Cierpienie w świetle wiary okazuje się dobrem

Joanna Krych / "Wieczernik"

Stając w obliczu cierpienia, przerażeni jego ogromem i zbuntowani przeciw jego niszczącej mocy, odkrywamy, że nie da się go wytłumaczyć, znaleźć jego sensu bez Boga.

Cierpienie… Tak bardzo dotyka każdego człowieka, który go doświadczył. Rodzi trudne pytania i częsty bunt. Jest tak trudne do przyjęcia, zrozumienia… . Nie ma człowieka, który by nie zapytał o sens cierpienia, które dotyka jego samego, jego bliskich, a nawet obcych ludzi. Lecz ludzkie odpowiedzi najczęściej pozostają niewyczerpujące.

By móc zrozumieć istnienie cierpienia, trzeba się zwrócić w stronę wiary, zapytać o nie samego Boga. Jan Paweł II w liście apostolskim Salvifici Dolores dotyka pytania o sens cierpienia. Spróbujmy razem z nim poszukać na nie odpowiedzi.

Wielość cierpienia

W pierwszej kolejności trzeba nam razem z polskim papieżem dostrzec wokół siebie prawdziwy rozmiar świata ludzkiego cierpienia, który tak głęboko dotyka ludzkiej egzystencji. Nie można tego wymiaru ludzkiego życia sprowadzać tylko do cierpienia fizycznego. Nie mniej istotne, choć trudniejsze do uchwycenia jest cierpienie psychiczne. Choć ciało pozostaje w zdrowiu, człowiek może odczuwać ból – nie mniejszy niż fizyczny – związany z przeżywaniem trudnych sytuacji emocjonalnych czy życiowych.

Równie dotkliwe, choć często nierozpoznawane, jest cierpienie moralne będące „bólem duszy”. Jest ono związane z niebezpieczeństwem śmierci swojej lub innych, prześladowaniem ze strony otoczenia, wyrzutami sumienia, czy też z trudnością zrozumienia, dlaczego powodzi się ludziom czyniącym źle, gdy cierpią sprawiedliwi. Cierpienie może również przyjmować wymiar ogólnoludzki czy społeczny, kiedy tragedia staje się udziałem wielu ludzi naraz, jak ma to miejsce w przypadku klęsk naturalnych, epidemii czy wojen.

Szukając tego, co łączy każdy z tych rodzajów cierpienia, Jan Paweł II zwraca naszą uwagę na to, że pośrodku tego wszystkiego, co stanowi psychologiczny kształt cierpienia (doznawania jakiegokolwiek bólu), tkwi zawsze jakieś doznanie zła, z powodu którego człowiek cierpi. Cierpienie z powodu dobra, które nie jest jego udziałem, od którego został niejako odcięty lub którego sam się pozbawił. Człowiek cierpi szczególnie wówczas, kiedy to dobro – w normalnym porządku rzeczy – „winno” być jego udziałem, a nie jest.

Pytanie o sens

Odkrycie wielorakości cierpienia i jego właściwie nieodłącznego połączenia z ludzkim życiem w naturalny sposób rodzi pytanie o sens cierpienia. Pytanie to zdaje się wręcz wyznaczać ludzką treść cierpienia. Często człowiek zadając sobie to pytanie, stawia je także drugiemu człowiekowi, a wkrótce nieuchronnie– również Bogu. Jeżeli nie jest w stanie odnaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie, często na gruncie tego pytania dochodzi do wielu załamań w stosunkach człowieka z Bogiem, a czasami do samej negacji Boga.

Bóg słucha ludzkiego pytania o sens cierpienia i oczekuje go. Nie odpowiada na nie wprost, lecz niejednokrotnie wskazuje drogę, do odnalezienia odpowiedzi.

Na początku poszukiwań papież zwraca naszą uwagę na to, że jedną z najbardziej podstawowych prawd wiary religijnej, opartej również na Objawieniu, jest prawda stwierdzająca, że Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.

