Has musiał się tłumaczyć, Maślona zbiera cięgi. Dlaczego polski widz nie wybacza reżyserom?

Fot. YouTube/Netflix

Zaglądasz rano do Internetu, przeglądasz serwis informacyjny i od razu wiesz, że w ojczyźnie wszystko jest na swoim miejscu. Internet po raz kolejny stanął w ogniu, a w komentarzach wre gorączkowa dyskusja pod tradycyjnym hasłem: „Prus przewraca się w grobie!”. Wszystko za sprawą nowej, sześcioodcinkowej adaptacji „Lalki” w reżyserii Pawła Maślony na platformie Netflix. Oburzeni widzowie pomstują na zdradę książkowego oryginału, wulgaryzmy, motywy emancypacyjne czy bohaterów sięgających po używki. Słychać głośne okrzyki o profanacji i bezczeszczeniu lektury szkolnej.

Zanim jednak po raz kolejny dołączymy do tego chóru oburzonych, warto zrobić krok wstecz i sięgnąć do archiwów. Przypomnijmy sobie rok 1968, kiedy na ekrany kin wchodziła słynna adaptacja Wojciecha Jerzego Hasa z Mariuszem Dmochowskim i Beatą Tyszkiewicz. Joanna Guze pisała wówczas na łamach tygodnika „Film” o dokładnie tym samym zjawisku. Zauważała, że w polskim odbiorze społecznym pisarze tacy jak Prus, Sienkiewicz czy Żeromski są traktowani jako podmioty „nietykalne”, a od adaptatora wymaga się skrupulatnego przylegania do literackiego tekstu. Has musiał wówczas wystrzegać się jakichkolwiek odstępstw, bo widz szedł do kina nie na autorską wizję, ale na sprawdzian z wierności książce. Tylko, czy taka ekranizacja ma jakikolwiek sens?

Mamy zatem przed sobą trwający od niemal sześćdziesięciu lat ten sam kulturowy spektakl. Zmieniają się jedynie jego nośniki – od taśmy filmowej, przez telewizję i kasety VHS, aż po współczesny streaming – ale nasza reakcja pozostaje uderzająco podobna. Dzisiejsza batalia wokół netflixowej „Lalki” jest niemal dokładnym powtórzeniem sporów, które towarzyszyły wcześniejszym ekranizacjom. Znów pojawiają się zarzuty o odejście od oryginału, zbytnią swobodę twórców, niewłaściwy dobór aktorów czy „zdradę” literackiego pierwowzoru. Tymczasem nasz problem z nową „Lalką” nie musi wcale dotyczyć konkretnych decyzji reżyserskich. W znacznej mierze mówi on coś o nas samych – o naszym lęku przed zmianą, potrzebie ochrony tego, co znamy, i szczególnym stosunku do dzieł, które z czasem przestały być dla nas wyłącznie literaturą, a stały się częścią kulturowej pamięci. Być może właśnie dlatego każda kolejna próba opowiedzenia tej samej historii na nowo uruchamia tak silne emocje. Broniąc kanonu, często bronimy bowiem nie tyle konkretnej wersji dzieła, ile własnego wyobrażenia o tym, jak powinno ono wyglądać.

DEON.PL POLECA



Gruby flamaster, czyli dlaczego kultura rozwija się przez reinterpretacje?

Spójrzmy na fakty. W 1968 roku Joanna Guze wyróżniała dwie formuły adaptacji: pierwszą, opartą na dosłownej wierności fabule, oraz drugą – swobodną, szukającą duchowego i metaforycznego sensu dzieła. Wskazywała przy tym jednoznacznie, że polska publiczność panicznie boi się tego drugiego wariantu, wymuszając na reżyserach rolę potulnych ilustratorów powieści. Has, kręcąc swoją „Lalkę”, był uwarunkowany oczekiwaniami czytelników przywiązanych do tekstu jak do nienaruszalnego kanonu.

