Czy papież Franciszek zmieni liturgię?

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

Aby celebrować liturgię autentyczną, musimy wyjść poza martwe i defensywne zapisy, które tworzą Kościół zamknięty, zwrócony ku swojej przeszłości.

W nauczaniu i przepowiadaniu papieża Franciszka zagadnienie liturgii nie pojawia się w formie bezpośrednich wskazówek i wytycznych. Widoczne jest ono jednak w konkretnej praktyce. Można w niej dostrzec rzeczywistość, która ukształtowała Jorge Bergoglia. Jest on dzieckiem Soboru i widać to niemal w każdym jego słowie oraz w sposobie, w jaki celebruje liturgię. Poczynając od codziennych Eucharystii sprawowanych w kaplicy Domu św. Marty, poprzez środowe audiencje, niedzielne homilie, jak też przemówienia kierowane do poszczególnych grup wiernych oraz rozporządzenia o charakterze ściśle liturgicznym (np. zmiany w obrzędzie umycia nóg), w sposób klarowny widzimy, że Franciszek celebruje liturgię z "radością Ewangelii".

Nie możemy jednak ograniczyć się tylko do tego stwierdzenia. Jego programowy tekst, jakim jest adhortacja "Evangelii gaudium", zarysowuje główne linie przejęte z całej tradycji Kościoła. Na przykład sformułowania "Kościół wychodzący" lub "szpital polowy", które domagają się ponownego odkrycia zasadniczej więzi istniejącej pomiędzy liturgią a życiem oraz liturgią a kulturą. Wymóg ponownego odkrycia i odnowienia owych więzi dostrzec można w projektach, jakie Franciszek pragnie wcielić w życie, jak chociażby decentralizacja kurii rzymskiej i przesunięcie prerogatyw dotychczas zarezerwowanych dla Rzymu na rzecz regionalnych konferencji episkopatów, w tym także kompetencji o charakterze ściśle doktrynalnym. Z dużym odzewem i falą krytyki spotkał się już sam zamysł takiej decentralizacji zawarty w EG, a dotyczący niektórych obszarów doktryny oraz sposobu wykonywania zadań przez Magisterium.
Odbiega to zasadniczo od tego wszystkiego, co w zakresie liturgii istnieje już od 15 lat (od 2001 r.), czyli od chwili, kiedy V Instrukcja wykonawcza reformy liturgicznej "Liturgiam authenticam" zablokowała jakąkolwiek próbę autentycznej inkulturacji liturgii. Projekt stworzenia języka liturgii według wzoru hermetycznej i statycznej łaciny, który faworyzował tłumaczenia dosłowne, będące sztywną kalką językową, i domagał się wręcz, aby języki mówione przejęły także strukturę i figury retoryczne języka łacińskiego, od samego początku nie miał fundamentów antropologicznych i lingwistycznych, nie posiadał też swego odniesienia do tradycji Kościoła.
Nigdy w historii tak mocno nie pogardzano bowiem językiem odbiorców. Wymagano niejako, aby do zrozumienia tłumaczenia konieczna była znajomość tekstu oryginalnego. Oto nagle język, którego żadna matka nie przekazuje swoim dzieciom, ucząc je mówić, stał się tym jedynym i decydującym kryterium mającym kształtować języki żywe. Kto mógł wymyślić tak zawiły "system autoreferencjalny"? Jeśli "kontrolującym systemem" jest język pozbawiony przyszłości, jakim jest łacina, która już się nie rozwija (i właśnie dlatego dla wielu stała się elementem zabezpieczającym, jako język pozbawiony dalszej historii), ile jeszcze będzie musiała czekać tradycja, aby i ona ostatecznie znalazła swe miejsce w muzeum figur woskowych?
