Czy aby na pewno pontyfikat sprostowań?

(fot. Diego Roxas / flickr.com / CC BY-NC-SA 2.0)

W Internecie krążył niedawno obrazek przedstawiający Eddarda Starka, jedną z postaci Gry o Tron, z podpisem: "Zbrój się, Papież jest sam na sam z dziennikarzami na pokładzie samolotu". Mem bardzo dobrze chyba prezentuje pewną tendencję i zjawisko z którym zmagają się media katolickie. W obliczu bowiem różnych "nowinek" prezentowanych po spotkaniach z papieżem muszą wykonywać niebywałą pracę wgłębiając się w zawiłą semantykę i syntaksę papieskich przemówień, nierzadko sięgając do języka włoskiego, żeby zobaczyć co papież tak naprawdę powiedział. W odróżnieniu od tego o czym donosiły media. Papież mówi dużo, często ostro i barwnie, ktoś nawet powiedział, że "jak wioskowy proboszcz" (Podobnie gadano o JP II). W rezultacie mamy wiele relacji, często sprzecznych, albo nawet przeczących niejako "katolickości" papieża. Powody są bardzo prozaiczne, ktoś nie zanotował, ktoś nie dosłyszał, ktoś źle przetłumaczył. Czasem wyrwie się też jakiś lapsus, czy też nieszczęśliwe porównanie. Sprostowanie goni więc sprostowanie.

Warto jednak zwrócić uwagę na pewien szczegół. Wytworzyło się w nas takie przekonanie, że należy postawić znak równości między oficjalną wykładnią doktryny katolickiej a każdym słowem papieża. Innymi słowy, że jeżeli papież, np. w spotkaniu z dziennikarzami, nie powiedział czegoś, albo zwrócił uwagę na coś innego, oznacza to zmianę w nauczaniu Kościoła. A tymczasem niekoniecznie tak musi być.

Przykładów mieliśmy w historii wiele, chociażby wtedy, kiedy Benedykt XVI w wywiadzie-rzece mówił o tym, że kiedy np. męska prostytutka zaczyna stosować prezerwatywy, wówczas można to uznać za pewne nabieranie odpowiedzialności za własne życie i pierwszy stopień w porzuceniu dotychczasowej drogi. W prasie wybuchła prawdziwa bomba, papież miał niby zmienić nauczanie Kościoła dot. antykoncepcji, niby zmienić swoje dotychczasowe podejście dotyczące walki z HIV i AIDS. Jednak nic takiego u papież nie nastąpiło. Papież Benedykt nie mówił o doktrynie, ale poruszał bardzo wrażliwy temat pastoralny, który pokazuje pewne stopnie w drodze do Boga.

Język pastoralny pełen jest bowiem niuansów, a do tego często jest nieostry i niekonkretny. Można chyba ukuć taką małą definicję, że o ile język doktryny mówi o celu drogi, o tyle język pastoralny pomaga nią kroczyć.
Zauważyli to np. redaktorzy magazynu Time, którzy przyznali papieżowi Franciszkowi tytuł człowieka roku. Odwołali się do jego zdania "Jeżeli jakaś osoba jest homoseksualistą, poszukuje Pana Boga, ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby ją osądzać?" Redaktorzy podkreślili, że papież tym stwierdzeniem nie zmienił żadnego oficjalnego podejścia Kościoła, użył jednak przystępnego języka - powiedzielibyśmy języka pastoralnego. Do tego nie jest to nic nowego, bo przecież już w katechizmie znajdziemy równie odważne zdanie: "Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji."

DEON.PL POLECA

Naszym, jako wierzących, zadaniem jest przede wszystkim nauczyć media rozumieć język pastoralny i pokazywać jak współgra on z doktryną. Myślę jednak nie o tłumaczeniu w stylu "tak zawsze było". Jednak o podejściu, które będzie używać języka pastoralnego jako bodźca, by poprowadzić dyskusję w kierunku doktryny.

Myślę, że np. w przypadku słów Benedykta takie podejście podkreślałoby przede wszystkim wartość decyzji człowieka o nawróceniu, które to powinno dokonywać się w poczuciu wsparcia wspólnoty wierzących. Sygnał jaki wysłał w świat Franciszek dot. homoseksualizmu w kontynuacji medialnej mógł pokazać perspektywę przeżywania własnej seksualności, szczególnie w zmaganiu się z głęboko osadzonymi skłonnościami homoseksualnymi.

W przeciwnym wypadku będzie tak jak z moimi przyjaciółmi, którzy mieszkając razem przed ślubem mówią, że przecież i tak za chwilę papież Franciszek zmieni całe nauczanie Kościoła, więc poco się spinać.

