Stereotypy, wstyd, samotność. Czy kobiece ciała muszą być tematem tabu?
Menstruacja, poronienia, ciąża. Doświadczenia, które dotyczą milionów kobiet, wciąż pozostają tematem tabu. Zamiast rozmowy jest wstyd, zamiast wsparcia, stereotypy i milczenie. Jak pisze francuska filozofka Marie Leborgne Lucas, “ciąża jest źródłem, z którego wszyscy pochodzimy”. Dlaczego więc tak trudno mówić o tym, co najbardziej fundamentalne? Publikujemy fragment książki “Dwa światy w jednym. O niezwykłej mocy kobiecego ciała”.
“Masz okres czy co?”
W odniesieniu do menstruacji nadal istnieje wiele stereotypów. Powszechnie wiadomo, że kobieta w jej trakcie jest rozdrażniona, ma zły humor, tak że o każdej kobiecie, która ma silny charakter lub się denerwuje, można powiedzieć: “Masz okres czy co?”. “Współpracownicy mogą ignorować gniew lub niecierpliwość kobiety, sprowadzając je do symptomu gospodarki hormonalnej, którego nie należy traktować poważnie” – zauważa Iris Marion Young. Jedna trzecia kobiet twierdzi, że doświadczyła już drwin lub nieprzyjemnych uwag ze strony otoczenia z powodu miesiączki – mówi się w takiej sytuacji o period shaming, czyli upokarzaniu nawiązującym do miesiączkowania. Ten stereotyp nakłada na kobietę konieczność ciągłego kontrolowania się, aby wydawać się stabilną emocjonalnie i spokojną, z obawy przed uznaniem jej za osobę, która ma właśnie miesiączkę, nawet jeśli jej nie ma.
Menstruacja może oczywiście zwiększać zmęczenie, podnosić drażliwość i sprawiać, że jesteśmy bardziej emocjonalne. Jednak stereotyp miesiączkowego humoru należy traktować z rezerwą, ponieważ zbytnio wzmacnia on przesądy mówiące, że ciało kobiety jest z natury niestabilne, aby mógł wydawać się całkowicie prawdziwy. Ów stereotyp dotyczący nastroju podczas menstruacji może sprawić, że zapomnimy o innych czynnikach, które mogą wpływać na ogólne samopoczucie emocjonalne.
Innym utrwalonym stereotypem jest przekonanie, że kobiety w trakcie menstruacji brzydko pachną – większość kobiet sama jest o tym przekonana. To przekonanie skłania je do ograniczania własnej aktywności z obawy przed sprawianiem innym kłopotu i ujawnieniem, że mają miesiączkę. Reklamy produktów menstruacyjnych obfitują w odniesienia do zapachu, który należy maskować. Simone de Beauvoir mówi o tym “mdłym, stęchłym zapachu, który się z niej wydobywa – woni bagna, zwiędłych fiołków”. W rzeczywistości miesiączka nie powoduje nieprzyjemnego zapachu. W kontakcie z powietrzem krew menstruacyjna może ulegać utlenieniu, na przykład w przypadku stosowania podpasek higienicznych, ale sama w sobie nie wydziela żadnej niemiłej woni. Osobiście dopiero kiedy zaczęłam używać kubeczka menstruacyjnego, zrozumiałam, że zapach menstruacji jest tylko nieuzasadnionym uprzedzeniem. Jak wszystko, co związane z ciałem, krew menstruacyjna ma zapach, ale szczerze mówiąc, nie jest on nieprzyjemny czy cuchnący. Dotyczący go mit sprzyja deprecjonowaniu ciała kobiet i zwiększa odrazę do niego – odrazę, która w tym przypadku jest konstruktem kulturowym. Wzmacnia on przekonanie, że ciało kobiety jest brudne i odrażające.
