Czy można formalnie wystąpić z Kościoła?

(fot. silent shot / flickr.com)
Anna Wojtas / KAI / drr

Nie można wypisać się z Kościoła, a apostazja nie sprawia, że ktoś przestaje być katolikiem - przypomina w rozmowie z KAI ks. dr hab. Piotr Majer, konsultor Rady Prawnej Konferencji Episkopatu Polski. W ten sposób kanclerz Kurii Metropolitalnej w Krakowie a zarazem wykładowca Instytutu Prawa Kanonicznego na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie odnosi się do promowanego przez Ruch Palikota w dn. 14-20 maja II Ogólnopolskiego Tygodnia Apostazji.

Ks. dr hab. Piotr Majer: Właściwie zamiast o "wystąpieniu" można by było mówić o "odstąpieniu" od wspólnoty wierzących, bowiem nie można wystąpić, czyli "wypisać się" z Kościoła w ten sam sposób, jak się rezygnuje z członkostwa w świeckiej organizacji. Do Kościoła wchodzi się wraz z przyjęciem chrztu, a ponieważ skutków chrztu nie da się unicestwić, nie da się tak naprawdę "wystąpić" z Kościoła. Można zerwać z nim widzialne, formalne więzy, ale nie da się zniweczyć miłości Chrystusa, który nabył nas własną krwią (zob. Dz 20, 28). Dlatego mówimy o apostazji dokonywanej przez formalny akt, kładąc nacisk na to, że chodzi o przyjęcie do urzędowej wiadomości woli człowieka, który nie chce mieć z Kościołem nic wspólnego. Nie można natomiast mówić o absolutnym odejściu ochrzczonego od Kościoła.

W jaki sposób się to dokonuje? Osoba, która objawia taki zamiar winna zgłosić się do proboszcza parafii swego miejsca zamieszkania. On w osobistej rozmowie powinien z miłością i roztropnością podjąć wysiłek zmierzający do tego, by w człowieku pragnącym zerwać z Kościołem obudzić jednak wiarę zaszczepioną na chrzcie świętym i starać się, by odstąpił on od swego zamiaru. To pierwsze i najważniejsze zadanie duszpasterza. Gdy mimo podjętych starań spotka się jednak z odmową, musi przypomnieć o kanonicznych konsekwencjach takiego kroku i ostatecznie przyjąć do wiadomości decyzję takiego człowieka. Po jej przyjęciu za pośrednictwem kurii biskupiej powiadamia się parafię chrztu apostaty, aby w akcie chrztu została wpisana odpowiednia adnotacja o dokonaniu formalnej apostazji. Odtąd taki katolik - apostata nadal nim jest - nie może korzystać ze wszystkich praw przysługujących wiernym: nie może przyjmować sakramentów, pełnić w Kościele żadnych funkcji, być chrzestnym i świadkiem chrztu, świadkiem bierzmowania, świadkiem zawarcia małżeństwa, zostaje także pozbawiony kościelnego pogrzebu. Gdy jednak odstąpi od uporu, może - a Chrystus zawsze na to czeka - powrócić do zerwanej wspólnoty z Kościołem. Potrzebna wtedy jest procedura zwolnienia z kary ekskomuniki, a podstawowym warunkiem jest osobiste nawrócenie.

Najczęściej chyba pojawiającą się trudnością jest niechęć do osobistej rozmowy z duszpasterzem i pragnienie załatwienia sprawy wyłącznie drogą korespondencyjną. Nawet gdy ktoś pojawi się u swego proboszcza, to często jest uprzedzony, a nawet nastawiony wrogo, zamknięty na rozmowę. Oczywiście dialogu nie ułatwia fakt, iż swoją wolę odstępstwa bardzo często takie osoby uzewnętrzniają na formularzach skopiowanych z Internetu. A zatem nawet nie chcą - a może nie potrafią? - podać osobistej argumentacji swojej decyzji. Trudno w takich okolicznościach toczyć dialog.

