można uszanować normy prawne i moralne, a jednocześnie uszanować człowieka, który – być może – tych norm nie przestrzega, zwłaszcza gdy nie ma się pewności co do faktów.

A co, jeśli okaże się, że cała ta sprawa to jedno wielkie – powiedzmy – nieporozumienie? Czy ci, którzy zapłonęli tak wielkim gniewem, będą mieli odwagę, by równie gorąco przeprosić nauczycielkę i uczniów szkoły w Kielnie? To oni w tej sprawie ucierpieli najbardziej.

 

DEON.PL POLECA


jezuita, poeta i publicysta, absolwent KUL, wykładowca homiletyki w Collegium Bobolanum Papieskiego Wydziału Teologicznego. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Autor wielu książek, w tym kilku tomów poetyckich

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Wacław Oszajca SJ, Damian Jankowski

Czasem trzeba stracić wiarę, by uwierzyć naprawdę

Wiara przestała być czymś oczywistym. Kościół przechodzi kryzysy, mierząc się z dramatem wykorzystania seksualnego oraz licznymi problemami związanymi z klerykalizmem, celibatem i skostniałymi strukturami, które niszczą wspólnotę. Czy...

Skomentuj artykuł

Ukrzyżowanie w obronie krzyża? Gdy emocje wyprzedzają fakty
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.