Dołącz w wakacje do ludzi pozytywnie zakręconych
Z dala od zgiełku miast, w albańskich Alpach, rodzi się moja nowa pasja. Bardzo łatwo znaleźć tu kamienie, które po obróbce cieszą oko. Już ich naturalny wygląd i sama świadomość, że powstały setki milionów lat temu, jeszcze przed dinozaurami, elektryzuje. Jaspis, serpentyn, agat. Niby nie żyją, nic nie czują, a tak wiele sprawiają mi radości. Każdy jest niepowtarzalny. Zabiorę kilka z nich do domu.
Gdy śledziłem kiedyś informacje o ludziach pozytywnie zakręconych, zbierających kapsle od butelek po piwie czy drapaczki do pleców, myślałem sobie, że na emeryturze też zacznę coś zbierać. No i przyszło samo. Wakacje przy strumykach i górskich stokach zaczęły się ciekawie. Wieczorami szybkie zdobywanie wiedzy z mineralogii, a w dzień poszukiwania. W dzieciństwie szukałem grzybów, w młodości zbierałem znaczki i monety, za czasów covidu pielęgnowałem rośliny, a od niedawna wypatruję ozdobnych kamieni.
To niebezpieczne zajęcie. Nie chodzi o to, że mogę sobie zwichnąć nogę, czy spaść z urwiska. Zbieractwo może być poważnym zaburzeniem psychicznym. W oficjalnej klasyfikacji medycznej funkcjonuje ono jako samodzielna jednostka chorobowa pod nazwą „zaburzenie zbieractwa”. Takie osoby zagracają własną przestrzeń życiową masą różnych przedmiotów, a ostatnio słyszałem o „zbieractwie cyfrowym”, czyli obsesyjnym zapisywaniu na dysku komputera tysięcy plików, bo może kiedyś się przydadzą. Myśl o ich usunięciu wywołuje u zbieracza panikę. Ocieram się więc o bardzo niebezpieczną sferę. Co będzie, jeśli stracę kontrolę i zacznę przynosić do domu zakonnego skały z całej Europy? Nie tylko ładne, ale i brzydkie, bo czym one zawiniły, żebym ich nie lubił.
Jeden z jezuitów, starszy ode mnie o ponad dwadzieścia lat, kolekcjonuje od lat przedmioty kiczu religijnego. Jego wystawę, drwiąca z taniej pobożności, można oglądać w jezuickim domu zakonnym w Aarhus, w Danii. Robi wrażenie. Trudno uwierzyć, że ludzie coś takiego kupują i do tego się modlą. Ma też pokaźną kolekcję lokomotyw i pociągów, ale pokazuje ją tylko zaufanym osobom. Z pewnością długo jeszcze pożyje. Trzyma go w formie ciągłe uzupełnianie zbiorów. A pomieszczeń w domu jest dużo. Jeśli to sposób na przedłużenie sobie życia i w dodatku bez zatruwania życia współbraciom, to czemu w to nie wejść? Takie przychodzą mi zadumki podczas letnich wakacji.
Mimo czyhających na zbieracza niebezpieczeństw, zachęcam do kolekcjonowania połączonego ze zdobywaniem wiedzy. Gdy coś nas pasjonuje, nauka staje się rozrywką. Rośliny, minerały, monety, motyle czy hodowla rybek w akwarium mogą uczynić z nas ekspertów. Nie mówiąc o kolekcjonerach dzieł sztuki, na których czyhają z kolei inne niebezpieczeństwa – snobizm i przeliczanie arcydzieł na ich wartość finansową.
Zdrowe i dobrze przemyślane kolekcjonowanie może pełnić funkcję terapeutyczną – redukuje stres i spowalnia starzenie się mózgu. Zdobycie każdego kolejnego egzemplarza do kolekcji budzi pozytywny dreszcz emocji. Segregowanie zbiorów ćwiczy pamięć i daje poczucie kontroli nad małym fragmentem rzeczywistości. Oglądanie zgromadzonych eksponatów jest praktykowaniem uważności i zarazem odciąga myśli od codziennych problemów. Ponadto można stać się członkiem społeczności podobnie zakręconych i wtajemniczonych ludzi.
Gdy widzę dzieci zbierające na plaży muszelki, by zaraz potem je wyrzucić, zastanawiam się, czy odpowiedzialnego i zdrowego kolekcjonerstwa nie powinno się uczyć się w szkole – chociażby na lekcjach wychowania zdrowotnego. Pozdrawiam z wakacji.
Skomentuj artykuł