Paweł Kowalski SJ - www.kowalski.blog.deon.pl, Twitter: @PawelKowalskiSJ

Duszpasterz akademicki wspólnoty DA Winnica w Gdańsku Wrzeszczu. Bydgoszczanin. Ukończył filozofię na Akademii Ignatianum w Krakowie. Pracował w Szkole Kontaktu z Bogiem. Studiował teologię na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Podharcmistrz i kilkukrotny przewodnik grupy SZARA WAPM

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Czy aby na pewno pontyfikat sprostowań?
Komentarze (43)
A
Anka
2 lutego 2015, 13:46
Dawniej się mówiło, że ktoś jest bardziej papieski od papieża. Jak czytam komentarze pod artykułami, to mam wrażenie, że dotyczy to większości czytelników deonu (a na pewno - większości komentujących tutejsze artykuły). A swoją drogą jest to chyba jakiś masochizm - wciąż wchodzić na portal, z którego artykułami w większości się nie zgadzam... :(
W
WDR
2 lutego 2015, 19:22
Na deonie radzili, żeby nie czytywać tylko mediów z którymi poglądami się zgadzamy (choć taki trend jest pospolity i po ludzku zrozumiały), bo stajemy się zgniuśniali intelektualnie. Ty widzisz w tym masochizm, a ktoś inny sposób na osobisty rozwój :-)))
R
Robert
3 lutego 2015, 07:12
Dlatego właśnie jestem wiernym prenumeratorem "Tygodnika Powszechnego", który od wielu lat strasznie działa mi na nerwy :-)
W
WDR
4 lutego 2015, 04:46
Uuuu... to widzę, że potrzebne Ci naprawdę mocne bodźce i to w regularnych odstępach czasu ;-)
W
wierny
2 lutego 2015, 08:06
Autor to ksiądz który udaje że zna sie na wszystkim - ile razy juz pouczał na deonie! Żenada. Jak sie nie wstydzi żerować na Benedykcie XVI (teologu na stulecia - jak pisza znawcy) - zamiast pisaniny Kowalskiego to znacznie lepiej sięgnąc do źródeł - do wywiadu samego Benedykta XVI - w książkowej formie "Światłość świata" - tam można poczytac prawdę. A obrona papieza Franciszka przez Kowalskiego to dopiero kuriozum - Polacy są wierni papieżom a te sensacje i sprostowania i pseudoobrony to nakęcają dzienniakrze i deonowi jezuici i ich najemnicy - np. ks. Prusak, ks. Siepsiak, Żyłka czy Wyborczy Sawicki
A
Anka
2 lutego 2015, 10:27
Bardzo "chrześcijański" komentarz, jad aż się leje... 
E
eva
2 lutego 2015, 12:29
Ale czy to czasem nie sa fakty? Sprawdź sobie w źródłach - deonowych i innych
A
Anka
2 lutego 2015, 13:50
Nazwanie odwołania się do czyjejś wypowiedzi "żerowaniem" nigdy nie jest faktem tylko opinią.
MR
Maciej Roszkowski
2 lutego 2015, 13:55
Ludzie chorzy na pogardę najbardziej szkodzą sami sobie.
N
non
2 lutego 2015, 15:26
Jest żerowaniem - bo Benedykt XVI to wielki autorytet teologiczny i moralny i emerytowany papież - a manipulowanie Jego wypowiedziami wyrwanymi z kontekstu a nie przytaczanie całości dla okreslonych celów - to manipulacja i żerowanie, jakiego dotąd nawet na dysydenckim deonie nie stosowano
MR
Maciej Roszkowski
1 lutego 2015, 21:34
Znowu jakiś kombinator wali te plusy i minusy z czapy. Gdzie Sz.Administracja?" Dlaczego rządzi tu łobuzeria?
jazmig jazmig
1 lutego 2015, 18:19
JPII nawet wtedy, gdy mówił jak wioskowy pleban, to nie mówił głupstw. Nie było potrzeby ogłaszania jakichkolwiek sprostowań, wyjaśnień, ani innej gimnastyki słownej. To tak tytułem sprostowania.
S
stary
1 lutego 2015, 18:49
Kiedy Wojtyła opowidał o "cywilizacji śmierci" albo o "jawnym lub ukrytym totalitaryźmie" istotnie nie było czego prostować. Można było się jedynie popukać w czoło.
A
a-psik
1 lutego 2015, 19:32
To się puknij, może pomoże
L
leszek
1 lutego 2015, 11:02
