Biorąc odpowiedzialność, stracił popularność

(fot. PAP/Tomasz Gzell)
KAI / drr

Strategia kard. Glempa w stanie wojennym była linią całego Kościoła. Jego dramat, jako jednostki, polegał na tym, że wziął całą odpowiedzialność na siebie, skazując się na utratę popularności - powiedziała KAI red. Milena Kindziuk, autorka jedynej monografii kard. Glempa pt. "Ostatni taki Prymas". Poniżej publikujemy pełną wypowiedź red. Kindziuk, która z wszystkich dziennikarzy przeprowadziła najwięcej wywiadów prasowych z prymasem Józefem Glempem.

Jakie wydarzenia były najtrudniejsze w całej posłudze prymasowskiej kardynała Glempa? Kiedy pytałam go o to, przygotowując książkową biografię Prymasa, bez wahania odparł, że stan wojenny oraz śmierć ks. Jerzego Popiełuszki. Trudno się z tym nie zgodzić. Oba zdarzenia do dziś zresztą wywołują kontrowersje i wpływają na ocenę tego prymasostwa. Historycy z pewnością postawią kiedyś pytanie; czy kard. Glemp mógł postąpić inaczej po ogłoszeniu stanu wojennego w Polsce? Czy powinien wygłosić pamiętne przemówienie w Warszawie 13 grudnia 1981 roku, w którym nawoływał do spokoju, mówiąc, że "boso i na kolanach będzie prosił, by Polak nie podnosił ręki przeciw Polakowi"?

Już dzisiaj, z perspektywy ponad trzydziestu lat wyraźnie widać jedno: że idea Prymasa Glempa stanowiła wyraźną kontynuację linii Prymasa Wyszyńskiego, który za wszelką cenę dążył do "ocalenia biologicznej tkanki narodu", jak tłumaczył. Kard. Glemp nie mógł z tą tradycją zerwać i - co więcej - wziąć odpowiedzialności za przelew krwi w Polsce. A trzeba pamiętać, że w stanie wojennym łatwo było wywołać bratobójcze walki. Dziś wiadomo już, że treść tego przemówienia kard. Józef Glemp konsultował z abp. Dąbrowskim oraz innymi biskupami oraz z ludźmi z kręgów "Solidarności" i że była ona ich wspólnym stanowiskiem. "Wspólnie doszliśmy do wniosku, że każde życie jest potrzebne i trzeba ocalić głowę każdego Polaka, by potem wspólnie budować przyszłość’ - opowiadał Prymas. Wtedy jednak ciężar tej decyzji wziął na siebie. I zbierał za to cięgi, także w środowisku kościelnym.

Prymas nie ujawnił też nigdy treści rozmów z Janem Pawłem II, który wielokrotnie zapewniał kard. Glempa i innych biskupów polskich, że ta linia, choć boleśnie racjonalna, jest, w ocenie Papieża, słuszna. Słowa papieskie przytaczali zresztą później biskupi na posiedzeniach Rady Stałej Episkopatu (stenogramy znajdują się w aktach IPN). Wynika z nich jednoznacznie, iż Jan Paweł II był zdania, że "Glemp jest to ten sam duch co Wyszyński" i że ważne jest, że kontynuuje jego strategię wobec komunistów, "nie dopuszczając, by Naród poszedł na drogę samobójstwa". Strategia Glempa w stanie wojennym była więc linią całego Kościoła, zgodnie z założeniem, że Kościół musi szukać maksymalnego dobra w takich warunkach, jakie w danej chwili istnieją, troszcząc się o ludzkie życie. Prymas wykazał wtedy dalekowzroczność i realizm historyczny. Jego dramat, jako jednostki, polegał tylko na tym, że na siebie wziął za to całą odpowiedzialność, skazując się na utratę popularności.

DEON.PL POLECA

Podobne kontrowersje, co stan wojenny, przez całe lata budziła postawa Prymasa wobec ks. Popiełuszki. Co więcej - sam kard. Glemp miał wyrzuty sumienia, że "nie udało mu się - jak wyznał publicznie w przejmującym rachunku sumienia Kościoła w 2000 roku - ocalić życia ks. Popiełuszki, mimo działań podejmowanych w tym kierunku".