Cierpienie ludzkie jest więc u swych podstaw związane z porządkiem sprawiedliwości. Często w życiu człowieka najpierw pojawia się grzech, a cierpienie jest „tylko” jego konsekwencją. Trzeba jednak dostrzec, że nawet jeżeli w historiach biblijnych pojęcie cierpienia łączy się z przeżywaniem kary, to kara ta ma osobowy wymiar – stwarza możliwość odbudowania dobra w cierpiącym człowieku. W tym rozumieniu cierpienie może stać się przyczyną nawrócenia, być wezwaniem do pokuty i poznania Miłosierdzia Bożego.

Jednak takie rozumowanie nie wyjaśnia każdego cierpienia. Jakkolwiek prawdą jest, że cierpienie ma sens jako kara wówczas, kiedy jest związane z winą, to natomiast nie jest prawdą, że każde cierpienie jest następstwem winy i posiada charakter kary. Świadczy o tym choćby historia sprawiedliwego Hioba, którą poznajemy na kartach Starego Testamentu. W jego przypadku cierpienie ma raczej charakter próby. Aby zrozumieć cierpienie, musimy skierować nasze spojrzenie na objawienie Bożej miłości, ostatecznego źródła sensu wszystkiego, co istnieje.

Cierpienie Chrystusa

Miłość Boża, która może pomóc człowiekowi prawdziwie zrozumieć jego cierpienie, to miłość zbawcza – wyzwalająca człowieka od zła, które niesie w sobie ostateczną i absolutną perspektywę cierpienia. O ile dotychczasowe rozważania skoncentrowane są przede wszystkim na cierpieniu w jego wielorakiej postaci doczesnej, to spojrzenie na zbawczy wymiar miłości Boga kieruje nas ku rozumieniu cierpienia w jego znaczeniu podstawowym i ostatecznym, czyli jako utraty życia wiecznego, odrzucenia od Boga, potępienia.

Jan Paweł II uważa, że aby zrozumieć prawdziwy i najgłębszy sens ludzkiego cierpienia, musimy najpierw zrozumieć cierpienie Chrystusa, który został dany ludzkości, aby ochronić człowieka przede wszystkim od ostatecznego zła i ostatecznego cierpienia. Chrystus swym Krzyżem i Zmartwychwstaniem, nie usuwa cierpień doczesnych z życia ludzkiego, nie uwalnia od cierpienia całego historycznego wymiaru ludzkiego bytowania, jednak i na cały ten wymiar i na każde cierpienie rzuca nowe światło, które jest światłem zbawienia. W swej mesjańskiej działalności, Chrystus przybliżał się nieustannie do świata ludzkiego cierpienia. Był wrażliwy na każde ludzkie cierpienie, zarówno cierpienie ciała, jak duszy.

Nade wszystko jednakże Chrystus przybliżył się do świata ludzkiego cierpienia przez to, że sam to cierpienie wziął na siebie. Czytając teksty mesjańskie (np. Pieśni Sługi Pańskiego) czy ewangelie możemy odkryć, że cierpienie Jezusa ma ludzkie wymiary, ma też jedyną w dziejach ludzkości głębię oraz intensywność, która będąc ludzką, może być taką nieporównywalną głębią i intensywnością cierpienia dlatego, że Człowiek, który cierpi, jest jednocześnie Bogiem. Jan Paweł II stwierdza, że odpowiedź na pytanie o cierpienie, o sens cierpienia, daje Chrystus nie samym swoim nauczaniem: Dobrą Nowiną, ale przede wszystkim własnym cierpieniem, które z tym nauczaniem, z Dobrą Nowiną, scalone jest w sposób organiczny i nierozerwalny. Jest to jakby ostatnie, syntetyczne słowo tego nauczania: „nauka krzyża”.

Cierpienie ludzkie osiągnęło swój zenit w męce Chrystusa. Równocześnie zaś weszło ono w całkowicie nowy wymiar i w nowy porządek: zostało związane z miłością. Z tego największego cierpienia – Krzyża Chrystusa – zostało wyprowadzone najwyższe dobro – dobro Odkupienia świata. Dopiero w tym kontekście możliwe jest prawdziwe zrozumienie sensu cierpienia.