Mijają dekady i co otrzymujemy dzisiaj? Serial Pawła Maślony – ze scenariuszem współtworzonym przez Pawła Demirskiego i Jagodę Dutkiewicz – świadomie zrywa z gorsetem grzecznej ekranizacji. Twórcy proponują wariację łączącą elementy komediowe, memiczne i stylistykę znaną chociażby z „1670”, „Barbie” czy „Marii Antoniny” Sofii Coppoli. Izabela Łęcka w kreacji Sandry Drzymalskiej zyskuje rys wyemancypowanej dziewczyny walczącej o własną sprawczość w kleszczach patriarchalnego handlu małżeńskiego, Wokulski w kreacji Tomasza Schuchardta jest ukazywany jako niepokojący, wręcz obsesyjny bohater, a do opowieści wprowadzono współczesny język (tak, w tym wulgaryzmy), środki odurzające, zmienione wątki i zakończenie oraz… postać Elizy Orzeszkowej.

Efekt? Reakcja odbiorców jest bliźniaczo podobna do tej sprzed pół wieku. Jedni zarzucają twórcom spłaszczenie historii i stosowanie „grubego flamastra”, inni chwalą produkcję za świeżość i odwagę. Z kolei obrońcy serialu – jak producent „Rancza” Maciej Strzembosz – sięgają po argument, że kultura rozwija się właśnie przez reinterpretacje, przypominając, iż Andrzej Wajda w „Ziemi obiecanej” również traktował tekst Reymonta z dużą swobodą.

Lalka to nie Łęcka, ale nasza polska porcelanowa nerwica…

Dlaczego to zestawienie jest tak pouczające? Ponieważ obnaża naszą społeczną nerwicę. Od ponad pół wieku zachowujemy się tak, jakby klasyka literatury była szklaną figurką, lalką właśnie, która rozsypie się w pył przy najmniejszym dotknięciu. Boimy się, że jeśli Łęcka zyska głęboki rys emancypacyjny, a Wokulski straci swój romantyczny pomnik na rzecz skomplikowanej, ludzkiej obsesji, to zawali się cały nasz fundament wartości.

A przecież Bolesław Prus nie pisał Lalki, by stworzyć akademię ku czci XIX-wiecznych manier. Pisał o bezwzględnej walce klas, o pieniądzu kupującym ludzkie sumienia, o pysze, obłudzie salonów i tragicznej samotności człowieka uwikłanego w społeczne iluzje. Gdy współczesna ekranizacja pokazuje blichtr arystokracji przypominający dzisiejsze udawane luksusowe życie z mediów społecznościowych, podnosi się krzyk, że to profanacja. Tymczasem to nie reżyserzy profanują Prusa – to my spłycamy go na własne życzenie, żądając, by ekranizacje były jedynie ładnym, obrazkowym dopełnieniem bryku dla licealistów.

Nasze własne odbicie w zwierciadle ekranu przeraża?

Ostatecznie trzeba uczciwie przyznać jedno: ten głośny spór ma w sobie coś niezwykle ożywczego. Pokazuje, że po stu pięćdziesięciu latach proza Prusa, nawet przefiltrowana przez kreatywność Pawła Maślony, wciąż ma w sobie ładunek o sile dynamitu, zdolny poruszyć całe społeczeństwo. Dzięki tej awanturze tysiące ludzi znowu dyskutuje o kulturze, porównuje nowy serial z filmem Hasa czy serialem Ryszarda Bera z 1977 roku (z genialną Małgorzatą Braunek), a wielu zapewne po raz pierwszy od czasów matury sięgnie po książkowy oryginał.

Prawdziwym zagrożeniem dla naszej tożsamości nie są odważne, eksperymentujące adaptacje. Prawdziwym niebezpieczeństwem jest nasza własna duchowa i intelektualna gnuśność – pokusa zamieniania żywego dziedzictwa w martwe eksponaty muzealne, których jedynym zadaniem jest potwierdzanie naszego dobrego samopoczucia. „Lalka” – pół biedy. Gorzej, gdy to samo robimy z liturgią…

Warto więc zadać sobie na koniec jedno pytanie: czy oburzamy się na nowe ekranizacje dlatego, że tak bezgranicznie kochamy literaturę, czy może dlatego, że w ostrym zwierciadle ekranu nagle widzimy samych siebie – spiętych, przewrażliwionych i panicznie bojących się jakiejkolwiek żywej rozmowy o własnych słabościach?

