Czy wolno pomagać za pomocą przestępstwa?

(fot. youtube.com)

Ponoć wszyscy chcieli dobrze. Chcieli pomóc papieżowi. Robili to, przygotowując raporty o finansach Watykanu i podpowiadając rozwiązania podejrzanie pogmatwanych sytuacji. Jedni strzegli tajemnicy, robiąc to w służbie papieża, inni doszli do wniosku, że lepiej to wszystko opublikować i tak pomóc papieżowi.

Nie wiemy, jakie były ich ukryte intencje. Wiadomo o napięciach, o rywalizacji czy cichej wojnie między zaaresztowanym księdzem z Hiszpanii, związanym z Opus Dei, i włoską ekonomistką, wypuszczoną na wolność po zapewnieniu z jej strony pełnej współpracy z watykańskimi organami ścigania, a kard. Pellem, szefem ich wszystkich, odpowiedzialnym za ekonomię Watykanu.

To każe trochę wątpić w całkowitą "czystość" intencji, ale nie zwalnia nas z zastanowienia się nad tym, co bardziej służy papieżowi... i czy tak wolno.

Tzw. nasze czasy przynoszą wiele przykładów "przecieków". Dziennikarze wręcz żyją z owoców przestępczej działalności i oczywiście chronią swoje źródła informacji, choć są to ludzie, którzy naruszyli prawo i powinni być ścigani. Można powiedzieć, że pomagają przestępcom. Wystarczy wspomnieć nielegalne podsłuchy polityków czy publikacje tajnych raportów komisji w sprawie znanego byłego dziennikarza.

DEON.PL POLECA

Papież wzywa do przejrzystości. My, nie ukrywajmy tego, często chcemy wiedzieć. W mediach dobrze sprzedają się takie sensacje. Można usłyszeć zdanie: "Uczciwy nie ma nic do ukrycia". Zamiatanie pod dywan też źle nam się kojarzy.

Jednocześnie wiemy, jak bardzo można ludzi skrzywdzić, nagłaśniając pomówienia. Jak nośne są tzw. fakty medialne, tzn. takie, co to nigdy nie miały miejsca, lecz zostały zasugerowane i jakby "potwierdzone" przez próby ich zdementowania. Do tego niby w formie pytania, a jednak powtarzane na okrągło przebiły się do świadomości społecznej.

Manipulacją jest również wybiórczość w cytowaniu tajnych tekstów. Dziennikarze ujawniają tylko te fragmenty, które służą ich opcji (politycznej). Jedyną wiarygodną obroną byłoby ujawnienie całych zapisów, ale albo nie mamy do nich dostępu, albo ich ujawnienie byłoby przestępstwem. Tajemnica handlowa, nieujawnianie zarobków, stanu zdrowia oraz opinii o pracownikach ma służyć dobru konkretnych osób i instytucji, ma ich chronić przed przestępcami.

Prawo nie zakazuje dobrowolnej przejrzystości, ale chroni przed jej wymuszaniem, zwłaszcza tam, gdzie mogłaby ona zniszczyć konkretnych ludzi, rozbić znaczące dla nich relacje, zamknąć im drogę rozwoju.

Jednocześnie wiemy, że dziennikarskie "ujawnienia" potrafią obalać rządy. Warto jednak zauważyć, że podczas afery "Watergate" to partia nagrywająca, a nie nagrywana, została potępiona.

Co sądzić o tych, którzy wynoszą tajne dokumenty? Jedni nazywają ich zdrajcami, inni bohaterami. To dotyczy Watykanu. Dotyczy USA (Wikileaks). Dotyczyło i Układu Warszawskiego (Kukliński). Nie wspominając o naszych niedawnych zaangażowaniach reporterskich.

Wycieki, rewelacje na temat tajnych danych, żonglowanie fragmentami, a nawet zniekształconymi fragmentami osobistych listów (list 13 na początku Synodu) były i będą formami nacisku, uprawiania polityki, wpływania na opinię publiczną. Intencje mogą być szlachetne i mogą być podłe.

Jak do nich podchodzić? Myślę, że zawsze trzeba się pytać, czy są one do zweryfikowania. Czy podlegają sprawdzeniu? Jeśli nie, nie ma im co wierzyć, nie można się na nich opierać, bo mogą być wyssane z palca. A jeśli tak, to mogą być początkiem obalania murów.