Po 15 latach burzliwej kariery "Liturgiam authenticam" ostatecznie dopłynęła do portu. Jednak już od samego początku jej ogłoszenie spotkało się z szeroką falą krytyki, zarówno ze strony teologów, jak i duszpasterzy, ale rok po roku dokument ten ukazywał, jak teoretycznie jest słaby i praktycznie niewykonalny. Tam, gdzie za wszelką cenę starano się wcielić w życie to, co teoretycznie jest wątpliwe i praktycznie odrealnione, rezultatem były dokumenty formalnie poprawne - zgodne z linią nakreśloną przez prawo - jednak pozbawione jakiejkolwiek więzi z żywym językiem, życiem i wiarą osób celebrujących liturgię i uczestniczących w niej. U podstaw zaś tego całego zamieszania nie był i nie jest jakiś błąd filologiczny, ale błąd teologiczny i antropologiczny: koncepcja sztywnej tradycji i błędne przeświadczenie, że osoba wierząca, podmiot uczestniczący w liturgii stanowi nieistotny element celebracji.
W związku z ukazaniem się tego dokumentu większość biskupów znalazła się między młotem a kowadłem: z jednej strony pragną oni nadal być posłuszni Rzymowi, z drugiej zaś - chcą służyć wierze powierzonych im osób. Wiedzą dobrze, że jeśli będą posłuszni Rzymowi, wyprodukują teksty nie do użycia, jeśli zaś celem ich działań stanie się rzeczywisty wzrost ich Kościołów, to muszą odejść od kryteriów nakreślonych przez Rzym. Tak więc rozwiązaniem - jedynie możliwym - stała się bierność i stagnacja. O nic nie prosi się już Rzymu i w ten sposób zostaje zablokowany cały ten błędny proces centralnego sterowania, co chroni jednocześnie przed dwoma niebezpieczeństwami: by nowe inicjatywy (ewolucja) nie prowadziły do uwstecznienia (inwolucji), a posłuszeństwo Rzymowi do jeszcze większego zamieszania wśród wierzących, wywołując radość osób o zapatrywaniach sekciarskich. Radykalizm tłumaczenia dosłownego V Instrukcji powoduje bowiem coraz większe podziały i zniechęcenie, przed czym zresztą przestrzegano 15 lat temu.
Widzimy teraz, że uczuciem dominującym wśród osób odpowiedzialnych w Konferencjach Episkopatów jest strach. W ciągu 15 lat dokument, jakim jest "Liturgiam authenticam", wywołał wśród hierarchów prawdziwy "angor liturgicus", niepokój i cierpienie, czego nie można już dłużej wytrzymać. Radość Ewangelii nie może bowiem współistnieć ze strachem liturgii. Jeśli liturgię przeżywamy jako "luctus et angor" ["smutek i niepokój"] - tak pierwotnie miał brzmieć tytuł soborowej konstytucji zamieniony później na "Gaudium et spes" - jak możemy dostroić się do programu odnowy, do "gaudium" i "spes", czyli do wartości, na które Franciszek zwraca szczególną uwagę w swoim programowym dokumencie?
Tekst "Evangelii gaudium" mówi o Kościele wychodzącym, czyli zdolnym przeżywać autentyczną liturgię. Jednak aby celebrować liturgię autentyczną, musimy wyjść poza martwe i defensywne zapisy zawarte w "Liturgiam authenticam", które tworzą Kościół zamknięty, zwrócony ku swojej przeszłości, gdzie liturgię sprowadzono do rekwizytu zamkniętego w pomieszczeniach muzeum diecezjalnego, z klimatyzacją i kuloodpornymi gablotami.
Stajemy zatem przed alternatywą będącą conditio sine qua non: albo zostanie przygotowana VI Instrukcja wykonawcza reformy liturgicznej, albo też na zawsze zdominują nas strach, paraliż i stagnacja. Nadal też urzędnicy rzymscy, zamknięci w swoich biurach, wydawać będą wyroki odnośnie do pojedynczych słów, form znaku pokoju, rodzajów śpiewu lub też niedokładności w tłumaczeniu w stosunku do łacińskiego oryginału... Będą wydawać werdykty ze wzrokiem skierowanym ku przeszłości, bez radości, z lękiem, aby nie doszło do nadużyć, bez uwzględnienia konkretnych zwyczajów lokalnych, z pominięciem żywego doświadczenia kobiet i mężczyzn.