Nierzadko osoba chcąca odstąpić od Kościoła swoje pismo kieruje nie do proboszcza miejsca zamieszkania, ale żąda, by wszystko załatwił proboszcz miejsca chrztu. Następstwem odmowy takiego proboszcza, który zgodnie z przyjętymi zasadami odsyła do własnego duszpasterza, jest skarga do kurii albo do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

"Zasady postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła" zostały przyjęte przez Konferencję Episkopatu Polski w 2008 r. W marcu br. zostały one nieco zmodyfikowane, ale nowa wersja, niewiele różniąca się od poprzedniej, nie została jeszcze oficjalnie ogłoszona. Celem tego dokumentu jest wskazanie duszpasterzom jednolitych zasad postępowania wobec osób, które chcą odstąpić od Kościoła. Przede wszystkim nacisk kładzie się na to, by duszpasterz rozeznał, jakie są rzeczywiste przyczyny decyzji tego, kto składa oświadczenie o apostazji. Dlatego wymaga się osobistego spotkania takiego człowieka z duszpasterzem, by ten mógł upewnić się, że istotnie chodzi o porzucenie wiary katolickiej, a nie tylko okazanie dezaprobaty wobec któregoś księdza, czy nawet całej instytucji Kościoła. Powinnością duszpasterza jest podjęcie wysiłków, by taką osobę odwieść od przestępstwa, jakim jest apostazja. W tym celu ksiądz może nawet - jeśli to możliwe - odwołać się do rodziców lub chrzestnych osoby manifestującej wolę dokonania aktu apostazji, by - zgodnie z podjętymi przez nich zadaniami - również ich prosić o pomoc w ożywieniu wiary tej osoby. Dlatego duszpasterz powinien pozostawić jej jakiś czas do namysłu przed podjęciem tak poważnego kroku i przed przyjęciem do wiadomości decyzji o odstąpieniu od Kościoła.

Wspomniałem już, że apostazja nie sprawia, iż ktoś przestaje być katolikiem. Nie da się wymazać z historii życia ludzkiego faktu, że ktoś został ochrzczony. Analogicznie gdy ktoś rezygnuje z polskiego obywatelstwa czy zmienia nadane mu przez rodziców imię, które teraz mu się nie podoba, nie zaciera się śladów o polskim obywatelstwie czy poprzednim imieniu w akcie urodzenia przechowywanym w księgach stanu cywilnego. Dlatego nawet jeśli ze smutkiem przyjmuje się do wiadomości czyjąś decyzję o odstąpieniu, dokonuje się wzmianki o tym w akcie chrztu, ale nie wykreśla się zupełnie danych takiego człowieka z rejestru osób ochrzczonych. Prawo Kościoła do zachowywania tych danych jest potwierdzone w obowiązującej ustawie o ochronie danych osobowych, co respektuje Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych oraz sądy powszechne.

