Beatyfikacja jako proroctwo?

(fot. PAP/Michał Walczak)

W niedzielnym akcie beatyfikacji dwu polskich zakonnic dostrzegam rodzaj proroctwa danego w Roku Wiary Kościołowi w Polsce. Rzecz jasna, nie mam na myśli przepowiedni dotyczących jego przyszłości, lecz skierowane doń - tu i teraz - Boże słowo.

Żeby Kościół mógł kogoś ogłosić błogosławionym/świętym, potrzebna jest - oprócz ewidentnej heroiczności cnót bądź męczeństwa danej osoby - wola ludzi, którzy zmarłego/zmarłą "w opinii świętości" otoczą kultem i podejmą żmudne starania o jego/jej beatyfikację/kanonizację, oraz wola Boga. Jej ostatecznym potwierdzeniem jest cud - Boska odpowiedź na modlitwę zanoszoną za pośrednictwem (w języku kościelnym mówi się: "za przyczyną") człowieka, nazywanego dotąd "sługą Bożym".

O zakończeniu procesu i dacie beatyfikacji decyduje wiele czynników. Te ludzkie - czasem nawet bardzo ludzkie - opisał Kenneth Woodward, autor książki "Fabryka świętych". Zdając sobie z nich sprawę, warto pamiętać, że także i pośród tych - czasem może nawet gorszących - czynników działa sam Pan Bóg, sprawiając, że do jakiejś beatyfikacji dochodzi w tym akurat momencie ludzkich dziejów. Niezwykle przejmująco mówił o tym kiedyś Jan Paweł II, gdy - na początku polskiej niepodległości (dokładnie 9 czerwca 1991 r.) - beatyfikował o. Rafała Chylińskiego, franciszkanina żyjącego w czasach saskich, opiekuna ubogich: jego życie "było protestem przeciwko samoniszczącej świadomości, postawie i postępowaniu społeczeństwa szlacheckiego w czasach saskich (…). Dlaczego dziś nam to Opatrzność przypomina? Dlaczego teraz dopiero dojrzał ten proces przez wszystkie znaki z ziemi i z nieba, że można ogłosić Ojca Rafała błogosławionym? (…) Odpowiadajmy sobie na to pytanie. Kościół nie ma gotowych recept. Papież nie chce wam podpowiadać żadnej interpretacji, ale zastanówmy się wszyscy nad wymową tej beatyfikacji właśnie w Roku Pańskim 1991".

Podobne pytanie można by - jak sądzę - postawić także i dzisiaj, 9 czerwca 2013 r. (zwracam tu uwagę na zbieżność dat) - w odniesieniu do beatyfikacji dwóch polskich zakonnic: m. Zofii Czeskiej i m. Małgorzaty Łucji Szewczyk. Oczywiście, obie te dzielne kobiety są drogowskazem dla wszystkich usiłujących żyć po chrześcijańsku. One nas po prostu wzywają do życia Ewangelią (co nie jest uwagą szczególnie oryginalną, bo wezwanie to charakteryzuje wszystkich świętych). Wzywają nas do tego także po to, byśmy przekształcali Kościół i społeczeństwo, które - powiedział w niedzielę w Łagiewnikach kard. Angelo Amato - "dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebują świętych, kobiet i mężczyzn, którzy wnoszą pokój, łagodność, zrozumienie i przebaczenie".

DEON.PL POLECA

To wszystko prawda, niemniej w akcie beatyfikacji tych dwu osób dostrzegam coś więcej: widzę w nim mianowicie rodzaj proroctwa danego w Roku Wiary Kościołowi w Polsce. Rzecz jasna, nie mam na myśli żadnych przepowiedni dotyczących przyszłości tegoż Kościoła, lecz skierowane doń - tu i teraz - Boże słowo (przypomnienie, napomnienie, wskazanie drogi…).

Mówi ono, po pierwsze, o potrzebie modlitwy, o skupieniu się na tym, co najważniejsze: na modlitwie, adoracji, osobistej więzi z Chrystusem (życie obu Błogosławionych, np. piesza pielgrzymka m. Małgorzaty Szewczyk do Jerozolimy, jest tego wyraźnym świadectwem). Po drugie, niedzielna beatyfikacja wzywa Kościół w Polsce do ubóstwa i służby potrzebującym (w tym do podzielenia się z nimi majątkiem), bo przecież "wiara bez uczynków martwa jest". Pokazuje ponadto - to po trzecie (myślę tu zwłaszcza o szkole założonej przez m. Zofię Czeską) - jak ważne jest wychowanie i wykształcenie, jak istotna dla Kościoła jest kultura (dodajmy, że człowiek wierzący winien umieć posługiwać się rozumem). Wreszcie - po czwarte - jest manifestacją znaczenia i roli kobiet w Kościele (przy okazji zwracam uwagę, że autorka tekstu o m. Czeskiej, opublikowanego przez KAI, słusznie nadała mu tytuł: "Prababka chrześcijańskich feministek").

Powyżej wskazałem tropy najbardziej dla mnie oczywiste. Można je rozwijać, pogłębiać, zwracać uwagę na jeszcze inne aspekty życia nowych Błogosławionych i ich aktualność. Najważniejsze jednak, żeby nie zamknąć ich w kapliczce, nie ograniczyć się do postawienia ich figur na ołtarzu. Bo święci dani są Kościołowi (to znaczy nam wszystkim) po to, żeby nas budzić, inspirować, wzywać "ku górze". Przypominać, iż - mimo wszystko - "nie jesteśmy skazani na zło, ale powołani do dobra". I ożywiać nadzieję, że ono zwycięży.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Beatyfikacja jako proroctwo?
Komentarze (4)
K
katolik
14 czerwca 2013, 12:25
Mt 7:21   "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie." http://tradycja-2007.blog.onet.pl/
W
wanda
11 czerwca 2013, 14:25
I dzisiaj  są kobiety i mężczyżni,.żyjący Ewangelią.Teraz ich niedostrzegamy,ale  nasze dzieci dostrzegą efekty ich pracy,okryją się płaszczem ich bożej  radości  i trudu i pójdą ich śladem.Polacy dopiero w następujących pokoleniach,odczytują sens działań przodków.Dopiero następne pokolenia odczytają nauczanie Jana Pawła II,przyjmą i wprowadzą w życie.
A
AP
10 czerwca 2013, 19:53
Świat istnieje dzięki świętym oraz tym, którzy ich naśladują. Gdyby świat składał się tylko z cwaniaków to nie przetrwałby kilku tygodni! To nie ja jestem autorem tych słów, ale zgadzam się z nimi i powtarzam je już jako moje.
W
wierny
10 czerwca 2013, 16:35
Należy dodać, że obie błogosławione żyły w trudnych czasach.