 

Cierpienie odkupione

Papież wskazuje nam także, że w Krzyżu Chrystusa nie tylko Odkupienie dokonało się przez cierpienie, ale też samo cierpienie ludzkie zostało odkupione. Odkupiciel cierpiał za człowieka i dla człowieka. Każdy człowiek ma udział w Odkupieniu. Każdy jest też wezwany do uczestnictwa w owym cierpieniu, przez które Odkupienie się dokonało. Zdaniem Jana Pawła II dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa.

Człowiek, świadomy że męka Krzyża jest nierozerwalnie złączona z chwałą Zmartwychwstania, odnajduje całkowicie nowe światło, które pomaga mu przedzierać się poprzez gęsty mrok upokorzeń, zwątpień, rozpaczy i prześladowania. Człowiek odkrywając przez wiarę odkupieńcze cierpienie Chrystusa, odkrywa zarazem w nim swoje własne cierpienia, odnajduje je przez wiarę na nowo, nasycone nową treścią i nowym znaczeniem.

Papież w swym liście apostolskim stara się nam uzmysłowić, że Bóg chce, aby człowiek odkrywał prawdę Bożej miłości, która poprowadziła Chrystusa na Krzyż. On to ze swoim cierpieniem i śmiercią żyje w tym, kogo umiłował, w człowieku. Kiedy człowiek, przez wiarę odkrywa tę prawdę i zaczyna odpowiadać miłością na Jego miłość, Chrystus staje się też w szczególny sposób zjednoczony z człowiekiem, przez Krzyż. W tym momencie słabości, wszelkich cierpień człowieka przenika ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. A więc cierpieć w zjednoczeniu z Chrystusem to stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. Bóg chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc.

Cierpienie w Kościele

Jan Paweł II zwraca naszą uwagę również na to, że cierpienie w zjednoczeniu z Chrystusem wprowadza nas także w Tajemnicę Kościoła – mistycznego Ciała Chrystusa. W Ciele tym Chrystus chce być zjednoczony z wszystkimi ludźmi. W sposób szczególny zaś jest zjednoczony z tymi, którzy cierpią. Ten, kto cierpi w zjednoczeniu z Chrystusem, ten nie tylko czerpie z Chrystusa swą moc, ale ten także „dopełnia” swym cierpieniem „braki udręk Chrystusa”. Uwydatnia się tu w sposób szczególny prawda o twórczym charakterze cierpienia. Papież uświadamia nam, że cierpienie Chrystusa stworzyło dobro Odkupienia świata. To dobro samo w sobie jest niewyczerpalne i nieskończone. Żaden człowiek niczego nie może dodać do dobra Odkupienia.

Równocześnie jednak, w tajemnicy Kościoła jako swojego Ciała, Chrystus niejako otworzył własne odkupieńcze cierpienie na każde cierpienie człowieka. O ile człowiek staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa — w jakimkolwiek miejscu świata i czasie historii — na swój sposób dopełnia to cierpienie, przez które Chrystus dokonał Odkupienia świata.

 Odkupienie, dokonane mocą zadośćczyniącej miłości, jest stale otwarte na każdą miłość, która wyraża się w ludzkim cierpieniu. W tym wymiarze miłości, Odkupienie, które do końca się dokonało, stale się niejako od nowa dokonuje. Dlatego też cierpienie posiada w obliczu Kościoła szczególną wartość.

Cierpienie i zmartwychwstanie

Zdaniem następcy św. Piotra cierpienie zostało w sposób szczególny włączone w zwycięstwo nad światem, jakie objawiło się w Zmartwychwstaniu. Chrystus zachowuje w swym zmartwychwstałym ciele ślady krzyżowych ran na rękach, nogach i w boku. Przez Zmartwychwstanie objawia On zwycięską moc cierpienia i przeświadczenie o tej mocy stara się tchnąć w serca tych, których wybrał jako swych Apostołów, oraz tych, których stale wybiera i posyła.