Dane zawarte w księgach metrykalnych, jako udokumentowanie przyjętych sakramentów, są niezbędne do wykonywania własnych zadań Kościoła, co jest gwarantowane także przez prawo polskie. Od przyjętego chrztu zależy np. ważność małżeństwa kanonicznego zawieranego przez daną osobę, i nie ma na to wpływu fakt, że dokonała ona formalnej apostazji. Również gdy taki człowiek chce pojednać się z Kościołem - a przecież takie przypadki mają miejsce - nie potrzebuje (i nie może) ponownie przyjmować sakramentu chrztu. Jest już ochrzczony, a odpowiedni akt w księdze metrykalnej jest tego dowodem.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy można formalnie wystąpić z Kościoła?
Komentarze (13)
T
Troll
20 czerwca 2012, 10:06
Kościół katolicki to instytucja i odejście z tego kościoła powinno się odbywać w sposób naturalny bez świadków.Po co kościołowi potrzebni są świadkowie czyżby obawiają się matactw,przecież sami mataczą w duszach ludzi,obłuda tej instytucji nie zna granic.
A
amelia
15 maja 2012, 22:07
,,jeśli to możliwe - odwołać się do rodziców lub chrzestnych osoby manifestującej wolę dokonania aktu apostazji, by - zgodnie z podjętymi przez nich zadaniami - również ich prosić o pomoc w ożywieniu wiary tej osoby''....problemem jest bardziej,że większość nigdy nie posiadała żywej wiary, gdyż byli ochrzczeni jako dzieci. Byli (są) tylko formalnymi chrześcijanami - gdzie chrzest nie przekłada się na życie. Ktoś za nich (za nas) podjął decyzje a doświadczenia wiary nie przekazał....problem szeroki.
STANISŁAW SZCZEPANEK
15 maja 2012, 20:07
Jak może spotkać "potępienie wieczne" kogoś, kto nie wierzy w takowe? To nie jest fakt, tylko wyobrażenie osób wierzących. Większą "szkodę na duszy" odnosi się żyjąc w kłamstwie - czyli udając, że się ma przekonania, których się nie ma. Ateista w godzinie śmierci gaśnie sobie spokojnie (albo w cierpieniu, zależnie od stanu ciała) i jego energia rozprasza się, a materia wraca do ziemi, i koniec. Jeśli ktoś obsesyjnie boi się nieistnienia, to niech nie porzuca religii, tylko pozostanie na jej uwięzi, proste. Potępienie wieczne, to piekło. Ono istnieje, czy tego chcesz, czy nie. To fakt, a nie kwestia wiary. Podobnie , jak gdy masz popsute hamulce, to spowodujesz wypadek, niewazne czy w to wierzysz, czy nie. Do piekł trafiają właśnie ci, którzy uważają, że go nie ma i mogą robić to, co im się żywnie podoba. Tam muszą się przekonać, że ono naprawdę istnieje.
STANISŁAW SZCZEPANEK
15 maja 2012, 20:07
Jak może spotkać "potępienie wieczne" kogoś, kto nie wierzy w takowe? To nie jest fakt, tylko wyobrażenie osób wierzących. Większą "szkodę na duszy" odnosi się żyjąc w kłamstwie - czyli udając, że się ma przekonania, których się nie ma. Ateista w godzinie śmierci gaśnie sobie spokojnie (albo w cierpieniu, zależnie od stanu ciała) i jego energia rozprasza się, a materia wraca do ziemi, i koniec. Jeśli ktoś obsesyjnie boi się nieistnienia, to niech nie porzuca religii, tylko pozostanie na jej uwięzi, proste. Potępienie wieczne, to piekło. Ono istnieje, czy tego chcesz, czy nie. To fakt, a nie kwestia wiary. Podobnie , jak gdy masz popsute hamulce, to spowodujesz wypadek, niewazne czy w to wierzysz, czy nie. Do piekł trafiają właśnie ci, którzy uważają, że go nie ma i mogą robić to, co im się żywnie podoba. Tam muszą się przekonać, że ono naprawdę istnieje.
A
Aga
15 maja 2012, 19:58