Wstyd związany z menstruacją
Miesiączki, choć całkowicie naturalne, przez długi czas były niezrozumiane lub wyśmiewane, a przez to wywoływały poczucie wstydu. Jest on uczuciem wywołanym na skutek uświadomienia sobie, że się przekroczyło jakąś normę. To jednak, co jest przyczyną wstydu w przypadku menstruacji, to nie wykonana czynność (chyba że przez nieuwagę zostawiło się gdzieś podpaskę lub zbyt głośno zapytało sąsiadkę, czy ma tampon). Wstyd w przypadku menstruacji powoduje samo ciało: wstyd z powodu bezsilności wobec tego wewnętrznego krwotoku, wstyd z powodu poczucia słabości, wstyd z powodu ciała, nad którym nie ma się kontroli, ciała, które plami. W przeciwieństwie do krwi wojowników, która płynie, bo zdobyli się na akt odwagi, w którym narazili swoje życie, krew menstruacyjna była postrzegana jako niewymagająca żadnej odwagi, ponieważ wypływa z ciała mimowolnie.
Aby uniknąć wstydu, należy jak najbardziej ukrywać to, że ma się miesiączkę, nie rozmawiać o niej bezpośrednio i w ogóle mówić jak najmniej na jej temat. Miesiączka jest w pewnym sensie przedmiotem “etykiety menstruacyjnej”, niepisanego protokołu dyktującego sposób postępowania w tym okresie, pod groźbą wyśmiania. Hasłem przewodnim tej etykiety jest: “Dyskrecja!”. Na przykład zawsze należy ukrywać środki higieny menstruacyjnej. Ponad osiem na dziesięć kobiet przyznaje, że ukrywa je w kieszeni lub rękawie, gdy w miejscach publicznych idzie do toalety, a ponad trzy na pięć przyznaje, że musiało trzymać te już zużyte w kieszeni lub w torebce, ponieważ nie miało gdzie ich wyrzucić.
Poronienia
Niektóre ciąże kończą się samoistnie, często bez wyraźnej przyczyny. Embrion do pierwszego trymestru ciąży może samoczynnie opuścić organizm matki; później konieczna jest interwencja medyczna. Nie są to odosobnione i rzadkie przypadki. Obecnie szacuje się, że co czwarta ciąża kończy się poronieniem. Innymi słowy, we Francji dotyczy to 200 000 kobiet rocznie.
Ciężar poczucia winy z powodu niepowodzenia ciała w donoszeniu ciąży może wywołać dysocjację, przerażające oddalenie od własnego ciała. To głęboko bolesne doświadczenie, gdy widzimy, że nasze ciało nie było w stanie utrzymać dziecka. To żałoba po niepowodzeniu życia, tym boleśniejsza, że przygotowywałyśmy się na przyjęcie tego nowego życia i byłyśmy już z nim głęboko związane. To żałoba po macierzyństwie dla tych, które nadal nie mają dzieci i widzą, jak mija ich czas.
Osobiście doświadczyłam dwóch samoistnych poronień, a drugie z nich było szczególnie bolesne. Nastąpiło pod koniec trzeciego miesiąca, a ja i mój partner byliśmy już przywiązani do tej nowej istoty. Widok krwi wypływającej z mojego ciała był prawdziwym szokiem. W ciągu kilku chwil wszystko się wali i nie można zatrzymać tego, który odchodzi. Płakałam nie tylko z bólu, ale również z nieskończonego smutku, z bezsłownego buntu, widząc to życie, które uciekało ze mnie, a którego nie potrafiłam utrzymać.
Będąc w ciąży, nosimy w sobie delikatne życie, które potrzebuje naszego ciała, aby przyjść na świat. To przyjście jednak nie zawsze jest możliwe. Są maleństwa, które przychodzą zbyt wcześnie i których życie jest zagrożone.
Są takie, które rodzą się, ale nie zobaczą światła dziennego; przychodzą na świat, nie mogąc w nim żyć. Są takie, które kończą egzystencję już w ciele matki, ale żyły, chociaż przez krótką chwilę. Istniały. Te ciąże, których przebieg się urwał, do dziś są tematem tabu. Jeśli większość rodziców nie ogłasza ciąży przed końcem pierwszego trymestru, wynika to często z obawy, że ciąża się nie utrzyma; z obawy, że trzeba będzie potem wszystkich o tym powiadomić. Kiedy jednak ciąża się kończy, trudniej jest uzyskać wsparcie, ponieważ otoczenie o niczym nie wiedziało. I do smutku związanego z utratą dziecka dochodzi samotność, która utrudnia zaakceptowanie tego wydarzenia.
Skomentuj artykuł