Nie jest to pontyfikat sprostowań, ale sprostań na pewno. Papież wskazuje tematy i pyta się (niczym Jezus uczniów w obliczu burzy na jeziorze Tyberiadzkim) "a gdzie jest wasza wiara". Jeśli naprawdę wierzycie, to żadne burze nie są dla was groźne. Ale wielu się to nie podoba, najchętniej by zakryli głowy i udawali, że burzy nie ma.
MAŁGORZATA PAWŁOWSKA
1 lutego 2015, 04:28
Oczywiście, że pontyfikat sprostowań, po uprzednim wywołaniu zamieszania. Pytanie, czy aby mimowolnym? Gdyby była po temu wola, na pewno dałoby się nad tym zapanować. Media aż tak się nie zmieniły od czasu poprzedników, gdy jednak szumu było znacznie mniej.  A może jednak zamęt jest celem, żeby ukryć prawdziwe intencje przed mniej świadomymi, czujnymi i przenikliwymi? Nic nie jest takie, na jakie z pozoru wygląda. Pan Jezus nazywał ich wilkami w owczej skórze. A wilk, jak to wilk - nie może się powstrzymać, aby chociaż od czasu do czasu nie obnażyć swoich kłów.
31 stycznia 2015, 20:24
Problemem nie jest język Papieża. Problemem są reakcje tych ludzi Kościoła, którym przeszkadza jego otwartość na grzeszników. Woleliby mocnego przywódcę ziemskiego, a nie duchowego w Królestwie Chrystusa. Takiego, który waliłby pięścią co i rusz, gromił tych grzeszników, a im samym co najwyżej wystawiał laurki za prawowitą wiarę i dzielne, niemalże męczeńskie samo-zbawianie się. A także dbał, żeby nikt nie dostał denara za ostatnią godzinę pracy, gdy oni też dostali denara, ale za ich wiele. Jakieś nieporozumienia językowe są tylko pretekstem, żeby dowalać Papieżowi.
jazmig jazmig
1 lutego 2015, 18:26
Wg pana św. Paweł był zamknięty na grzeszników, pisał bowiem: Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.
S
strada
1 lutego 2015, 18:48
No brawo!
Jack French
1 lutego 2015, 19:06
Nie, św. Paweł nie był zamknięty na grzeszników. Ty jesteś zamknięty na wszystko, co nie wygląda dokładnie tak, jak sobie tego życzysz. Niezależnie czy słusznie, czy niesłusznie.
R
rafi
1 lutego 2015, 23:07
Mnie z kolei bardzo poruszają te słowa św. Pawła: Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. (Rz 5, 20-21) I to jest Dobra Nowina: każdy grzesznik ma nadzieję w Panu. To takie proste: uchwycić się nadziei, jaka jest w Jezusie Chrystusie. Jezus ma moc, by przemienić każdego grzesznika. I przemienia od środka na zewnątrz. Jezus przemienia serce. To jest niesamowita zamiana, jakiej dokonał Jezus na Krzyżu. Nasze grzechy przybiły Go do Krzyża, a On w zamian ofiarował nam zbawienie. Jego miłość jest niepojęta...
KS
Krzysztof Sikorski
31 stycznia 2015, 17:23
Św. Franciszek, czy po prostu Franek ?    Pytanie na które będzie można odpowiedzieć dopiero na koniec pontyfikatu. Czy to moja wina, że czasami jestem wrozterce? Ja nic nie kreuję. Ja tylko słucham suchych przekazów. Że sa czasami beznadziejne, nierozumiem i.......... tyle.
A
Anka
2 lutego 2015, 10:30
Radziłabym zwrócić uwagę na to, że te przekazy niezwykle rzadko są... suche... stąd właśnie tyle problemów.
R
rafi
31 stycznia 2015, 16:43
Jak to mówi św. Paweł, wiara nie opiera się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. Jeśli człowiek nie ma oparcia w Bogu to będzie płakać, że ciągle w kimś mu coś nie pasuje.
R
rafi
1 lutego 2015, 07:04
Do tych co minusują - kochani jesteście ;) Nie miałem pojęcia, że tyle osób zwróci na ten mój głupi wpis uwagę :)
DM
Dominik, ministrant
31 stycznia 2015, 15:34
W czasie ostatniego konklawe w marcu 2013 mało modliliśmy się i mamy to co mamy. 
S
strada
1 lutego 2015, 20:03
Myślisz, że wynik konklawe zależy do Twoich wysiłków?
S