Sami urzędnicy są tu jednak największymi ofiarami, gdyż to V Instrukcja zmusiła ich do takiej pracy. Teraz nagle szeroko otwierają oczy i głęboko wciągają powietrze, bo oto otrzymują od papieża list, w którym zwraca się do nich z wyraźną prośbą, aby dokonali zmian w jednej rubryce. A przecież to właśnie zadaniem Kongregacji powinno być stymulowanie lokalnych Kościołów, otwieranie nowych dróg, promowanie zmian. Jak to możliwe, że w Kościele, o którym mówi się, że jest wychodzący, istnieje Kongregacja wyspecjalizowana jedynie w zamykaniu pancernych drzwi oraz w konstruowaniu nowych systemów alarmowych?
Myślę, że jeśliby doszło do opracowania i przyjęcia nowej Instrukcji, to i w Kongregacji odnaleziono by "powołanie do radości". Zbyt dużo bowiem traci się energii, aby wcielać w życie to, czego wcielić w życie nie można; to, co w sposób zły i niewykonalny zostało przygotowane, tak teoretycznie, jak i praktycznie.
Czasy, w których przyszło nam żyć, nie potrzebują "lamentacji na temat liturgii", lecz hymnów radości. Jestem przekonany, że znalazłoby się wielu ekspertów, teologów i duszpasterzy gotowych do wspólnego opracowania tekstu nowej Instrukcji, która wcieliłaby "Evangelii gaudium" w tak ważną przestrzeń, jaką jest liturgia. Potrzebujemy tekstu, który byłby "Sacrae Liturgiae Gaudium" [Radością Świętej Liturgii]! Niech już nadejdzie koniec tych dyscyplinarnych i instytucjonalnych skurczów generujących tylko paraliż, powodujących stratę czasu. Nie prowadzą one do radości, a rodzą jedynie obawy, nie dają nadziei, lecz potęgują tylko rozpacz.
Zamiast więc tworzyć "nierzeczywistość", jaką są sztuczne języki będące kalką łaciny, które nie istnieją i które nigdy istnieć nie będą, nawet jeśli Kongregacja wyda stosowny dekret, wsłuchajmy się w zaproszenie: by dać pierwszeństwo życiu, by wyjść z obrębu murów, które sami sobie wybudowaliśmy, by zacząć oddychać świeżym powietrzem, by zacząć mówić językiem żywym, by stanąć pośród braci tak blisko, aby w końcu przesiąknąć ich zapachem. Napiszmy nową Instrukcję! To jedyny sposób, aby zwyciężył zdrowy rozsądek.

Andrea Grillo - włoski teolog i liturgista, profesor Papieskiego Instytutu Liturgicznego w Rzymie. Tekst pierwotnie ukazał sie na stronie czasopisma "Revista Europea de Cultura". Autor odnosi się w nim do obowiązującej obecnie Instrukcji wykonawczej reformy liturgicznej z 28 marca 2001 r. "Liturgiam authenticam", wyznaczającej nowe zasady tłumaczeń tekstów liturgicznych. Zasady bardzo rygorystyczne, które w praktyce kreują martwy język będący sztywną kalką języka łacińskiego. W czasie Mszy świetej sprawowanej przez papieża Franciszka w San Cristóbal de Las Casas w Chiapas (Meksyk) używano w liturgii nie tylko języka hiszpańskiego, ale także języków tubylczych Indian zamieszkujących tamtejszy obszar: tzeltal i tzotzil. Języki te od ponad dwóch lat są zaaprobowane w liturgii. Jednakże nadal pozostaje otwarta kwestia zgodności tych tłumaczeń z oryginałem tekstu liturgicznego w języku łacińskim.

Tłumaczenie: Kasper Mariusz Kaproń OFM

DEON.PL POLECA

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy papież Franciszek zmieni liturgię?