Wydaje mi się, że każdy ma prawo do apostazji. Wydaje mi się, że ma prawo żadąć, aby wykreślono go z ksiąg parafialnych. Dlaczego? Trzeba podkreślić jedną rzecz: nie każdy apostata porzuca chrześcijaństwo. My często upraszczamy: prawdziwy Polak = katolik,Chrześcijanin = katolik, niestety nie jest to prawda. Wielu apostatów po prostu zmienia wyznanie i ma do tego prawo. Dlaczego więc ma widnieć w statystykach jako katolik, skoro jest np. zielonoświątkowcem? Dajmy ludziom wybór. Faktem jest, że niewierzący zawsze będzie pod mocą Sakramentu Chrztu, ale widnieć w księgach parafialnych nie musi, bo to Bóg i tak zadecyduje. Dla mnie ważniejsze jest bycie po prostu Chrześcijaninem. Mam prawo zmienić kościół; uważam, że nie konfesja jest najważniejsza, ale to jaki mam kontakt z Bogiem, jak żyję i jakie świadectwo daję innym ludziom. A utrudnianie "wypisania się z kościoła" i tak nic nie da, a tylko pokazuje, że KRK na siłę próbuje zatrzymać swoje owieczki. Wolna wola to podstawa... Tylko Bóg zna motywację człowieka...
S
sfistack
15 maja 2012, 15:52
A mnie to się podoba to: "niechęć do osobistej rozmowy z duszpasterzem i pragnienie załatwienia sprawy wyłącznie drogą korespondencyjną" No bo o czym tu gadać? Że głupka z siebie robię? Poddaję się presji medialnej: wypisania się z organizacji? Przecież jak nie chcesz być katolikiem to nie i już. Wiem, bo sam żyłem na bakier z Kościłem przez ... osiem lat. I nikt mnie nie zmuszał do niczego! Ale teraz jest nowa moda więc, czemu nie? Ech, psy szczekają a karawana idzie dalej!
D
Dziwoląg
15 maja 2012, 11:31
Najlepsze jest to, że dla ludzi tej akcji największą korzyścią jest nieotrzymanie Sakramentów Świętych za życia. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Mt 16, 26 Cieszyć się, że wybrało się potępienie wieczne? Współczuje w godzinie śmierci. Jak może spotkać "potępienie wieczne" kogoś, kto nie wierzy w takowe? To nie jest fakt, tylko wyobrażenie osób wierzących. Większą "szkodę na duszy" odnosi się żyjąc w kłamstwie - czyli udając, że się ma przekonania, których się nie ma. Ateista w godzinie śmierci gaśnie sobie spokojnie (albo w cierpieniu, zależnie od stanu ciała) i jego energia rozprasza się, a materia wraca do ziemi, i koniec. Jeśli ktoś obsesyjnie boi się nieistnienia, to niech nie porzuca religii, tylko pozostanie na jej uwięzi, proste.
B
Bonifacy
15 maja 2012, 11:12
@Stan Mylisz się. Zasada autonomii Kościoła i Państwa (albo rozdziału, jak chcą niektórzy) polega własnie na tym, że obie instytucje maja swoje porządki prawne, do których druga strona się nie wtrąca. Państwo świeckie nie może skutecznie nakazać Kościołowi, żeby zmieniło prawo kanoniczne. Podobnie i Kościół nie może skutecznie nakazać ustawodawcy państwowemu, by modyfikował prawo państwowe (może natomiast nieformalnie postulować czy opiniować zmiany legislacyjne - jak każda grupa społeczna). Prawo kościelne może byc podporządkowane prawu państwowemu tylko wówczas, jeśli sam Kościół się na to zgodzi - aolbo jednostronnie, albo w umowie międzynarodowej. Oczywiście że na przestrzeni stosunków Kościół-Państwo powstają sprawy konfliktowe, ale wtedy nie jest tak, że prawo kościelne musi ustąpić wobec prawa państwowego, tylko w drodze umowy bilateralnej zmierza się do usunięcia konfliktowej sytuacji. Nigdy nie może się to odbyć kosztem pryncypiów dogmatycznych. Co do apostazji. Niewiele mnie obchodzi, co sobie wymyslili pomysłodawcy "tygodnia apostazji". Kościół jest w posiadaniu danych osób ochrzczonych w zgodzie z prawem polskim. Obywatelstwa nie można się zrzec jednostronnie i skutecznie. Mozna co najwyżej zwrócić się do prezydenta RP o wyrażenie zgody na zrzeczenie sie obywatelstwa polskiego. A więc to nie od zainteresowanego zależy zachowanie obywatelstwa, ale od prezydenta.