O co tak naprawdę chodziło? W 1984 roku, w wyniku nasilających się i prześladowań wobec ks. Popiełuszki, grupa hutników poprosiła kard. Glempa, by wysłał duchownego na studia do Rzymu, a przez to pomógł uniknąć dalszych prześladowań przez reżim komunistyczny i w konsekwencji ocalił mu życie. Prymas Glemp nie chciał jednak tego uczynić wbrew woli Popiełuszki. A ponieważ ks. Jerzy nie zgadzał się, co więcej, prosił Prymasa, by mógł zostać w Polsce, gdyż "ludzie go potrzebują", kard. Glemp nie zdecydował się na ten krok. "Nie mogłem postąpić wobec księdza wbrew jego woli, tym bardziej, że nie robił on nic innego, jak głosił Ewangelię i uczył jak zło dobrem zwyciężać". Ta decyzja kard. Glempa miała jednak tragiczne konsekwencje: kapłan, za którego odpowiadał jako biskup, został zamordowany. Stąd dla prymasa śmierć ks. Jerzego była także jego osobistym dramatem. Niepokoju sumienia nie ukoił do końca nawet sam Jan Paweł II, który miał powiedzieć Prymasowi, że jest pewien, iż prymas Wyszyński postąpiłby tak samo i że kard. Glemp nie odpowiada za śmierć ks. Popiełuszki, chociaż to on podjął decyzje, aby kapłan pozostał w Polsce.

Fakt, że po ludzku kard. Glemp do końca życia te niepokoje sumienia miał, świadczy jedynie o uczciwości Prymasa, który poddał się osądom ludzkim i znalazł się w sytuacji iście Conradowskiej, gdy człowiek prawy i głęboko moralny nie znajduje właściwego wyjścia w skomplikowanej sytuacji. Nie uciekał jednak przed sobą i winą tragiczną. A publiczne wyznanie tej winy dopełnia tylko wizerunku Prymasa, wskazując na jego szlachetność i wielkość. Nie każdego byłoby stać na taki gest.

Tego typu zmagania wewnętrzne kard. Glempa świadczą o tym, że był to człowiek wielkiego formatu, nie dbający o "oklaski świata", nie zabiegający o popularność. Kiedy było trzeba, to szedł pod prąd, a swe decyzje odnosił jedynie do zasad wiary. Gdy był czegoś pewien, miał pokój w sercu i nie musiał szukać potwierdzenia u innych ludzi.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Biorąc odpowiedzialność, stracił popularność
Komentarze (6)
P
polak
24 stycznia 2013, 15:11
Wielki człowiek i wielki Polak. Szkoda, że niektórych doceniamy niekiedy zbyt późno.
T
tak
24 stycznia 2013, 15:09
Uszanujmy tę chwilę. Nie krytykujmy człowieka , który umarł bo to tak już nic nie da. Nie będzie to napominaniem bliźniego tylko zbytecznym podważaniem jego wizerunku . Pomódmy się nad jego grobem, bądźmy wdzięczni za to co robił dobrze i prośmy Boga o miłosierdzie.
O
obserwator
24 stycznia 2013, 12:34
Kardynał Glemp w dniach odchodzenia Jana Pawła II ?
K
kate
24 stycznia 2013, 12:25
Problem oceny postawy kard. Glempa zarówno w okresie stanu wojennego, jak i na etapie transformacji ustrojowej moim zdaniem wynika nie z tego, czy był mniej lub bardziej popularny (czyli czy odczytywał właściwie nastroje społeczne i odpowiadał na oczekiwania), ale czy był wizjonerski, czy zachowawczy. Kościół ciągle jest w drodze, nie może poprzestawać na utartych schematach postępowania, musi odpowiadać na pytania przyszłości - jak wiarę przekazywać, a nie tylko jak wiary nie utracić. Myślę, że kard. Glemp nie zadawał sobie takich pytań, był zbyt koniunkturalny, zbyt przywiązany do triumfującej wizji Kościoła. Dylematy o sens wiary w świecie niewiary (ateizmu) miał kard. Wyszyński - dobrze znał ten problem z okresu stalinizmu i dlatego budował spójną wizję miejsca religii i Kościoła w świecie (można się kłócić, czy to była wizja jedyna i najlepsza dla Polski, ale że miała swój jasny przekaz to fakt bezsporny). W jakiejś mierze odniosła ta wizja sukces w okresie pontyfikatu Jana Pawła II. Kard. Glemp nie potrafił takiej wizji Kościoła stworzyć (nie wiem, czy chciał, ale nie widać też przesłanek, by próbował) i to w jakiejś mierze wpłynęło na obraz życia Kościoła w Polsce obecnie. Niestety uważam, że w wielu sprawach popełniał grzech zaniedbania i dlatego trudno mi się zgodzić z sądami o jego wielkości.
24 stycznia 2013, 12:23
Wygląda na to, że niewiele właściwie o nim wiedziałam.
A
AMIK
24 stycznia 2013, 11:47
Tak, śp. kard Józef Glemp, to święty człowiek. Cichy, skromny, pokorny i nie szukający uznania i chwały dla siebie. Niestety z przykrością stwierdzam, że także dziś wiele oskarżeń pada i wiele jest niechęci. Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie i radość Nieba. [*][*][*]