DEON.PL POLECA


Łukasz Sośniak SJ

Absolwent filologii polskiej, dziennikarstwa i teologii. Pracował w Gazecie Częstochowskiej, Radiu Jasna Góra i Radiu Watykańskim. Obecnie dyrektor jezuici.pl, autor Podcastu Jezuickiego i Męskiego Punktu Widzenia. Jego pasją i sposobem na relaks jest czytanie książek i jazda na rowerze.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Has musiał się tłumaczyć, Maślona zbiera cięgi. Dlaczego polski widz nie wybacza reżyserom?
Komentarze (17)
WS
~Witold Słojkowski
23 września 2026, 18:05
Netflix ze swoim repertuarem jest narzędziem antykulturowej, neo marksistowskiej propagandy w duchu rewizjonizmu marksizmu dokonanego przez intelektualistów że Szkoły Frankfurckiej. Jezuici, obudźcie się!!!! Takie seriale trzeba potępiać. To źródło deprawacji.
KK
~karol karol
24 września 2026, 11:26
usiądź nad brzegiem Babilonu i zapłacz
KP
~katolik pomniejszego płazu
24 września 2026, 15:54
pływałeś już w Babilonie?
KK
~karol karol
25 września 2026, 18:16
w Twoich łzach po mszy trydenckiej
KP
~katolik pomniejszego płazu
27 września 2026, 02:09
"twoich" małą, "Mszy" wielką literą i będzie dobrze
DD
dudkifive dudkifive
22 września 2026, 22:34
Czyli ws, ystko w porzadku w "tym kraju" gdy za recenzje filmowe biorą się nawet księża, pisząc artykuły w których analizują fakt że wszyscy się wypowiadają (sami się właśnie wypowiadając). Więc i ja dorzucę trzy grosze na tacę : film jest zwyczajnie tantedny pod względem scenariusz owym i rezyserskim, naładowany (jedynie słusznym) ideololo jak ruski plecak ale to Netflix więc niczego innego nie można się spodziewać, więc ja się nie spodziewałem na ten przykład. Ale odnosząc się do tych kwiecisty ch księżych rozważań to uczciwością że strony twórców byłoby nadanie jakiegoś innego tytułu z adnotacja że na motywach powieści pod tytułem "Lalka" i niech tam się dzieje co chce, nie przeklinają, wciągają i obciągają nic nikomu byłoby do tego. Ale tu mamy do czynienia z oszustwem i kradzieżą tytułu pod którym widz otrzymuje inna treść, to nie jest interpretacja to jest manipulacja. A dyskusje? To chyba dobrze ze są, nie rozumiem skąd te utyskiwania i to ludzi którzy sami się wypowiadają. AD
PR
~Ppp Rrr
22 września 2026, 18:42
Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia. Na Zachodzie od dawna było wiele wersji "Robin Hooda", "Muszkieterów", "W 80 dni dookoła świata" - a widz mógł sobie wybrać, która wersja najbardziej mu się podoba. Nasza biedna, ale ambitna kinematografia robiła "raz a dobrze", a znane z dzieciństwa filmy są dla nas "święte". W dodatku zwykle faktycznie są dobrze zrobione i po prostu trudno sobie wyobrazić, by ktoś mógł zrobić coś wyraźnie lepszego. Zwłaszcza, że powstało kilka nowych wersji starych filmów i jakoś żaden lepszy nie jest. A tak w sumie... Ktoś lepszy od Daniela Olbrychskiego, czy Andrzeja Korzyńskiego? NIEMOŻLIWE! Pozdrawiam.
ES
~Ewa Słota
22 września 2026, 11:37