Komentarze (27)
A
andrzej_a
20 lutego 2016, 14:51
Jak zwykle spieramy się o rzeczy małe, a wielkie pozostają poza spectrum rozważań. Jeżeli chcemy zbliżyć się do zrozumienia tekstów liturgii oraz tekstów Pism Świętych to powinniśmy Łacinę zastąpić Aramejskim. Natomiast sposób realizacji samej Mszy Świętej może być przedsoborowy i posoborowy. Praktykowanie np w Kościołach Jezuitów posoborowego, a np u Franciszkanów przedsoborowego umożliwiałoby uczestnictwo wiernych w obu Mszach. Czas by pokazał jakie jest zapotrzebowanie. Różnorodność wcale nie musi dzielić, lecz może ubogacać. Jednak wspomniałem o rzeczach wielkich, a więc co do nich należy? Spieramy się o liturgię, a umyka nam przestrzeń jej owoców. Mam na myśli owoce Mszy Świętej, które każdy wierzący powinien pielęgnować jak dar swojego życia, dar swojej duszy. Owym darem są łaski Boże, a najważniejszymi są chyba charyzmaty. Podsumowując, spieramy się o sposoby sprawowania liturgii, a powinniśmy zabiegać, aby Msze Święte prowadziły do obdarowywania wszystkich wierzących charyzmatami.  Istotą wiary nie jest sam obrządek, lecz jego owoce.
Andrzej Ak
20 lutego 2016, 14:52
Zastanawiam się kiedy biskupi, kardynałowie i Franciszek lub jego następca zajmą się tą bolączką dusz wiernych? Być może wielu z nich postrzega wierzących jako niereformowalne istoty ludzkie, nieświadome swojej wartości w oczach Boga? Jednak z drugiej strony jak mają zwykli ludzie zostać "uzdrowieni" przez Ducha Bożego jak im się zamyka dostęp do pełnego źródła? Jezus powołując Kościół Chrześcijański powołał wspólnoty "przesiąknięte" Duchem Bożym. Tym czasem obecne Kościoły dążą bardziej do celebracji samych aktów, niż poszerzania spektrum działania Ducha. Widać to po owocach Ducha Świętego w Świątyniach. Naprawdę dziwi to, iż wielu cierpiących nie jest tam uzdrawianych. A to świadczy, że coś jest chyba nie tak z tymi powszechnymi Mszami Świętymi. Zupełnie inaczej jest we wspólnotach charyzmatycznych. Tam od samego wejścia bije moc Ducha Bożego, który pragnie przenikać dusze każdego człowieka; oczyszczać je, aby móc napełniać je Darami. Wielu ludzi doznaje przemiany serc, wielu zostaje uwolnionych od działania złego, a tym samym uzdrowionych z różnorodnych chorób. Może warto zajrzeć do najbliższej wspólnoty, aby się o tym przekonać na własne oczy?
19 lutego 2016, 15:29
Od 12 lat chodzę prawie wyłącznie na Msze św tzw. przedsoborowe. Jest to liturgia prosta, jasna, logiczna - mam  skojarzenie z dobrze rozwiązanym równaniem matematycznym. Nie jest zwrócona wstecz, wszyscy, łącznie z księdzem - celebransem, mamy twarze zwrócone w przód, do ołtarza, gdzie jest Bóg, jak nas uczy Matka Kościół. To jest naprawdę bardzo proste.  