S
Stan
15 maja 2012, 09:43
@Bonifacy: "Prawo kanoniczne (..) nie musi dostosowywać się do konstytucji danego państwa." Ten pogląd jest, lagodnie mówiąc, nieaktualny. Prawo kanoniczne może być sobie odrębnym bytem, ale tylko w ramach prawa państwa, tzn. w obszarach nieregulowanych przez konstytucję, ustawy itd. Jeżeli gdzieś jest sprzeczność prawo kanoniczne przegrywa, chyba, że sprzeczność została jakoś usankcjonowana prawnie (w prawie państwa, nie kanonicznym) np. przez konkordat. Co do apostazji: Ludzi, którzy chcą wystąpić z Kościoła zwykle nie interesuje ich status, jak to nazywasz, dogmatyczny. Kościół może sobie uznawać niezmywalność chrztu, tak samo jak ludzie niewierzący nie uznają, że chrzest znaczy cokolwiek. W akcji tygodnia apostazji nie chodzi przede wszystkim o kwestie związane z religią tylko o sprawy administracyjne. Kościół ma dane osobowe osób ochrzczonych, gromadzi je i przetwarza, a każdy obywatel państwa polskiego ma prawo zarządać od każdej instytucji niepaństwowej, aby tego nie robiła. W tygoniu apostazji chodzi o pomoc osobom, które chcą być wykreślone z biurokratycznego aparatu Kościoła, a mają z tym problemy z powodu niepotrzebnie skomplikowanej procedury ustalonej przez Kościół i często niechęci oraz braku zrozumienia ze strony księży. P.S. Wbrew temu co piszesz, obywatelstwa można się zrzec.
M
Macieq
15 maja 2012, 09:04
 Najlepsze jest to, że dla ludzi tej akcji największą korzyścią jest nieotrzymanie Sakramentów Świętych za życia.  Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Mt 16, 26 Cieszyć się, że wybrało się potępienie wieczne? Współczuje w godzinie śmierci.
J
Joola
14 maja 2012, 23:37
 Wiele osob, ktore formalnie uznaje sie za katolikow nie ma nic wspolnego z Kosciolem. Jezeli chca one potwierdzic ten fakt formalnie, to jest to ich wolna wola. Czasem kiedy patrze na te tlumy osob, ktore przychodza poswiecic pokarmy w Wielka Sobote i nie maja pojecia jak sie zachowac i generalnie o co w ogole chodzi, zastanawiam sie czy jest to sensowne
B
Bonifacy
14 maja 2012, 23:13
@~M Prawo kanoniczne jest odrębnym porządkiem prawnym, róznym od prawa państwowego, dlatego nie musi dostosowywać się do konstytucji danego państwa. Do ustroju Kościoła należy dogmatyczna zasada nieutracalności chrztu. Kościół wcale nie musi sie z tym zmierzać, bo nie jest instytucja demokratyczną. Raczej państwo, jeśli szanuje autonomię Kościoła, musi się z tym pogodzić. Nie może wszak ingerować w zasady dogmatyczne Kościoła. A jeśli jednostka pragnie być poza Kościołem, nie sobie jest. Dogmatycznie nadal pozostaje katolikiem. A jeśli jednostka pragnie być poza państwem? Obywatelstwa nie traci się przecież automatycznie, na żądanie.
M
M
14 maja 2012, 22:13
Poza prawem kanonicznym naleźy pamiętać także o prawie państwa, na którego terytorium działają rozmaite organizacje, w tym kościoły i związki wyznaniowe. W tym kontekście interpretacja przedstawiona przez kanclerza krakowskiej kurii rodzi wątpliwości pod względem zgodności regulacji kościelnych (katolickich) z Konstytucją, w tym zwłaszcza z konstytucyjnymi wolnościami i prawami człowieka i obywatela. Trudno bowiem uznać organizację, z której nie da się "wypisać" za spełniającą standardy państwa demokratycznego. To, czy "wypisanie się z Kościoła" rodzi problemy natury teologicznej jest poza zainteresowaniem prawa świeckiego - innymi słowy, Kościół sam musi się z nimi uporać. Musi jednak umoźliwić jednostce wolność do bycia poza Kościołem, kiedy tylko taka jednostka tego zapragnie.