stary
31 stycznia 2015, 12:23
Papież Franciszek był łaskaw zauważyć, że 2 % księży to pedofile. O ile wiadomo, miał ku temu wiarygodne dane. Pora chyba na jakies wnioski.
M
ministrant
31 stycznia 2015, 15:50
Papież ze strachu w samolocie opowiada bzdury.  Wypowiedź prasowa o tym, że 2 % księży to pedofile to takie rzucenie słowa na wiatr. Franciszek coś chlapnął a nikt nie wie o co chodzi. Ot taki efekt Franciszka.
A
acb
31 stycznia 2015, 23:29
Zgadzam się. Z mojego doświadczenia wychodziło by co najmniej 5 jak nie 10%. Papież wykazał się rażącą niekompetencją.
P
pytajnik
1 lutego 2015, 05:29
Niby z Twojego doświadczenia? To ile złożyłeś zawiadomień np. do prokuratury?
O
Odp
31 stycznia 2015, 12:19
Jest to kolejny artykuł z cyklu ... Zastanawiam się, który to już w tym tygodniu na Deonie? Czy nie lepiej byłoby wezwać do modlitwy za Franciszka i za Kościół? Przynajmniej dałaby ona jakieś dobre rezultaty zamiast polaryzacji.
Paweł Kowalski SJ
31 stycznia 2015, 15:34
Temat dosyć ważny - a na pewno wzbudza poruszenie, więc i teksty powstają. Lepiej coś przemyśleć i przedyskutować niż udawać, że nie ma tematu. 
X
xxy
1 lutego 2015, 14:29
Dlaczego ksiądz wstydzi się swego stanu kapłańskiego (zakonnego)? Tak jak większość księdza konfratrów. Tylko dobrze zorientowani wiedzą, co oznacza SJ przy nazwisku. Zawsze zaczyna się od niby małych rzeczy. Od tłumaczenia: koloratka jest nieważna, nie bądźcie takimi formalistami, itp. Ale ten brak to jest  ważny sygnał.
Paweł Kowalski SJ
1 lutego 2015, 17:56
Wnoskujesz, że wstydzę się święceń kapłańskich bo nie mam kolroatki w avatarze? Gratuluję przebiegłości :))
jazmig jazmig
1 lutego 2015, 18:21
Autor może nie wstydzi się święceń kapłańskich, ale je ukrywa. Nie on jeden.
Jack French
1 lutego 2015, 19:07
Brak koloratki na zdjęciu to ukrywanie własnego kapłaństwa. Moja siostra mająca 7 lat potrafi wyciągać bardziej konstruktywne, logiczne i analityczne wnioski niż pan. Przy temu jeszcze pan stawia ostry zarzut. Nie liczy się pan ze skutkami, jakie takie czcze zarzuty mogą wywołać. 
Paweł Kowalski SJ
1 lutego 2015, 21:20
Ukrywam święcenia? A to ciekawa teza. Mszę odprawiam, spowiadam... zapraszam kiedyś :)
T
ten
1 lutego 2015, 22:56
Tak, ukrywa ksiądz święcenia. Ksiądz, który dobrze czuje się w swoim stanie duchownym, który kocha kapłaństwo (w końcu sam je wybrał) nie umieszcza swojego zdjęcia bez choćby koloratki. Już nie mówię o sutannie, bo tej to pewnie ksiądz wcale nie nakłada. Przyznawać się do służby Chrystusowi? No, bez przesady. To może obrazić niewierzących czy muzułmanów. Wtedy nici z dialogu. A przecież do dialogowania, a nie do głoszenia Chrystusa (a na pewno nie do nawracania - tfu, co za słowo!) powołano księdza.
Jack French
2 lutego 2015, 17:48
W takim razie, analogicznie: Facet który się żeni, powinien na każdy, zdjęciu być razem z żoną. Tok myślenia... raczej jego brak. Coś na wątrobie siedzi i próbuje to przekuć na jakieś oszczerstwo?
A
Auge
31 stycznia 2015, 11:48
Niestety prawda jest taka, że nasz Ukochany Przywódca zazwyczaj włącza najpierw język, a dopiero później mózg. I to jest zresztą najbardziej życzliwa dla niego interpretacja...
T
totja
31 stycznia 2015, 15:32
znalazł się psycholog...
MAŁGORZATA PAWŁOWSKA
1 lutego 2015, 19:20
Mózgi wyłącza raczej większość (głuchych) odbiorców tych nieprzypadkowych gestów (i wypowiedzi). Po każdej kontrowersyjnej, mało precyzyjnej wypowiedzi powinna się zapalać w mózgu czerwona lampka, a wypowiedź należałoby odłożyć w prywatnym archiwum.