T
TomaszM
19 lutego 2016, 10:43
Nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem, ale po tym artykuje mam taką refleksję. Mogę przez godzinę albo dłużej słuchać ze zrozumieniem i radością teksty Pisma Św., podobnie konferencji i kazań (z listami biskupów jest gorzej) ale rzadko udaje mi się to podczas 15 min. liturgii eucharystycznej. Słuchając tych modlitw kompletnie ich nie przeżywam, aby włączyć sie w modlitwę muszę tłumaczyć sobie te modlitwy, tak jakbym sam sobie tłumaczył język obcy. Prosty przykład modlitwa o pokój. W języku polskim pokój oznacza brak wojny. Ale w modlitwie o pokój wcale nie chodzi o ten pokój, żeby Bóg z armią anielską nie najechał nas, ani o to, aby pozostali wierni nie wszczynali wojny domowej. Dlatego mówiąc pokój z Tobą (zwrotu tego oprócz mszy nie używa się - jest to sztuczny zwrot) w sercu musze powiedzić sobie na nikogo się nie gniewam, lubie Was wszystkich, jestem Waszym  przyjacielem i życzę wam dobrze. Chyba o to chodziło autorowi? Jeżeli liturgia jest sprawowana po łacinie, którą musimy sobie przetłumaczyć albo tłumaczenie nie oddaje kontekstu, to na jedno wychodzi, bo wypowiadam słowa ale znaczenie jest całkiem inne, które muszę sobie w myślach dopowiedzieć. Wszystko to powoduje, że trzeba byc wtajemniczonym, aby zrozumieć liturgię. 
EP
Ewa Pawelec
19 lutego 2016, 05:41
Po pierwsze to jest jeden wielki bełkot! Sądzę, że niewielu ludzi kapnie się o co w tym wszystkim chodzi. Obawiam się, że pod płaszczykiem "przyciągnijmy ludzi do kościoła" zacznie się małpowanie najgorszych wzorców pop  kulturowych tzw. papka kulturowa... Dlaczego wyrzekamy się mocy słowa Bożego? Czyż słowo Boże nie jest skuteczne i nie przenika człowieka aż do szpiu kości?" A mowa moja i moje gloszenie nauki nie miały nic z uwodzacych przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem Ducha i Mocy.Aby wiara wasza  opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata,lecz Ducha, który jest z Boga" Czuję smród śmierdzącego poprawnie politycznego diabła....
18 lutego 2016, 10:30
Wasze wnioski są dla mnie zaskakujące: rozwiązaniem na masowe wyludnienia Kościołów ma być powrót do łaciny, zlikwidowanie nowej i żywszej muzyki i najlepiej nakazanie wszędzie Mszy Trydenckiej? Nie znacie historii Kościoła, żeby opowiadać takie dziwne rzeczy? Ostro tutaj (i nie tylko tutaj) krytykujecie, ale nikt nie podaje sensownych alternatyw opartych nie na swoim "a mi pasuje", "dla mnie jest odkryciem", itp., ale na przypadku danego kraju albo przynajmniej parafii. Polecam więc historię opisaną w książce "Odbudowana", jak ktoś chce się dowiedzieć, jak przyciągnąć ludzi znowu do Kościołów. Po owocach ludzie, po owocach!
PoloCocktowiec Kowalski
18 lutego 2016, 14:57
owoce nowinek to odchodzenie ludzi od Kościoła m. in. do sekt, większe zainteresowanie synkretyzmem, jogą albo większą konsumpcją, to są owoce widoczne dziś, a co będzie jutro?
18 lutego 2016, 16:01
Współczesny człowiek jest nastawiony konsumpcyjnie.Rozumuje tylko w tych kategoriach.Religia nastawiona na przyciąganie winna czynić zadość tym oczekiwaniom.I wielokroć tak czyni.Już nie Bóg, sacrum ma być punktem odniesienia lecz człowiecze potrzeby. Powiem wprost-mam gdzieś taką religię.Życie ludzkie jest zbyt krótkie by trawić je na kołowrót naszych roszczeń.Jeśli Bóg daje nam tu na ziemi doświadczyć choć blasku swej wspaniałości to dla Tego warto żyć. Mamy w zasięgu ręki skarb a szukamy na końcu świata. Skarbem tym jest święta liturgia Kościoła obecna wśród nas już od prawie 1500 lat. Szkoda tylko,iż 50 lat temu wysłana do muzem. 
