Wypaczone interpretacje Pisma Świętego
„Prawidłowa interpretacja tekstów świętych nie może pomijać kontekstu historycznego, w którym one powstały, ani form literackich, które zostały w nich użyte” – przypomniał papież Leon XIV w swojej katechezie z 4 lutego. Bóg przemawiając do człowieka posługuje się ludźmi, ich językiem i kulturą. Wciela się niejako w rzeczywistość bliską odbiorcy. Bierze pod uwagę jego mentalność i ograniczenia. Posługuje się obrazami, które interpretowane w oderwaniu od rzeczywistości historycznej bywają niezrozumiałe. I mogą wprowadzać w błąd.
Odrzucamy to, co nam nie pasuje
Temat jest ważny, gdyż na co dzień mamy do czynienia z wypaczaniem Słowa Bożego, zarówno przez polityków jak i duchownych, świeckich liderów wspólnot i autorów publikacji. Począwszy od szukania w biblijnych księgach uzasadnienia własnych przekonań, stereotypów i uprzedzeń, po instrumentalne posługiwanie się cytatami z Biblii na potwierdzenie głoszonych racji. Szukamy potwierdzenia tego, w co wierzymy i co wiemy o ludziach i świecie, odrzucając to, co nie pasuje do naszej wizji rzeczywistości.
Nie będziesz używał imienia Pana Boga twego do czczych rzeczy – mówi jedno z tłumaczeń starotestamentowego zakazu. Tekst zakazuje powoływanie się na Boga i na Jego słowa dla własnych interesów, a nie – jak niektórzy rozumieją – wołania: o Boże! czy Jezu Chryste! Warto o tym pamiętać podczas spowiedzi.
Wykoślawianie wypowiedzi Jezusa nie zawsze wiąże się ze złą wolą gorliwego głosiciela Ewangelii. Biblia jest pełna paradoksów i trudnych pytań. Ludzie natomiast mają tendencję do sprowadzania głębokich prawd do prostych haseł albo odwrotnie: do uduchowiania tego, co bardzo proste i konkretne. Chętnie też usuwamy „trudne fragmenty”, które budzą dyskomfort moralny czy poznawczy, a promujemy te, które są dla nas miłe i kojące.
Wypaczenia trudne do wyprostowania
Często wypaczamy Biblię nie dlatego, że źle rozumiemy to, co przeczytaliśmy, ale dlatego, że powtarzamy interpretacje, które słyszymy od dzieciństwa. Jeśli od pokoleń ludzie błędnie interpretują konkretny werset, osoba wierząca rzadko poddaje to w wątpliwość. Stąd na przykład tekst o wierze porównanej do ziarnka gorczycy, wielu rozumie dzisiaj jako przesłanie o sile małej wiary. Porównanie mówi jednak o potencjale małego ziarenka, a nie o jego małym rozmiarze.
Na błędnych interpretacjach zbudowano niektóre przekonania i praktyki, które trudno dzisiaj sprostować: figurki Maryi miażdżącej głowę węża, przekonanie, że zakazanym owocem było jabłko, że mity o stworzeniu przedstawiają kronikę wydarzeń, że Paweł Apostoł spadł z konia, że nowe przykazanie brzmi „abyście się wzajemnie miłowali”, że apokalipsa jest tragicznym końcem wszelkiego stworzenia, że naród żydowski przestał być narodem wybranym, że piekło jest miejscem, jakie opisał Dante. I wiele innych.
By czytać Biblię ze zrozumieniem, potrzebujemy wsparcia kompetentnych i uczciwych egzegetów, ich komentarzy i towarzyszenia przy lekturze, a przede wszystkim naszego otwarcia się na Ducha Świętego. Tekst pisany pod Jego wpływem, powinien być pod Jego natchnieniem czytany. To jedyna droga, by wydobyć się z naszych schematów interpretacyjnych.
Cieszą mnie liczne oferty spotkań i warsztatów biblijnych pojawiające się w parafiach i domach rekolekcyjnych. Coraz więcej katolików poznaje tekst Biblii. Łatwo go jednak spłycić, zbanalizować, zbytnio odcieleśnić jego praktyczne znaczenie, ulec pokusie dopasowania go do naszych oczekiwań.
Nie zawsze przypisy pomagają
Niestety tłumaczenia tekstów na języki nowożytne nie zawsze pomagają nam w lepszym ich zrozumieniu. Szczególnie wtedy, gdy tłumacz obawia się, że czytelnik nie zrozumie słów tak, jak rozumie je tłumacz, również ograniczony różnymi stereotypami. Dodawane przez niego śródtytuły i przypisy ukierunkowują interpretację prowadząc nieraz czytelnika na manowce.
Gdy w Biblii Tysiąclecia czytamy, że Bóg zawarł wieczne przymierze z Noem, z jego potomstwem i ze „wszelkim zwierzęciem na ziemi” („na wieczne czasy”), przypis do 9. rozdziału Księgi Rodzaju mówi nam, że „dopiero Nowe Przymierze we Krwi Chrystusowej będzie powszechne i wieczne”. Tekst jedno, przypis drugie. To tylko jeden z nieodosobnionych przykładów forsowania przez tłumacza tego, co wie, albo wydaje mu się, że wie. I Słowo Boże tego nie zmieni.
Wymyślone przez tłumacza śródtytuły, które w zamierzeniu miały usprawnić czytanie, rozbijają nieraz tekst w miejscach, gdzie jeszcze nie skończył się podjęty wcześniej wątek. Ponadto sugerują, jak mamy rozumieć rozpoczynający się tekst. Choć tytuły poszczególnych fragmentów nie należą do Pisma Świętego, nie są bez wpływu na ich interpretację, nieraz bardzo tendencyjną. Czy na przykład przypowieść o synu marnotrawnym, nie mogłaby się nazywać przypowieścią o miłosiernym ojcu, przypowieścią o dwóch braciach lub wręcz przypowieścią o starszym bracie? Pamiętajmy, że Jezus opowiada ją wiernym tradycji faryzeuszom, a nie grzesznikom? Tytuł zmienia perspektywę odbioru całej przypowieści.
Pokora wobec Słowa Bożego
Bóg przemawia do człowieka posługując się słowami, metaforami, obrazami, które były zrozumiałe dla człowieka żyjącego w innym kontekście historycznym niż nasz. Bądźmy więc pokorni wobec tekstu Biblii i uwalniajmy się od stereotypów, od naszych utartych sposobów myślenia i skostniałych poglądów. Nie uważajmy się za tych, którzy wszystko rozumieją, gdyż Bóg odkrywa swoje tajemnice przed tymi, przed którymi chce je odkryć.
Nie odmawiajmy światła Ducha Świętego najprostszym z chrześcijan, którzy pod wpływem Słowa Bożego dokonują wielkich rzeczy, gdyż najtrudniejszymi fragmentami Biblii są te, które każdy uczciwy człowiek doskonale rozumie. Bardzo dobrze je rozumie, ale trudno mu je wprowadzić w życie. Najbardziej wypaczają Ewangelię ci, którzy szukają w Słowie Bożym potwierdzenia własnej wielkości i nieomylności. Pokory więc trzeba. Zarówno biblistom jak i tym, którym Bóg zechce objawić aktualność biblijnych słów, mimo że nie studiowali starożytnych języków.
Skomentuj artykuł