Świadkowie Krzyża i Zmartwychwstania Chrystusa pozostawili Kościołowi i ludzkości swoistą ewangelię cierpienia. Napisał ją sam Odkupiciel najpierw swoim własnym cierpieniem podjętym z miłości. To cierpienie razem z żywym słowem nauczania stało się źródłem obfitym dla uczestników cierpień Jezusowych w pierwszym i wszystkich następnych pokoleniach Jego uczniów i wyznawców.

Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. Człowiek odkrywa zbawczy sens cierpienia, ale nade wszystko to, że w cierpieniu staje się całkowicie nowym człowiekiem. Znajduje jakby nową miarę całego swojego życia i powołania. Odkrycie to jest szczególnym potwierdzeniem wielkości duchowej, która w człowieku całkiem niewspółmiernie przerasta ciało. Wówczas, gdy to ciało jest głęboko chore, całkowicie niesprawne, a człowiek jakby niezdolny do życia i do działania, owa wewnętrzna dojrzałość i wielkość duchowa tym bardziej jeszcze się uwydatnia, stanowiąc przejmującą lekcję dla ludzi zdrowych i normalnych. Według Jana Pawła II wobec swojego cierpiącego brata lub siostry Chrystus stopniowo otwiera i roztacza horyzonty królestwa Bożego: świata nawróconego do Stwórcy, świata wyzwolonego od grzechu, budującego się na zbawczej potędze miłości. I do tego świata, do tego królestwa Ojca Chrystus powoli, ale skutecznie wprowadza człowieka cierpiącego, niejako poprzez samo serce jego cierpienia.

W miarę jak człowiek bierze swój krzyż, łącząc się duchowo z Krzyżem Chrystusa, odsłania się przed nim zbawczy sens cierpienia. Wówczas też człowiek odnajduje w swoim cierpieniu pokój wewnętrzny, a nawet duchową radość. Źródłem radości staje się przezwyciężenie poczucia nieużyteczności cierpienia, poczucia, które bardzo mocno bywa zakorzenione w ludzkim cierpieniu. Odkrycie zbawczego sensu cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem przeobraża to przygnębiające poczucie. Papież zwraca naszą uwagę na to, że Wiara w uczestnictwo w cierpieniach Chrystusa niesie w sobie tę wewnętrzną pewność, że człowiek cierpiący „dopełnia braki udręk Chrystusa”, że w duchowym wymiarze dzieła Odkupienia służy, podobnie jak Chrystus, zbawieniu swoich braci i sióstr. (…) I dlatego Kościół upatruje we wszystkich cierpiących braciach i siostrach Chrystusa jakby wieloraki podmiot swojej nadprzyrodzonej siły.

Im bardziej człowiek jest zagrożony grzechem, im cięższe struktury grzechu dźwiga w sobie współczesny świat, tym większą wymowę posiada w sobie ludzkie cierpienie. I tym bardziej Kościół czuje potrzebę odwoływania się do ludzkich cierpień dla ocalenia świata.

Samarytanin

Jan Paweł II uważa, że Chrystus ukazuje nam jeszcze jeden wymiar cierpienia związany z przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie. Wskazuje bowiem, jaki winien być stosunek każdego z nas do cierpiących bliźnich. Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek, który zatrzymuje się przy cierpieniu drugiego człowieka, jakiekolwiek by ono było. Owo zatrzymanie się nie oznacza ciekawości, ale gotowość. Jest to otwarcie jakiejś wewnętrznej dyspozycji serca, które ma także swój wyraz uczuciowy. Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek wrażliwy na cudze cierpienie, człowiek, który „wzrusza się” nieszczęściem bliźniego. Czasem owo współczucie pozostaje jedynym lub głównym wyrazem naszej miłości i solidarności z cierpiącym człowiekiem.