RS
Robert Sawa
17 lutego 2016, 21:42
Rany boskie, Panie Jezu ratuj!!!!! Mam nadzieje, ze nikt Pana Grillo nie wezmie pod uwage, a moze go jakos powoli zaczna ignorowac czy odsuwac na bok.... (wysluchaj nas Panie!)? Takich domoroslych "reformatorow" to ja akurat we Francji mam pod dostatkiem i spustoszenie jakie dowolnosc w ksztaltowaniu liturgii sprawila oraz totalne zamieszanie wraz z calkowita "wolno-amerykanka" uprawiana niestety w tym duchu przez mnostwo ksiezy - jest porazajaca.... Wystarczy tylko, ze sobie przypomne moja pierwsza Msze Sw. we Francji ktora koncelebrowalem nie znajc jeszcze dobrze jezyka, w ktorej Diakon staly na polecenie ksiedza recytowal modlitwe eucharystyczna jak koncelebrans.... albo rozpowszechniona praktyke, zwlaszcza w zakonach gdzie po konsekracji, celebrans wystawia na oltarzu Krew i Cialo Panskie jak w bufecie szwedzkim za przeproszeniem i kazdy podchodzi i sie sam obsluguje.... itd itd itd.... horror liturgiczno-teologiczny normalnie....
17 lutego 2016, 19:32
Jako antidotum na truciznę Grillo proponuję to: [url]https://gloria.tv/media/ziiv1Mopbie[/url]
17 lutego 2016, 19:32
Pozdrowienia dla wszystkich miłośników mszy wszechczasów
18 lutego 2016, 12:37
To ja proponuję Esperanto jako język liturgii. Nowoczesny a jednocześnie nawiązujący do tradycji i jakże uniwersalny. 
18 lutego 2016, 15:47
Zapomniałaś,iż do tego trzeba nowej religii dla której esperanto stałoby się językiem sakralnym. Mam nadzieję,iż nie to Twoim celem.     
PG
Pawel G
17 lutego 2016, 19:05
"Jednak aby celebrować liturgię autentyczną, musimy wyjść poza martwe i defensywne zapisy zawarte w "Liturgiam authenticam", które tworzą Kościół zamknięty, zwrócony ku swojej przeszłości, gdzie liturgię sprowadzono do rekwizytu zamkniętego w pomieszczeniach muzeum diecezjalnego, z klimatyzacją i kuloodpornymi gablotami. " To jest właśnie przepis na tzw. "kościół otwarty" - czyli tak naprawdę "kościół" pusty. Postawa różnych "reformatorów" Kościoła jest znamienna. Mają niby przepis na to, jak kościoły zapełnić, ale jego realizacja powoduje exodus wiernych. Ale oni się tym nie zrażają, tylko z uporem maniaka realizują swoje plany. Im bardziej kościoły są puste, tym agresywniej realizują swoje plany. Ich wyróżnikiem są eksperymenty liturgiczne, przekręcanie tekstów mszalnych, itp. Wszystko w celu zadeptania wszelkiego sacrum. Ci ludzie koniecznie chcą też zmienić język liturgii. Twierdzą, że niby chodzi o zrozumiałość dla wiernych, jakby ci byli jakimiś półgłówkami i nie rozumieli po polsku. Jednak tak naprawdę chodzi im o trywializację języka, odebranie mu wymiaru duchowego. To wszystko ujmowane jest często hasłem "ducha soborowego" - ale jest to tak naprawdę zły duch, który powoduje masową apostazję.  Niestety wielu jezuitów idzie za nim. Taka mała dygresja, w pewnej parafii, którą znam, jest zespół "młodzieżowy", taki klasyczny - z gitarą, organkami elektronicznymi i czym tam jeszcze. Jak grają na mszy, to kościół jest prawie pusty, ale czadują, jakby tam było ze 2000 ludzi. Większość "młodzieży" dobija do już sześćdziesiątki, najmłodszy jest koło czterdziestki. Ja msze z ich udziałem omijam szerokim łukiem. Tacy ludzie są naprawdę niereformowalni. Dodam, że w wspomnianej parafii śpiewa i grywa naprawdę dobry organista.