Książka ... tak czy tak wersja kinowa czy serial- owa- nie można sobie kupić miłości za żadne pieniądze świata. Przepiękne stroje, cóż słownictwo? Ufff dawniej i dziś na salonach czy w barze jest przeróżnie ... ufff się wyrażę ... i nie ma znaczenia czy z dobrego domu czy z dołu ... Stroje się zmieniają, rzeczy ... teraz są internety, samochody, samoloty i krótkie ubrania - lecz ... pieniądze i miłość taka sama - za pieniądze nie kupisz kochania. Ktoś z nas Izabelą ktoś inny Wokulskim i nie ma znaczenia czy z wyższych sfer - czy z tych na dole, bo do miłości potrzeba nas- Dwoje: Kobiety i Mężczyzny i za tym ... obstoję - sory za słownictwo, bo z tych dolnych jest mi blisko. ( Każdy Aktor, Aktorka włożyli dużo pracy i ukazali? Każdą i Każdego z nas).
TM
~Tomasz Mortensen
22 września 2026, 11:16
To zaskakująco dobry jak na Netflixa serial. Wystarczy uzmysłowić sobie, że to nie ekranizacja, skądinąd genialnej, powieści, tylko historia oparta dość luźno na jej motywach. Bardzo zachęcam do obejrzenia. I nie nadymajcie się tak ludzie. Serial to rozrywka, jak chcesz czegoś więcej - sięgnij po książkę.
KK
~karol karol
22 września 2026, 10:48
zaraz się dowiemy, że kolejny film prześladuje katolików xd
ES
~Ebnezer Scrooge
22 września 2026, 08:52
Mamy zachwycać się z serialem w którym bohaterowie klną jak furmani ? Dlaczego nie powstał inny film kostiumowy który byłby tylko na motywach lalki nazywał się Izabela lub Stanisław ?
ES
~Ebnezer Scrooge
22 września 2026, 08:51
Mamy zachwycać się z serialem w którym bohaterowie mrugają jak furmani ? Dlaczego nie powstał inny film kostiumowy który byłby tylko na motywach lalki nazywał się Izabela lub Stanisław ?
KP
~katolik pomniejszego płazu
22 września 2026, 00:46
Lalka to zwyczajna powieść o kukoldzie
KK
~karol karol
22 września 2026, 10:48
katoliczku, skąd takie słownictwo? :( Pamiętaj, że Józef też wziął kobietę w ciąży za żonę
KP
~katolik pomniejszego płazu
25 września 2026, 19:20
o, jest, znawca wynaturzeń i bluźnierca przy okazji. użyłem epitetu w potocznym znaczeniu
ES
~Ewa Słota
21 września 2026, 16:26
Kiedy byłam młoda i piękna ufff właśnie Ta Lektura pt: Lalka - wywoływała duże emocje. Będąc młodą już wtedy w myślach " krzyczałam" na Izabelę i ... przyznam się szczerze dziwiłam się Wokulskiemu. Cóż wiele różnych emocji, refleksji i ... właśnie taki jest zamysł autorów, reżyserów książek, filmów - "trzymać nas w napięciu" ... by -potem wyciągać wnioski - każdy inne i dobrze. Oj mamy własne; lalki i laleczki - niestety. Piękna Obsada i Niesamowici Aktorzy ( Wielu z mojej młodości) można się zakochać - ale z głową - prawda? Wszystko takie piękne Aktorzy - Kobiety i Mężczyźni. Życzę tylko tej pięknej Miłości, bo serce i rozum musi iść w parze ( razem), a gdy dopadną złe myśli - uciekaj " kochanie", bo miłość bez serca, to tylko udawanie i zostanie wielkie rozczarowanie. Więc wyrzuć laleczkę z serduszka, bo nie zapleciesz z nią miłosnego wianuszka. Poeci, pisarze są bardzo elastyczni, lubią tworzyć, są dla nas, myślę, że Bolesław Prus - by " przybił piątkę"- przepraszam za wyrażenie.
DD
dudkifive dudkifive
22 września 2026, 22:45
Piątkę w czoło.