Miłosierny Samarytanin z Chrystusowej przypowieści nie poprzestaje jednak na samym wzruszeniu i współczuciu. Staje się ono dla niego bodźcem do działań, które mają na celu przyniesienie pomocy poranionemu człowiekowi. Miłosiernym Samarytaninem jest więc ostatecznie ten, kto świadczy pomoc w cierpieniu, jakiejkolwiek byłoby ono natury. Pomoc, o ile możności, skuteczną. W tę pomoc wkłada swoje serce, nie żałuje również środków materialnych.

Miłosierny Samarytanin to człowiek zdolny do daru z siebie samego. Prowadzi nas to do odkrycia, że cierpienie, które pod tylu różnymi postaciami obecne jest w naszym ludzkim świecie, jest w nim obecne także i po to, ażeby wyzwalać w człowieku miłość, ów właśnie bezinteresowny dar z własnego „ja” na rzecz innych ludzi, ludzi cierpiących. Zdaniem papieża Świat ludzkiego cierpienia przyzywa niejako bez przestanku inny świat: świat ludzkiej miłości — i tę bezinteresowną miłość, jaka budzi się w jego sercu i uczynkach, człowiek niejako zawdzięcza cierpieniu. (…) W mesjańskim programie Chrystusa, który jest zarazem programem królestwa Bożego, cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość, ażeby rodziło uczynki miłości bliźniego, ażeby całą ludzką cywilizację przetwarzało w „cywilizację miłości”. W tej miłości zbawczy sens cierpienia wypełnia się do końca i osiąga swój wymiar ostateczny.

W świetle wiary

Stając w obliczu cierpienia, przerażeni jego ogromem i zbuntowani przeciw jego niszczącej mocy, odkrywamy, że nie da się go wytłumaczyć, znaleźć jego sensu bez Boga. Człowiek pozostając samotnie w cierpieniu jest nieuchronnie skazany na przerastający go ból i wyniszczenie. Cierpienie może stać się łaską dopiero wtedy, kiedy jego sensu zaczniemy szukać u Boga. Wtedy nie tylko będziemy w stanie je zaakceptować, ale może stać się dla nas dobrem, źródłem wewnętrznej przemiany i nawrócenia, a w ostateczności tym, co jest sensem życia każdego chrześcijanina – zjednoczeniem z Chrystusem.  

Spojrzenie na cierpienie w świetle wiary wyzwala jego uzdrawiającą moc – szkołę miłości. Zarówno dla osoby cierpiącej, która jednocząc swój ból z Chrystusem ofiarowuje go dla zbawienia świata, lecz również dla tych, którzy sami nie doświadczając cierpienia stają się zdolni nieść bezinteresowną miłość tym, którzy jej potrzebują. Cierpienie więc w świetle wiary ostatecznie okazuje się dobrem. Dlatego pytając o sens cierpienia, szukajmy odpowiedzi tylko u Boga.