17 lutego 2016, 19:34
odniosę się jedynie do zespołu "młodzieżowego" Pamiętam ze swojej młodości zespół, młodzieżowy składający się z przygotowanych muzycznie osób i kierowany przez takąż osobę. gitara klasyczna, skrzypce, flet i ładne młode głosy. Żadnego czadu, tylko modlitwa śpiewem wspomagana muzyką instrumentów. Bardzo tęsknię do tamtych Eucharystii...
T
tomek59
17 lutego 2016, 17:57
Myślę, że trzeba łączyć to co było na początku z nowymi trendami kutury. To zapełni kościoły. Przed eucharystią dużo dobrego jedzenia (w tym chleba - taki stary symbol) i wina. W tle rock i hip-hop. Tylko trzeba pamiętać na napomnienia apostoła Pawła, żeby bogaci nie zjedli wszystkiego sami. Ale teraz tak jesteśmy napompowani miłosierdziem, że na pewno to się nie zdaży. Kształt eucharystii ustali wikariusz z wiernymi podczas biesiady. Po kilku winach łatwiej będzie określić zrozumiały język liturgii. Podczas takiej celebracji na pewno nikt nie będzie przeżywał "smutku i niepokoju".
PoloCocktowiec Kowalski
17 lutego 2016, 16:30
Niedawno odkryłem piękno mszy przedsoborowej, m. in. dzięki dwujęzycznemu mszalikowi, możliwości kontemplowania mszy, a nie klepania formułek, których większość wiernych nie rozumie (pomimo języka polskiego w liturgii). W środę popielcową byłem na mszy "dla młodzieży"... Gitary, afrykańskie bębenki, dziwaczna choreografia, kakofonia.. Tylko ta młodzież coś nie za bardzo zainteresowana... Nieobecna to lekkie określenie. Wyznawcy modernizmu i tych wszystkich szopek muszą zrozumieć, że nie tędy droga. Chcą protestantyzacji. Tyle tylko, że prostestanckie zbory już puste stoją. Jeszcze jako ciekawostkę dodam, że na tzw. mszach trydenckich, na które chodzę 85% to ludzie w moim wieku, czyli młodzi, a przychodzi ich coraz więcej. Jest nadzieja.
FF
Franciszek2 Franciszek2
17 lutego 2016, 15:32
Panu Andrzejowi Grillo mogę być wdzięczny za jedno - za szczerość. Ileż to musieliśmy słuchać zapewnień że nie chodzi o zmianę liturgii tylko o jej lepsze zrozumienie, uczestnictwo i takie tam . A tu proszę : biskupi "muszą odjeść od kryteriów wyznaczonych przez Rzym". Cała herezja "episkopalizmu" tak ostro skrytykowana przez BXVI w "raporcie o stanie wiary"  własnie ta hydra podnosi śmiało swój łeb, łuski opadły... O, dzięki Ci Pani Andrzeju. Zapraszam i nawołuję do powrotu do Mszy łacińskiej , coraz bardziej widać że że tylko ona będzie ostoją i opką Kościoła...
17 lutego 2016, 16:20
Rozumiem, że znasz łacinę i możesz czynnie przeżywać każdy fragment Mszy trydenckiej? I jeszcze Ci napiszę, że jeśli presbiter i wierni mają prawidłowe relacje z Bogiem to można przeżyć eucharystię także w Novus Ordo. Tylko trzeba zrozumieć liturgię i nie kombinować. Ja mam szczęście. Na codziennej liturgii jestem ja i presbiter. I po czytaniu mamy 10 minut skupienia aby zrobić sobie lectio divina a po eucharystii następne 10 minut na kontemplację. Tylko zapewne domyślasz się co przeżywam kiedy czasem jestem w kościele gdzie są gitary, bębenki, wszystko co możliwe aby tylko zagłuszyć mój dialog z Bogiem. I jeszcze nie zdążę uklęknąć po eucharystii a oni już napieprzają w to wszystko co tylko mają w rękach. I to się nazywa nauka pokory :-) 
17 lutego 2016, 17:07
I jeszcze Ci napiszę słowa jednej osoby tj ks. prof. Jana Miazka, z którym czasem sobie rozmawiam (uwielbiam go, zwłaszcza to jego "bo kto ci to powie jak nie ja"), a który wiele lat temu odprawiał msze w starym obrządku. Zacytuję Ci jego zdanie o Mszy trydenckiej "nuda". Może na początek polecę Ci "Żyć mszą świętą" ks. Nowaka. Chyba warto od tego zacząć.