Nie chcę oczywiście namawiać do naruszania tajemnicy korespondencji czy rozmów telefonicznych, nawet papieskich. Chciałbym tylko zauważyć, że granica między tym, co publiczne, a tym, co prywatne, jest bardzo cienka, zwłaszcza u osób publicznych. Coraz częściej musimy się liczyć ze słowami Jezusa: "Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach" (Łk 12,3).

Dotyczy to też tacy, czyli finansów. Nie od dziś wiadomo, że wiele się wybacza księżom, ale nie skąpstwa i kradzieży. Tacy jesteśmy i taki jest świat.

Na tacy czy pod tacą?

Jacek Siepsiak SJ - redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy wolno pomagać za pomocą przestępstwa?
Komentarze (7)
PG
Pawel G
6 listopada 2015, 22:35
No cóż, ten ksiądz został zatrudniony przez samego Franciszka wbrew niektórym osobom z kurii. A potem tenże zatrudnił rzeczoną współpracownicę. Zrobił to wbrew doniesieniom prasowym mówiącym, że osoba ta zamieszczała fotki na których występowała półnago. Do tego pisywała dla portalu mającego za cel denuncjowanie Watykan. No i pojawiły się tweety, co do których potem się tłumaczyła, że to ktoś inny je napisał włamawszy się na jej konto. Pojawiły się też wątpliwości co do jej kwalifikacji. W sumie była to jak najgorsze rekomendacje. Podobnie zresztą, jak kiedyś w tej samej instytucji zatrudniony został osobnik, którego homoseksualne ekscesy stały się światową sensacją. Wtedy Franciszek miał powiedzieć (nie)sławne słowa: Kim jestem, żeby osądzać? Trudno nie zauważyć, że taka polityka zatrudnienia odpowiada poglądom papieża Bergoglio na "jadanie z grzesznikami". Problem jest, tyle że zawiniony.
5 listopada 2015, 07:23
Działa to dokładnie również i w drugą stronę. Ci, co namiętnie chcą odtajnienia doszczętnego akt SB, oburzają się na żądania ekshibicjonistycznego odkrycia kart kościelnych… Zdecydujmy się jako społeczeństwo – albo wszystko odkrywamy, niezależnie od statusu osób, albo pozwalamy na pozostawienie części jako tajnej, która ujrzawszy światło dziennie publicznie, narobiłaby więcej szkody, niż pożytku. Tak samo, jak tajemnice spowiedzi ludzi są tylko dla Boga i spowiednika, bo niektóre ujrzawszy światło dziennie narobiłyby więcej szkody, niż pożytku...
5 listopada 2015, 07:25
to było do WDR
WDR .
5 listopada 2015, 03:52
Mnie zawsze bawi w takich chwilach, gdy słyszę zwolenników zabetonowania lub spalenia akt SB, jak wypowiadają się z wypiekami na twarzy o tajemnicach watykańskich. LOL
4 listopada 2015, 15:13
https://www.youtube.com/watch?v=Ouo1tbBLNDI
4 listopada 2015, 14:43
Nigdy nie przybywało mi jakiegoś szczególnego szczęścia z racji uszczęśliwienia mnie cudzym sekretem, oczywiście mam na myśli sytuację obdarowania mnie tajemnicą bez jakiejkolwiek potrzeby z mojej strony, żeby tę tajemnicę poznać. Taka potrzeba oznaczałaby, że jestem zwyczajnie wścibski, żądny sensacji itd., a raczej nie jestem. Upublicznianie tajemnic ma coś z uszczęśliwiania na siłę, wchodzę do internetu, włączam radio a tam wiadomości o przeciekach. I co ja na to? Siadam przy stoliku w restauracji Sowa&Przyjaciele i po prostu jedyne na co mnie stać to  przeżuwać kęs za kęsem nie otworzywszy ust w celu wypowiedzenia jakiegoś słowa. A po co ja mam uszczęśliwiać innych moimi sekretami, które jutro pojawią się na pierwszych stronach gazet? Sam muszę z tym żyć, tzn. przepraszam bardzo, nie sam, On też je zna i to mi wystarczy, nie potrzebuję żadnych pośredników.
4 listopada 2015, 14:25
Na tacy czy pod tacą? Raz na wozie raz pod wozem.