Joanna Krych

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Cierpienie w świetle wiary okazuje się dobrem
Komentarze (5)
RK
Robert Kożuchowski
11 lutego 2010, 22:13
Trzeba jeszcze wspomnieć i rozróżnić od cierpienia karę doczesną za popełnione grzech. Ale tego można uniknąć odpustrami cząstkowymi, a najlepiej zupełnymi. Jeśli chodzi o cierpienie, to każde ma sens. Problemem jest tylko odczytanie tego sensu. Ja osobiście  Bogu za nie sercem dziękuję, On wie czemu
L
leszek
11 lutego 2010, 22:07
To wszystko nie jest takie proste i jednoznaczne. Owszem znam ludzi, których cierpienie zmieniło na korzysc odkryli to co wczesniej było zakryte, ale znam tez i takich ( bardzo zreszta wierzacych) których cierpienie zmieniło na gorsze a niektórzy nabawili sie ciezkiej psychozy lub choroby somatycznej. Nikt w artykule nie twierdził że wszystko jest proste i jednoznaczne,. To jakie będą owoce danego cierpienia nie zależy od danego cierpienia ale od LUDZI, zależy od tego jak to cierpienie zostanie przyjęte przez LUDZI. Jeżeli człowiek odkryje i uzna sens cierpienia, zakceptuje to cierpienie, to takie cierpienie będzie go przemieniało na lepsze. Ale jeżeli człowiek nie odnajdzie lub nie zaakceptuje sensu danego cierpienia, to i nie zaakceptuje tego cierpienie, i ciągła walka/"użeranie się" z tym cierpieniem będzie go zwyczajnie niszczyć! To nie cierpienie wywołuje psychozy i choroby somatyczne, lecz źle rozwiązany problem cierpienia. Piszesz Jadwigo, że znasz ludzi których cierpienie zmieniło na gorsze... Odpowiem Ci tak...Jeżeli tak uważasz to powinnaś również uznać, że nie ma Boga, albo że Bóg nie kocha tych ludzi, albo że Bóg sam nie wie co dobre, a jesli nawet wie to i tak jest bezsilny. Tyle że taki Bóg nie jest Bogiem chrześcijan, taki Bóg nie ma nic wspólnego z Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, nie ma nic wspólnego z Jezusem Chrystusem. Bo Bóg Jezusa Chrystusa nie dopuszcza na nikogo nic z co nie owocowałoby jakimś dobrem dla człowieka... Nie mozna tez cierpienia człowieka porównywac do cierpienia Jezusa. Z przyczyn moralnych  to chyba nie przystoi...a poza tym Jezus znał zwoja misję i wiedział co Go czeka po tamtej stronie.Człowiek...nie wie...tylko wierzy... Nie znam takich przyczyn moralnych, natomiast po lekturze telewizji (nie tylko filmów ale i wiadomosci) jestem w stanie wyobrazić sobie znacznie potworniejsze cierpienia niż biczowanie, droga krzyżowa i ukrzyżowanie. Wyjątkowość Męki Chrystusa nie polegała na tym że doznawał największych cierpień, ale na tym że cierpiał bez JAKIEJKOWIEK winy, i w dodatku w każdej chwili mógł PRZERWAĆ te cierpienia schodząc z krzyża i zamieniając swoich oprawców choćby w komary, a pragnął przyjąć na Siebie wszystko ZA NAS. Fakt, Jezus znał swoją misję, wiedział co Go czeka po tamtej stronie. Ale to wbrew pozorom wcale Mu nie ułatwiało. Gdybyś Ty wiedziała, że jak wyjdziesz na ulicę to przejedzie się po Tobie ciężarówka ale po n operacjach przeżyjesz, to pomimo iż wiedziałabyś że przeżyjesz to wcale nie byłoby Ci chyba jednak łatwiej wychodzić z domu...
L
leszek
11 lutego 2010, 21:43
Artykuł trudny ale bardzo wartościowy. Polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którzy już w jakiś sposób doświadczyli jakiegoś cierpienia. Od siebie dodałbym tylko, że gdy odkryje się sens cierpienia, to wcale mniej się nie cierpi, ale cierpi się inaczej, mimo tego samego bólu jest jakby lżej.
Grażyna Urbaniak
11 lutego 2010, 11:34
Fragment z artykułu o objawiniach w Lourds: Maryja zapewniła Bernadetę, że na ziemi doświadczać będzie trudności i cierpień, zaś życie szczęśliwe czeka ją dopiero w niebie
Jadwiga
11 lutego 2010, 11:09
To wszystko nie jest takie proste i jednoznaczne. Owszem znam ludzi, których cierpienie zmieniło na korzysc odkryli to co wczesniej było zakryte, ale znam tez i takich ( bardzo zreszta wierzacych) których cierpienie zmieniło na gorsze a niektórzy nabawili sie ciezkiej psychozy lub choroby somatycznej. Nie mozna tez cierpienia człowieka porównywac do cierpienia Jezusa. Z przyczyn moralnych  to chyba nie przystoi...a poza tym Jezus znał zwoja misję i wiedział co Go czeka po tamtej stronie.Człowiek...nie wie...tylko wierzy...