17 lutego 2016, 19:40
Nie gitara jest problemem tylko ten, który trzyma ją w ręku.
MJ
Michał Janik
17 lutego 2016, 19:42
"Zacytuję Ci jego zdanie o Mszy trydenckiej "nuda"" - to samo mówi o NOMie większość "katolików", nawet z Odnowy (tam tylko "ichniejsze" nabożeństwa są "Boże", "z mocą" itd. ;) ) Inna sprawa - mój kolega opowiadał o innym ks. Janie (Ubermanie, proboszczu z parafii koło Leżajska), który na wieść o zmianach posoborowych miał zmartwiony powiedzieć "mój Boże, co oni tam narobili...". Jak wiadomo, "gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania". A poleceń ani Soboru Trydenckiego, ani Vat. II odnośnie do katechezy liturgicznej wiernych dalej biskupi i kapłani nie słuchają. A potem - jak ten publicysta - szukają lekarstwa. I na ogół znajdują coraz to głupsze pomysły. Jednak mogą nawet tańce na rurze wymyśleć i myśleć, że jest fajnie, bo "dużo młodych". Ale i tak to tych młodych do Boga nie przyciągnie. Nie ma rady.
A
Anomalia
17 lutego 2016, 21:05
Nie napisałam tego ale ks. Miazek jest liturgistą i ceremoniarzem Archidiecezji Warszawskiej. Może proszę pojechać do Katerdy Św. Jana w Warszawie i porozmawiać nt. liturgii N.O.M z byłym ceremoniarzem pomocniczym Benedykta XVI ks. Bartoszem Szoplikiem, który tam rezyduje i naprawdę pięknie tłumaczy każdy gest liturgiczny i także precyzyjnie tłumaczy czemu msza trydencka nie jest mszą wszechczasów jak się powszechnie uważa. Nie chcę nikomu pisać co ma robić, rozum każdy ma własny. Ja wiem czym jest dla mnie liturgia, piszę czym ale myslę kim gdyż liturgia to dla mnie żywa przestrzeń relacji a nie forma kultu religijnego. Często zmieniam miejsce zamieszkania. Prowadzę żywot pielgrzyma więc odwiedzam dużo kościołów. Naprawdę rozumiem jak trudno o dobrego celebransa. Tam gdzie uczęszczam w niedzielę podeszłam kiedyś do proboszcza i porozmawiałam z nim o liturgii. Dałam mu do zrozumienia, jakie mam oczekiwania i dlaczego. I okazało się, że można. 
Rafał Dąbrowa
18 lutego 2016, 07:50
Kośćiół jest od tego by się wspólnie modlić, tak mi się wydaje.
MJ
Michał Janik
17 lutego 2016, 14:54
A może by tak całkiem z liturgii zezygnować? Przecież nawet na "luzackie" Msze chodzi niewielu. Jezu, co na tym portalu się wyrabia...
18 lutego 2016, 14:13
Jeden artykuł, jeden komentarz i już opinia o całym portalu. Minimum rzetelności...
MJ
Michał Janik
19 lutego 2016, 13:19
Rzetelnie to dwa, trzy lata temu tu (czy na fejsie) komentowałem. Przez ten czas przewijało się tu tyle głupich tekstów (typu "błogosławione różowe parasolki" czy "nie pisz KMB" - to z tych, które najlepiej zapamiętałem, bo tego było jeszcze więcej), że już dawno straciłem złudzenia, że De(m)on jest porządnym portalem.